nasza witryna Agresja na Irak, Nasz Dziennik wiadomości z 25.03.2003


 



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Nie ustają protesty przeciwko amerykańskiej agresji na Irak
Nieprzemijające "nie"

Ponad 10 tys. osób-przedstawicieli niemieckiej młodzieży protestowało wczoraj w Hamburgu przeciwko amerykańskiej agresji na Irak. Protestowali również mieszkańcy Australii. Natychmiastowego wstrzymania wojny przeciwko Irakowi zażądała wczoraj saudyjska Rada Konsultacyjna.
Niemal codziennie dochodzi w Niemczech do antywojennych demonstracji. Ostatni taki protest miał miejsce w Norymberdze, na południu kraju - zgromadził 11 tys. osób. Demonstrują także mieszkańcy Australii. Wczoraj kilkuset uczestników antywojennej manifestacji usiłowało wedrzeć się na salę parlamentu w Canberze. Interweniowała policja, nie dopuszczając protestujących do budynku - nie spełniono także żądań demonstrantów, by premier John Howard wyszedł do nich i przedstawił im swe argumenty w sprawie udziału kraju w wojnie.
W antywojenne demonstracje przerodziły się manifestacje i pochody uczniów i nauczycieli strajkujących przeciwko polityce oświatowej włoskiego rządu. Największe manifestacje odbyły się w Rzymie, Mediolanie, Palermo, Neapolu, Bari, Turynie i Wenecji.
Natychmiastowego wstrzymania wojny przeciwko Irakowi zażądała wczoraj saudyjska Rada Konsultacyjna. "Ameryka, Wielka Brytania i ich sojusznicy podjęli decyzję o wojnie (...), ignorując głos globalnego sumienia i wymóg uzyskania legitymacji międzynarodowej, a także krzyki milionów ludzi na całym świecie" - głosi oświadczenie 120-osobowej Rady, która jest organem doradczym króla, powoływanym przezeń na kadencję 4-letnią.
W sobotę szef dyplomacji saudyjskiej książę Saud al-Fajsal ibn Abd al-Aziz as-Saud wzywał Stany Zjednoczone do wstrzymania wojny przeciwko Irakowi, podkreślając, że jest to wojna "bezprawna", grożąca podsyceniem gniewu Arabów. Saudyjska Rada Konsultacyjna zażądała zagwarantowania "niepodległości i jedności narodowej Iraku", a także gwarancji, że irackie bogactwa naturalne będą administrowane przez samych Irakijczyków.
JS, PAP, KAI


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Rosja zaprzecza, że sprzedała broń Irakowi

- Stany Zjednoczone mają konkretne dowody, że firmy rosyjskie dostarczały broń do Iraku - oświadczył wczoraj rzecznik Białego Domu Ari Fleischer. - Stany Zjednoczone zwróciły się do rządu rosyjskiego, by bezzwłocznie powstrzymał firmy rosyjskie od sprzedawania pocisków antyczołgowych, noktowizorów i innych urządzeń wojskowych Irakowi - dodał. Zaznaczył, że w ten sposób Moskwa łamie embargo nałożone na Irak przez ONZ. Władze Rosji zaprzeczyły tym oskarżeniom. Zapowiedziały jednak przeprowadzenie dochodzenia w tej sprawie.
- Rosja chce, żeby Rada Bezpieczeństwa ONZ oceniła z prawnego punktu widzenia akcję USA i Wielkiej Brytanii wobec Iraku - powiedział wczoraj wiceminister spraw zagranicznych Rosji Jurij Fiedotow. Rosja stoi na stanowisku, że kraje, które podjęły wobec Iraku akcję z użyciem siły przy pominięciu Rady Bezpieczeństwa ONZ i z naruszeniem norm prawa międzynarodowego, powinny się same zajmować likwidacją poważnych konsekwencji natury humanitarnej wynikających z ich działań i będących nie do uniknięcia - stwierdził Fiedotow w wypowiedzi dla agencji Interfax.
KWM, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Polacy i Australijczycy służący w oddziałach ONZ w Libanie muszą się mieć na baczności
Hezbollah pyta o narodowość

W związku z trwającą wojną w Iraku dowództwo sił ONZ w Libanie wystosowało memorandum, w którym wzywa się żołnierzy do zachowania postawy godnej człowieka w stosunku do wszystkich, niezależnie od wyznania i koloru skóry. Dowództwo obawia się przejawów agresji wobec służących w siłach pokojowych żołnierzy pochodzących z Australii i Polski.
Australia i Polska, wbrew prawu międzynarodowemu, czynnie poparły agresję USA na Irak. W niedzielę sekretarz obrony USA Donald Rumsfeld ostentacyjnie pochwalił zaangażowanych w wojnę z Irakiem polskich żołnierzy, umieszczając w ten sposób Polskę w szeregu agresorów.
Dowództwo sił ONZ w Libanie nakazało zgłaszanie wszelkich przejawów agresji i działań w stosunku do sił pokojowych, jak choćby wypytywanie o narodowość. Incydent taki miał miejsce w niedzielę na terenie tzw. Blue Line (Niebieskiej Linii), pasa granicznego miedzy Izraelem a Libanem i częściowo Syrią, na którym rozlokowane są siły ONZ. Jak się dowiedzieliśmy od pełniącego służbę w polskim kontyngencie sił ONZ w Libanie kpt. lek. Narcyza Sadłonia, patrol obserwatorów ONZ został zatrzymany przez grupkę żołnierzy Hezbollahu i jego członkowie dopytywali się o pochodzenie obserwatorów. Doszło nawet do tego, że sprawdzali symbole znajdujące się na mundurach w poszukiwaniu obywateli krajów zaangażowanych po stronie USA w agresji na Irak.
Wśród obserwatorów znajduje się kilku Australijczyków i to głównie oni są zagrożeni represjami. Jednak polscy żołnierze również często poruszają się w tzw. strefie i ich też dotyczy to ostrzeżenie. Być może Australijczycy, podobnie jak Polacy, otrzymają nakaz usunięcia symboli narodowych z mundurów.
Tymczasem w polskim kontyngencie wojskowym wprowadzono zakaz wyprawiania się poza teren obozu z wyjątkiem wyjazdów służbowych. - Zabronione jest również zatrzymywanie się podczas podróży służbowych w miejscach innych niż cel przeznaczenia i zgłaszania swojej pozycji podczas jazdy w wyznaczonych punktach - poinformował "Nasz Dziennik" kpt. Sadłoń.
WM


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Przywieźli pierwszych rannych

Pierwsi ranni żołnierze armii amerykańskiej zostali przetransportowani wczoraj amerykańskim samolotem do bazy wojskowej Ramstein na terenie Niemiec.

Na podstawie pierwszych informacji udało się ustalić, że siedmiu z czternastu przywiezionych żołnierzy zostało rannych w walkach, a pozostali odnieśli różne obrażenia podczas rutynowych działań wojskowych.
Ranni żołnierze trafili do amerykańskiego wojskowego szpitala w Landstuhl. Szpital w Landstuhl został specjalnie przygotowany na przyjęcie dużej liczby rannych żołnierzy. Z USA sprowadzono dodatkowy personel medyczny (salowe, pielęgniarki i lekarzy) a także zwiększono o 300 liczbę łóżek. Od kilkunastu lat szpital ten odgrywa najważniejszą rolę w leczeniu rannych amerykańskich żołnierzy podczas wszystkich militarnych konfliktów z ich udziałem.
Waldemar Maszewski, Hamburg


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Ponownie rosną ceny ropy naftowej na światowych giełdach
Skutek pierwszych porażek

Pola naftowe Rumaila na południu Iraku, których zajęcie ogłoszono już w czwartek, zostały uznane wczoraj przez Amerykanów za niebezpieczne. Rzecznik wojsk USA w Kuwejcie płk Jennifer Cassidy określiła je jako "strefę wojny".
BBC podała w poniedziałek, że w pobliżu miejscowości An Nasirija płoną szyby naftowe. Dziewięć pożarów zarejestrowano w Rumaila, gdzie płonie siedem szybów naftowych i dwie rozdzielnie ropy. - Pola Rumaili nie są bezpieczne. (...) O ile wiem, na miejscu pojawili się uzbrojeni ludzie. Pola są obecnie strefą wojny - powiedziała rzecznik. Cassidy zapewniła jednak, że ludzie ci nie są w stanie zniszczyć szybów naftowych.
Informacje o przewlekłych walkach, w jakie wdały się wojska amerykańsko-brytyjskie na południu Iraku, spowodowały wczoraj wzrost cen ropy naftowej na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie. - Ceny ropy gwałtownie wzrastają, gdy z Iraku dochodzą informacje, że wojna nie przebiega tak, jak wcześniej oczekiwano - powiedział Dennis Kongsiri, wiceprezes Mitsui&Co. Energy Risk Management w Sydney.
Na rynku wzrastają obawy, że przedłużające się działania zbrojne mogą spowodować zakłócenia w dostawach ropy. Jeszcze w ubiegłym tygodniu surowiec ten staniał o prawie jedną piątą, bo spodziewano się, że wojna szybko się zakończy. - Rynek oczekiwał innego, bardziej optymistycznego scenariusza, dlatego ceny ropy spadały. Teraz, kiedy widać, że Irakijczycy tak łatwo się nie poddadzą, ceny ropy mogą ponownie pójść w górę. Ceny surowca mogą znacznie wzrosnąć, jeśli walki Amerykanów z Irakiem w Bagdadzie potrwają dłużej niż miesiąc - ocenił analityk rynku paliwowego w HSBC Securities w Hongkongu Gordon Kwan.
Baryłka ropy Brent z Morza Północnego w dostawach na maj zdrożała wczoraj rano w Londynie w transakcjach elektronicznych o 80 centów (3,3 proc.), do 25,15 USD. Na giełdzie NYMEX w Nowym Jorku ropa zdrożała wczoraj o 79 centów (2,9 proc.), do 27,70 USD za baryłkę.
Do wzrostu cen ropy przyczyniły się też informacje Royal Dutch/Shell Group i ChevronTexaco Corp. o możliwych zakłóceniach w dostawach ropy z ich terminali w Nigerii z powodu protestów lokalnej społeczności. Shell podał, że dostawy z jego terminali Bonny i Forcados w Nigerii mogą zostać zawieszone albo opóźnione. Normalna produkcja Shella wynosi tam ok. 800 tys. baryłek ropy dziennie. W Nigerii produkcja dzienna ropy wynosiła w ubiegłym miesiącu 2,2 mln baryłek.
Tymczasem szef Organizacji Państw-Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC) Abdullah al-Attiyah uspokajał wczoraj obawy wywołane gwałtownym wzrostem cen ropy po amerykańskiej "czarnej niedzieli" w Iraku. Abdullah al-Attiyah zapowiedział, że jego organizacja jest przygotowana na wszelki spadek dostaw na rynek i nie przewiduje kłopotów z tego powodu. Starał się minimalizować znaczenie wczorajszego wzrostu cen, zapewniając, że OPEC obecnie martwi się przede wszystkim przewidywanym spadkiem cen po wojnie w Iraku. - Na rynku jest dziś dość ropy - zapewniał szef OPEC.
KWM, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Irakijczycy stawiają zaciekły opór

Nowa seria eksplozji wstrząsnęła wczoraj po południu południową częścią Bagdadu. Bagdad jest celem regularnych ataków wojsk USA i Wielkiej Brytanii od początku kampanii wojennej, która trwa od czwartku.
Wojska amerykańskie szturmowały także miasto Nasirija na południu Iraku, gdzie od kilku dni Irakijczycy stawiają silny opór. Atak rozpoczęto intensywnymi bombardowaniami. Następnie kolumna czołgów Abrams i dwie kolumny bojowych pojazdów amfibijnych zajęły pozycje wokół miasta - donosił korespondent AFP.
Z kolei brytyjscy żołnierze atakowali wczoraj szturmowane od piątku portowe miasto Um Kasr. Brytyjczycy liczą, że wykorzystają "doświadczenia" z walk miejskich w Irlandii Północnej. Siły koalicji mówią, że potrzebują pełnomorskiego portu w Um Kasr, aby rozpocząć dostarczanie pomocy humanitarnej, co ma przekonać sceptycznych Irakijczyków, że po planowanym obaleniu Husajna celem sojuszników jest odbudowa kraju.
Zaciekły opór stawiają też obrońcy Basry. Brytyjska policja wojskowa doniosła o trwających strzelaninach. Według niej, droga do Basry stała się mniej bezpieczna, gdyż niewielkie grupki irackiej milicji prowadzą działania wzdłuż tej trasy.
Siły inwazyjne ponoszą coraz większe straty. Iracki minister informacji Muhammad Said Kazim as-Sahaf powiedział wczoraj w telewizji, że iraccy chłopi zestrzelili dwa amerykańskie śmigłowce wojskowe. W Pentagonie starszy sierżant Grant Windsor potwierdził, że jeden śmigłowiec bojowy Apache zaginął w Iraku. Amerykanin oświadczył, że nie dysponuje szczegółami ani żadnymi informacjami o losie załogi. Wcześniej źródła w centralnym dowództwie sił amerykańskich w Katarze (CentCom) potwierdziły, że jeden śmigłowiec zaginął.
Minister informacji zapewnił, że Irakijczycy będą traktować jeńców wojennych zgodnie z konwencją genewską. Jako "śmieszne" odrzucił natomiast amerykańskie oskarżenia, jakoby pokazywanie jeńców w telewizji było naruszeniem tej konwencji.
Skuteczność amerykańskich bombardowań jest oceniana raczej jako słaba. Amerykańskie pociski spadają także na sąsiednie państwa. Wczoraj amerykańska rakieta, wystrzelona na cel w Iraku, spadła przy granicy w pobliżu terytorium Syrii, powodując śmierć pięciu syryjskich obywateli. Jak podano w Damaszku, rakieta uderzyła w jadący drogą w kierunku granicy iracko-syryjskiej autobus. Dziesięć osób zostało rannych.
KWM, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Arabowie potępili wojnę

Ministrowie spraw zagranicznych państw Ligi Arabskiej potępili wczoraj na spotkaniu w Kairze "agresję" przeciwko Irakowi i zażądali "natychmiastowego wycofania" z tego kraju sił amerykańsko-brytyjskich. - Rezolucję przyjęto jednogłośnie, tylko Kuwejt wyraził zastrzeżenia - powiedział na konferencji prasowej sekretarz generalny Ligi Arabskiej Amr Musa.
Kuwejt domagał się, żeby w rezolucji zawarto potępienie irackiej agresji przeciwko temu krajowi. Od początku operacji sił amerykańsko-brytyjskich w Iraku Bagdad kilkakrotnie ostrzelał Kuwejt rakietami. Rezolucja wzywa "wszystkie kraje arabskie do powstrzymania się od udziału w jakiejkolwiek akcji militarnej stanowiącej zagrożenie dla jedności i integralności terytorialnej Iraku lub jakiegokolwiek innego kraju arabskiego".
WP, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Wtorek, 25 marca 2003, Nr 71 (1567)

Dział:

Koniec mitu Ameryki

W powszechnym przekonaniu, dokonując agresji na Irak, Stany Zjednoczone pogwałciły prawo międzynarodowe. W ten sposób Biały Dom pogrzebał podtrzymywany długo mit Stanów Zjednoczonych jako obrońcy wolności, demokracji, sprawiedliwości, a nade wszystko praw człowieka.
Jeszcze rok temu, gdy ideologia walki z terroryzmem stawała się dopiero fundamentem nowej polityki międzynarodowej Białego Domu, mit "sprawiedliwego państwa" wśród narodów świata był nadal silny. Co więcej, po atakach z 11 września 2001 r. mit ten został wzbogacony o element aksjologiczny, czysto etyczny, wyrażający cierpienie narodu dotkniętego furią przemocy. Właśnie ten element stał się swoistą moralną legitymacją do podjęcia pod przywództwem Stanów Zjednoczonych międzynarodowej walki z terroryzmem, której pierwszą ofiarą stał się rządzony przez talibów Afganistan. Dzięki intensywnym zabiegom administracji amerykańskiej wspieranej przez opiniotwórcze ośrodki intelektualne i medialne, owa legitymacja moralna uzyskała oficjalnie, na forum ONZ, znaczenie powszechnie obowiązującego prawa do wypowiadania wojny państwom nie tylko podejmującym działania terrorystyczne, ale również popierającym terroryzm.

Etyczny fałsz
Aksjologia podjętej przez USA walki z terroryzmem została jasno określona jako walka ze złem moralnym, społecznym, politycznym, ideologicznym. Kontekst etyczny nadał działaniom amerykańskim charakter działań niepodważalnych także w sferach dalekich od etyki: ideologicznej i gospodarczo-ekonomicznej. Ponadto ów kontekst etyczny umożliwił prezydentowi George'owi W. Bushowi zdefiniowanie nowej amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie w kategoriach przestrzenno-etycznych jako polityki przeciwko "państwom osi zła", do których zaliczono Irak, a w dalszej kolejności Iran. Element etyczny - walka ze złem - również w tym wypadku miał uzasadniać przestrzenną agresję, wyznaczaną przez globalistyczne interesy amerykańskie.
Ten sam element został użyty jako argument dla wojny z Irakiem, która jako "wojna prewencyjna" unieważnia, zdaniem Białego Domu, nie tylko podstawowe normy etyczne, ale również prawne. Element ten wyklucza sprawiedliwość, a co za tym idzie - ustanowienie trwałego pokoju na całym Bliskim Wschodzie i utworzenie państwa palestyńskiego. Fałsz etyczny, widoczny jest zarówno w uzasadnianiu konieczności wojny jako "prewencyjnej", jak i w nagonce politycznej na przeciwników tej wojny, którym politycy i media podtrzymujące mit Ameryki zarzucają wykorzystywanie języka pokoju dla własnych interesów "naftowych" w Iraku. Tymczasem wiadomo, że dokładnie o takie same interesy idzie politykom amerykańskim, głoszącym konieczność rozbrojenia Iraku, co potwierdził oficjalnie prezydent Bush, prosząc biznesmenów USA o poparcie tej wojny.
Rozpoczynając wojnę bez dowodów na posiadanie przez Bagdad zakazanej broni chemicznej i biologicznej, Biały Dom traci legitymację moralną dla działań na rzecz nowego ładu światowego. Jednak amerykańscy politycy nie chcą się do tego przyznać. Trzeba przy tym pamiętać, że na legitymacji moralnej Stanów Zjednoczonych pojawiły się już wcześniej ciemne rysy - gdy okazało się, że wojna w Afganistanie przekształciła się w jego okupację, która zapewnia USA kontrolę nad złożami strategicznych surowców w tym rejonie Azji.
Podstawa moralna zbrojnych działań w walce z terroryzmem skurczyła się jeszcze bardziej, gdy wyszło na jaw, że politycy Białego Domu wolność Czeczenii sprzedali Moskwie za udział Rosji w koalicji antyterrorystycznej i jej zgodę na wojnę w Afganistanie. Legitymacji moralnej nie odrzucono jednak, mimo rosnącej przewagi czynników ideologicznych i gospodarczo-ekonomicznych w tzw. wojnie z terroryzmem. W efekcie przestrzenna agresja w celu narzucenia nowego ładu światowego nadal była prezentowana językiem etyki, której kryteria nie tylko nakazują określić terroryzm jako zło, ale również zobowiązują do walki z nim.

Nowa wiara
Etyczna legitymizacja globalizmu w koncepcji jego twórców ma ułatwić działania geopolityczne i geostrategiczne. Ma jednocześnie utrudnić wobec nich sprzeciw, któremu nadają charakter sprzeciwu wobec dążeń etycznych. Dodatkowym elementem etyczno-psychologicznym, odgrywającym rolę gwaranta nowego ładu, jest wysoka ocena (a nade wszystko samoocena) Ameryki jako narodu i państwa spełniającego w świecie ważną misję. Mamy tu do czynienia z niesformułowanym wprost mesjanizmem politycznym, ukształtowanym na gruncie obrony takich wysokich wartości, jak wolność, demokracja, sprawiedliwość, prawa człowieka.
Gdy legitymacja moralna przestała wystarczać, jako koronny argument dla wprowadzania nowego ładu, w polityce amerykańskiej zaczął pojawiać się element XIX-wiecznego mesjanizmu, formułowany przez polityków Białego Domu jako zadanie walki z terroryzmem, które USA winny spełnić niezależnie od swych potknięć w sferze etyki. W wielu oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli administracji prezydenta Busha mesjaniczne pierwiastki nabrały charakteru wiary w "wielką Amerykę", w jej gotowość służenia światu oraz wyjątkowe umiłowanie wolności i sprawiedliwości. - Jeśli nie moralna legitymacja, to mesjaniczne powołanie - tak można ująć aksjologiczne czynniki amerykańskiego globalizmu.
Oficjalnie jego język nie przekształcił się w język mesjanizmu, jako zbyt archaiczny dla współczesnych działań geopolitycznych. Politycy Białego Domu nie zrezygnowali jednak z górnolotnych pojęć i wartości - walki z terroryzmem, obrony praw człowieka, wolności i sprawiedliwości - prezentując je jako cele wymagające do zrealizowania mesjanicznego powołania. Pojęcia te i wartości kreują bowiem politykę amerykańską w sposób charakterystyczny dla XX-wiecznych mesjanizmów i millenaryzmów, głoszących ideę narodu wybranego, który otwiera epokę Złotego Wieku.

Nieetyczny mesjanizm
Amerykańska polityka nowego ładu światowego, formułowana językiem wysokich pojęć i wartości, różni się jednak zdecydowanie od historycznych mesjanizmów, szczególnie zaś od polskiego mesjanizmu romantycznego, który odznaczał się swym chrześcijańskim charakterem i uniwersalistycznym ukierunkowaniem. Cierpienie Polski, o którym mówili polscy mesjaniści, miało wyzwolić wszystkie cierpiące w niewoli narody; służba Chrystusowi miała być służbą dla Chrystusa zwyciężającego zło. Uniwersalizm mesjanizmu polskiego stał się natchnieniem dla wielu pokoleń Polaków, walczących "za wolność naszą i waszą" i został wysoko oceniony nawet na gruncie rosyjskiego mesjanizmu - w pracach wybitnego filozofa Władimira Sołowjowa.
Różnica między polskim mesjanistycznym uniwersalizmem i amerykańskim naśladownictwem takiego uniwersalizmu jest na tyle głęboka, że nie pozwala na najmniejsze nawet wykorzystanie dewizy "za wolność waszą i naszą" przez polskich polityków, popierających wojnę prewencyjną USA z Irakiem. Sama wiara tychże polityków w Amerykę, widoczna w ugrupowaniach zarówno lewicowych, jak i określających się jako prawicowe, za wyjątkiem Ligi Polskich Rodzin, nie jest żadnym argumentem dla szermowania w proamerykańskich i prowojennych wypowiedziach wielkimi hasłami narodowo-wyzwoleńczymi. Hasła te wyrosły bowiem nie tylko z ducha uniwersalizmu, ale nade wszystko z ducha wiary chrześcijańskiej. Natomiast ustanawiany przez Amerykę nowy ład światowy - globalizm - jest w istocie swej ateistyczny i przeciwny uniwersalizmowi, zwłaszcza etycznemu. W dodatku jest antydemokratyczny, gdyż dzieli narody na lepsze i gorsze; na takie, w które trzeba uderzyć, i takie, w które nie wolno uderzać, mimo że stanowią realne zagrożenie dla świata. Globalizm tym także różni się od uniwersalistycznych systemów, że jego cele są partykularne, określane przez wąskie amerykańskie lobby finansowo-przemysłowe i temu właśnie lobby służące.

Marsz ku katastrofie
Wypowiedzenie wojny Irakowi stało się ponadto okolicznością ujawniającą nie tylko aktywną rolę Izraela w ustanawianiu nowego ładu, ale również wykorzystywanie tego ładu dla umocnienia izraelskiego nacjonalizmu. Mamy tu do czynienia nie tylko z niedemokratycznym traktowaniem tych dwóch państw, ale wręcz z dyskryminacją jednego z nich oraz uprzywilejowaniem drugiego. Zarówno taka polityka, jak i atak na Irak bez zgody ONZ, oznacza ostateczne postawienie globalizmu ponad normami prawnymi. Realizacja jego celów wbrew normom etycznym stała się już bowiem faktem.
Najdobitniej konflikt zwolenników wojny z etyką podkreślił Ojciec Święty Jan Paweł II, nawołując świat do pokoju i wypowiadając słynną już tezę, że ani terroryzm, ani wojna nie zapewnią ludziom przyszłości. Papieskie ostrzeżenie, że wojna bez zgody ONZ będzie zbrodnią przeciwko pokojowi, jest ostrzeżeniem przed katastrofą, do której prowadzi zanegowanie etyki i prawa w globalnym pochodzie.

Upadł mit Ameryki
Upadł mit Ameryki, tworzony od dwustu lat przynajmniej oficjalnie na gruncie wartości chrześcijańskich. W XXI wieku Ameryka występuje przeciwko nim i, wbrew temu, co głosi, przeciwko wolności, sprawiedliwości, demokracji. Polskie władze i polscy politycy, popierający wojnę prewencyjną z Irakiem, występują razem z nią przeciw tym wartościom. Negują jednocześnie autorytet Ojca Świętego, podejmującego bezprecedensową walkę w obronie pokoju. W tej sytuacji poparcie polskich elit politycznych i intelektualnych, a także niektórych mediów, dla wojny z Irakiem niszczy fundament moralny naszego państwa, wiążąc jego politykę z atakiem na prawo międzynarodowe i demokrację oraz takie wysokie wartości, jak wolność narodów i sprawiedliwość. Poparcie dla tej wojny jest także atakiem na ONZ w przypadku, kiedy Rada Bezpieczeństwa nie wyraziła na nią zgody, podobnie jak w sytuacji, gdyby taka zgoda była efektem nacisków i gróźb ze strony USA.
Początek nowej epoki, być może katastrofalny, należy więc liczyć nie od 11 września 2001 roku, lecz od zmasowanego ataku na Irak. Atak ten może oznaczać nie tylko koniec ONZ, ale również koniec wysokich wartości w głównych sferach współczesnego życia. Będzie jednocześnie sygnałem rozpoczęcia wielkiego, liczonego dziesięcioleciami, powrotu do nich, już bez mesjanicznego przywództwa narodów wybranych.

Zdrowy Naród, chore elity
Postawa Polaków na tym zakręcie dziejowym zmusza do kilku refleksji. Duże nadzieje na zachowanie fundamentu moralnego Polski daje fakt, że przytłaczająca większość naszego społeczeństwa jest przeciwna rozpoczętej wojnie. Jednakże optymizm związany z tą postawą mąci niepokój spowodowany jednoczesną biernością Polaków - zarówno wobec zagrożeń wynikających z wojny, jak i wobec nieustannie ponawianych apeli Ojca Świętego o pokój.
Natomiast postawa tych środowisk, które wojnę popierają, jest świadectwem braku politycznej i intelektualnej samodzielności, idącej w parze z uzależnieniem od USA i nową formą kompleksu Ameryki. Na gruncie aksjologii jest to postawa specyficznego, zakorzenionego w mentalności homo sovieticusa infantylizmu, który przejawia się w całkowitym braku odpowiedzialności i za państwo polskie, i za świat. Na szczęście obecne nastroje społeczne w Polsce świadczą o braku zaufania Polaków do zakompleksionych i zniewolonych mitem Zachodu polityków.
prof. dr hab. Anna Raźny,
Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego


www.naszdziennik.pl

Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-03-25

powrot