|
|
|
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Wojska irackie powstrzymały ofensywę USA w
An-Nasirija Według informacji ze źródeł amerykańskich, siły irackie powstrzymały amerykańską ofensywę lądową w An-Nasirija nad Eufratem. W nocy z czwartku na piątek amerykańsko-brytyjskie siły lądowe wtargnęły na terytorium Iraku. Pierwszym celem agresorów było miasto Um-Kasr, gdzie napotkali oni opór armii irackiej. Dowództwo wojsk brytyjskich podało, że wojska inwazyjne wzięły w czasie walk o Um Kasr co najmniej 250 jeńców. Iracki minister informacji Muhammad Said As-Sahaf wyjaśnił jednak, że poddający się Irakijczycy nie są żołnierzami. Ponadto przedstawiciele władz amerykańskich poinformowali wczoraj, że amerykańskie siły zajęły lądowiska w zachodniej części Iraku. W dotychczas prowadzonych działaniach siły inwazyjne straciły, głównie na skutek wypadków, trzy helikoptery oraz kilkunastu żołnierzy. Irackie władze poinformowały wczoraj o zestrzeleniu amerykańskiego albo brytyjskiego myśliwca, biorącego udział w nalotach na Irak. Jednak pentagon natychmiast zdementował te doniesienia. - Nie mamy jakichkolwiek doniesień o takim incydencie - powiedział podpułkownik Dave Lapan z Pentagonu. Mimo doniesień o tężejącym oporze Irakijczyków, zdaniem premiera Wielkiej Brytanii Tony'ego Blaira, "operacja wojskowa w Iraku idzie dobrze". Zastrzegł on jednak, że "wojna nie skończy się szybko". - Nasze siły napotykają opór, a kampania nie osiągnie swych celów z dnia na dzień - oświadczył. Zaatakowany Irak próbuje na miarę swoich bardzo ograniczonych możliwości kontratakować. Wczoraj pod ostrzałem rakietowym znalazła się czeska jednostka obrony przeciwchemicznej w Kuwejcie. Wszystkie rakiety zostały unieszkodliwione przez obronę przeciwlotniczą i żołnierzom nic się nie stało. Od początku działań zbrojnych na miejsce dyslokacji jednostki, działającej w ramach wojsk koalicyjnych, wystrzelono w sumie sześć rakiet, zlikwidowanych przez system Patriot. Irak od czwartku wystrzelił w kierunku Kuwejtu na pozycje amerykańskie i brytyjskie kilka Scudów. Nie wyrządziły one żadnych strat, a dwa z nich wpadły do morza. KWM, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Walczą o szyby Już pierwsze godziny inwazji pokazały, na czym Amerykanom naprawdę zależy w Iraku. Pierwszym celem zmasowanej inwazji powietrzno-lądowej stał się iracki port, w którym są m.in. terminal naftowy, i miasta, w rejonie których znajdują się pola naftowe. Jak poinformowały wczoraj amerykańskie źródła wojskowe, żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej zajęli port i większą część irackiego miasta Um Kasr, walcząc z punktami oporu żołnierzy irackich. Zdaniem przedstawicieli Pentagonu, obiekty zajęto przy niewielkim oporze sił irackich, lecz kontrolę nad nimi określono jako "wstępną". Zdobycie Um Kasr, głównego portu towarowego Iraku, oznaczałoby w praktyce przejęcie kontroli nad dostępem Iraku do morza. Celem wczorajszych nalotów było północnoirackie miasto Mosul - w jego rejonie wydobywa się ropę naftową. O co najmniej dwóch potężnych eksplozjach w centrum Kirkuku, gdzie również wydobywa się czarny surowiec, i słupie dymu unoszącym się nad miastem informowała Agencja Reutera. Kolejnym celem ataku było "naftowe" miasto. Zarówno w południowym, jak i w północnym Iraku rozpoczęła się walka o kontrolę nad tamtejszymi szybami naftowymi. Według Amerykanów, w południowoirackim zagłębiu ropy naftowej szyby naftowe już płoną. Zdaniem rzecznika sił amerykańskich w Kuwejcie, majora Davida Andersena, nie jest wykluczone, że pożary zostały wywołane rozmyślnie - przede wszystkim, by "oślepić" sterowany elektronicznie amerykański sprzęt bojowy. Według Andersena, wczoraj na polach w Rumaili płonęło od 4 do 9 szybów. Podobną informację podał też cytowany przez Agencję Reutera rzecznik sił brytyjskich w Katarze. W Rumaili wydobywa się dziennie ponad milion baryłek ropy - jest to główne roponośne zagłębie na południu Iraku. Szef brytyjskiego sztabu generalnego admirał Michael Boyce zdementował wczoraj wcześniejsze informacje i podał, że Irakijczycy podpalili 7, a nie 30 szybów naftowych i że główne pola naftowe na południu Iraku znajdują się już pod kontrolą sił inwazyjnych. JS, PAP, Reuters www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Co robią z ludźmi z pól naftowych? Płk Eugeniusz Mleczak, rzecznik prasowy MON: Podczas zajmowania szybów naftowych potrzebne jest przede wszystkim zaskoczenie, duże tempo działania oraz chirurgiczna dokładność. Jest to więc typowe działanie dla sił specjalnych. Wymagane jest również współdziałanie z wojskami lądowymi, które po pewnym czasie muszą zająć teren opanowany przez komandosów. Przeciwników "neutralizuje" się w zależności od okoliczności. Jeżeli są uzbrojeni i stawiają opór, zabija się ich możliwie szybko. Jeśli są tylko cywilnymi pracownikami, stosuje się nieco inne procedury niż w przypadku wojska. JS Neutralizacja, likwidacja - tak we współczesnej lewicowej nowomowie określa się zabijanie ludzi. Właściwe dla przestępczego świata odhumanizowane słownictwo na dobre już zagościło w wojskowej terminologii. Z perspektywy współczesnych wojskowych coraz bardziej znika człowiek, którego miejsce zajmuje coraz częściej opatrzony etykietką terrorysty anonimowy przeciwnik. Świadczy to o wielkiej pogardzie dla ludzkiego życia. Krzysztof Warecki www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Pierwsze ofiary i straty Czterech żołnierzy irackich zginęło, a pięciu zostało rannych - poinformowała w czwartek wieczorem państwowa telewizja iracka. Wcześniej Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK) podał, że w następstwie nalotów na stolicę Iraku w nocy ze środy na czwartek zginęła jedna osoba, a 14 zostało rannych. Natomiast minister informacji Iraku Muhammad Said Kazim as-Sahaf poinformował, że w wyniku bombardowań amerykańskich w Bagdadzie ucierpiały: budynek stacji radiowo-telewizyjnej, siedziba urzędu celnego, a także podmiejska dzielnica willowa zamieszkana wyłącznie przez ludność cywilną. Budynki rządowe w chwili nalotu były puste. WP, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Turcja przepuści samoloty Parlament Turcji wyraził wczoraj zgodę na otwarcie przestrzeni powietrznej tego kraju dla samolotów amerykańskich uczestniczących w ataku na Irak. Nie przewiduje ona natomiast możliwości korzystania przez nie z tureckich baz lotniczych. W tym samym głosowaniu parlament zgodził się na wysłanie wojsk tureckich do północnego Iraku. Zgoda parlamentu jest ograniczona do sześciu miesięcy. Było to już drugie w ciągu niespełna trzech tygodni głosowanie w sprawie poparcia USA w wojnie z Irakiem. Dnia 1 marca tureckie Zgromadzenie Narodowe odrzuciło rządowy wniosek o wyrażenie zgody na rozmieszczenie na terytorium Turcji 62 tys. żołnierzy amerykańskich wojsk lądowych i na stacjonowanie ponad 300 samolotów i helikopterów w celu otwarcia w wojnie irackiej drugiego frontu - północnego, obok południowego - od strony Kuwejtu. Władze w Ankarze wysłanie swych wojsk uzasadniają potrzebą zapobieżenia temu, by Kurdowie tureccy nie wykorzystali wojny w Iraku do wznowienia walk w Turcji o niepodległość. Ponadto Ankara nie chce dopuścić do ewentualnego powstania niezależnego państwa kurdyjskiego w północnym Iraku. Stany Zjednoczone ostrzegły w czwartek Turcję, by nie podejmowała "jednostronnie" inicjatywy wysłania swych wojsk do Kurdystanu irackiego, na co zgodził się w głosowaniu parlament turecki w czwartek po południu. - Jesteśmy przeciwni wszelkiej jednostronnej akcji Turcji czy kogokolwiek innego na północy Iraku - oświadczył rzecznik Departamentu Stanu Richard Boucher. - Jasno poinformowaliśmy Turcję, że sprzeciwiamy się wszelkiej akcji wojskowej, która nie byłaby pod kontrolą koalicji antyirackiej kierowanej przez Stany Zjednoczone - dodał rzecznik. Boucher jednocześnie wyraził zadowolenie ze zgody parlamentu tureckiego na korzystanie z tureckiej przestrzeni powietrznej przez samoloty uczestniczące w operacjach w Iraku. WP, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Niepotrzebna wojna Działania przeciwko Irakowi "wstrząsają całym światem" - stwierdził ks. kard. Roger Etchegaray, który w połowie lutego złożył wizytę w Bagdadzie i przekazał prezydentowi Saddamowi Husajnowi list Ojca Świętego Jana Pawła II, wzywający go do bardziej intensywnej współpracy z inspektorami ONZ. Jeden z najbliższych współpracowników Papieża wyraził obawę, że konsekwencje wojny z Irakiem "będą miały znaczenie dla całej ludzkości na płaszczyźnie politycznej, społecznej, kulturalnej i religijnej". W podobnym tonie wypowiedzieli się duchowni wielu innych krajów. Atak Stanów Zjednoczonych na Irak potępił prymas Belgii ks. kard. Godfried Danneels. Uzasadniając swe stanowisko, zwrócił uwagę, że w dniu agresji nie zostały jeszcze wyczerpane wszystkie możliwości prawa międzynarodowego. - Ta wojna nie była konieczna, bo nadal istniało tyle innych możliwości rozwiązania konfliktu - stwierdziła z kolei w specjalnym oświadczeniu Rada Kościołów Chrześcijańskich we Francji. "Żaden gwałt nie podoba się Bogu. Bluźnierstwem byłoby zabijanie innych ludzi w imię Boga" - napisali zwierzchnicy francuskich katolików, protestantów i prawosławnych. Wyrazili oni solidarność z chrześcijanami żyjącymi na Bliskim Wschodzie i zaapelowali o pomoc humanitarną dla ofiar konfliktu. Jako "niemoralną" i "nielegalną" rozpoczętą wojnę z Irakiem określiła Światowa Rada Kościołów. - Stany Zjednoczone dokonały ataku na Irak bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ i zignorowały międzynarodową opinię społeczną, zdanie Kościołów i innych wspólnot religijnych - stwierdził sekretarz generalny tej organizacji Konrad Raiser. Z bólem i smutkiem przyjął informację o rozpoczęciu działań zbrojnych w Iraku Episkopat Polski. Rzecznik Episkopatu ojciec Adam Schulz powiedział, że uczucia te potęguje fakt, iż jeszcze cztery dni temu Ojciec Święty Jan Paweł II zwracał uwagę, że jest czas i przestrzeń na rozwiązania pokojowe. Komentując atak Stanów Zjednoczonych na Irak, sekretarz generalny Episkopatu Polski ks. bp Piotr Libera wyraził ubolewanie, że rozpoczęto wojnę "mimo tylu wysiłków dyplomatycznych, mimo tylu zabiegów Stolicy Apostolskiej i Ojca Świętego". Zwrócił uwagę, że apelu Jana Pawła II nie posłuchano. - Papież dzieli tu los proroków. Prorocy Starego Testamentu wołali, prosili, ukazywali zagrożenia, wskazywali ludziom tamtych czasów, co może przynieść nieposłuchanie głosu serca, dobrej woli, lecz zostali zignorowani. W jakiś sposób Papież tego losu doświadcza. Ubolewamy nad tym i w tym bólu solidaryzujemy się z Ojcem Świętym, ale nie na drodze rezygnacji czy frustracji, lecz przez jeszcze bardziej aktywne włączenie się w łańcuch modlitwy, która trwa na świecie - podkreślił ks. bp Libera. O modlitwę w intencji pokoju zaapelował również Episkopat Czech i Moraw. "Jako biskupi i obywatele tego kraju, wzywamy wszystkich ludzi dobrej woli, którzy uznają Boga za dawcę pokoju, aby zjednoczyli się w modlitwie o znalezienie pokojowego rozwiązania, które doprowadzi do prawdziwego pokoju nie tylko na polu walki, ale w ludzkich sercach" - czytamy w komunikacie biskupów czeskich. SK, KAI, RW www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: USA dokonały
zmasowanych nalotów na irackie miasta Kampania
strachu Amerykańsko-brytyjskie siły inwazyjne dokonały wczoraj zmasowanego ataku lotniczego na Irak. W zapowiadanej wcześniej ofensywie, nazwanej "zaszokuj i przeraź", wykorzystano m.in. amerykańskie bombowce strategiczne B-52, które stacjonują w jednej z brytyjskich baz. Jednym z celów wczorajszych nalotów - prócz "naftowych miast" - był pałac Saddama Husajna w Bagdadzie. Na miasto spadło co najmniej kilkanaście pocisków. W wyniku ofensywy ucierpiał też sąsiedni Iran. Dwie osoby zostały ranne, gdy rakieta, prawdopodobnie amerykańska, uderzyła w skład rafinerii w mieście Abadan w południowo-zachodnim Iranie, tuż przy granicy z Irakiem - poinformowały irańskie źródła rządowe. Administracja USA prowadzi także ofensywę propagandową. - Reżim Saddama Husajna "zaczął tracić kontrolę" nad Irakiem w wyniku ofensywy wojsk USA i sił sprzymierzonych - chwalił się wczoraj minister obrony Donald Rumsfeld. Twierdził on również, że "rośnie zamieszanie" w szeregach kierownictwa reżimu Saddama i "jest prawdopodobne, iż wkrótce ich zachowanie się zmieni". Rząd USA - tłumaczył - oczekuje, że współpracownicy Saddama "mogą przestać się go bać" i zwrócić się przeciw niemu. Rumsfeld powiedział również, że "jest wiele dezercji" w armii irackiej. WP, PAP, Reuters www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Kongres USA poparł Busha Kongres Stanów Zjednoczonych poparł, mimo wątpliwości demokratów, prezydenta George'a W. Busha w sprawie wojny z Irakiem. Wczoraj nad ranem 392 głosami poparcia przy 11 przeciwnych Izba Reprezentantów przyjęła rezolucję aprobującą inwazję wojsk amerykańskich na Irak. "Jesteśmy zjednoczeni z naszą armią" - deklarował wpływowy demokratyczny senator i czołowy oponent Busha, Edward Kennedy, sprzeciwiający się dotąd rozbrojeniu Iraku siłą. Przyjęta rezolucja wzorowana była na tej z 1991 roku, dotyczącej poprzedniej wojny w Zatoce Perskiej. PS, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Gdy pieniądz przesłania człowieka We wczorajszym numerze "Pulsu Biznesu" redaktor naczelny tej gazety, w tekście "Oblicza wojny", napisał m.in.: "To wojna, którą zdyskontowali inwestorzy giełdowi i walutowi. Wojna, która w kręgach biznesowych przyjmowana jest z nadzieją, bo ma wyrwać gospodarkę światową z marazmu, pobudzić koniunkturę i wyeliminować niepewność". O komentarz do tych przerażających słów poprosiliśmy dr. Marka Czachorowskiego, etyka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Nie sądzę, by wszystkie "kręgi biznesowe" utożsamiały się z opinią redaktora naczelnego "Pulsu Biznesu". Dlaczego bowiem w tych właśnie "kręgach" miałoby zabraknąć ludzi świadomych tego, że każde ludzkie działanie należy wpierw oceniać nie z punktu widzenia ekonomicznych strat i korzyści, ale czy te działania znajdują się na poziomie istoty rozumnej i wolnej, czy szanują godność wszystkich adresatów tego działania. Ten punkt widzenia - moralny, a nie ekonomiczny - oczywiście należy zastosować wpierw do oceny tego tragicznego ludzkiego dzieła, którym jest wojna. Mam nadzieję, że przynajmniej niektóre "kręgi biznesowe" o tym nie zapominają. Kręgi natomiast, z którymi utożsamia się redaktor naczelny, kręgi interesujące się nade wszystko, czy jedynie, zyskami ekonomicznymi z ludzkiego nieszczęścia, jakie niesie wojna, schodzą zatem poniżej ludzkiego poziomu, a w tym przypadku na poziom hien. www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK
Sobota-Niedziela, 22-23 marca
2003, Nr 69 (1565) Dział: Konflikt odbija się na gospodarce
światowej Zakłócony ostatnio rozwój gospodarczy poszczególnych krajów uzależnia się od tego, jak szybko Amerykanie zakończą wojnę przeciw Irakowi. Wojna może tymczasem pogłębić obecną słabość gospodarczą na świecie, zwłaszcza jeżeli spowoduje ogólną destabilizację krajów Bliskiego Wschodu, której to destabilizacji życzą sobie ekstremiści Likudu, by móc ustalić hegemonię Izraela od Maroka do Afganistanu. Skutki napaści na Irak są trudne do przewidzenia. Przewlekła okupacja może prowadzić do wzmożenia aktów terroru, poważnych zakłóceń dostaw ropy i katastrofalnego obniżenia się zapotrzebowania na cywilny transport lotniczy. Tego rodzaju sytuacja może łatwo doprowadzić do bankructw linii lotniczych i stać się początkiem kryzysu gospodarczego na światową skalę. Histeria propagandy wojny z terrorem jest podsycana przez tych, którzy chcą za wszelką cenę zyskać poparcie społeczeństwa amerykańskiego dla Izraela. Wszystkie gospodarki na świecie są wrażliwe na skoki cen paliwa, jakie miały miejsce podczas amerykańskich przygotowań wojennych. Iwo Cyprian Pogonowski www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Chcą zamykać ambasady USA zwróciły się wczoraj formalnie do rządów na całym świecie o zamknięcie irackich ambasad w ich krajach do czasu powołania nowych władz w Bagdadzie. Amerykański Departament Stanu przekaże wszystkim ambasadom amerykańskim na świecie instrukcje, by zwróciły się do swych gospodarzy o zadeklarowanie, że nie uznają już rządu Saddama Husajna, i by zamknęli oni irackie placówki dyplomatyczne. WP, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Na czyją korzyść? Takie pytanie postawił sobie publicysta "The American Conservative" w numerze z 24 marca 2003 r. (w USA tygodniki i miesięczniki ukazują się często z późniejszą datą), dociekając prawdziwych celów wojny w Iraku. W artykule pt. "Czyja to jest wojna?" Patrick Buchanan stawia pytanie: cui bono? - na czyją korzyść mają być obalane rządy "walczącego islamu": Iraku, Algierii, Libii, Egiptu, Sudanu, Libanu, Syrii, Iranu, Autonomii Palestyńskiej, wraz z organizacjami Hezbollah i Hamas? Odpowiedź brzmi: na korzyść tylko jednego państwa - Izraela. Już w lutym 2003 r. Szaron powiedział delegacji parlamentu amerykańskiego, że po obaleniu Saddama Husajna ważne jest, żeby USA "rozbroiły" Iran, Syrię i Libię. Wtórował mu Richard Perle, który zaleca, żeby usunąć Hosni Mubaraka i zmienić rząd w Egipcie w ramach planów "wprowadzania i ustalania nowego porządku na Bliskim Wschodzie". Jest to całkowita zmiana w strategii USA ustalonej w okresie zimnej wojny. Już w 1992 r. "Washington Post" opublikował artykuł Bartona Gellmana z opisem "doktryny Wolfowitza" o "właściwym ustawieniu polityki amerykańskiej na XXI wiek" i utrzymaniu amerykańskiej obecności wojskowej na sześciu kontynentach. Celem doktryny ma być pozbycie się "potencjalnych konkurentów do odgrywania regionalnej lub globalnej roli" niekontrolowanej przez Waszyngton, w którym dziś rządzą tzw. neokonserwatyści związani z ekstremistami z izraelskiej partii Likud. Planowali oni od dawna nową ofensywę, żeby zaspokoić swe ambicje. 11 września 2001 r. dał im możliwość wykorzystania do swoich celów szoku i oburzenia Amerykanów z powodu zamachów. Już następnego dnia, 12 września, Bill Bennett powiedział przed kamerą CNN, że Ameryka jest w "walce miedzy dobrem i złem" i że Kongres musi wydać wojnę "walczącemu islamowi" i użyć przeciw niemu "druzgoczącej siły". Bennett wyliczył listę wrogów: Liban, Syrię, Irak, Iran i Chiny. Nie wymienił on wtedy Afganistanu, gdzie przebywał Osama bin Laden. Ciekawe, że wymienił te państwa, w ogóle nie wiedząc, kto spowodował tragedię w World Trade Center. Wtórował mu m.in. dziennik "The Wall Street Journal", którego wydawcy dodali do listy Bennetta Egipt i Algierię. Według książki Boba Woodwarda "Wojna Busha" (Bush at War), 15 września Wolfowitz przygotował plany ataku na Irak. W pięć dni później prezydent Bush dostał ultimatum od przywódców neokonserwatystów stwierdzające, że aby zachować ich poparcie, Bush musi m.in. obalić Saddama Husajna w Iraku. Tak więc 9 dni po ataku na Nowy Jork "kabała intelektualistów" neokonserwatywnych oznajmiła prezydentowi USA i dowódcy naczelnemu armii amerykańskiej, że jeżeli nie wykona ich planów wojennych, będzie oskarżony o kapitulację wobec terroru. Prezydent Bush znalazł się pod silną presją, aby poprowadzić wojska amerykańskie przeciwko państwom arabskim, z których żadne nie było winne ataku na Nowy Jork. Za to każde z nich było przeciwne polityce Izraela wobec Palestyńczyków. Były premier Izraela Benjamin Netanjahu państwa te zaliczył do "imperium terroru". Według niego, składa się ono z organizacji Hamas i Hezbollah, palestyńskiej enklawy, oraz Iraku i Iranu. Jonah Goldberg z "National Review" powoływał się na doktrynę byłego urzędnika Pentagonu Michela Ledeena mówiącą, że "USA muszą co pewien czas rzucić o ścianę jakimś małym śmierdzącym państewkiem, żeby zachować autorytet" (to show that it means business). Kiedy w Londynie ambasador francuski zapytał, dlaczego USA ma ryzykować trzecią wojnę światową dla "shitty little country" (w wolnym tłumaczeniu: dla małego śmierdzącego państwa), mając na myśli Izrael, Goldberg się obraził. Cytowany przez Goldberga Ledeen napisał w swojej książce "The War Agaist Terror Masters", że USA muszą przeprowadzić na świecie demokratyczną rewolucję, ponieważ pokój i równowaga same w sobie nie są godnymi misji Ameryki i w ogóle nie mają sensu. "Nie potrzebujemy stabilizacji w Iranie, Iraku, Syrii, Libanie czy też nawet w Arabii Saudyjskiej; chcemy zmian. Naszym problemem jest znaleźć sposób, jak destabilizować te kraje za pomocą twórczego niszczenia (creative destruction)". Profesor Andrew Bacevich z Boston University napisał w NSS, że tego rodzaju pomysły są "utopią", za którą ukrywa się polityka podobna do niemieckiej "macht politik" marszałka von Moltkego. Norman Podhoretz, pisząc w "Commentary", wzywa USA do "wojny między cywilizacjami" i stwierdza, że misją dziejową obecnego prezydenta Busha jest "czwarta wojna światowa" przeciw radykalnemu islamowi i narzucenie nowej kultury politycznej pokonanym muzułmanom, włącznie z Arabią Saudyjską, Egiptem i Palestyńczykami. Te smutne obrazki napawają wielką trwogą co do losów świata, zwłaszcza w obliczu dziejącego się na naszych oczach krwawego, bez odrobiny "retuszu", realizowania zaborczych planów ekstremistów syjonistycznych. Iwo Cyprian Pogonowski www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Rosja wśród okupantów Iraku? Szef rosyjskiej dyplomacji Igor Iwanow przestrzegł wczoraj USA i Wielką Brytanię przed samodzielną okupacją Iraku po zakończeniu wojny. - Bez odpowiedniej decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ taka okupacja będzie rezultatem bezpodstawnego użycia siły - mówił Iwanow. Stwierdził on również, że antyiracka koalicja, o której mówi Waszyngton, nie istnieje. - To nie koalicja, to raczej jakiś bezkształtny twór, który USA i Wielka Brytania nazywają koalicją, żeby pokazać, że nie walczą same - tłumaczył Iwanow. Prawdziwym inspiratorem wojny jest, jego zdaniem, amerykańskie lobby związane z armią i przemysłem zbrojeniowym. Mimo to Iwanow wyraźnie zaznaczył, że Rosja - niezależnie od swoich oskarżeń i stanowiska w sprawie Iraku - nie zamierza zrywać współpracy ze Stanami Zjednoczonymi w ramach koalicji antyterrorystycznej. Tymczasem wczorajsza "Niezawisimaja gazieta" napisała, że siły rosyjskie mogą wziąć udział w powojennej okupacji Iraku na zasadzie powtórzenia wariantu z Kosowa, czyli samodzielnej akcji rosyjskich sił w Kosowie w czerwcu 1999 roku. "Według ocen ekspertów na wybrzeżu [Iraku] z [rosyjskich] okrętów może zostać dokonany desant kompanii piechoty morskiej" - pisze gazeta. Siły takie miałyby wziąć udział w okupacji np. złóż naftowych, na których prace prowadziły rosyjskie przedsiębiorstwa. PS, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Świat przeciw wojnie Stany Zjednoczone Oburzeni napaścią na Irak przeciwnicy wojny zorganizowali protesty w wielu miastach USA. W całych Stanach Zjednoczonych policja aresztowała w czwartek przeszło 1500 osób. Rekord aresztowań - co najmniej 1025 - padł w San Francisco, gdzie tysiące demonstrantów zablokowało ulice śródmieścia. Zablokowano tam także zjazdy z 13-kilometrowego mostu, który łączy San Francisco z Oakland, po drugiej stronie zatoki rozdzielającej oba miasta. Setki manifestantów przeszły też ulicami Pittsburgha, bijąc w bębny i skandując antywojenne hasła. Policja nakazała im później, aby się rozeszli. Doszło do przepychanek. Aresztowano 50 osób. W Waszyngtonie kilkadziesiąt osób stało w deszczu przed Białym Domem i krzyczało: "Ani kropli krwi za ropę". Inni blokowali wjazdy na most nad Potomakiem. Australia Na ulice Melbourne wyszło 25 tys. demonstrantów. Raz po raz włączali syreny alarmowe, pozorując alarm lotniczy. Japonia Tysiące mieszkańców tego kraju wyszło wczoraj rano na ulice Tokio, by zaprotestować przeciwko inwazji na Irak, a także poparciu Japonii dla wojny. Grecja Antywojenny strajk powszechny sparaliżował wczoraj na kilka godzin komunikację w Grecji. W Atenach manifestowało ok. 200 tys. osób. Odbywały się także spotkania i marsze protestacyjne. Niemcy W Stuttgarcie przeciwnicy wojny urządzili protest, siedząc przed siedzibą dowództwa sił zbrojnych USA w Europie i blokując ruch. Policja usunęła ich siłą. Włochy Ponad 200-tysięczna manifestacja rolników w stolicy kraju przerodziła się w wielki protest przeciwko wojnie z Irakiem. Do rolników dołączyli uczniowie i studenci. W czwartek w ponad 60 miejscowościach odbyło się 85 pochodów i demonstracji Hiszpania Tysiące studentów demonstrowało w czwartek w Hiszpanii, głównie w Barcelonie i Madrycie. W Barcelonie pochód złożony z 12 tysięcy studentów i licealistów, zanim udał się pod prefekturę, siedzibę rządzącej Partii Ludowej i konsulat USA w centrum miasta, przemaszerował odcinkiem autostrady A7, prowadzącej do Francji. Do demonstracji doszło też w miastach Galicii i Andaluzji. Czechy Ponad 500 osób zgromadziło się w czwartek wieczorem na placu Vaclava w centrum Pragi, aby zaprotestować przeciwko atakowi na Irak. Demonstracja odbyła się pod hasłami: "Stop dla wojny w Iraku", "Milczenie jest zgodą", "Go home US Army". W Czechach, jak wynika z sondaży, przeciwko wojnie z Irakiem opowiada się aż 71 proc. ankietowanych. Zwolenników zbrojnego ataku na Irak jest zaledwie 22 proc. Kraje islamskie Pakistan W Islamabadzie, stolicy Pakistanu, partie nacjonalistyczne wezwały swych działaczy do organizowania marszów, ale odwołały apel o ogólnokrajowy strajk powszechny, tłumacząc, że utrudniłby on życie zwykłym ludziom. Bangladesz W Dhace, stolicy Bangladeszu, tysiące ludzi wyległy na ulice po piątkowych modłach, aby protestować przeciwko wojnie z Irakiem. "Bush jest zbrodniarzem wojennym" - wołali demonstranci zebrani przed głównym meczetem miasta. Rząd Bangladeszu wyraził ubolewanie z powodu wojny. Egipt W Kairze, stolicy Egiptu, po świątecznych modłach grupa mężczyzn demonstrujących przeciwko wojnie protestowała w pobliżu meczetu al-Azhar. Policja z działkami wodnymi nie pozwoliła im wspólnie wyjść na ulice, przepuszczając tylko po kilku na raz. Autonomia Palestyńska Ponad 10 tysięcy Palestyńczyków manifestowało na Zachodnim Brzegu Jordanu swe poparcie dla Iraku, potępiając ofensywę anglo-amerykańską na ten kraj i prozachodnie kraje arabskie. Jemen Trzej manifestanci i policjant zostali zabici w czasie starć w stolicy Jemenu, Sanie, do których doszło przed amerykańską ambasadą w czasie demonstracji przeciwko ofensywie amerykańskiej w Iraku. Turcja Po piątkowych modlitwach w wielkim meczecie Beyazit w Stambule doszło do starć między wiernymi protestującymi przeciwko wojnie w Iraku a policją. Przed meczetem położonym w centrum miasta po zakończonych modłach zebrało się ok. 5 tys. manifestantów. W piątkowych wielkiego wiecu z okazji kurdyjskiego Nowego Roku - Newroz - blisko 100 tys. Kurdów tureckich protestowało w Diyarbakir (południowy wschód kraju) przeciwko wojnie w Iraku. Potępiano "imperializm amerykański" i pragnienie Stanów Zjednoczonych, by "wejść w posiadanie irackich zasobów ropy naftowej". PS, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Niemiecka
prasa potępia inwazję: Wojna przeciw
światu Zdecydowana większość niemieckiej prasy potępiła wczoraj wojnę USA z Irakiem, określając ją jako wojnę fałszywą i niesprawiedliwą, pozbawioną nie tylko poparcia ONZ, ale również światowej opinii publicznej. Dziennik "Tagesspiegel" w artykule zatytułowanym "Fałszywa wojna" stwierdza, że USA wraz z Wielką Brytanią rozpoczęły wojnę przeciwko całej społeczności światowej. Tak dużo protestów i przeciwników nie było od czasów wojny w Wietnamie i napaści ZSRS na Afganistan - napisał w dzienniku Giovanni di Lorenzo. Obecnie USA w oczach miliardów ludzi zachowują się jak imperialistyczne mocarstwo, które robi, co chce, nie zważając ani na przyjaciół, ani na wrogów. Waldemar Maszewski, Hamburg www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Nie bronimy Husajna, bronimy narodu! Z Aiedem Allamim, członkiem Stowarzyszenia Irakijczyków w Polsce, rozmawia Jacek Szpakowski Czy mają Państwo kontakt z rodzinami w Iraku? - Wszyscy martwimy się bardzo o swoich bliskich. Od czterech dni nie mamy bezpośredniego kontaktu z krajem. Mnie osobiście jakimś cudem udało się raz połączyć bardzo późno w nocy. Rozmawiałem z moim szwagrem, który powiedział mi, że mój brat jest w szpitalu w ciężkim stanie. Jak Irakijczycy w Polsce odbierają atak? - Jest to napaść i agresja. Ameryka ma w tym swój ukryty cel. Gdyby chcieli rzeczywiście rozwiązać konflikt z Irakiem, mogli to zrobić drogą dyplomatyczną. Cała społeczność międzynarodowa była przeciwna tej wojnie. Ojciec Święty wielokrotnie apelował o uszanowanie pokoju. Można więc było rozwiązać ten kryzys. Ameryka tego nie chciała, starała się na siłę znaleźć jakiś pretekst: a to broń chemiczną, a to broń biologiczną. Czym tłumaczy Pan amerykańską agresję? - Wydaje mi się, że przede wszystkim chodzi im o ropę. Na pewno nie jest to broń masowej zagłady, którą rzekomo miał posiadać Irak. Nie chodzi też o Husajna. Wydaje się, że chciano wyniszczyć nasz kraj. Nałożono na Irak barbarzyńskie sankcje, w wyniku których cierpiała jedynie ludność cywilna. Z powodu braku żywności i lekarstw przez te 12 lat zmarło bardzo dużo dzieci. Wielu Irakijczyków jest niechętnych Husajnowi. Jak się zachowają podczas tej wojny? - My nie stajemy obecnie w obronie Saddama Husajna, tylko stajemy w obronie narodu irackiego. To przecież nasi bliscy i rodziny, nasze matki, siostry i bracia. Nie jesteśmy solidarni z Husajnem, tylko z naszym krajem. Amerykańska propaganda sugerowała, że wojska USA będą witane wręcz z otwartymi ramionami... - To jest tylko propaganda, nasi rodacy na pewno nie będą ich witali z kwiatami. Na pewno będą walczyć o swoją ojczyznę i honor. Gdyby oni rzeczywiście występowali w naszej obronie i dla naszego dobra, znieśliby embargo. Powoduje ono cierpienia narodu, a nie Husajna, który żył przez te lata jak w raju. Gdyby rzeczywiście Amerykanom chodziło o nasze dobro, inaczej postąpiliby w 1991 roku, kiedy to w całym kraju wybuchło powstanie antyhusajnowskie. USA pomogły mu wtedy utrzymać się u władzy. Pozwoliły mu nawet na użycie siły przeciwko własnemu narodowi. Dlaczego wtedy oddały nas Husajnowi? Jak Irakijczycy oceniają politykę Saddama Husajna? - Odbieramy go wręcz jako człowieka Ameryki, którego postawili nad nami, by nas zniszczyć. Mamy obecnie o to do niego duży żal i pretensje. Irak był zawsze krajem bogatym. Mieliśmy w przeszłości bardzo dobre kontakty z całym światem, w tym z Polską. Mamy także bardzo mądrych i wykształconych ludzi. Głupota Husajna jednak wszystko zaprzepaściła. Robił on w przeszłości wszystko to, co dyktowali mu Amerykanie. Napadł na Iran. Skąd miał plany i zdjęcia satelitarne? Ameryka mu je dała. Podobnie później pchnęli go ku drugiej wojnie z Kuwejtem. Dziękuję za rozmowę. www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Sobota-Niedziela, 22-23 marca 2003, Nr 69
(1565) Dział: Kontrola armii nad mediami Z dr Małgorzatą Gajdą, ekspertem zajmującym się amerykańską propagandą wojenną, rozmawia Jacek Szpakowski Jak ocenia Pani amerykańską propagandę informacyjną i medialną, stosowaną w związku z obecną agresją Stanów Zjednoczonych na Irak? - Nie jest to nic nowego. Mieliśmy już do czynienia z tą propagandą przy okazji pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Jest ona skierowana zarówno do Amerykanów, jak i Irakijczyków. Jeśli chodzi o wojska irackie, to ma ona na celu osłabienie morale armii. Jest prowadzona między innymi poprzez zrzucanie nad terytorium irackim ulotek, które nawołują żołnierzy irackich do poddawania się. Zapewnia się ich przy tym, że nie będą traktowani jak wrogowie. Założenie jest bowiem takie, że oni także cierpią na skutek reżymu Husajna. Ich poddanie się jest więc deklaracją sprzeciwu wobec dyktatora, który przecież i tak niedługo nim nie będzie. Jeśli chodzi o kampanię wobec Amerykanów, to widzimy wyraźny zwrot w retoryce na przestrzeni ostatnich dni. Do tej pory mówiło się, że nie jest problemem działanie w pojedynkę. Jednak od wybuchu wojny głównym zadaniem wydaje się przekonanie obywateli, że Ameryka nie jest odizolowana w tej kampanii. Mówi się o wciąż rosnącej koalicji, która jest porównywalna z koalicją państw z czasów pierwszej wojny z 1991 roku. Według Białego Domu, liczy ona obecnie już 44 państwa. Niestety, jeśli wziąć pod uwagę ich udział w kosztach czy w wystawieniu kontyngentu żołnierzy, to różnica jest zasadnicza. Mówi się wiele o wyzwoleniu Iraku, niekoniecznie wspominając, że jego powojenną odbudową zajmą się firmy amerykańskie liczące na duże zyski z pól naftowych. Jak wygląda obecnie "urabianie" międzynarodowej opinii publicznej, zważywszy na fakt, że jedyni korespondenci wojenni przebywają w amerykańskich i brytyjskich bazach wojskowych i przechodzą specjalne szkolenia? - W pierwszej wojnie nad Zatoką funkcjonowały specjalne tzw. pool system, poprzez które korespondenci byli włączani w jednostki wojskowe uczestniczące w "teatrze działań". Zastosowano dwa rodzaje cenzury. Jeden przez zakaz dostępu do miejsc bezpośrednich starć, drugi przez tzw. opóźnienia. Wszystkie sprawozdania dziennikarzy musiały przejść przez cenzurę wojskową. W związku z tym, jeśli informacja się nie podobała, zostawała wstrzymana. Doszło do sytuacji, w której jakakolwiek krytyka armii nie była praktycznie możliwa. W tej wojnie nieco zmieniono system - dziennikarzy akredytowanych przy jednostkach wojskowych jest o wiele więcej. Mogą korzystać ze swego sprzętu. Jednak podobnie jak podczas pierwszej wojny w Zatoce cały czas są na łasce armii. Mogą być tylko tam, gdzie wolno im być. Armia traktuje przedstawicieli mediów jak ludzi, nad którymi trzeba mieć kontrolę. Czasy niezależnego dziennikarstwa, które pamiętamy z wojny wietnamskiej, bezpowrotnie minęły. Dziękuję za rozmowę. www.naszdziennik.pl Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-03-22 |