|
Katarzyna Pręgowska, Nasza Polska, 29.07.2003 |
|
Czy David Kelly, doradca ds. broni masowego rażenia brytyjskiego Ministerstwa Obrony, został zamordowany przez brytyjskie służby specjalne, gdyż przyczynił się do ujawnienia nacisków rządu co do fałszowania przyczyn uczestnictwa w wojnie w Iraku? Aktorzy pozostają w cieniu
Śmierć Kelly'ego to największy skandal polityczny na Wyspach Brytyjskich w ciągu sześciu lat sprawowania rządów przez premiera Tony'ego Blaira, a zarazem kolejny akt afery związanej z fałszowaniem przez rząd dowodów uzasadniających udział Wielkiej Brytanii w wojnie w Iraku. Brytyjczycy nie wierzą w samobójstwo naukowca, mówi się o tym, że Kelly'ego zamordowano, gdyż ujawnił BBC kłamstwa rządu dotyczące przyłączenia się Londynu do wojny. Podczas ubiegłotygodniowego pobytu Blaira w Tokio dziennikarze pytali wręcz, czy ma on "krew na rękach", opozycja zażądała ustąpienia premiera. Blair odpiera zarzuty o swoim udziale w sprawie i oświadcza, że nie zrezygnuje z funkcji. Samobójstwo podczas spaceru? Ciało 59-letniego Kelly'ego odnaleziono 18 lipca około godziny 9.20 w pobliżu jego domu w Harrowdown Hill w hrabstwie Oxford, ok. 70 km na zachód od Londynu. Naukowiec miał podcięte żyły na lewym nadgarstku, obok ciała leżało ostre narzędzie i opakowanie po środkach przeciwbólowych. Dzień wcześniej ekspert wyszedł około 15.00 na spacer. Gdy z niego nie wracał, rodzina zawiadomiła policję o zaginięciu, gdyż naukowiec zawsze pozostawiał swoim bliskim informacje o sobie. Policja niemal natychmiast orzekła, że było to samobójstwo. Ten werdykt można by uznać jednoznacznie za prawdziwy, gdyby nie to, że wydano go podejrzanie szybko. Są także i inne okoliczności. Raport Gilligana, czyli rząd kłamał! Sprawa, której pokłosiem stało się - według wszelkiego prawdopodobieństwa - zabójstwo polityczne, ma swój początek w maju br., kiedy to dziennikarz radia BBC Andrew Gilligan poinformował w swoim raporcie, powołując się na informacje uzyskane od wysokiego przedstawiciela władz brytyjskich, że raport rządu Tony Blaira, uzasadniający konieczność ataku na Irak, wprowadził w błąd Parlament i opinię publiczną, gdyż wyolbrzymiał zagrożenie ze strony Saddama Husajna. Dziennikarz miał m.in. na myśli informację o tym, że Irak w ciągu 45 minut od zaatakowania go jest w stanie wykonać uderzenie biologiczne lub chemiczne. Odpowiedzialnym za manipulację miał był doradca premiera ds. mediów Alistair Campbell. Wzmianka o owych 45 minutach znalazła się w raporcie wskutek nacisków Downing Street (siedziba premiera - przyp. K.P.) i to mimo krytycznych opinii brytyjskich służb specjalnych. "Pomyłki irackie" Podobny scenariusz był grany i również w USA. Według "Washington Post" z 20 lipca 2003 r., zeszłoroczne (wrzesień 2002 r.) dwa oświadczenia prezydenta George'a Busha, złożone po spotkaniu z członkami Kongresu i w przemówieniu radiowym, uzasadniające wojnę w Iraku także zdolnością reżimu Husajna do przeprowadzenia ataku chemicznego lub biologicznego w 45 minut po wydaniu odpowiedniego rozkazu, także nie miały potwierdzenia w informacjach wywiadowczych. Biały Dom nawet nie starał się o potwierdzenie przez wywiad tego faktu i dopiero w zeszłym tygodniu przedstawiciele administracji Busha przyznali, że przesłanki do ataku były nie wystarczające. To zresztą nie jedyne fałszywki. Kolejna dotyczyła fałszywego dokumentu o rzekomych próbach zakupu przez Irak uranu w Nigerii. Bush, informując o transakcji, powołał się na raporty wywiadu brytyjskiego. We wspomnianych wcześniej wystąpieniach publicznych we wrześniu ub.r. Bush jako jeden z motywów ataku na Irak podawał także to, że przebywają w nim terroryści z al-Kaidy Osamy bin Ladena, oskarżani przez administrację Busha o dokonanie ataku na gmachy World Trade Center dwa lata temu. Również ten argument nie jest prawdziwy. Al-Kaida jest efemerydą terrorystyczną, pojawiającą się "na zamówienie" przy kolejnych atakach (według niektórych źródeł grupa ta może być kontrolowana nawet przez... wywiad brytyjski, na co może wskazywać chociażby fakt, że biura al-Kaidy znajdowały się m.in. w Londynie), których faktycznym wykonawcą jest zupełnie ktoś inny. W omawianym wyżej przypadku chodziło o grupę Ansar al-Islam, działającą na terenach kurdyjskich, nie kontrolowanych przez reżim w Bagdadzie, a poza tym nie będącą częścią organizacji Osamy bin Ladena. "Wystawiony" przez Ministerstwo Obrony
Kelly zginął najprawdopodobniej dlatego, że jego nazwisko jako informatora BBC ujawniło... Ministerstwo Obrony (stacja potwierdziła ten fakt w specjalnym komunikacie, wydanym 20 lipca). Wypadki miały potoczyć się następująco. Na kilka dni przed ujawnieniem przez telewizję publiczną (BBC) rewelacji anonimowego "specjalisty wojskowego", iż dokumentacja w sprawie irackiej broni masowego rażenia została "spreparowana" na życzenie urzędu premiera, Kelly miał przyznać się przełożonym, że bez ich zgody spotkał się z Gilliganem. Wkrótce potem Ministerstwo Obrony przekazało dyskretnie nazwisko swego doradcy do BBC, jednak koncern radiowo-telewizyjny nie zareagował. W wyniku kontrolowanych "przecieków" z ministerstwa nazwisko Kelly'ego pojawiło się w kilku redakcjach, a resort obrony oficjalnie potwierdził, że to właśnie on był "źródłem" Gilligana. Taki przebieg wypadków potwierdza reakcja naukowca. W ostatnim swoim wywiadzie, udzielonym "The Sunday Times" mówił, że został poddany presji nie do wytrzymania przez Ministerstwo Obrony: Jestem w szoku, ponieważ powiedziano mi, że wszystko to pozostanie poufne. Co miało zostać poufne? Jaką grę grało Ministerstwo Obrony? Czy ustami Kelly'ego prowadziło wewnętrzną rozgrywkę przy użyciu tajnych służb? Aktorzy działający podstępnie... Odpowiedzi nie znamy. Naukowiec zdążył jedynie w dniu swojej śmierci wysłać e-mail do dziennikarza amerykańskiego, którego nazwisko nie zostało ujawnione. Pisał w nim o wielu pozostających w cieniu aktorach, którzy działają podstępnie. W innym e-mailu, do naukowca brytyjskiego, stwierdził, iż trzeba poczekać do końca tygodnia, żeby ocenić skutek jego zeznań przed komisją parlamentarną. Sam końca tygodnia nie dożył... Komisja wywiera presję Właśnie tuż przed śmiercią Kelly przesłuchiwany był przez Komisję Spraw Zagranicznych Izby Gmin powołaną do zbadania sprawy m.in. fałszywych doniesień wywiadowczych, w wyniku których Wlk. Brytania stała się uczestnikiem konfliktu w Iraku. Jak wynika ze stenogramu przesłuchania, do którego dotarłam, Kelly był przede wszystkim indagowany na okoliczność tego, czy był informatorem BBC. Ekspert nie przyznał się, wyjaśniając jedynie, że kilka razy spotkał się z Gilliganem. Członek Komisji Spraw Zagranicznych Izby Gmin konserwatysta Richard Ottaway mówił później, potwierdzając zapisy stenogramowe, że w czasie posiedzenia (...) czynił on [David Kelly - przyp. K.P.] aluzje na temat nacisków, jakim jest poddawany. Inny członek komisji John Maples stwierdził wręcz, że zdaniem wielu członków komisji Kelly stał się "kozłem ofiarnym" w wojnie pomiędzy rządem brytyjskim a BBC. Jak się jednak wydaje - nie jest to rzeczywista przyczyna. Naukowiec, ujawniając sprawę kłamstw w raporcie rządowym, naraził się i władzom i części wywiadu brytyjskiego. Był niewygodny jako świadek matactw politycznych, więc zginął. Leworęczny, co zabił się prawą ręką Taka hipoteza jest o tyle prawdopodobna, że tajemnicze zgony, określane później jako "samobójstwa", towarzyszą prawie wszystkim skandalom politycznym czy usuwaniu przeciwników. 20 lipca 1993 r. w parku w Arlington zostało znalezione ciało Vincenta Fostera, doradcy Białego Domu, doradcy b. prezydenta Billa Clintona w czasach afery podatkowej "Whitewater" i jednego z głównych oskarżonych w tej sprawie. Była to śmierć najwyższego rangą urzędnika rządowego od czasów zabójstw braci Kennedych w połowie lat 60. Tego dnia Foster opuścił Biały Dom zapowiadając, że niedługo wróci. Nie wrócił... Stwierdzono, że popełnił samobójstwo, strzelając do siebie z pistoletu. Oficjalne zdjęcia z miejsca znalezienia ciała pokazywały, że doradca Clintona trzymał broń w prawej ręce. Problem tkwi w tym, że w rzeczywistości był... mańkutem. Nie znaleziono łuski, być może dlatego, że wedle przypuszczeń policja i FBI szukały w złym miejscu. Sierżant George Gonzales (który pierwszy pojawił się na miejscu zbrodni) utrzymywał, że znalazł Fostera ok. 200 stóp od miejsca, które podano oficjalnie. Na broni nie było jakichkolwiek odcisków palców. Foster nie pozostawił także listu pożegnalnego etc. Praworęczny, co zabił się lewą ręką 19 października 2001 r. w Meksyku został znaleziony martwy Digno Ochoa, prawnik i działacz ruchu praw człowieka, reprezentujący sympatyków ruchu Zapatista. Oddane zostały trzy strzały: pierwszy trafił w krzesło, drugi w lewą nogę, trzecia kula roztrzaskała głowę. Dwa lata później władze meksykańskie ogłosiły, że przyczyną śmierci było prawdopodobnie samobójstwo, mimo że były poważne przesłanki wskazujące na morderstwo polityczne. Ochoa reprezentował grupy wrogie opozycyjne wobec władz Meksyku. Przed śmiercią często otrzymywał telefony z pogróżkami, dlatego został objęty ochroną policyjną. Przy jego ciele znaleziono list grożący śmiercią innym działaczom na rzecz praw człowieka. Pistolet, z którego miał się zastrzelić, spoczywał w lewej ręce prawnika, mimo że był on... praworęczny. *** Śmierć Kelly'ego, Fostera, Ochoi i wielu innych łączy jedno - zbyt dużo wiedzieli bądź chcieli ujawnić fakty niewygodne dla władz. Dlatego musieli zginąć. Katarzyna Pręgowska
David Kelly, ekspert ds. broni masowego rażenia w Ministerstwie Obrony, wcześniej był znanym mikrobiologiem i wchodził w skład zespołu inspektorów rozbrojeniowych wysłanych przez ONZ do Iraku. Między 1994 a 1999 rokiem wyjeżdżał do tego kraju 37 razy. Był uczestnikiem wszystkich inspekcji w Rosji dotyczących rosyjskiego arsenału broni biologicznej, na mocy porozumienia trójstronnego pomiędzy Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi i Rosją, zawartego w 1992 r. Katarzyna Pręgowska, Nasza Polska, 2003-07-29 |