|
Piotr Jakucki, Nasza Polska, NR 12 (383), 26.03.2003 |
|
Od zeszłej środy, godz. 22.15 czasu waszyngtońskiego trwa "Iracka wolność". Wojna o ropę dla amerykańskich koncernów, w tym i tych związanych z członkami waszyngtońskiej administracji, rodziny prezydenta nie wyłączając. Wojna o zagwarantowanie wpływów Izraela na Bliskim Wschodzie, dająca temu państwu hegemonię militarną i możliwość szantażu bronią atomową całego regionu. Irak Saddama Husajna jest państwem zbrodniczego reżimu wojskowego, państwem, które ma na sumieniu m.in. wielotysięczną zagładę Kurdów. To oczywiste i nikt nie może temu zaprzeczyć. Jednak równie oczywiste jest to, że agresja amerykańska, prześmiewczo nazwana "Iracka wolność", została uruchomiona z pogwałceniem procedur ONZ, w tym rezolucji nr 1441, która - jak podkreślił na łamach "Süddeutsche Zeitung" z 19 marca br. niemiecki prawnik Vedder - nie zawiera mandatu do użycia siły . Wbrew zdaniu Ojca Świętego, wbrew protestom całego świata. Tak więc jest to "brudna wojna" prowadzona przez państwo uzurpujące sobie prawo do bycia żandarmem świata. Polacy wojny nie chcą! W tę, pod względem prawnym, agresję nasz kraj został wplątany wolą prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i premiera Leszka Millera. Ci dawni aparatczycy komunistyczni wysłali polskich żołnierzy na Bliski Wschód z równym entuzjazmem, jak niegdyś trzymali Polskę "pod butem" w interesie Związku Sowieckiego. Jesteśmy obecni na irackich polach bitwy wbrew społeczeństwu. Według najnowszego sondażu Demoskopu - 78 proc. z nas jest przeciwko interwencji, poparcie deklaruje 16 proc., czyli o 3 proc. mniej niż w lutym. Za udziałem naszego wojska opowiedziało się jedynie 12 proc. respondentów ośrodka. Wojny, która może przerodzić się w konflikt światowy, nie popiera nikt, kto z troską myśli o losach Ziemi. Wielosettysięczne pokojowe manifestacje odbywają się w Europie, Azji, Ameryce, Australii. W Polsce na pokój nie ma miejsca, w zeszły czwartek w Warszawie mieliśmy do czynienia z policyjnymi rajdami przeciwko kilkuset demonstrantom, brutalnością przypominającymi stan wojenny. Ludzi - najczęściej młodych - ciągnięto po ulicy, skuwano kajdankami, ładowano do "suk". W przeciwieństwie do władz w Warszawie na faktyczną niepodległość wybili się Czesi mający i odpowiedniego prezydenta, i własny rząd. Premier Vladimir Szpidla oświadczył zdecydowanie 20 marca, że jego kraj - mimo, że w Kuwejcie stacjonuje jednostka chemiczna - nie wchodzi w skład koalicji walczącej z Irakiem. A spytany, dlaczego w takim razie Czechy widnieją na liście państw popierających atak na Irak, odparł, że należy o to zapytać Amerykanów. Łamiecie prawo... Wsparcie Polski dla Waszyngtonu już ma duże konsekwencje polityczne w stosunkach z państwami Unii Europejskiej. Pamiętamy jeszcze niedawną francuską krytykę poczynań Polski, która tak oburzyła władze w Warszawie. Przywoływany wcześniej Vedder nie ma wątpliwości - akcja amerykańska to wyraźna agresja, zaś polski w niej udział jest naruszeniem przez nasz kraj kryteriów przystąpienia do Unii: Polska chyba teraz nie zostanie członkiem UE - podkreśla w "Süddeutsche Zeitung". Przypomina, że w 1997 r. państwa członkowskie UE uznały za warunek przyjęcia kandydatów przestrzeganie przez ich rządy zasad prawa międzynarodowego i spełnianie obowiązku rozwiązywania wszelkich sporów środkami pokojowymi, co precyzuje art. 2 Karty Narodów Zjednoczonych (dwa odstępstwa to: prawo do samoobrony i zezwolenie Rady Bezpieczeństwa ONZ na przywrócenie pokoju środkami militarnymi). Przy sprawie m.in. Iraku Waszyngton rości sobie, zdaniem Veddera, prawo do obrony prewencyjnej, chcąc interweniować już wtedy, gdy uzna jakieś państwo za niebezpieczne. Dlatego - potwórzmy raz jeszcze - atak na Irak jest agresją, ponieważ rezolucja nr 1441 nie zawiera mandatu do użycia siły. Odrodzona oś Berlin-Moskwa, czyli śmiertelne szachy W polityce nic nie dzieje się przypadkiem. Nie powinniśmy się więc cieszyć z pogróżek niemieckiego prawnika na temat naszego członkostwa w UE (oczywiście nie oznacza to, że mamy do Unii wstępować). Tym bardziej że decyzje, jakie zapadły w Pałacu Namiestnikowskim, mają miejsce w czasie szczególnym dla naszego kraju i dla tego regionu Europy. W okresie żywo przypominającym zarówno czasy przedrozbiorowe, jak i, by odnieść się do współczesności, sytuację sprzed 1939 r. Słaba, praktycznie bezbronna i ogołocona z wszelkiego potencjału Polska stoi wobec odrodzonego antypolskiego i antyamerykańskiego sojuszu Berlina i Moskwy (Francja sprzeciwiająca się wojnie z Irakiem jest w tym układzie jedynie "listkiem figowym"). Tym razem już nie osi militarnej (te czasy odeszły do przeszłości), ale o wiele gorszego i dalej idącego w skutkach - strategicznego paktu gospodarczego. Zdecydowanie prowaszyngtońskie (koniunkturalne, a nie strategiczne!) decyzje Kwaśniewskiego, skłócające nas z kontynentem europejskim z premedytacją wpychają Polskę w kleszcze uzależnienia zarówno od Rosji (ostatnia umowa gazowa podpisana przez ministra Marka Pola), jak i Niemiec (coraz silniejsze naciski polityczne, gospodarcze i - być może - terytorialne pod hasłem zablokowania wejścia Polski do Unii). Nie zapominajmy także o "drobnostce", jaką są przypadające na rok 2004 najwyższe spłaty składki członkowskiej do UE oraz równie wysokie zobowiązania wynikające z zadłużenia zagranicznego. A czym można płacić, jeżeli państwo nie ma finansów i potencjału wytwórczego? Ziemią... własnym terytorium... Prezydent i rząd SLD, wpychając Polskę w iracki geszeft dający wymierne korzyści jedynie USA i Izraelowi, po raz kolejny ustawili nas na skraju przepaści politycznej. Nie miejmy złudzeń, Ameryka Polsce nie pomoże, tak jak nigdy w nowoczesnej Europie nikt tego nie zrobił. Za naszą krew przelaną w II wojnie światowej na wszystkich możliwych polach bitew "sojusznicy" zachodni bez żenady oddali nas pod knut Stalina, potem o nas zapomnieli. Obecnie dla USA i dla innych potęg, także jesteśmy jedynie małym pionkiem na szachownicy rozgrywek politycznych. A pionki kończą swój żywot zbiciem. Piotr Jakucki, Nasza Polska, 2003-03-26 |