nasza witryna Agresja na Irak, Nasz Dziennik wiadomości z 17.04.2003


 



NASZ DZIENNIK

Czwartek, 17 kwietnia 2003, Nr 91 (1587)

Dział:

Syryjscy chrześcijanie zaniepokojeni groźbami Stanów Zjednoczonych
Werbalna agresja Waszyngtonu

Chrześcijanie w Syrii są zaniepokojeni groźbami wysuwanymi przez Stany Zjednoczone pod adresem ich kraju. Również państwa arabskie w Zatoce Perskiej chcą zaprzestania wojennej retoryki Waszyngtonu wobec Syrii. Ich przedstawiciele oświadczyli zgodnie, iż należy szybko zakończyć obcą okupację Iraku.
Przedstawiciele Kościoła chrześcijańskiego w Damaszku poinformowali, że ich sytuacja w Syrii jest bardzo dobra w porównaniu z innymi krajami o przewadze muzułmanów. Dlatego nie chcieliby, aby ten stan został zakłócony.
Radio Watykańskie zacytowało 15 kwietnia ormiańsko-katolickiego arcybiskupa Aleppo, Butrosa Marayatiego, który powiedział, że Syryjczycy "zarówno prywatnie, jak też w życiu publicznym nie reagują specjalnie na pogróżki z Waszyngtonu, ale wiedzą - tak chrześcijanie, jak i inni obywatele - że nasz kraj jest czymś zupełnie innym niż Irak i że nie można porównywać obu tych systemów". - W tej grze jest wiele kłamstwa - stwierdził ks. abp Marayati.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że od dawna w Syrii mieszka wielu Irakijczyków. Dodał: "teraz przyjęliśmy już trochę nowych rodzin i przygotowujemy się na przyjęcie fali uchodźców, którzy pewnie do nas dotrą".
Tymczasem państwa arabskie odrzuciły we wtorek oskarżenia Waszyngtonu pod adresem Syrii o produkowanie broni chemicznej i udzielanie schronienia członkom byłych władz Iraku. - Uważamy, że groźby wobec Syrii powinny ustać. Nie uważamy, aby Syria chciała wojny lub eskalacji sytuacji... Odrzucamy jakiekolwiek naruszenie bezpieczeństwa Syrii - stwierdził minister spraw zagranicznych Kataru szejk Hamad as-Sani po spotkaniu szefów dyplomacji sześciu państw Zatoki w stolicy Arabii Saudyjskiej, Rijadzie.
Szejk Hamad stwierdził ponadto, że składająca się z sześciu państw Rada Współpracy Zatoki chce, aby siły koalicji antyirackiej opuściły Irak jak najszybciej i przekazały kontrolę nad krajem Irakijczykom.
Wczoraj syryjski minister spraw zagranicznych Faruk Szaraa, odpierając amerykańskie oskarżenia, zapewnił, że Syria jest gotowa podpisać układ o przekształceniu całego Bliskiego Wschodu w strefę wolną od broni masowego rażenia. - Rząd syryjski jest gotów podpisać pod nadzorem ONZ układ przekształcający cały Bliski Wschód w strefę wolną od broni masowego rażenia - nuklearnej, chemicznej i biologicznej - powiedział.
Jednocześnie dyrektor departamentu informacji syryjskiego MSZ Busadna Szaaban zapowiedziała w Damaszku, że Syria przedstawi w Radzie Bezpieczeństwa ONZ rezolucję wzywającą do przekształcenia Bliskiego Wschodu w region wolny od broni chemicznej. - Syria uzyskała na ten krok zgodę grupy krajów arabskich w ONZ - powiedziała.
Syryjska propozycja jest szczególnie niewygodna dla Izraela, który prawdopodobnie dysponuje około 200 głowicami nuklearnymi, niepodlegającymi żadnej kontroli międzynarodowej. We wtorek amerykański sekretarz stanu Colin Powell oświadczył, że Stany Zjednoczone opowiadają się za Bliskim Wschodem wolnym od broni masowej zagłady. Uzależnił jednak wszelką możliwość inspekcji arsenału zbrojeniowego Izraela od uprzedniego zawarcia pokoju z Syrią i Libanem.
JS, PAP, KAI


www.naszdziennik.pl

Od red. NW: w uzupełnieniu powyższych rozważań na temat Syrii polecamy artykuł Pat Buchanan'a Czyja wojna? oraz fragment książki izraelskiego profesora Izraela Szahak'a "Tel Awiw za zamkniętymi drzwiami"



NASZ DZIENNIK

Czwartek, 17 kwietnia 2003, Nr 91 (1587)

Dział:

Organizują siły porządkowe

W związku z panującą w Iraku anarchią i złą sytuacją humanitarną Stany Zjednoczone pod wpływem międzynarodowej krytyki usiłują polepszyć stan bezpieczeństwa cywilnej ludności w Iraku.
W obliczu wygasania regularnych walk Stany Zjednoczone podejmują działania mające na celu wzmocnienie bezpieczeństwa w okupowanym Iraku. We wtorek Donald Rumsfeld zwrócił się do Bułgarii, Danii i Polski o udział ich wojsk w utrzymaniu porządku i stabilizacji w Iraku po wojnie. Najpilniejszymi zadaniami oddziałów porządkowych byłyby powstrzymanie grabieży i ochrona punktów dystrybucji pomocy humanitarnej.
Rzecznik polskiego MON płk Eugeniusz Mleczak oświadczył, że strona polska rozważa tę propozycję. Również rządy Danii i Bułgarii jeszcze nie podjęły decyzji, czy spełnią prośbę Amerykanów.
Amerykanie dążą do utworzenia w Iraku przejściowej administracji i włączenia do niej jak największej liczby Irakijczyków. Brytyjski generał Tim Cross oświadczył, że kierowana przez USA cywilna administracja przejściowa może zacząć przekazywać władzę Irakijczykom za 3-6 miesięcy, ale utworzenie rządu irackiego, wyłonionego w wyborach, potrwa dłużej.
JS, PAP, Reuters


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Czwartek, 17 kwietnia 2003, Nr 91 (1587)

Dział:

Berlin szuka porozumienia z Waszyngtonem i Londynem
W pogoni za lukratywnymi kontraktami

Niemcy intensywnie dążą do poprawy złych stosunków z Wielką Brytanią i Stanami Zjednoczonymi. Zdaniem wielu komentatorów, zasadniczym powodem tych zabiegów jest chęć udziału Niemiec w intratnej odbudowie Iraku.
Od kilku dni można wyraźnie zaobserwować intensywne wysiłki rządu w Berlinie podejmowane w celu poprawy kontaktów pomiędzy Niemcami a USA i Wieką Brytanią. Zapowiedzią normalizacji stosunków pomiędzy tymi krajami jest planowana na 4 maja oficjalna wizyta niemieckiego ministra obrony w Waszyngtonie. Spotka się on z sekretarzem obrony USA Donaldem Rumsfeldem.
Tymczasem z wizytą przyjaźni przyjechali do Niemiec parlamentarzyści amerykańscy. Wraz z parlamentarzystami niemieckimi podpisali się oni pod wspólnym oświadczeniem, iż rozbieżności dotyczące wojny w Iraku nie powinny podważać tradycyjnej przyjaźni niemiecko-amerykańskiej.
Ważnym wydarzeniem w procesie polepszania stosunków Niemiec z państwami koalicji antyirackiej była godzinna rozmowa w cztery oczy premiera Wielkiej Brytanii Tony'ego Blaira z kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem, do której doszło we wtorek w Hanowerze.
Pomimo iż obaj pozostali wierni swoim ocenom wojny, stwierdzili, że należy zrobić wszystko, aby jak najszybciej doprowadzić do odbudowy Iraku. Zasadniczo obydwaj zgodzili się z tym, że główną rolę w odbudowie zniszczonego kraju powinna odgrywać ONZ.
Media niemieckie pozytywnie zareagowały na oznaki poprawy stosunków zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i Wielką Brytanią. Niemieccy publicyści argumentują, że jest to jedyna droga dostępu dla własnych firm do lukratywnych kontraktów w Iraku.
Waldemar Maszewski, Hamburg


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Czwartek, 17 kwietnia 2003, Nr 91 (1587)

Dział:

Nie chcą opłacać inwazji

W związku z agresją Stanów Zjednoczonych na Irak w USA wzrosła liczba ludzi, którzy świadomie i z przekonaniem nie płacą podatków. W bieżącym roku amerykańska służba podatkowa IRS (Internal Revenue Service) oczekuje dużego wzrostu liczby obywateli, którym "sumienie nie pozwala płacić podatków".
Obywatele odmawiający płacenia podatków z powodu zaangażowania USA w wojnę nazywają siebie "członkami antywojennego sprzeciwu podatkowego". W odróżnieniu od pozostałych niepłacących przeciwnicy wojny nie ukrywają swojego nieposłuszeństwa przed władzą i nie zaniżają poziomu swoich dochodów. Duża część z nich lokuje swoje pieniądze w różnego rodzaju wspólnych funduszach, z których procenty zasilają antywojenne przedsięwzięcia, a także działalność charytatywną.
W poprzednich latach służby IRS wobec niepłacących odnosiły się względnie liberalnie, chociaż z czasem podejmowały pewne środki represyjne. Jeden z przeciwników opłacania niesprawiedliwych wojen, Bill Ramsey, reprezentujący Komitet Koordynacyjny Sprzeciwu wobec Wojskowych Podatków, powiedział, że w 1992 r. IRS w trybie przymusowym "zdjął" z jego rachunku bankowego 1200 dolarów, ale od tego czasu nie zdecydował się na żadną ostrzejszą formę kary. Według danych Komitetu, w 2002 r. około 8 tys. Amerykanów oświadczyło, że z przekonaniem i świadomie odmówiło płacenia podatków. Jak się oczekuje, w tym roku ich liczba przekroczy 10 tys., dlatego urzędnicy IRS udzielający wypowiedzi dla agencji AP straszą nieposłusznych bardzo surowymi "długotrwałymi skutkami finansowymi". Deficyt budżetowy państwa przekroczył 6,5 mld dolarów, dlatego władze USA zdecydowane są za wszelką cenę wyegzekwować od niepokornych Amerykanów zasądzone kary.
W podobny sposób Amerykanie protestowali w czasie wojny w Wietnamie. Kolejne wybuchy "podatkowego nieposłuszeństwa" nastąpiły w czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, a także w związku z amerykańskimi operacjami w Afganistanie w 2001 r.
WM


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Czwartek, 17 kwietnia 2003, Nr 91 (1587)

Dział:

Powiększa się tragiczny bilans ofiar amerykańskiej agresji na Irak
Następny dzień - kolejne ofiary

Mimo wprowadzenia wspólnych amerykańsko-irackich patroli w większych miastach Iraku cały czas dochodzi do rabunków. Łupem złodziei padają nie tylko muzea czy gmachy użyteczności publicznej, ale również sklepy i domy prywatne. Codziennie giną ludzie.
Na ulicach Bagdadu wciąż jest niespokojnie. Wspólne amerykańsko-irackie patrole nie odnoszą większego skutku. Po pierwsze, jest ich zbyt mało, po drugie, istnieją poważne problemy z porozumieniem się. Amerykanie wprowadzili także na ulice Bagdadu patrole złożone z byłych irackich uchodźców, tzw. Free Iraqi Forces (Wolne Siły Irackie). Na razie liczą one tylko 120 funkcjonariuszy, ale - według Amerykanów - zostały przez mieszkańców stolicy przyjęte bardzo dobrze.
Codziennie jednak w Iraku giną ludzie. Wczoraj rano w strzelaninie w centrum Mosulu na północy kraju zginęły co najmniej 4 osoby. Powiększył się także tragiczny bilans ofiar po stronie wojsk amerykańskich. Pentagon poinformował, że do tej pory zginęło w Iraku 124 żołnierzy amerykańskich, a 495 zostało rannych. Ze 124 zabitych 105 żołnierzy zginęło w walkach, a 19 w wypadkach niezwiązanych z działaniami wroga, np. wypadkach drogowych. Czterech żołnierzy amerykańskich jest zaginionych.
We wtorek w wyniku tragicznej pomyłki zginął kolejny amerykański żołnierz. Jak potwierdziło wczoraj centralne dowództwo armii koalicji - CentCom, żołnierz piechoty morskiej USA został omyłkowo zastrzelony przez swych kolegów, którzy wzięli go za żołnierza armii irackiej. W sprawie wszczęto śledztwo. W ciągu ostatnich 24 godzin w rejonie Bagdadu w różnego rodzaju wypadkach zginęło trzech innych Amerykanów, a trzech zostało poważnie rannych.
Według danych opublikowanych przez przeciwników agresji USA na Irak na stronie internetowej iraqbodycount.net, od początku wojny do wczoraj straciło życie ponad 1800 irackich cywilów.
Jacek Szpakowski, PAP, Reuters


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Czwartek, 17 kwietnia 2003, Nr 91 (1587)

Dział:


Rzecznik UNICEF-u Geoffrey Keele poinformował, że sytuacja na południu Iraku ulega względnej poprawie. Nadal jednak w większości miast irackich nie ma prądu i bieżącej wody.
Przedstawiciele ONZ biją na alarm. Jeśli ta sytuacja w najbliższych dniach nie poprawi się, może dojść do katastrofy humanitarnej na wielką skalę. Szczególnie niebezpiecznie jest w położonej na południu Iraku Basrze, gdzie z powodu zniszczenia ujęć wody pitnej ludność korzysta z zasolonej wody wspólnego ujścia Tygrysu i Eufratu - Szat al Arab. W położonym niedaleko Basry irańskim mieście Chorramszar czeka na wjazd do Iraku konwój UNICEF-u z wodą pitną dla zagrożonych epidemią mieszkańców Iraku.
PS, PAP


www.naszdziennik.pl

Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-04-17

powrot