nasza witryna Agresja na Irak, Nasz Dziennik wiadomości z 16.04.2003


 



NASZ DZIENNIK

Środa, 16 kwietnia 2003, Nr 90 (1586)

Dział:

Szyici bojkotują konferencję o tworzeniu nowych władz w Iraku
Nie chcą marionetek USA

Niepowodzeniem zakończyła się pierwsza z serii konferencji, które mają wyłonić przyszłe tymczasowe władze Iraku. Po kilku godzinach bezowocnych obrad ich uczestnicy ustalili, że spotkają się ponownie za 10 dni. Rozpoczętym wczoraj w bazie wojskowej pod południowoirackim miastem Nasirija rozmowom towarzyszyły masowe demonstracje, w których wzięło udział ok. 20 tys. szyitów.
Przedstawiciele podzielonych ugrupowań irackich z kraju i zagranicy z obawy, aby rodacy nie uznali ich za marionetki Stanów Zjednoczonych z rezerwą podeszli do amerykańskiej inicjatywy. Część organizacji szyitów nie uczestniczy w rozmowach w Nasirii, gdyż - ich zdaniem - nie uwzględniono faktu, że ta grupa wyznawców islamu stanowi 80 procent społeczeństwa i z tego powodu winna dominować w przyszłym irackim rządzie. Główne ugrupowanie szyitów - Najwyższa Rada Rewolucji Islamskiej w Iraku (którego przywódcy przebywają na emigracji w Iranie) - postanowiło zbojkotować rozmowy. "Nie możemy brać udziału w rokowaniach dotyczących Iraku, lecz organizowanych przez amerykańskiego generała Tommy'ego Franksa" - podano w oświadczeniu Rady.
W rozmowach ze strony irackiej uczestniczą przedstawiciele społeczeństwa oraz działacze emigracyjnych ugrupowań opozycji. Tych ostatnich jednak niektórzy analitycy kwalifikują bardziej jako przedstawicieli interesów USA. To właśnie wyznaczony przez władze tego kraju Zalmaya Khalizada przewodniczy konferencji. Ze strony tzw. antyirackiej koalicji uczestniczą - prócz USA - Wielka Brytania, Australia i Polska. Władze w Warszawie reprezentuje Ryszard Krystosik, do 2001 roku szef sekcji interesów USA przy ambasadzie polskiej w Bagdadzie.
PS, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Środa, 16 kwietnia 2003, Nr 90 (1586)

Dział:

Do Iraku zmierza transport z pomocą humanitarną
Nadchodzi konwój życia

Transport artykułów spożywczych i materiałów medycznych, przewidziany jako pierwsza pomoc dla 25 tys. mieszkańców Iraku, znajduje się w drodze ze stolicy Jordanii, Ammanu, do Bagdadu. Pomoc z tego transportu zostanie rozdzielona w Bagdadzie dla mieszkańców Mosulu, Kirkuku i innych miast.
Według informacji brytyjskiej organizacji pomocy Cafod, w czterech ciężarówkach znajduje się żywność i leki, w tym głównie antybiotyki i środki nasercowe. Jest tam też mleko w proszku. Będzie ono wraz z tabletkami oczyszczającymi wodę wydawane pod nadzorem pielęgniarek matkom.
- Caritas Irak zdaje sobie sprawę, że sytuacja w Bagdadzie jest w dalszym ciągu niebezpieczna. Jest jednak nadzieja, że poprawi się do chwili przyjazdu konwoju z pomocą humanitarną - powiedziała dziennikarzom rzeczniczka Cafod, Caroline Lynch. Jednocześnie Cafod poinformowała, że sytuacja w Basrze jest pod kontrolą. - Atmosfera jest spokojna, a ludzie powracają do normalnej pracy i zajęć codziennych - powiedział stacjonujący w Kuwejcie rzecznik tej organizacji Alistair Dutton. Podkreślił on, że choć w ostatnich dniach w mieście doszło do plądrowania i kradzieży mienia, teraz już panuje względny spokój. Mimo to miejscowy szpital musiał zatrudnić 40-osobową ochronę.
KWM, KAI


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Środa, 16 kwietnia 2003, Nr 90 (1586)

Dział:

Ariel Szaron domaga się zwiększenia presji na Damaszek
Cała lista żądań

Premier Izraela Ariel Szaron zażądał wczoraj od Stanów Zjednoczonych nasilenia presji na Damaszek, któremu zarzucił ochranianie bojowników palestyńskich, a także udzielanie schronienia irackim wojskowym ekspertom. Władze Syrii odrzucają amerykańskie zarzuty, twierdząc, że to Izrael jest największym zagrożeniem dla regionu.

Określając prezydenta Syrii Baszara el-Asada mianem "niebezpiecznego człowieka", Szaron w wywiadzie na łamach dziennika "Jedijot Achronoth" oskarżył władze syryjskie o wyrażenie zgody na przeniesienie irackiego sprzętu wojskowego na terytorium Syrii. Apelując o "bardzo silną" presję USA na Damaszek, Szaron zastrzegł jednak, iż "nie oznaczałyby one wojny, lecz przede wszystkim naciski dyplomatyczne i ekonomiczne".
Szaron przedstawił listę pięciu podstawowych żądań, jakie Stany Zjednoczone miałyby przedstawić Syrii. Zażądał: usunięcia i likwidacji "palestyńskich organizacji terrorystycznych" mających działać na terenie Syrii - Hamasu i islamskiej Dżihad; usunięcia irańskich Strażników Rewolucji Islamskiej z libańskiej Doliny Bekaa; położenia kresu syryjsko-irańskiej współpracy w dziedzinie uzbrajania władz Autonomii Palestyńskiej i podżegania do antyizraelskich wystąpień Arabów - mieszkańców Izraela; rozlokowania libańskiej armii wzdłuż granicy Izraela z Libanem - siły te miałyby zastąpić znajdujące się tu dziś oddziały Hezbollahu; demontażu sieci wyrzutni rakiet ziemia-ziemia zbudowanej - zdaniem Izraela - przez Hezbollah na terenach południowego Libanu. Takie stanowisko Szaron miał też przekazać Stanom Zjednoczonym, uzależniając od realizacji pięciu postulatów przyjęcie przez Izrael amerykańskiego bliskowschodniego planu pokojowego.
Tymczasem Syria odrzuciła w poniedziałek oskarżenia amerykańskie o posiadanie broni chemicznej i brytyjskie o współpracę z reżimem Saddama Husajna. - Syria nie posiada broni chemicznej i jedyną broń chemiczną, biologiczną i nuklearną ma w regionie Izrael zagrażający sąsiadom i zajmujący ich ziemie - powiedziała rzeczniczka prasowa syryjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych Buthaina Szaaban.
Brytyjski dziennik "The Guardian" sugeruje, że w związku z przyszłoroczną kampanią prezydencką w Stanach Zjednoczonych George W. Bush nie chce przeciągać konfliktu na Bliskim Wschodzie i atakować Syrii. Zdaniem gazety, administracja Białego Domu jest obecnie zajęta ustanawianiem powojennego porządku w Afganistanie i Iraku.
PS, PAP


www.naszdziennik.pl

Od red. NW: w uzupełnieniu powyższych rozważań na temat Syrii polecamy artykuł Pat Buchanan'a Czyja wojna? oraz fragment książki izraelskiego profesora Izraela Szahak'a "Tel Awiw za zamkniętymi drzwiami"



NASZ DZIENNIK

Środa, 16 kwietnia 2003, Nr 90 (1586)

Dział:

Amerykanie instalują na opanowanych terenach wasalną administrację
Strzelali do demonstrantów

Co najmniej dziesięć osób zginęło, a kilkadziesiąt zostało rannych, gdy wojska amerykańskie otworzyły wczoraj ogień do demonstrujących w Mosulu przeciwników nowego proamerykańskiego gubernatora. Na ulicach irackich jest wciąż niespokojnie. Rejon Zatoki Perskiej i Turcję opuszczają pierwsze oddziały amerykańskie.
Jak utrzymują naoczni świadkowie, do masakry w Mosulu doszło, gdy tłum mieszkańców miasta wrogo odniósł się do nowego gubernatora miasta Maszana al-Guburiego, który przychylnie wypowiedział się o USA. Informująca o zajściu AFP nie podała szczegółów na temat przyczyn masakry.
Po zdobyciu w poniedziałek miejscowości Tikrit na północy Iraku siły okupacyjne kontrolują wszystkie większe miasta z wyjątkiem części Kutu, gdzie nadal trwają walki. Wczoraj Amerykanom poddało się dowództwo 16-tysięcznego korpusu armii irackiej w prowincji al-Anbar na zachodzie Iraku. Iracki korpus kontrolował dotychczas część Iraku graniczącą z Syrią. Dowodzący siłami irackimi w prowincji generał Mohamed Dżarawi skapitulował przed amerykańskim pułkownikiem Curtisem Pottsem.
Jednak siły inwazyjne nie opanowały chaosu, do jakiego doszło w irackich miastach po upadku Saddama Husajna. Wciąż niebezpiecznie jest na ulicach Bagdadu. Wczoraj żołnierze amerykańskiej piechoty morskiej weszli do zajmowanego przez zagranicznych dziennikarzy bagdadzkiego hotelu "Palestine". Marines szukali tam bojowników wiernych Saddamowi Husajnowi. Amerykańskie dowództwo zamierza zwiększyć liczbę wspólnych amerykańsko-irackich patroli na ulicach Bagdadu. W ciągu trzech dni mają też zostać wznowione dostawy energii elektrycznej dla mieszkańców stolicy Iraku.
Tymczasem żołnierze amerykańscy opuszczają Turcję. Turecki sztab generalny poinformował wczoraj, że z bazy Incirlik na południu kraju do baz w Niemczech odleciało 10 samolotów z 1166 żołnierzami.
W poniedziałek przedstawiciel Pentagonu zapowiedział, że dwa amerykańskie lotniskowce - "Kitty Hawk" i "Constellation" - wraz z okrętami towarzyszącymi opuszczą w tym tygodniu akweny w rejonie Iraku.
PS, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Środa, 16 kwietnia 2003, Nr 90 (1586)

Dział:

Byli inspektorzy ONZ w Iraku zarzucili Amerykanom kłamstwa i dezinformację
Sfałszowane dowody

Dwaj byli inspektorzy rozbrojeniowi ONZ w Iraku zarzucili władzom USA podawanie fałszywych informacji na temat rzekomego posiadania przez Irak broni masowego rażenia. Za jeden z głównych dowodów na podawanie niezgodnych z prawdą "faktów" uznali oni przekazywanie informacji na temat laboratoriów chemicznych w ruchomych ciężarówkach.
Pragnący zachować anonimowość niemiecki specjalista komputerowy i norweski specjalista od broni chemicznej i biologicznej Joern Siljeholm stwierdzili w programie pierwszym niemieckiej telewizji publicznej ARD, że administracja waszyngtońska celowo podawała w raportach fałszywe informacje o ewentualnym istnieniu w Iraku broni masowego rażenia.
Zarówno Norweg, jak i Niemiec za jeden z głównych dowodów na podawanie niezgodnych z prawdą "faktów" uznali przedstawione 5 lutego przez sekretarza stanu USA Colina Powella w Radzie Bezpieczeństwa ONZ informacje na temat laboratoriów chemicznych w ruchomych ciężarówkach. Miało to być zasadnicze potwierdzenie tego, że Irak posiada i produkuje broń chemiczną. Obaj inspektorzy zapewnili, że osobiście dokonali oględzin wskazanego przez Powella terenu i na miejscu stwierdzili, że znajdują się tam tylko ciężarówki-cysterny z wodą i samochody straży pożarnej.
Joern Siljeholm zarzucił administracji amerykańskiej, że dokonała celowej manipulacji informacyjnej, przemilczając prawdę i podając, że inspektorzy jeszcze nie odnaleźli ruchomych laboratoriów. - Była to celowa dezinformacja - stwierdził Siljeholm.
Obaj inspektorzy zapewnili, że sprawdzali również inne obiekty naziemne, które zostały przez Powella oznaczone jako ukryte obecne lub byłe fabryki broni chemicznej bądź biologicznej. Zgodnie stwierdzili, że idąc wskazanym przez Biały Dom tropem, nie natrafili na żadne ślady produkcji tego typu broni.
Waldemar Maszewski, Hamburg


www.naszdziennik.pl

Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-04-16

powrot