|
|
|
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Szturm
na Bagdad Ponad 70 amerykańskich czołgów i 60 pojazdów opancerzonych przeprowadziło wczoraj rano atak na centrum Bagdadu. Amerykanie chwalili się, że zdobyli położone w centrum miasta pałace Saddama Husajna. Potem jednak okazało się, że nie były one wcale bronione. Agresorzy utrzymywali także, że irackie oddziały są już w rozsypce, dopiero później rzecznik Centralnego Dowództwa USA generał Vincent Brooks przyznał, że Irak wciąż zachowuje "pewną zdolność bojową". Wczoraj w stolicy trwały zacięte walki. Według Pentagonu, atak na iracką stolicę był jedynie "pokazem siły", a nie właściwą bitwą o Bagdad. Amerykańska kolumna pancerna przejęła kontrolę na jednym z mostów na Tygrysie i wjechała o godzinie 7.00 do centrum Bagdadu. Kolumna zajęła Pałac Prezydencki. Saddamowska Gwardia Republikańska nie dopuściła jednak do przejęcia przez Amerykanów kontroli nad mostami w Bagdadzie. Atakowano zaciekle wojska USA usiłujące zbliżyć się do mostów. Dwa z nich Irakijczycy uszkodzili i - jak podało dowództwo USA - niemożliwe będzie przejście sił pancernych tą drogą. Z niepotwierdzonych doniesień wynika, że w czasie ataku zginęło dwóch amerykańskich żołnierzy, a sześciu zostało rannych. Dwóch uznano za zaginionych. Wkrótce po rozpoczęciu natarcia rzecznicy centralnego dowództwa koalicji w Katarze wzywali rząd Iraku do kapitulacji. Amerykanie donosili także, że Bagdad jest odizolowany oraz że na wszystkich głównych ulicach irackiej stolicy ustanowiono punkty kontrolne sił USA. Natomiast iracki minister informacji Muhammad Said as-Sahaf zaprzeczył doniesieniom o zajęciu przez Amerykanów strategicznych punktów w mieście. Usiłujące wejść do Bagdadu amerykańskie kolumny zdaniem ministra "zostały zmasakrowane", a "niewierni Amerykanie z woli Boga popełniają masowe samobójstwo u wrót miasta", gdzie cywilni mieszkańcy stanęli w obronie stolicy. Na południu Iraku brytyjscy żołnierze ogłosili natomiast, że znaleźli w Basrze zwłoki "chemicznego Alego", kuzyna Saddama Husajna. Na Alim ciąży współodpowiedzialność za użycie gazów trujących przeciwko Kurdom irackim w końcu lat 80. JS, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Ofiary
"przyjaciół" Z powodu śmierci kilku amerykańskich żołnierzy, którzy w niedzielę zginęli wskutek własnego ostrzału, Pentagon oświadczył, że zbada, czy w szkoleniu i działaniach wojskowych są konieczne zmiany. Eksperci wojskowi jako przyczyny podobnych tragicznych wypadków wymieniają na pierwszym miejscu błąd człowieka. Zdaniem analityków wojskowych, ostatnie incydenty sugerują, że amerykańskie dowództwo nie wyciągnęło wniosków po podobnych tragediach, które miały miejsce podczas pierwszej wojny w Zatoce w 1991 r. Ostatni z takich incydentów miał miejsce w niedzielę w północnym Iraku, kiedy to amerykańskie lotnictwo zbombardowało konwój złożony z amerykańskich komandosów i bojowników kurdyjskich. Według korespondenta BBC, na skutek "przyjaznego ognia" w rejonie miasta Kalak, zajętego w ostatnim czasie przez Kurdów, zginęło co najmniej kilku żołnierzy amerykańskich i 18 Kurdów. - Jestem pewny, że Pentagon jest tym zaniepokojony. Ale myślę, że nie zrobiono w tej sprawie wiele. Tak naprawdę nie podjęto koniecznych kroków, by tego rodzaju wypadków uniknąć - oświadczył Patrick Garrett, jeden z ekspertów militarnych amerykańskiego portalu internetowego GlobalSecurity.org. Znaczny odsetek zabitych i rannych wśród żołnierzy sił inwazyjnych stanowią ofiary tragicznych wypadków lub zwykłej niefrasobliwości. Szczególnie drastycznym przykładem było niezauważone "zaginięcie" czołgu, który spadł z mostu do Eufratu. Wehikuł odnaleziono po wielu godzinach. Cała czteroosobowa załoga zginęła. JS, Reuters www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Niemiecki bunkier
Husajna Niemiecki specjalista od budowy schronów i bunkrów Karl Bernd Esser, twierdzi, iż zaprojektowany przez niego bunkier Saddama Husajna wytrzyma każde uderzenie bronią konwencjonalną. Jak informował niedawno dziennik "Die Welt", bunkier irackiego przywódcy może zostać bezpośrednio zniszczony jedynie przez bombę atomową. Karl Bernd Esser prowadzi dużą rodzinną firmę budowlaną (Sheltex) w Monachium, specjalizującą się od 1939 r. w budowie schronów i bunkrów. Firma Essera, jak można przeczytać po angielsku, arabsku i niemiecku na jego stronach internetowych, oferuje osobom prywatnym i instytucjom budowę obiektów ochronnych. Esser zaprojektował i wybudował m.in. bunkier pod budynkiem bawarskiego ministerstwa spraw wewnętrznych w Monachium. W swoich referencjach z dumą podaje również fakt budowy w latach 80. ubiegłego wieku systemu bunkrów dla Saddama Husajna. "To był dla mnie bardzo lukratywny kontrakt. Zaplanowanie i budowa systemu bunkrów pod pałacem Husajna w okolicach rzeki 'Tygrys' była prawdziwym majstersztykiem. Bunkier o powierzchni 1800 metrów kwadratowych kosztował 66 mln dolarów", przyznał na łamach niemieckiego dziennika. Jego zdaniem, bunkier jest praktycznie nie do zdobycia, wytrzymuje temperaturę do 300 st. C i atak każdą konwencjonalną bronią. "Można go zniszczyć jedynie bombą atomową", stwierdził z dumą niemiecki inżynier. Szef firmy "Sheltex" przyznał, że jest bardzo zdziwiony, iż do tej pory żaden amerykański wojskowy nie zgłosił się do niego po jakiekolwiek informacje na temat planów bunkra. "Kto ma najlepiej wiedzieć o ewentualnych tajnych wyjściach ewakuacyjnych, umożliwiających potencjalną ucieczkę, jak nie ktoś, kto planował budowę obiektu?", pyta retorycznie cytowany przez "Die Welt" Esser. Waldemar Maszewski, Hamburg www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Nie wystarczy
wygrać wojnę Nawet jeśli siły inwazyjne zajmą Irak i schwytają Saddama Husajna, nie będzie to oznaczać zwycięstwa w inwazji na ten kraj - przyznają analitycy z obydwu krajów, które rozpętały wojnę. Obserwatorzy z USA i Wielkiej Brytanii zwracają uwagę, że po zakończeniu działań militarnych agresorzy bardzo łatwo mogą "przegrać pokój". - Wszystko wskazuje na to, że wojna w Iraku ma się ku końcowi, ale alianci mogą bardzo łatwo przegrać pokój - stwierdził William Hopkinson, ekspert ds. Środkowego Wschodu z brytyjskiego Królewskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (Chatham House). Według niego, może się tak stać, jeśli Waszyngton będzie nalegać na to, by wszystkie sprawy w Iraku załatwiać we własnym zakresie, bez udziału ONZ, jeśli w walkach o kontrolę nad irackimi miastami "niewspółmiernie ucierpi ludność cywilna", jeśli w konflikcie izraelsko-palestyńskim nie uda się osiągnąć wymiernego postępu na drodze do pokoju lub jeśli zagrożone interwencją USA poczują się inne kraje regionu (Syria i Iran). Hopkinson zauważa też, że Amerykanie będą w niezręcznej sytuacji, jeśli w Iraku nie znajdą się żadne dowody na to, że władze tego kraju posiadają broń masowego rażenia. - Wcześniejsze doniesienia o posiadaniu przez Irak tego rodzaju broni nie potwierdziły się. Dalsze na ten temat mogą zostać przyjęte sceptycznie - ostrzegł. Przyznał on również, że wiarygodność Waszyngtonu podkopuje także faworyzowanie amerykańskich koncernów przy rozdziale kontraktów na powojenną odbudowę Iraku. Główny ekonomista amerykańskiego banku Lehman Brothers John Llewellyn wyliczył, że okupacja Iraku po zakończeniu wojny może kosztować 40 mld USD rocznie, co odpowiada 0,5 proc. PKB Stanów Zjednoczonych. Llewellyn założył, że w tym kraju pozostanie najwyżej 200 tys. żołnierzy. "Obecnie amerykańscy planiści pracują nad przyszłymi zadaniami, wychodząc z założenia, że operacje wojenne niezbędne do obalenia Saddama Husajna potrwają około miesiąca, a ewakuacja sił amerykańskich ściągniętych w rejon konfliktu rozpocznie się za ok. 4 miesiące" - ujawnił ekonomista w wewnętrznym biuletynie banku. Nawet jeśli USA zdobędą Bagdad, a Saddam Husajn zginie lub trafi w kajdankach do więzienia, prezydent George W. Bush będzie wciąż daleko od całkowitego zwycięstwa w wojnie o Irak - ocenił z kolei analityk z Ośrodka Informacji Obronnej w Waszyngtonie, Michael Donovan. Wiceminister obrony USA Paul Wolfowitz, zwolennik tzw. doktryny permanentnej wojny, tłumaczył w niedzielę, że zwycięstwo nadejdzie wtedy, gdy koalicja "stworzy warunki pozwalające narodowi irackiemu powołać własny rząd, który będzie go reprezentował, przyzwoicie traktował i zachowa Irak jako zjednoczony kraj". Wielu analityków wątpi jednak w możliwość szybkiego powołania takiego rządu. KWM www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Irakijczycy
trafili w CentCom Według danych Centralnego Dowództwa Wojsk USA (CentCom), w rezultacie trafienia irackiej rakiety balistycznej w centrum łączności sztabu 2. brygady 3. dywizji piechoty w Bagdadzie 15 żołnierzy odniosło wczoraj rany, a 4 zginęło. Ostrzał rakietowy mógł zniweczyć plany szybkiego zajęcia Bagdadu. Wśród poległych jest dwóch żołnierzy i dwóch dziennikarzy. Według innych danych agencji AFP, otrzymanych od miejscowego dowódcy wojsk amerykańskich - w czasie ataku rakietowego zginęło co najmniej 6 amerykańskich żołnierzy. Zdaniem sieci CNN, centrum dowodzenia znajdujące się na południu Bagdadu zostało trafione wkrótce po rozpoczęciu ataku Amerykanów na centrum miasta. Jak oświadczył w Katarze oficjalny wojskowy przedstawiciel USA, wczorajszy atak na stolicę miał być jedynie "demonstracją siły". Jednak wcześniej przedstawiciel CentCom w Katarze, odpowiadając na pytanie dziennikarzy o rodzaj przebiegających wówczas operacji w Bagdadzie, stwierdził, że realizuje się "czołgowy atak na centrum stolicy". Obserwatorzy nie wykluczają zatem, że częściowy odwrót wojsk amerykańskich spod Bagdadu mógł mieć związek z przerwaniem komunikacji między amerykańskimi pododdziałami z powodu ostrzelania ich centrum łączności. WM www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Uprowadzeni
polscy dziennikarze Irakijczycy pojmali na drodze z Nasirii do Nadżafu dwóch polskich dziennikarzy: Jacka Kaczmarka z Polskiego Radia i Marcina Firleja z TVN24. Polskie MSZ zapewniło wczoraj, że dyplomacja stara się zrobić wszystko, co możliwe, by ich uwolnić. O szczegółach zdarzenia poinformowano polskie placówki w Abu Dabi, Kuwejcie oraz Waszyngtonie. Za pośrednictwem ataszatu wojskowego w Waszyngtonie przekazano szczegóły do polskiej misji łącznikowej przy amerykańskim Centralnym Dowództwie w Kuwejcie - głosi komunikat MSZ. Świadkami zdarzenia było dwóch innych wysłanników TVN, którzy przekazali informacje o uprowadzeniu. WP, PAP www.naszdziennik.pl
NASZ DZIENNIK Wtorek, 8 kwietnia 2003, Nr 83 (1579) Dział: Ostrzelali
konwój dyplomatów Rosyjski ambasador w Bagdadzie oskarżył wojska USA o ostrzelanie konwoju z rosyjskimi dyplomatami uciekającymi z irackiej stolicy. Konwój ośmiu samochodów trafił w rejonie walk pod ogień krzyżowy. Rannych zostało 5 osób. Rosja wyraziła wczoraj nadzieję, że wkrótce otrzyma w tej sprawie wyjaśnienia od strony irackiej i amerykańskiej. O "celowe" ostrzelanie rosyjskiego konwoju oskarżył stronę amerykańską ambasador Rosji w Bagdadzie Władimir Titorienko, który wraz z pozostałymi rosyjskimi dyplomatami dotarł wczoraj do Syrii. Titorienko udzielił arabskiej telewizji "Al-Arabija" wywiadu, którego fragmenty przytoczyła agencja Interfax. Według ambasadora, ostrzał trwał 30-40 minut. Dyplomata jest przekonany, że nie może być mowy o pomyłce. - Było oczywiste, że jesteśmy cudzoziemcami, a nie Arabami. Radca ds. gospodarczych próbował rękami sygnalizować, że jesteśmy obcokrajowcami, ale w odpowiedzi również do niego otworzono ogień. Został ranny w głowę - relacjonował Titorienko. Ambasador oskarżył także Amerykanów o zabicie dwóch osób znajdujących się wśród pasażerów 3-4 samochodów osobowych, które - według niego - w czasie ostrzału stały nieopodal kolumny aut z dyplomatami. Doradczyni prezydenta USA ds. bezpieczeństwa narodowego Condoleezza Rice, która złożyła wczoraj wizytę w Moskwie, tłumaczyła prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, że jeśli Amerykanie ostrzelali konwój z rosyjskimi dyplomatami, to nie zrobili tego "specjalnie". BM, PAP www.naszdziennik.pl Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-04-08 |