|
"The Guardian": premier Izraela zezwolił na żydowskie osadnictwo w stolicy
W cieniu prowadzonej przez USA wojny z Irakiem premier Izraela Ariel Szaron zdecydował o zajęciu palestyńskiej części Jerozolimy - donosi poniedziałkowy "The Guardian". W ten sposób Szaron zignorował wcześniejsze wezwania Waszyngtonu sprzeciwiające się tej decyzji. Wiarygodne stają się oskarżenia wobec administracji USA, że prowadzona przez nie inwazja służy m.in. interesom izraelskim.
W ubiegłym tygodniu, po dwóch latach prawno-politycznych debat, rząd Szarona przyjął plan zajęcia palestyńskich terenów we Wschodniej Jerozolimie i pierwsze żydowskie rodziny wprowadziły się do nowych mieszkań osiedla Ma'aleh Ha'zeitim, znajdującego się obok gęsto zaludnionej arabskiej dzielnicy Ras al-Amoud. Żydowskie osiedle zbudowano w palestyńskiej części Jerozolimy po raz pierwszy od rozpoczęcia w 1967 r. okupacji przez Izrael całego miasta, które władze tego kraju uznają za stolicę kraju. Stanowi to kolejne naruszenie przez państwo żydowskie rezolucji ONZ.
Wśród nowych lokatorów wielomieszkaniowego kompleksu, znajdującego się kilkaset metrów od Ściany Płaczu, znajduje się milioner Irving Moskowitz i jego zięć, ekstremistyczny działacz polityczny Ariel King. W najbliższych miesiącach ma tam przyjechać jeszcze 100 rodzin.
Danny Seidemann, pełniący kiedyś funkcję doradcy ds. podziału Jerozolimy, zauważył, że zaaprobowany przez Szarona przyjazd osadników do Ma'aleh Ha'zeitim będzie sprawdzianem dla George'a Busha i Tonny'ego Blaira, którzy wczoraj spotkali się w Belfaście i mieli m.in. radzić nad "kartą drogową" pokojowego uregulowania sytuacji na Bliskim Wschodzie, przewidującą np. utworzenie państwa palestyńskiego w ciągu trzech lat. - To nie jest tak, że Szaron czegoś nie dostrzega. On poparł ten plan nawet po tym, jak Condoleezza Rice poprosiła go, by tego nie robił - podkreślił Seidemann.
Plan wyrzucania Palestyńczyków z Jerozolimy władze izraelskie od dawna realizowały, posługując się środkami sądowo-represyjnymi, mającymi doprowadzić ich do przymusowego wywłaszczenia z zajmowanych domów.
WM
Szaron może czuć się bezpieczny
Pod presją USA Belgia znowelizowała ustawę zezwalającą na ściganie sprawców ludobójstwa
Belgijskie władze pod naciskiem USA znowelizowały ustawę z roku 1993 zezwalającą na ściganie osób odpowiedzialnych za zbrodnie przeciw ludzkości i za zbrodnie ludobójstwa. Obecnie ściganie sprawców tych przestępstw będzie utrudnione.
Jak poinformował wczoraj francuski dziennik "Libération", w sobotę belgijski Senat zdecydował o przyjęciu nowelizacji ustawy z 1993 r. zezwalającej na ściganie osób oskarżonych o zbrodnie wojenne, zbrodnie ludobójstwa lub zbrodnie przeciw ludzkości, niezależnie od miejsca ich popełnienia czy narodowości sprawców. Obecnie znowelizowana ustawa przewiduje możliwość odrzucenia przez belgijski wymiar sprawiedliwości pozwu wniesionego przez osobę, która mieszkała na terenie Belgii przez okres krótszy niż 3 lata. Oznacza to, że np. Palestyńczycy mieszkający na terenie Belgii krócej niż 3 lata nie będą składać wniosków o ściganie izraelskich zbrodniarzy wojennych.
Nowelizacja zakłada również rozpatrywanie skarg przez Międzynarodowy Trybunał Karny i przeniesienie ich do kraju, w którym dokonano zbrodni lub do kraju aktualnego pobytu sprawcy, czyli tam gdzie jurysdykcja belgijskiego wymiaru sprawiedliwości nie sięga.
Według francuskiego dziennika, ustawę znowelizowano przede wszystkim pod presją Stanów Zjednoczonych, które są odpowiedzialne za śmierć cywilów, którzy zginęli w wyniku bombardowania Iraku w 1991 r., jak również środowisk żydowskich. W tym ostatnim przypadku chodziło głównie o premiera Izraela Ariela Szarona oskarżonego o kierowanie w 1982 r. masakrą uchodźców palestyńskich w obozach Sabra i Szatila w Libanie. Belgijskie władze obawiały się także pogorszenia stosunków dyplomatycznych z Izraelem i USA.
Wejście w życie znowelizowanego prawa utrudni ściganie w Belgii polityków odpowiedzialnych za śmierć wielu niewinnych ludzi.
Władysław Lisowski
WM, Władysław Lisowski, Nasz Dziennik, 2003-04-08
powrot
|