nasza witryna Agresja na Irak - 07.04.2003, Nasz Dziennik wiadomości z 07.04.2003


 



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział:

Szef brytyjskiego MSZ: możliwe, że broni masowej zagłady w Iraku nie ma
Zmieniające się preteksty

Rząd Wielkiej Brytanii po raz pierwszy dopuścił możliwość, że w Iraku może nie być broni masowego rażenia oraz środków do jej zbudowania. Groźba użycia przez Saddama Husajna broni masowej zagłady stała się dla Waszyngtonu i Londynu oficjalną przyczyną wspólnej napaści na Irak.
W miarę jak nadzieje "sojuszników" na znalezienie konkretnych potwierdzeń dla ich słów nie spełniały się, USA i Wielka Brytania skorygowały przyczyny swojego ataku. Obecnie twierdzą, że celem ich napaści na Irak jest "wyzwolenie narodu Iraku spod dyktatorskiego reżimu".
Kirył Szewczenko, ekspert ONZ ds. broni chemicznej, który pracował w składzie komisji Hansa Bliksa, uważa, że "Amerykanie bardzo pragną coś odnaleźć". - Kilka dni temu poinformowali nawet o tym, że odkryli fabrykę, gdzie miała być produkowana broń chemiczna, ale potem odżegnali się od tej informacji - zauważa Szewczenko.
Portal internetowy NWSru.com przytoczył oficjalne wypowiedzi Szewczenki, który stwierdził, że nigdzie w Iraku zakazanej broni nie znaleziono. Nie odkryto jej dotąd nawet w tych miejscach, które wskazał - powołujący się na informacje wywiadowcze - sekretarz stanu USA Colin Powell. - Amerykanie czują się przynagleni do znalezienia czegokolwiek zakazanego, żeby uwiarygodnić swoją akcję - przekonywał Szewczenko. Jego zdaniem, takie znalezisko można sfałszować, ale tylko dokładne sprawdzenie przez międzynarodowych, niezależnych ekspertów znalezionej broni biologicznej czy chemicznej może pośrednio lub bezpośrednio udowodnić fakt fałszerstwa lub go wykluczyć.
WM


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział:

Światowa opinia publiczna nie akceptuje agresji na Irak
Sprzeciw wobec bezprawia

W czasie gdy dyplomaci opuszczają Bagdad, nuncjatura apostolska w Iraku pozostaje na miejscu, udzielając wszechstronnej pomocy potrzebującym. Na świecie narasta protest wobec agresji Stanów Zjednoczonych na Irak.

- Papież Jan Paweł II jest w stałym kontakcie z nuncjaturą w Bagdadzie, troszcząc się nie tylko o los chrześcijan, ale również o członków innych wspólnot religijnych w Iraku - oświadczył przebywający w Bagdadzie abp Fernando Filoni. Nuncjusz podkreślił, że "w tych dniach próby chrześcijanie na całym świecie powinni szczególnie modlić się o pokój". Hierarcha dodał, że "obecność przedstawicieli Stolicy Apostolskiej w stolicy Iraku świadczy o tym, że Kościół katolicki opowiada się po stronie osób znajdujących się w trudnej sytuacji, za pokojem i braterstwem między ludźmi".
Tymczasem na świecie nie ustają antywojenne protesty. W sobotę przeciwnicy agresji na Irak manifestowali w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Danii, Chorwacji, Grecji i we Włoszech. Demonstracje odbywały się głównie przed amerykańskimi bazami wojskowymi oraz amerykańskimi placówkami dyplomatycznymi. Trzecia w ciągu 10 dni demonstracja przeciwko wojnie w Iraku odbyła się w sobotę w stolicy Bułgarii, Sofii. Około 900 tys. Bułgarów podpisało w ciągu tygodnia protest przeciwko wojnie w Iraku, oczekując, że rząd weźmie pod uwagę głos opinii publicznej.
Manifestacje antywojenne organizowano też poza Europą. Około 5 tys. demonstrantów zebrało się na muzułmańskich przedmieściach Johannesburga (RPA). Seria codziennych manifestacji, o które apelują organizacje polityczne i zawodowe, rozpoczęła się w wielu miastach Pakistanu.
Wbrew informacjom o rosnącym poparciu dla wojny w Iraku antywojenne demonstracje odbywają się także w USA. Kilka tysięcy osób demonstrowało w sobotę w Chicago.
W sobotę Palestyńska Najwyższa Rada Muzułmańska zakazała prezydentowi USA George'owi W. Bushowi i brytyjskiemu premierowi Tony'emu Blairowi, jako odpowiedzialnym za wojnę w Iraku, wstępu "na świętą ziemię palestyńską".
PS, PAP, KAI


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział:

Agresorzy wzmacniają siły

Wczoraj Amerykanie prowadzili działania, których celem jest okrążenie Bagdadu. Według doniesień dowództwa sił inwazyjnych, wojska brytyjskie wkroczyły do położonej na południu Iraku Basry. Mimo zmasowanej ofensywy wojsk napastniczych obrońcy większości irackich miast nadal stawiają zacięty opór.
Wczoraj iracki minister Al-Sahaf poinformował, że Amerykanie ponieśli dotkliwe straty podczas walk o lotnisko oraz w czasie jednego z wypadów na przedmieścia Bagdadu. Zniszczonych miało zostać co najmniej osiem amerykańskich wozów pancernych, w tym cztery czołgi. Jak wynika ze słów ministra, miało zginąć co najmniej 50 Amerykanów. Dowództwo sił inwazyjnych w Katarze zaprzecza tym doniesieniom, oświadczając, że ściąga pod Bagdad nowe oddziały i jednostki zaopatrzenia.
Równie sprzeczne są informacje dotyczące sytuacji na południu Iraku. Wciąż brak jest pewnych doniesień o przejęciu przez siły inwazyjne kontroli nad bronionymi przez Irakijczyków miastami. Pomimo wkroczenia Brytyjczyków do Basry, w mieście nadal trwają walki.
Wczoraj dziesiątki pocisków moździerzowych wystrzeliwanych przez Amerykanów spadło na śródmiejskie handlowe i mieszkalne dzielnice Bagdadu. Jest wielu zabitych i rannych.
Z kolei na północy Iraku od amerykańskich bomb zginęło wczoraj rano prawdopodobnie 10-12 żołnierzy USA oraz 18 kurdyjskich bojowników wspierających Amerykanów. Korespondent brytyjskiej sieci BBC mówi, że osobiście policzył 10-12 ciał zabitych żołnierzy amerykańskich. Wśród 45 rannych jest wysokiej rangi działacz kurdyjski, brat przywódcy kurdyjskiego Masuda Barzaniego.
Koło Bagdadu doszło też wczoraj do ataku na konwój z ewakuującymi się z Iraku rosyjskimi dyplomatami, w tym z ambasadorem Władimirem Titorienką. Kilku Rosjan zostało rannych. Cytowany przez agencje AP i AFP towarzyszący konwojowi rosyjski dziennikarz telewizyjny powiedział, że kolumna dostała się pod krzyżowy ogień z pozycji irackich i amerykańskich.
KWM, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział:

15 mln za poparcie wojny

W przyjętej w miniony piątek ustawie o wydatkach związanych z wojną z Irakiem, uchwalonej przez obie izby Kongresu USA, przeznaczono m.in. pewne fundusze dla Polski jako wynagrodzenie za wsparcie wojsk amerykańskich. Polska, podobnie jak Czechy, Węgry i 7 krajów Europy Środkowowschodniej kandydujących do NATO, ma otrzymać 15 milionów USD (ok. 60 mln zł) na cele wojskowe.
Pieniądze te jednak muszą być wydane na zakup sprzętu militarnego, i to produkcji amerykańskiej. Senat i Izba Reprezentantów uchwaliły w sumie wydatki w wysokości 79 miliardów dolarów na wojnę, ale aby ustawa stała się obowiązującym prawem, obie izby muszą jeszcze ustalić na konferencji jej wspólny tekst; ustawę musi też podpisać prezydent Bush.
Z uchwalonej kwoty 79 mld USD 63 miliardy mają być przeznaczone na samo prowadzenie wojny, z czego połowa na transport wojsk z USA do Zatoki Perskiej i z powrotem; 8 mld USD przewidziano na pomoc humanitarną i odbudowę Iraku.
WP, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział:

Sprzedali naszą godność

W zamian za zaangażowanie naszej Ojczyzny przez obecne polskie władze w wywołaną przez USA wojnę agresywną Biały Dom zaoferował Polsce 15 mln USD. Kwota ta nie tylko nie pokryje kosztów wysłania pierwszego rzutu polskich żołnierzy do Iraku, które wyniosły ok. 22 mln USD, ale ponadto pieniądze te mają zostać wydane pod dyktando Amerykanów.
Jednak wątek materialny jest w tym wszystkim drugorzędny. Wojna, w którą została wplątana Polska, jest wojną napastniczą. Branie w niej udziału jest czynem hańbiącym i poniżającym dla naszego kraju. Tym bardziej naganne jest przedstawianie udziału Polski w tej brudnej wojnie przez obecne polskie władze w perspektywie przyszłych powojennych korzyści materialnych. Jak się jednak okazuje, obecnie jako sojusznik Polska ma dla Amerykanów minimalną wartość.
KWM


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział:

Al-Dżazira znów nadaje

Arabska telewizja satelitarna Al-Dżazira wznowiła w piątek nadawanie korespondencji z Iraku, które zostały wstrzymane, gdy władze w Bagdadzie cofnęły akredytację dwóm dziennikarzom tej telewizji. "Al-Dżazira z zadowoleniem wita zarządzenie irackiego Ministerstwa Informacji cofające jego [poprzednią - przyp. red.] decyzję i natychmiast przywraca do pracy swych korespondentów w Bagdadzie, Basrze i Mosulu" - przekazała stacja mająca siedzibę w Katarze.
Arabska telewizja jest jedyną dużą siecią posiadającą własnych korespondentów w północnym Iraku oraz w Basrze na południu kraju. Stacja jest atakowana przez władze USA i Wielkiej Brytanii - za pokazywanie materiałów krytycznych wobec ich postępków w Iraku. Najbardziej władze obydwu krajów wzburzyło pokazanie zabitych oraz zatrzymanych żołnierzy wojsk alianckich. Po tym materiale amerykańscy hakerzy włamali się na stronę internetową Al-Dżaziry i zablokowali emitowanie informacji tej stacji w sieci.
Dla świata arabskiego, choć nie tylko, Al-Dżazira jest jedynym wiarygodnym źródłem informacji o wojnie w Iraku, stanowiąc przeciwwagę dla zachodnich mediów.
WP, PAP, Reuters


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Poniedziałek, 7 kwietnia 2003, Nr 82 (1578)

Dział: Świat

Amerykańska administracja represjonuje niezależnych dziennikarzy i przeciwników wojny
Przeraźliwie boją się prawdy

Oficjalne informacje podawane przez środki masowego przekazu Amerykanów i ich sojuszników głoszą, iż walczące w Iraku siły inwazyjne odnoszą niemal wyłącznie sukcesy. Jednocześnie wszelkie próby kwestionowania tej propagandy i rzetelnego ukazywania wojennej rzeczywistości spotykają się z coraz surowszymi represjami ze strony rządów państw, które dokonały agresji na Irak.

Władze USA chcą ograniczyć prawa obywatelskie przeciwników wojny. Antywojennym manifestacjom towarzyszą zwykle liczne zastępy, z reguły wrogich manifestantom, policjantów. Bardzo negatywnie o antywojennych protestach w USA wyrażają się opanowane przez zwolenników agresji na Irak tamtejsze media, które np. bezczelnie zaniżają liczbę uczestników protestów. Pod naciskiem Białego Domu zwalniani są kolejni dziennikarze, zaś osobom uczestniczącym w antywojennych protestach grozi się więzieniem.
Wrogą wobec przeciwników wojny atmosferę starają się wykorzystywać politycy. Ustawodawcy amerykańskiego stanu Oregon domagają się sądzenia osób występujących przeciw wojnie w Iraku jako terrorystów. Gdyby ich zamierzenia zostały wcielone w życie, groziłaby im za to kara minimum 25 lat pozbawienia wolności.
Władze Oregonu chcą dokonać korekty prawnej definicji pojęcia "terroryzm". Senator partii republikańskiej, John Minnis, szef komisji prawnej senatu stanu Oregon, zaproponował, aby terrorystą określać każdego, kto "bierze lub planuje wziąć udział w akcji, którą w skrajnym przypadku jeden z jej uczestników wykorzystuje dla wprowadzenia zakłócenia normalnej pracy" biznesu, transportu, szkół, władzy czy wolności społeczeństwa. Zwolennicy projektu nowego "prawa" argumentują, że władza musi dysponować instrumentami mogącymi "efektywnie" wpływać na protestujących przeciwników wojny.
O tym, że prawa obywatelskie w USA są zagrożone, alarmował w piątek belgijski dziennik "Le Soir". Gazeta pisze, że władze amerykańskie nadużywają patriotycznych haseł dla uzasadnienia wojennej awantury w Iraku. "W najbliższym czasie sytuacja w USA jeszcze bardziej się zaostrzy, kiedy zostanie przyjęty nowy dokument, który pozwoli rozszerzyć na wszystkich stan prawny, który do tej pory dotyczył jedynie obcokrajowców" - alarmuje gazeta. Chodzi szczególnie o prawo zezwalające na zatrzymanie pod strażą osób podejrzanych o terroryzm bez przedłożenia im oskarżenia. Projekt nowego prawa zakłada też wprowadzenie ograniczonego nadzoru nad działalnością instytucji religijnych i politycznych. Przewiduje on też, że niektóre przejawy obywatelskiego nieposłuszeństwa mieszkańców USA mogą być karane pozbawieniem amerykańskiego obywatelstwa.
Władze USA walczą także z niezależnymi dziennikarzami, którzy bardzo negatywnie oceniają obiektywność sterowanych przez armię amerykańską przekazów informacyjnych o wojnie w Iraku. Podkreślają oni, że rzetelne i krytyczne informowanie o wojnie irackiej stało się niezwykle trudne, a czasem wręcz niemożliwe.
Najbrutalniej zostali potraktowani przez umundurowanych stróżów porządku dziennikarze portugalskiej stacji telewizyjnej RTP. Zostali oni bez jakiegokolwiek powodu pobici przez funkcjonariuszy amerykańskiej żandarmerii wojskowej. Według agencji RIA "Nowosti", żandarmi przez cztery dni przetrzymywali ich w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie nie dawali im wody ani jedzenia, po czym odprawili ich do Kuwejtu.
Jak pisała w czwartek gazeta "Arab News", korespondent i operator portugalskiego kanału telewizyjnego RTP Luis Castro i Victor Silva zostali zatrzymani w pobliżu Nadżafu, pomimo iż posiadali akredytację dowództwa sił inwazyjnych. - Amerykanie w Iraku zachowują się zupełnie nienormalnie, boją się wszystkiego, co się rusza. Najpierw strzelają, a potem pytają - wyznał gazecie Castro.
Jedną z pierwszych ofiar negatywnej selekcji korespondentów wojennych został dziennikarz telewizji NBC Peter Arnett, którego zwolniono z pracy po tym, gdy w niedzielę, 30 marca przed kamerami irackiej telewizji państwowej stwierdził, iż "ci, którzy odpowiadali za planowanie kampanii wojskowej, jawnie nie docenili determinacji wojsk irackich".
Arnett wyraził też pogląd, że w samych Stanach Zjednoczonych rośnie opozycja wobec prezydenta Busha w ocenie zarówno metod prowadzenia wojny, jak i samej wojny. Zauważył także, że kierowane z Iraku do USA informacje o ofiarach wśród irackiej ludności cywilnej "pomagają tym, którzy występują przeciw wojnie wyrobić sobie własne argumenty".
Telewizja NBC początkowo broniła swojego reportera, jednak szybko uległa naciskom waszyngtońskiej administracji i Arnetta zwolniono, zarzucając mu, że wypowiedzenie przez niego własnego punktu widzenia było "nieprawidłowe". Zaatakowała go również stacja telewizyjna "Fox News", zarzucając mu "sprzedajność".
W ubiegły wtorek pracę Arnettowi zaproponował dziennik "Daily Mirror" - jedyna popularna gazeta angielska, która występuje przeciw wojnie w Iraku, zaś w czwartek Peter Arnett rozpoczął pracę w działającej od 18 lutego telewizji Zjednoczonych Emiratów Arabskich - Al-Arabija.
- Ciągle jeszcze odczuwam szok i dreszcze po zwolnieniu. Przekazywałem prawdę o tym, co się dzieje w Bagdadzie i nie będę za to przepraszać - pisał Arnett w "Daily Mirror".
Z powodu wyemitowania reportażu o ruchach wojsk amerykańsko-brytyjskich w czasie działań wojennych został wydalony z Iraku korespondent telewizji "Fox News" Geraldo Rivera. Komendant jednostki, w której się znajdował, uznał, że dziennikarz "ujawnił tajną informację operacyjną, podając na falach eteru dane o pozycjach i przemieszczeniach wojsk amerykańskich". Do opuszczenia Iraku został również zmuszony korespondent gazety "Christian Science Monitor" Phil Smaker, obwiniany przez Pentagon o naruszanie przepisów informowania o wojnie ustanowionych przez władze wojskowe USA.
Przygotowując się do wojny, agresorzy opracowali system bezpośredniego umieszczania dziennikarzy w składzie frontowych pododdziałów i przekazywaniu stamtąd informacji. System ten opracowano w oparciu o założenie, że wojna potrwa krótko, a Irakijczycy będą masowo się poddawać i witać najeźdźców jak wyzwolicieli. System ten określany pogardliwie "wmontowanym dziennikarstwem" załamał się z chwilą, gdy agresorzy spotkali się ze zdecydowanym oporem irackiej armii i milicji.
Waldemar Moszkowski


www.naszdziennik.pl

Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-04-07

powrot