|
W przededniu przewidywanej inwazji na Irak w radiu
w USA podawane są informacje o planach okupacyjnych. Otóż amerykański
rząd ma już plan postawienia przed sądem Saddama Husajna i jego
administracji. W kompetencji sądu przewidziane są wyroki śmierci. Inni
obywatele Iraku, uznani za mniej niebezpiecznych, zostaną skierowani
do reedukacyjnych obozów koncentracyjnych. Pozostali, gotowi przyjąć
nowy ład, będą wypełniać rozkazy amerykańskich władz okupacyjnych. W
obliczu tego rodzaju planów warto przytoczyć krytyczne opinie na temat
ewentualnej wojny, wyrażane w USA.
W artykule ogłoszonym w
internecie Timesonline 15 stycznia 2003 r., a później opublikowanym
w "The Times" w Londynie, John le Carre - znawca służb specjalnych
(jest autorem powieści opartych na działalności wywiadu, służył
w brytyjskim wywiadzie MI 5, był profesorem w Eaton; jego prawdziwe
nazwisko brzmi David John Moore Cornwell) - pisze, że obecnie Ameryka
przeżywa jedną z najgorszych fal szaleństwa - gorszego niż maccartyzm
czy też najazd na Kubę w Zatoce Świń, a na dłuższą metę prawdopodobnie
bardziej katastrofalnego dla USA niż wojna w Wietnamie. Uważa on, że
jednoczesna globalna walka z terroryzmem Al-Kaidy i podbój terytorialny
Iraku wykluczają się wzajemnie i prowadzą do katastrofy.
Lobby naftowe atakuje
Johna le Carre'a przeraża brak wolnej dyskusji
na temat wojny z Irakiem - wojny od dawna planowanej, według niego,
przez naftowe lobby w porozumieniu z kontrolującą prasę amerykańską
ekstremistyczną żydowską grupą nacisku. Le Carre szczególnie interesuje
się motywem zysku amerykańskich firm naftowych. Plany grabieży irackich
pól naftowych były przygotowywane, według niego, znacznie wcześniej niż
atak ludzi Osamy bin Ladena na World Trade Center w Nowym Jorku. Uważa
on, że Bush może płynąć na obecnej fali nastrojów patriotycznych, bo
inaczej musiałby bronić swego słabego zwycięstwa w wyborach prezydenckich,
załatwiać sprawy gigantycznych malwersacji kompanii handlowych, bronić
otwarcie interesów najbogatszych Amerykanów i wyrażać swoją pogardę dla
nędzy na świecie, wymogów ochrony środowiska (patrz protokół z Kioto),
oraz swych jednostronnych naruszeń traktatów międzynarodowych. Wszystkie
te trudności Busha znikły z powodu ataku na Nowy Jork.
John le Carre
uważa za jedno z najbardziej perfidnych oszustw historii przeniesienie
przez rząd Busha winy za tragedię World Trade Center z Osamy bin Ladena
na Saddama Husajna. Amerykański prezydent nadal cieszy się wysokim
poparciem wśród mieszkańców USA. Są oni arogancko onieśmielani taktyką
propagandy wojny z terrorem i jednoczenie trzymani w niewiedzy. Właśnie
ta ignorancja może dać Bushowi szansę wygrania następnych wyborów
prezydenckich w USA.
W rzeczywistości Bagdad nie zagraża ani swoim
sąsiadom, ani Stanom Zjednoczonym, ani Wielkiej Brytanii. Mimo to jest
celem ataków, ponieważ ma na swoim terenie bogate pola naftowe, które mogą
być zagrabione przez USA i Izrael. Gdyby nie ropa, Saddam Husajn mógłby
spokojnie stosować tortury i inne okrutne metody rządzenia, tak jak to
czynią Arabia Saudyjska, Pakistan, Turcja, Syria czy Egipt.
Według Le
Carre'a, sprawa tyrańskich rządów nie odgrywa roli w obecnym wojskowym
lub terrorystycznym zagrożeniu Ameryki czy Izraela. Po prostu chodzi
o wzrost amerykańskiego potencjału ekonomicznego i zdobycie irackich
pól naftowych. Poza tym Ameryka chce, zdaniem le Carre'a, zademonstrować
światu swoją siłę militarną - zwłaszcza Rosji, Chinom i ich "zwariowanemu"
podopiecznemu - Korei Północnej. Chodzi o to, żeby pokazać światu, kto
rządzi Ameryką i kto jest rządzony przez Amerykę.
Pistolet kowboja
Jako Brytyjczyk le Carre wyraźnie wstydzi się postępowania
Tony'ego Blaira. Twierdzi, że w imię specjalnie bliskich stosunków Anglii
ze Stanami "Blair wsiadł na amerykańskiego tygrysa w nadziei, że nim
pokieruje w stronę pokoju". Zamiast tego udzielił Ameryce politycznego
poparcia, ale niestety amerykański tygrys wpędził go w ślepą ulicę,
z której Blair nie może wyjść. Le Carre wyraża także żal, iż żaden z
przywódców parlamentarnych w Londynie nie potrafił zaoponować przeciwko
tej grze. Zamiast przedstawiania uczciwych opinii politycy okłamują swoich
obywateli, tracąc ich zaufanie. W ten sposób przyczyniają się do postawy
cynicznej swego narodu, bo wyborcy wzruszają ramionami i nie reagują na
kłamstwa polityków. Przy tej okazji le Carre nazywa Busha kowbojem. Pisze,
że chciałby, aby ten kowboj zmienił postawę w ostatniej chwili pod presją
ONZ i opinii światowej i schował swój nabity - ale niewystrzelony
pistolet do kabury. Wtedy jednak, obawia się le Carre, Bush ryzykuje
kompromitację wobec swych wyborców i zniszczenie szans na drugą kadencję
prezydencką.
Mosad i zamach na Busha
Uzasadniając
podwyżkę budżetu wojskowego USA o dodatkowe sto tysięcy milionów
dolarów na wojnę z Irakiem, Bush powiedział między innymi, że Saddam
Husajn próbował zabić jego ojca, według niesprawdzonych przypuszczeń
wywiadu amerykańskiego. Zupełnie inną wersję tej sprawy podaje
Victor Ostrovsky, były agent Mosadu (wywiadu izraelskiego) w książce
"Other Side of Deception" ("Obnażenie fałszerstwa"). Przypomniał w
niej, że ojciec obecnego prezydenta Busha przyrzekł państwom arabskim
zaprowadzenie pokoju w Palestynie, w celu zdobycia ich poparcia w operacji
"Pustynna burza" w 1991 r. Bush senior pozyskał tymi obietnicami udział
państw arabskich w kampanii przeciw Irakowi, w reakcji na najazd na
Kuwejt.
Obietnica Busha seniora ustabilizowania przez USA sytuacji
na Bliskim Wschodzie i doprowadzenia do sprawiedliwego układu między
Izraelem i Palestyńczykami była nie do przyjęcia przez ekstremistów
izraelskich. Według Ostrovsky'ego, izraelski rząd premiera Icchaka
Szamira poczuł się zagrożony, zwłaszcza że Bush senior zagroził odmową
udzielenia amerykańskich gwarancji dla Izraela w wysokości dziesięciu
tysięcy milionów dolarów, jeżeli Izrael nie zlikwiduje swych osiedli na
terenach okupowanych. Wobec tego, jak pisze Ostrovsky, zapadła decyzja
rządu izraelskiego, żeby raczej zabić prezydenta Busha seniora w Madrycie
w październiku 1991 roku, niż dopuścić do amerykańskiego układu z Arabami
i likwidacji nielegalnych osiedli. W takich okolicznościach powstał plan
Mosadu, żeby zabić George'a Busha seniora. Opór wewnętrzny w Mosadzie
spowodował jednak przesłanie Amerykanom na czas ostrzeżenia o planowanym
zamachu na prezydenta USA. Zrobiono to za pomocą kontaktu z Ostrovskym,
który przez członka Kongresu amerykańskiego McClosky'ego ostrzegł
Biały Dom o planowanym zamachu w Madrycie w środę, 30 października
1991 roku. Mosad dowiedział się o ostrzeżeniu i odłożył zamach
na później. Ostrovsky twierdzi, że samochód naładowany materiałami
wybuchowymi, znaleziony w Kuwejcie podczas wizyty Busha seniora w 1993
roku, nie był przygotowany przez ludzi Husajna, ale przez Mosad. Tak więc,
według Ostrovsky'ego, za ten zamach na życie byłego prezydenta Busha
odpowiedzialny jest Izrael, a nie Irak i Saddam Husajn.
Ostrovsky
pisze o sobie: "skorumpowane pomysły i egoistyczny pragmatyzm, na
który natrafiłem w Mosadzie, połączony z zachłannością, rozpasaniem i
całkowitym brakiem poszanowania dla życia ludzkiego, spowodowały mnie do
pisania o tym. Z powodu mojej miłości dla Izraela, jako państwa wolnego
i sprawiedliwego, ryzykuję życiem, pisząc te słowa i przeciwstawiam się
tym, którzy wykoślawiają najlepsze marzenia syjonistyczne w dzisiejszy
koszmar".
Kto jest "terrorystą"
Według le Carre'a,
najbardziej obrzydliwy w przygotowywaniu kampanii przeciw Irakowi jest
aspekt religijny całej sprawy i włączanie w nią religijnych sekt "na
nowo urodzonych" chrześcijan-syjonistów z ich wiarą, że obecne państwo
Izrael jest kluczem do powrotu Jezusa na ziemię. Niby właśnie z tego
powodu "Pan Bóg wezwał Amerykę do zbawienia świata w jakikolwiek sposób,
wygodny dla Ameryki". Tak więc Pan Bóg uczynił z państwa Izrael klucz do
wypełniania przepowiedni "na nowo urodzonych", podstawowych dla potrzeb
bieżącej polityki amerykańskiej na Bliskim Wschodzie. Tak więc każdy,
kto sprzeciwia się poglądom "na nowo narodzonych" chrześcijan-syjonistów,
jest albo "antysemitą" lub "anty-Amerykaninem", "sprzyja wrogom USA"
lub po prostu jest "terrorystą".
Le Carre pisze ironicznie, że w
Ameryce wszyscy są równi, włącznie z rodziną Bushów, w której jeden jest
prezydentem USA, drugi byłym prezydentem USA i byłym szefem wywiadu
amerykańskiego, inny gubernatorem Florydy, a obecny prezydent byłym
gubernatorem Teksasu. George W. Bush w latach 1978-84 zasiadał w zarządzie
Arbusto Energy/Bush Exploration Oil Co.; w latach 1986-90 był zarządcą
Harken Oil Co., wiceprezydent USA Dick Cheney w latach 1995-2000 był
zarządcą Halliburto Oil Co.; Condolezza Rice w latach 1991-2000 zasiadała
w zarządzie firmy Chevron Oil Co., która to nazwała jej nazwiskiem
transoceaniczny statek do przewozu nafty. Według le Carre'a, nic dziwnego,
że ci ludzie wiedzą, jak cenić pola naftowe Iraku.
W każdym razie
zwrot Busha "on [Husajn] chciał zabić mojego tatusia" natchnął le Carre'a,
żeby włączyć do swej krytyki programu inwazji na Irak rozmowę z dzieckiem
przestraszonym zbliżającą się wojną: "Czy wygramy, tatusiu?". "Na pewno
wygramy nim wstaniesz jutro rano." "Dlaczego?" "Dlatego, że wyborcy
pana Busha mogą się zniecierpliwić i nie głosować na niego." "Ale
tatusiu, czy będą zabijać ludzi." "Kochanie, nie zabiją nikogo z twoich
znajomych. Będą tylko zabijać jakichś cudzoziemców." "Czy będę mógł
oglądać to w telewizji?" "Tylko wtedy, jeżeli pan Bush na to pozwoli." "A
co potem, czy wszystko wróci do normalnego spokoju? Czy nie będzie
dalszych morderstw i okropności." "Już przestań rozmawiać, synku i idź
spać."
John le Carre dodaje, że ostatnio jego znajomy w Kalifornii
umieścił na swoim aucie napis: "Popieranie pokoju też jest postawą
patriotyczną". Napis ten ktoś wkrótce usunął.
prof. Iwo Cyprian Pogonowski, Nasz Dziennik, 2003-03-07
powrot
|