nasza witryna Agresja na Irak, Nasz Dziennik wiadomości z 28.03.2003


 



NASZ DZIENNIK

Piątek, 28 marca 2003, Nr 74 (1570)

Dział:

Prawdopodobnie siły inwazyjne ponoszą większe straty niż deklarują
Zginęło już 700 koalicjantów?

Według danych irackiego ministerstwa zdrowia, od wybuchu wojny w Iraku w dniu 20 marca, śmierć poniosło ponad 350 Irakijczyków, 3600 osób zostało rannych. Tamtejszy minister zdrowia Umid Madhat Mubarak zaznaczył, że nie jest to bilans ostateczny. Oskarżył siły sojusznicze, że świadomie atakują ludność cywilną, wykorzystując bomby kasetowe. Minister podkreślił, że większość ofiar bombardowań to ludzie starsi, kobiety i dzieci.
Dowództwo sił inwazyjnych szacuje, iż straty po stronie irackiej są znacznie wyższe - tylko w rejonie An-Nasiriji miało zginąć około 700 irackich żołnierzy. Jednocześnie agresorzy przyznają się, że od początku wojny stracili 42 żołnierzy zabitych i 14 zaginionych.
Tymczasem ambasador Iraku w Moskwie, Abbas Chalaf, poinformował wczoraj, że straty żołnierzy USA i Wielkiej Brytanii uczestniczących w inwazji na Irak wynoszą ponad 700 zabitych, nie licząc rannych i jeńców wojennych. Powołując się na świeże dane otrzymane z Bagdadu, dyplomata poinformował, że w ciągu ostatniej doby w irackich miastach Nedżef i Kerbela zginęło ponad 500 amerykańskich i brytyjskich żołnierzy. Zdaniem Chalafa, irackim wojskom udało się zniszczyć kolumnę czołgów przeciwnika, a pod Basrą zniszczyły one kolumnę złożoną z 40 samochodów wsparcia tyłowego - z prowiantem i zaopatrzeniem. Oświadczył również, że w środę obrońcy Nedżefu strącili dwa amerykańskie samoloty bezzałogowe.
KWM, WM, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Piątek, 28 marca 2003, Nr 74 (1570)

Dział:

Słuchają wezwania Papieża

"Tragedia ludności cywilnej" - tak pisze o ataku Stanów Zjednoczonych na Irak we wczorajszym numerze "L'Osservatore Romano". Oprócz tego dużego tytułu zamieszcza zdjęcia ilustrujące skutki amerykańskich bombardowań Iraku.
Praktycznie nieustannie podczas ostatnich dni na łamach "L'Osservatore Romano" regularnie zamieszczane są fotografie dokumentujące zniszczenia Iraku. Niemal w każdym artykule tego pisma przewija się zdecydowany sprzeciw wobec wojny, przeplata się on z nieustannym przypominaniem apelów Jana Pawła II o modlitwę różańcową w intencji pokoju.
Tę antywojenną atmosferę widać w całym Rzymie. Świadczy to o tym, że Włosi bardzo uważnie słuchają słów Papieża. Nie ma dnia, by na ulicach stolicy nie maszerowały rzesze ludzi wznoszących transparenty z protestami przeciw wojnie. Cały Rzym: domy mieszkalne, witryny sklepowe, dworce, budynki użyteczności publicznej, przystrojony jest we flagi z wielkimi napisami: "pokój".
Bardzo widoczni są młodzi ludzie, którzy z identycznymi flagami przechodzą przez plac Świętego Piotra. "Ojcze Święty szukamy nadziei" - wyjaśniają na transparentach. Nie jest dziełem przypadku, że widząc bezsilność i nieodpowiedzialność polityków, szukają jej w miejscu, skąd nieustannie rozbrzmiewa głos Papieża z Polski powtarzający: "Nie ma pokoju bez miłości".
Sebastian Karczewski, Rzym


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Piątek, 28 marca 2003, Nr 74 (1570)

Dział:

Nie wykazują się hojnością

Pomimo swoich antywojennych deklaracji i organizowanych przez wiele instytucji humanitarnych zbiórek pieniężnych dla ofiar wojny w Iraku, Niemcy nie wykazują się jak do tej pory zbyt wielką hojnością.

Luebbo Roewer z Niemieckiego Czerwonego Krzyża stwierdził, że dla większości mieszkańców Niemiec wojna w Iraku jest zbyt abstrakcyjna i dlatego nie wpłacają pożądanych sum pieniędzy. O wiele więcej udało się zebrać dla poszkodowanych podczas ubiegłorocznych powodzi lub innych katastrof naturalnych niż dla ofiar wojny.
Na dowód mizernych wyników obecnych darowizn Roewer podał dotychczasowe efekty zbiórek pieniężnych zorganizowanych przez Niemiecki Czerwony Krzyż (DRK) w internecie. Przez cały tydzień udało się zebrać jedynie 8 tys. euro. Dla porównania: dla ofiar powodzi w ten sam sposób i mniej więcej w tym samym czasie zebrano ponad 10 mln euro. Podobnie słabo wyglądają zbiórki pieniędzy w innych instytucjach humanitarnych w Niemczech.
Część komentatorów przypuszcza, że może to być wynik złej sytuacji gospodarczej kraju, która doprowadziła do znacznego zubożenia społeczeństwa.
Waldemar Maszewski, Hamburg


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Piątek, 28 marca 2003, Nr 74 (1570)

Dział:

Waszyngton zraża świat

Na świecie nadal trwają masowe protesty przeciwko wojnie. Wojna z Irakiem wzbudziła gniew oraz brak zaufania do USA w świecie arabskim i może utrudnić Waszyngtonowi plany odbudowy Bagdadu - powiedział sekretarz generalny Ligi Arabskiej, Amr Moussa. Również w krajach Azji wzrasta nieufność wobec polityki międzynarodowej prowadzonej przez Waszyngton.
W Strasburgu, w czasie demonstracji przeciwko wojnie w Iraku, doszło wczoraj do gwałtownych starć. Policja użyła gazu łzawiącego. Zatrzymano co najmniej pięciu demonstrantów.
Również w Hiszpanii prawie codziennie odbywają się manifestacje pokojowe. W środę demonstrowały tam dziesiątki tysięcy studentów, żądając rezygnacji rządu i zaprzestania amerykańskiej wojny w Iraku. Manifestacje odbyły się także w Barcelonie, Walencji, Saragossie i Sewilli.
Z kolei waszyngtońska policja aresztowała w środę katolickiego biskupa z archidiecezji w Detroit, Thomasa Gumbletona, dwie laureatki pokojowej Nagrody Nobla oraz 65 innych osób, które protestowały przeciw wojnie z Irakiem. Funkcjonariusze zatrzymali Mairead Corrigan Maguire, która - wraz z Betty Williams - otrzymała Nobla w 1976 r. za stworzenie Organizacji Ludzi Pokoju w Irlandii Północnej. Drugą zatrzymaną noblistką była Jody Williams, która wraz z kierowaną przez siebie Kampanią na Rzecz Zakazu Min Przeciwpiechotnych otrzymała Nagrodę Nobla w 1997 r.
- Wojna z Irakiem wzbudziła gniew oraz brak zaufania do USA w świecie arabskim i może utrudnić Waszyngtonowi plany odbudowy Bagdadu - powiedział w środę sekretarz generalny Ligi Arabskiej, Amr Moussa.
Wojna w Iraku sprawiła także, że w elitach muzułmańskich w krajach Azji wyraźnie słabną sympatie dla Ameryki i Amerykanów. Administracja prezydenta George'a W. Busha zraża do siebie elitę Indonezji, której wielu członków kształciło się na amerykańskich uniwersytetach. Podobne opinie można usłyszeć od przedstawicieli wykształconych w USA elit Pakistanu i Malezji, a także muzułmańskiej mniejszości w Indiach.
Tymczasem rosyjski dziennik "Izwiestia" napisał wczoraj, że Irak wygrywa wojnę propagandową ze Stanami Zjednoczonymi i wypowiedzi przedstawicieli Iraku brzmią wiarygodniej niż przedstawicieli USA. Według gazety, Saddam Husajn wyciągnął wnioski z nieudanej dla niego wojny 1991 r., którą przegrał także na froncie propagandy.
JS, PAP


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Piątek, 28 marca 2003, Nr 74 (1570)

Dział:

Iracki ambasador zaprzecza oskarżeniom zachodnich mediów
Nie rozstrzeliwujemy jeńców

Ambasador Iraku w Rosji Abbas Chalaf zaprzeczył doniesieniom zachodnich mediów, że armia iracka rozstrzeliwuje amerykańskich i brytyjskich jeńców. - To są fałszywe informacje, inspirowane przez samych agresorów, którzy codziennie zabijają w Iraku niewinnych cywilów - powiedział wczoraj ambasador, zapewniając, że jeńcy wojenni traktowani są zgodnie z Konwencją Genewską.
Wiceprzewodniczący kolegium szefów sztabów armii amerykańskiej, gen. Peter Pace, powiedział wczoraj, że "nie jest wykluczone, iż Irakijczycy przeprowadzili egzekucję schwytanych na froncie amerykańskich żołnierzy". - Przeprowadzili egzekucję jeńców - powiedział generał, sugerując, iż miało to miejsce w niedzielę w czasie walk pod An-Nasiriją, gdzie zatrzymano dwunastu amerykańskich żołnierzy z oddziału zaopatrzenia. Pięcioro z nich pokazano następnie w irackiej telewizji. Iracka stacja przedstawiła wówczas również zdjęcia ciał siedmiu zabitych żołnierzy amerykańskich. Jednak generał zastrzegł, że sprawa ta jest nadal badana.
Chalaf podkreślił, że strona iracka w najbliższym czasie ujawni dane personalne, miejsca służby i inne informacje o wziętych do niewoli jeńcach. Jednocześnie ambasador zaznaczył, że "Amerykanie i Brytyjczycy w minioną środę, grożąc karabinami, zebrali setki cywilów irackich zamieszkujących okoliczne wsie i przed kamerami telewizyjnymi ogłosili ich żołnierzami irackimi wziętymi do niewoli".
Ambasador iracki zapewnił, że "Amerykanie i Brytyjczycy ponoszą w Iraku wysokie straty i w ciągu kilku dni prowadzonych walk zostali zmuszeni sprowadzić posiłki w liczbie 30 tys. żołnierzy".
Wiesław Sarosiek, Grodno


www.naszdziennik.pl



NASZ DZIENNIK

Piątek, 28 marca 2003, Nr 74 (1570)

Dział:

Wyścig do odbudowy

Niemieccy przemysłowcy obawiają się wykluczenia ich z odbudowy gospodarczej Iraku po zakończeniu wojny. - Jestem pewien na sto procent, że niemieckie firmy nie zostaną na razie dopuszczone do odbudowy - stwierdził wczoraj w Berlinie przewodniczący Federalnego Związku Handlu Detalicznego i Zagranicznego Anton Boerner.

Zdaniem niemieckiego przemysłowca, spodziewane pominięcie Niemców przy przyznawaniu zamówień będzie następstwem odmowy udziału w działaniach wojennych.
Boerner uważa, że USA i ich sojusznicy porozumieją się "pomiędzy sobą" w sprawie odbudowy zniszczonych dróg i budynków. Niemiecki przemysł może liczyć jedynie na zamówienia za pośrednictwem swoich amerykańskich filii. Poważniejszych ofert niemieckie koncerny mogą się spodziewać dopiero 18 miesięcy po zakończeniu wojny, kiedy to zniszczona infrastruktura zostanie już w większości odbudowana przez inne kraje.
Szef Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI) Michael Rogowski wezwał tymczasem do zorganizowania międzynarodowej konferencji krajów, które są gotowe wziąć udział w odbudowie Iraku. - Niemcy muszą i będą uczestniczyć w takiej konferencji - zapowiedział Rogowski w wywiadzie dla telewizji N24.
WP, PAP


www.naszdziennik.pl

Nasz Dziennik, Nasz Dziennik, 2003-03-28

powrot