|
Koniec prowokacji "Langenortu" Dariusz Jaroszewicz, Nasz Dziennik |
|
Na znak protestu przeciwko ordynarnej prowokacji feministek o godz. 20.30 w piątek we Władysławowie, ale też w innych polskich miastach, m.in. Warszawie, Krakowie, Łodzi, Elblągu, Białymstoku, Nowym Sączu, przy modlitewnym skupieniu zapłonęły świece i znicze. W marszu protestacyjnym we władysławowskim porcie wzięło udział ok. 500 osób. Wśród nich, oprócz mieszkańców miasta, byli także przedstawiciele Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, Młodzieży Wszechpolskiej i Ligi Polskich Rodzin z poseł Gertrudą Szumską. Zapaliwszy światełka, zgromadzeni udali się w milczeniu pod Krzyż Rybaków. Tam o godz. 21.00 odbył się Apel Jasnogórski, który poprowadził ks. abp Tadeusz Gocłowski. Przedstawiciele społeczności lokalnej rybaków i Kaszubów odczytali swój protest przeciwko obecności w ich porcie "statku śmierci" i dziękowali wszystkim obrońcom życia, m.in. członkom Młodzieży Wszechpolskiej i Ligi Polskich Rodzin, którzy nie pozwalali na swobodne działanie feministkom i zwolennikom tzw. aborcji. Zbierano także podpisy pod protestem do ambasadora Holandii w Polsce. Uczestnicy przeszli następnie nad brzeg Morza Bałtyckiego, gdzie modlili się w intencji poczętych dzieci oraz ich rodzin i ułożyli z przyniesionych światełek krzyż. Przypomnijmy, że statek przybył do Władysławowa 22 czerwca i od razu wszedł w konflikt z prawem - wtargnął do portu, nie pytając kapitanatu o pozwolenie. Załoga statku przywiozła do Polski nielegalne tabletki poronne, z których w dodatku część była przeterminowana, służące do odbierania życia najbardziej bezbronnym istotom na ziemi. Statek śmierci nie został jednak obłożony aresztem. Ze szczegółowej analizy przypadku dokonanej na naszych łamach przez inż. kpt. ż. w. Zbigniewa Sulatyckiego, byłego inspektora ds. bezpieczeństwa żeglugi morskiej w Gdyńskim Urzędzie Morskim ("Nasz Dziennik", 2.07.2003 r.), wynika, że było to nie tylko wskazane, ale wręcz niezbędne. Tymczasem "Langenort" stał się celem wycieczek dla... kilkunastoletnich dzieci przebywających na koloniach we Władysławowie. Jakby ich opiekunowie nie zdawali sobie sprawy, że przybycie statku jest częścią wielkiej kampanii przeciwko cywilizacji życia. Akcja miała przecież pomóc postkomunistycznej koalicji wprowadzić w życie zapisane w programie wyborczym zalegalizowanie zabijania dzieci poczętych - bez ograniczeń, czyli na każde życzenie. Do tej pory nie wiadomo, kto udzielił zgody na wejście dzieci na teren stoczni, gdzie wszyscy pracownicy noszą kaski i specjalne buty ochronne ze względu na niebezpieczeństwo wypadków, które już nieraz były bardzo tragiczne. Nie pociągnięto też do odpowiedzialności nauczycielek, które wykazały się ogromną nieodpowiedzialnością, narażając życie i zdrowie dzieci. Na "Langenorcie" trzykrotnie dochodziło do zerwania plomb nałożonych na zakazane w Polsce farmaceutyki. Mogły one być podawane polskim feministkom, które z braku zainteresowania "Langenortem" ze strony Polek odgrywały rolę "ciemiężonych kobiet" i wypływały w "rejsy śmierci" na wody eksterytorialne. Po każdym z takich rejsów z pokładu znikały tabletki powodujące śmierć dziecka i zagrażające zdrowiu samych kobiet (m.in. Myfegyne i Cytotec). Prokuratura Rejonowa w Pucku postanowiła jedynie sprawdzić, czy te działania nie są przykrywką do wprowadzenia na polski teren zakazanych farmaceutyków. Holenderki zostały przesłuchane na policji, ale nie pociągnięto ich do odpowiedzialności. "Langenort" - holenderski "statek śmierci" - popłynął prawdopodobnie do Holandii. Feministki zmieniły swe plany i odpłynęły wcześniej, by nie oglądać zapowiedzianej przez obrońców życia akcji "Światło dla życia". Jednak przed odpłynięciem zorganizowały konferencję prasową, na której Rebecca Gomperts z Fundacji "Kobiety na falach" postawiła skandaliczne ultimatum, że jeżeli ustawa antyaborcyjna w Polsce nie zostanie zliberalizowana, to ten statek jeszcze wielokrotnie będzie przypływał do naszego kraju. Dlaczego w ochronę "Langenortu" tak zaangażowała się administracja, a straż graniczna i policja zapewniały mu ochronę? Podczas wypływania statku z portu członkowie Młodzieży Wszechpolskiej prowadzili pikietę przeciwko akcji feministek. Zostali oni zaatakowani kijami od transparentów przez przedstawicieli tzw. partii "Racja", którzy przyszli z antyreligijnymi i antykościelnymi hasłami. Jeden z członków Młodzieży Wszechpolskiej doznał obrażeń. Obecna na miejscu zdarzenia straż graniczna biernie przyglądała się całemu zajściu i nie podejmowała działań w obronie zaatakowanych uczestników pikiety. Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji Naszej Witryny. Dariusz Jaroszewicz, Władysławowo, Nasz Dziennik, 2003-07-07 |