nasza witryna Pruskie ciemności
Sprzedany Niemcom STOEN niszczy polską spółkę "Ursus"
Kaja Bogpmilska, Tygodnik Nasza Polska


 
- Czy macie zamiar bronić się w okopach przed STOEN-em? - ironicznie pytali kopiących rowy robotników Zakładów Przemysłu Ciągnikowego "Ursus" SA mieszkańcy tej dzielnicy Warszawy.

Ci pierwsi nie mieli czasu wdawać się w słowne przepychanki. Dla nich pierwszy dzień po referendum w sprawie akcesji do UE oznaczał odcięcie dostaw prądu. Musieli w rozpaczliwym tempie kopać rowy, żeby było gdzie spuścić stalowy wsad do pieca. Gdyby tego nie zdążyli zrobić - rozpadłby się na kawałki, a ogrom strat trudno byłoby ocenić.

Wcześniej próbowali ratować produkcję, podłączając piec do własnego agregatu. Przyjechali ludzie ze STOEN-u i odcięli kabel.

- Zachowywali się butnie. Obrażali nas. Czuliśmy się jak w oblężonej twierdzy - wspomina jeden z hutników.

Technika odcinania

ZPC "Ursus" nie jest jedyną ofiarą nowych właścicieli STOEN-u. Bez prądu w ubiegły poniedziałek pozostało 150 ursuskich firm i instytucji, w tym Urząd Gminy Ursus, firma telekomunikacyjna, centrum handlowe. Marek Skowroński, rzecznik urzędu gminy, demonstrował dziennikarzom pełne zaskoczenie ciemnościami, które zalały budynek urzędu, i... kwity za opłacone rachunki za energię. Prąd odcięto bez uprzedzenia.

Przyczyna tego z pozoru irracjonalnego działania była prosta. Nie można było odciąć prądu fabryce, nie "zaciemniając" jednocześnie siedziby gminnych radnych. Urzędowi obiecano indywidualne zasilanie, ale obietnicy nie dotrzymano.

Zapanowało pandemonium. Bez prądu znalazły się szkoły, przedszkola, przychodnie. Telefon szefów STOEN-u na ogół milczał. Czasem dało się usłyszeć płynące ze słuchawki lakoniczne wyjaśnienia: - Postępujemy zgodnie z prawem. Nie ma pieniędzy - nie ma prądu. W tej sytuacji władze ZPC "Ursus" zdecydowały odwołać się do Urzędu Regulacji Energetyki. Nie było innego wyjścia, gdyż STOEN rozmawiać o przywróceniu dostaw prądu nie chciał.

Niemiecki koncern zrywa umowę

W sierpniu 1999 r. na pisemną prośbę zarządu STOEN SA, ZPC "Ursus" SA unieważnił przetarg na sprzedaż 100 proc. udziałów Ursus Media sp. z o.o., mimo iż byli chętni. STON zobowiązał się bowiem kupić tę spółkę. Zawarto umowę, w wyniku której kolejne należności STOEN-u za dostawy energii miały być zaliczane na poczet ceny udziałów. Należności rosły. STOEN zakupu spółki nie zrealizował. Z początkiem 2001 r. ZPC "Ursus" postanowił sprzedać udziały na własną rękę. Wtedy STOEN zaproponował porozumienie, które podpisano 21 lutego tegoż roku. Dostawca energii zobowiązał się w nim do zakupu spółki najpóźniej do 31.03.2001 r. Na dzień podpisania porozumienia wartość księgowa spółki Ursus Media wynosiła 25 444 600 zł, a zadłużenie "Ursusa" - 21 961 356,52. W dniu 23.04.2001 r. porozumienie to przedłużono do ostatniego dnia czerwca. "Ursus" posiadał wszelkie stosowne zezwolenia na dokonanie transakcji. STOEN nigdy nie próbował negocjować innych warunków sprzedaży. W końcu STOEN został "sprywatyzowany", czyli w przeważającej części sprzedany niemieckiemu koncernowi RWE, a spór z "Ursusem" wciąż był nie rozwiązany. Obecne zadłużenie Ursusa wobec STOEN-u wynosi blisko 25 mln zł; z odsetkami - 35 mln.

Stanisław Bortkiewicz, prezes ZPC "Ursus", postępowania STOEN-u po prostu nie rozumie. Umowa nie została wypowiedziana, a więc jego firma miała moralne prawo i również biznesowe, by uznać, że pieniądze za prąd będzie można zaliczyć na poczet udziałów spółki.

Wydawało się też oczywiste, że koncern RWE przejmie zobowiązania STOEN-u; oczywiste dla wszystkich oprócz tej firmy. STOEN powiadomił ZPC "Ursus", że dnia 9 czerwca br. wyłącza prąd. W tej sytuacji zarząd ZPC "Ursus" zwołał 5 czerwca br. w siedzibie firmy zebranie z udziałem podmiotów zagrożonych wyłączeniem prądu - na terenie dawnej fabryki ursuskiej działa kilkanaście spółek - i reprezentanta Ministerstwa Skarbu Państwa - Anny Lewandowskiej.

- W ten sposób STOEN SA, mając do wyboru zmianę odbiorcy na legalnie w tym zakresie działającą "Ursus" Media sp. z o.o. i płynne przełączenia dostaw, bez szkody dla odbiorców końcowych odmawia powyższego, szantażując ZPC "Ursus" i odbiorców końcowych wstrzymaniem dostaw licząc na uzyskanie zapłaty od ZP "Ursus" SA bez konieczności zawierania ugody lub postępowania sądowego. Wskazana z wyprzedzeniem data planowanego wyłączenia na 9.06.2003 r. wskazuje na polityczny podtekst i charakter tego szantażu. Wydaje się, że RWE dopiero po referendum unijnym pragnie odsłonić sposób realizacji swojej strategii w Polsce - czytamy w protokole z tego zebrania, podpisanym przez wszystkich uczestników tego spotkania, przedstawicielki MSP nie wyłączając.

Po co nam polskie ciągniki? Lepsze będą niemieckie!

Niemiecki koncern energetyczny RWE od 1993 r. starał się o przejęcie warszawskiego dystrybutora energii STOEN na drodze tzw. prywatyzacji. W 1999 r. STOEN, podobnie jak ZPC "Ursus", były własnością skarbu państwa. W końcu 2003 r. - pisze w nadesłanym z Berlina 6.06.2003 r. faksie skierowanym do stron konfliktu szef RWE Günter Fischer - przełamany został silny polityczny sprzeciw odnośnie prywatyzacji, czyli sprzedaży STOEN-u koncernowi RWE. Powstaje spółka-córka RWE, w której strona polska zachowuje 15 proc. udziałów,(...) Kombinat Budowy Traktorów Ursus był w Polsce zakładem symbolicznym, również w oporze wobec komunizmu i radykalnych wystąpieniach. Działała tam silna "Solidarność" (jej rzecznik został przed pięciu laty zamordowany).

Jak widać z publikowanych fragmentów pisma Fischer ma pełną świadomość, że jego koncern kupił STOEN wbrew woli patriotycznie zorientowanej części polskiego społeczeństwa. Orientuje się też w symbolicznym znaczeniu ursuskiej fabryki. Co więcej - w tym samym dokumencie przyznaje, że bez większych niepokojów społecznych kolos ZPC "Ursus" przechodzi bolesną restrukturyzację. Nie robi jednak nic, żeby załagodzić konflikty i sprawić, by prąd popłynął do "Ursusa".

- I czemu tu się dziwić - mówi jeden z wyższych urzędników STOEN-u, który prosi o anonimowość - dlaczego Niemcowi ma zależeć na ratowaniu polskiej fabryki ciągników, skoro niemiecka gospodarka, w tym także przemysł produkujący dla rolnictwa, czuje się nie najlepiej i rozgląda się za nowymi rynkami zbytu. Tylko kompletny naiwniak czy zgoła głupiec mógłby przypuszczać, że wola przystąpienia do UE wyrażona przez ogłupionych Polaków może osłabić niemiecką dbałość o własne interesy. Teraz widać wyraźnie, że optowali za naszym wejściem do Unii, żeby nas sprawniej oskubać.

Topór w powietrzu

Po rozpatrzeniu wniosków Zakładów Przemysłu Ciągnikowego "Ursus" z dnia 2003 r. w sprawie wydania postanowienia nakazującego STOEN SA z siedzibą w Warszawie wznowienie dostaw energii elektrycznych do czasu rozstrzygnięcia niniejszego sporu postanawiam nakazać STOEN SA natychmiastowe podjęcie i kontynuowanie dostaw energii elektromagnetycznych (...) do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia sporu (...). Taki dokument postanowienia opatrzonego sygnaturą OWA/78sk/1203/L.Z. wydał 9 czerwca br. prezes Urzędu Regulacji Energetyki. Dokument z upoważnienia szefa podpisała Krystyna Gremczyńska. Decyzji tej STOEN musi się poddać.

Konflikt dotyczący zaległości finansowej powstałej w wyniku niewywiązania się STOEN-u z umowy zawartej z ZPC "Ursus" w 2001 r. znajdzie rozstrzygnięcie w sądzie.

Wszystko wskazuje na to, że opłaty za energię będą jednymi z najpilniej płaconych w "Ursusie" rachunków, bowiem w wypadku zwłoki STOEN może znów przerwać dopływ prądu zgodnie z art. 6 ustęp 3a ustawy Prawo energetyczne. I gdy się na to zdecyduje, zapewne bardziej postara się o legalizację swoich wymierzonych przeciwko warszawskiemu symbolowi antykomunistycznego oporu i zarazem przedsiębiorstwu, które może stać się dla niemieckiego przemysłu konkurentem działań.

Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji Naszej Witryny.

Kaja Bogomilska, Nasza Polska, 2003-06-16

powrot