|
Paul van Buitenen |
||||||||||||||||||||||||
Autor na 221 stronach przedstawi艂 w spos贸b szczeg贸艂owy, a jednocze艣nie rzeczowy i ciekawy, funkcjonowanie instytucji UE, w tym jej naczelnych organ贸w, jakimi s膮 Komisja Europejska i Parlament Europejski, ale tak偶e jednostek administracyjnych UE o ni偶szej randze. Autor opisa艂 swoje prze偶ycia pracownika Dyrekcji Kontroli Finansowej Komisji Europejskiej w okresie od 1998 do 2000r.. Wbrew wyznaczonym mu obowi膮zkom, nie m贸g艂 prawid艂owo spe艂nia膰 swoich zada艅 . Ludzie na wysokich stanowiskach nie reagowali na jego i koleg贸w informacje o nadu偶yciach, nieuczciwo艣ci, k艂amstwach, fa艂szowaniu dokument贸w, faworyzowaniu znajomych i krewnych itd . Wstrzymywali odpowiedzi na pisemne informacje o przest臋pstwach , przemilczali lub lekcewa偶yli dostarczane dokumenty. Za to bardzo szybko karali cz艂onk贸w organ贸w kontrolnych, zawieszali ich w czynno艣ciach s艂u偶bowych, wy艂膮czali im telefony, nasy艂ali ludzi z fa艂szywymi dokumentami, ograniczali dost臋p do systemu komputerowego, obni偶ali pobory, zlecali "gorylom" i to w samochodach ze znakami UE, blokowanie wjazdu do domu, izolowali od biura i koleg贸w, a wreszcie doprowadzali do zwolnienia z pracy w Parlamencie Europejskim. Uprawiali wi臋c dzia艂alno艣膰 szkodliw膮 i b臋d膮c膮 zaprzeczeniem idei tworzenia instytucji europejskich. Paul van Buitenen uwa偶a za konieczne dokonanie radykalnych zmian w sposobie pracy Komisji. Przede wszystkim powinny nast膮pi膰 istotne zmiany personalne w艣r贸d najwy偶szych komisarzy. Tym bardziej , 偶e jedynym, wed艂ug autora, przewodnicz膮cym Komisji , kt贸ry chce naprawy sytuacji, jest Romano Prodi. Tylko on zaproponowa艂, mi臋dzy innymi, aby komisarze nie przebywali w jednej centralnej siedzibie, lecz ka偶dy w swoim resorcie; aby nieskutecznych komisarzy usuwa膰 ze stanowisk za艣 gabinety tych, kt贸rzy nie najlepiej wype艂niali obowi膮zki, zmniejsza膰 i bardziej umi臋dzynarodawia膰. Niestety, wci膮偶 na swoich stanowiskach pozostaj膮 tacy komisarze, kt贸rzy s膮 autorami lub co najmniej biernymi 艣wiadkami ujawnionych nadu偶y膰 i kt贸rzy jednocze艣nie chroni膮 skorumpowanych, 藕le pracuj膮cych urz臋dnik贸w. Takimi komisarzami s膮 wed艂ug autora ksi膮偶ki : Franz Fischler - komisarz ds. rolnictwa, odpowiedzialny za po艂ow臋 bud偶etu Komisji; Pascal Lamy - prawa r臋ka premiera Delorsa; Erkki Liikanen - odpowiedzialny za bud偶et i sprawy personalne; Neil Kinnock - wiceprzewodnicz膮cy, odpowiedzialny za reformy i sprawy personalne. Wszyscy wymienieni nie chcieli reorganizacji systemu, nie chc膮 zmian. Autor wskazuje, co i jak wed艂ug niego, nale偶a艂oby przede wszystkim zmieni膰 w organizacji Komisji i biur w UE. Zaproponowa艂 3 has艂a reformy: przejrzysto艣膰, odpowiedzialno艣膰 i skuteczno艣膰. Uwa偶a tak偶e za konieczne powo艂anie fachowej, niezale偶nej s艂u偶by audytowej, z kontrol膮 przeprowadzan膮 "ex ante" i "ex post"(czyli przed- i po- wykonaniu zadania) zlikwidowanie Official Secrets Act, czyli zniesienie zachowywania poufno艣ci informacji wewn膮trz instytucji, jako elementu regulaminu pracownik贸w, a zamiast niego wprowadzenie wolno艣ci s艂owa ka偶dego urz臋dnika. Wnioskuje tak偶e opracowanie karty praw i obowi膮zk贸w "whistleblowera" czyli kontrolera. W przypadku wykrycia nadu偶y膰 finansowych urz臋dnik贸w sugeruje, aby domaga膰 si臋 od nich zwrotu nieprawid艂owo wykorzystanych lub sprzeniewierzonych pieni臋dzy. Jak dot膮d nie czyniono tego nawet w przypadkach oczywistych i prostych. Uwa偶a , 偶e dobra reforma urz臋d贸w UE i uczciwe powiadamianie rz膮d贸w kraj贸w cz艂onkowskich i kandyduj膮cych, by艂yby pomocne wobec przeprowadzania referendum na temat integracji z UE. Autor ksi膮偶ki pyta te偶, czy mo偶na dopu艣ci膰, aby powi臋kszona o 10 kraj贸w Unia Europejska i jej zarz膮d funkcjonowa艂y w oparciu o niejasne zasady pracy komisji ? Ksi膮偶ka napisana jest dobrym j臋zykiem [...], uj臋ta ciekawie, czyta si臋 j膮 dobrze. By艂a ju偶 wydana w j臋zyku angielskim i niemieckim. Dobrze, 偶e uka偶e si臋 w j臋zyku polskim , oby przed og贸lnonarodowym referendum na temat integracji z UE. By艂oby to wa偶ne, szczeg贸lnie wobec jednostronnych opinii przedstawianych o UE przez przedstawicieli Rz膮du RP oraz wobec d膮偶e艅 do jak naj艣pieszniejszego w艂膮czenia Polski do UE. Polska niew膮tpliwie powinna by膰 i z pewno艣ci膮 b臋dzie cz艂onkiem Wsp贸lnoty Europejskiej. Warto jednak wzi膮膰 pod uwag臋 fakt, 偶e wobec wielu s艂abo艣ci UE, w jej strukturach i w jej dzia艂aniach (cho膰by w odniesieniu do rolnictwa) zachodz膮 i b臋d膮, bo musz膮 zachodzi膰, zmiany na lepsze. Poniewa偶 trudno uwierzy膰, 偶e ci pos艂owie z Polski, kt贸rzy nie chc膮 lub nie potrafi膮 w kraju wprowadza膰 dobrego prawa, ani ci cz艂onkowie w艂adz, kt贸rzy nie chc膮 zrezygnowa膰 z naruszania prawa lub przedstawiaj膮 dziwne pomys艂y rz膮dzenia krajem (sprawa autostrad, Stoenu w Warszawie, czy Kronopolu w 呕arach , dziwnie "ostro偶ne" podej艣cie do rozwoju rolnictwa ekologicznego, skrajnie jednostronne przedstawianie problem贸w integracji z UE itd.), potrafi膮 wp艂yn膮膰 na korzystne zmiany w UE, wydaje si臋 lepiej, aby Unia zreformowa艂a si臋 bez nich. Wobec tego wchod藕my do UE bez po艣piechu, rozwa偶nie, wtedy, gdy b臋dzie po temu najlepszy czas. Ksi膮偶ka P. van Buitenena zas艂uguje na lektur臋 , cho膰by wobec braku jak dot膮d r贸wnowagi informacyjnej na temat Unii Europejskiej w Polsce. Mo偶na by jednak zapyta膰: Czy ksi膮偶ka ujawniaj膮ca korupcj臋, nepotyzm, oszustwa finansowe w UE , nie b臋dzie usprawiedliwieniem dla tych naszych polityk贸w, kt贸rzy w Polsce uprawiaj膮 to samo, dzia艂aj膮 g艂贸wnie w celu w艂asnego zysku, lekcewa偶膮c interes kraju i polskiego spo艂ecze艅stwa.? Takie pytania, chcia艂bym postawi膰 przed wydawc膮 tej, tyle ciekawej co potrzebnej ksi膮偶ki. Prof. dr hab. Mieczys艂aw G贸rny Mamy nadziej臋, 偶e powy偶sze informacje wzbudzi艂y Pa艅stwa zainteresowanie. Je偶eli tak - prosimy o zam贸wienia: telefoniczne, listowne lub te偶 drog膮 elektroniczn膮. Rozdzia艂 III W ko艅cu jednak sprawy ruszy艂y z miejsca. Niemal rok p贸藕niej przyszed艂 do mnie Michel Packard. Pracowali艣my razem w sekcji finansowej, on by艂 dyplomowanym ksi臋gowym. Zapyta艂, czy jako by艂y podw艂adny Jenkinsa mam wci膮偶 dost臋p do dokument贸w wskazuj膮cych na 艂amanie przepis贸w w jego departamencie. Uda艂em, 偶e nie wiem, o co chodzi. Spyta艂em, sk膮d przysz艂o mu to do g艂owy. Domy艣li艂em si臋, 偶e to Lieven Yerstreepe musia艂 powiedzie膰 mu, 偶e zawsze by艂em niezadowolony z tego, co dzia艂o si臋 w moim dawnym departamencie. Packard wyja艣ni艂, 偶e z r贸偶nych stron nadchodz膮 skargi na Jenkinsa. Dyrektor generalny poprosi艂 go o zebranie dowod贸w. By艂em bardzo podekscytowany. Czy oznacza艂o to, 偶e inni zajm膮 si臋 tym wreszcie, a ja nie b臋d臋 musia艂 podejmowa膰 偶adnego ryzyka? Natychmiast zdecydowa艂em si臋 pom贸c im. Otworzy艂em szuflad臋, pogrzeba艂em w starych papierach i znalaz艂em dokumenty, kt贸re wynios艂em z jednostki Jenkinsa. Gdy wr臋cza艂em je Packardowi, zn贸w stan臋艂o mi przed oczyma wszystko, co by艂o w tych aktach: kilku r贸偶nych kontrahent贸w maj膮cych ten sam adres; umowy, kt贸re podpisywano z nimi raz za razem, powi膮zania jednego z nich z pani膮 Jenkins... Packard, wyra藕nie zadowolony, wzi膮艂 wszystko ze sob膮. Poczu艂em ulg臋, zrzuciwszy z siebie odpowiedzialno艣膰, za te spraw臋. Inspekcja W tym samym roku kierownik mojej nowej jednostki oznajmi艂, 偶e nasz膮 V Dyrekcj臋 czeka kontrola procedur administracyjnych. Oczywi艣cie wszyscy pytali艣my "dlaczego?". Us艂yszeli艣my w odpowiedzi, 偶e to jedna z rutynowych, regularnie przeprowadzanych inspekcji. Mia艂a by膰 prowadzona przez departament wewn臋trznego audytu Dyrekcji Kontroli Finansowej, obejmowa膰 wyrywkowy przegl膮d dokument贸w i rozmowy z urz臋dnikami. Okaza艂o si臋, 偶e kontrolerzy chc膮 rozmawia膰 mi臋dzy innymi ze mn膮. Interesowa艂a ich jednak nie moja aktualna praca, ale to co dzia艂o si臋 u Jenkinsa. Rozmawiali zatem ze mn膮 dwaj kontrolerzy. Zadbali o swobodn膮 atmosfer臋 - wymienili艣my kilka uwag o pogodzie - potem za艣 wyja艣nili powody kontroli i zainteresowania moj膮 osob膮. W trakcie inspekcji wszyscy sprawuj膮cy funkcje kierownicze maj膮 szans臋 wyrazi膰 swoje uwagi, a przy okazji t臋 mo偶liwo艣膰 daje si臋 te偶 niekt贸rym urz臋dnikom ni偶szej rangi - takim jak ja. Mieli przygotowany kwestionariusz pyta艅. Odetchn膮艂em. Najwyra藕niej nic nie wiedzieli o nieprawid艂owo艣ciach w moim by艂ym departamencie. Pytania dotyczy艂y pracy, szkolenia, zakresu obowi膮zk贸w, liczby dokument贸w, z kt贸rymi mia艂em do czynienia, stosowanych procedur. Min膮艂 ju偶 jaki艣 czas, odk膮d przesta艂em pracowa膰 u Jenkinsa; czu艂em, 偶e nie zawsze mog臋 udzieli膰 wyczerpuj膮cej odpowiedzi. Potem pytania by艂y bardziej og贸lne - jakie do艣wiadczenie wynios艂em z pracy na poprzednim stanowisku. Zebra艂em si臋 na odwag臋 i zacz膮艂em m贸wi膰. Pomija艂em niekt贸re szczeg贸艂y, nazwiska, ale jasno wyrazi艂em swoje przekonanie, 偶e system funkcjonuje 藕le. Powiedzia艂em o nieuczciwych procedurach przetargowych, podejrzeniach co do konfliktu interes贸w itd. Na koniec rozm贸wcy stwierdzili, 偶e doceniaj膮 moj膮 postaw臋. Ten z nich, kt贸ry kierowa艂 inspekcj膮 doda艂, 偶e Dyrekcja Kontroli Finansowej potrzebuje takich ludzi jak ja. Jaki艣 czas potem, gdy pracowa艂em ju偶 w innej dyrekcji, dowiedzia艂em si臋, 偶e Jenkinsa usuni臋to ze stanowiska. Pracowa艂 teraz jako doradca i pisa艂 przem贸wienia. Nie zarz膮dza艂 ju偶 偶adnym departamentem. By艂 to prawdopodobnie efekt inspekcji. Nie wyl膮dowa艂 jednak 藕le. Wci膮偶 by艂 urz臋dnikiem zatrudnionym na sta艂e, zachowa艂 te偶 t臋 sam膮 kategori臋 w s艂u偶bowej hierarchii. Oznacza艂o to, 偶e pobiera艂 pensj臋 w tej samej co przedtem wysoko艣ci - blisko 7000 euro miesi臋cznie netto. Promie艅 艣wiat艂a Zarz膮dzanie finansami i ich kontrola to z pewno艣ci膮 moje mocne strony, ale chcia艂em robi膰 w Komisji co艣, co stanowi艂oby dla mnie wi臋ksze wyzwanie. W tym czasie interesowa艂em si臋 bardzo nauk膮 moich dzieci, by艂em nawet cz艂onkiem szkolnej rady rodzic贸w. W 1995 r. napisa艂em wi臋c podanie o prac臋 w XXII Dyrekcji Generalnej zajmuj膮cej si臋 edukacj膮, kszta艂ceniem i m艂odzie偶膮. We wst臋pnej rozmowie z przysz艂ym szefem jasno oznajmi艂em, 偶e nie chc臋 mie膰 nic wsp贸lnego z zarz膮dzaniem kontraktami. By艂em zainteresowany prac膮 przy programach europejskich, ostrzeg艂em te偶 by nie liczyli na moj膮 spolegliwo艣膰, gdy dostrzeg臋 jakie艣 nieprawid艂owo艣ci. Takich spraw mia艂em ju偶 do艣膰.
- Ch臋tnie
pracowaliby艣my z kim艣 takim, jak pan! - moja postawa Potrzebowa艂 cz艂owieka, kt贸ry konsekwentnie pilnowa艂by bud偶etu. Zapewni艂 mnie, 偶e zarz膮dzanie umowami nie nale偶y do zada艅 jednostki. M贸g艂bym pracowa膰 przy projektach i nabiera膰 wprawy w pracy przy komputerze i z Internetem. Przej艣cie do XXII Dyrekcji Generalnej by艂o dla mnie punktem zwrotnym. Gdy zaczyna艂em tam prac臋 we wrze艣niu 1995 r. nie wiedzia艂em, z czym tam si臋 zetkn臋 i jakie b臋d膮 tego konsekwencje - dla mnie, mojej rodziny i dla Europy. W nowym departamencie pozna艂em kole偶ank臋 - sympatyczn膮 i sumienn膮. Dobrze si臋 z ni膮 pracowa艂o. Atmosfera w biurze by艂a swobodna, mog艂em bez ogr贸dek wyra偶a膰 swe pogl膮dy na to, co dzieje si臋 w Brukseli. Raz zacz膮艂em m贸wi膰 z przek膮sem o hipokrytach, ludziach, kt贸rzy s膮dz膮, 偶e religijno艣膰 sprowadza si臋 do uczestnictwa w nabo偶e艅stwie w niedziel臋. Ona nic si臋 nie odezwa艂a. Wkr贸tce potem u艣wiadomi艂em sobie, 偶e jest osob膮 autentycznie religijn膮 i praktykuje chrze艣cija艅stwo w codziennym 偶yciu, nie tylko od 艣wi臋ta. Zaciekawi艂o mnie to. Pewnego dnia zapyta艂em j膮 o stos list贸w, kt贸re wysy艂a艂a wewn臋trzn膮 poczt膮. Okaza艂o si臋, 偶e to zaproszenia na coroczne spotkanie chrze艣cija艅skiej grupy modlitewnej, istniej膮cej w Komisji Europejskiej. - Grupa modlitewna - patrzy艂em na ni膮 ze zdumieniem - co艣 takiego, u nas? By艂a to dla mnie nowo艣膰. W tamtym czasie B贸g jawi艂 mi si臋 jako wymys艂 ludzi, kt贸rzy usi艂uj膮 zrzuci膰 z siebie odpowiedzialno艣膰 za w艂asny los. Nie mog艂em zrozumie膰, 偶e kto艣 tak pe艂en 偶ycia, tak aktywny jak ona, mo偶e by膰 zarazem religijny. Jak inteligentni - wydawa艂oby si臋 ludzie, maj膮cy dobr膮 prac臋, mog膮 wierzy膰 w Boga? I nie tylko wierzy膰. Ich wiara mia艂a du偶y wp艂yw na 偶ycie. Interesowa艂em si臋 tym coraz bardziej i zda艂em sobie spraw臋, 偶e kole偶anka modli艂a si臋 zawsze nim podj臋艂a jak膮艣 wa偶niejsz膮 decyzj臋. By艂em naprawd臋 zafrapowany. Chcia艂em zrozumie膰 jej motywacje. Bombardowa艂em j膮 pytaniami, nie dawa艂em spokoju. By艂a do艣膰 pow艣ci膮gliwa. Dopiero gdy zauwa偶y艂a, 偶e moja ciekawo艣膰 jest szczera i nie usi艂uj臋 z niej drwi膰, opowiedzia艂a wi臋cej o tym, co nazywa艂a do艣wiadczaniem Boga. Nie od pocz膮tku by艂a chrze艣cijank膮 - w kt贸rym艣 momencie 偶ycia dokona艂a tego wyboru. Moje zainteresowanie ros艂o. Wzi膮艂em si臋 do lektury Biblii. Wszystko to by艂o dla mnie zupe艂nie nowe, nie mog艂em przesta膰 o tym my艣le膰. Lektura wywar艂a na mnie du偶e wra偶enie. Zacz膮艂 si臋 okres mojego wewn臋trznego, duchowego rozwoju, a偶 wreszcie uzna艂em, 偶e jestem chrze艣cijaninem. Zacz膮艂em regularnie chodzi膰 do ko艣cio艂a - najcz臋艣ciej do anglika艅skiego w Brukseli. Odt膮d religia dodawa艂a mi si艂y i odwagi, szczeg贸lnie potrzebnej, gdy w pracy zdecydowa艂em si臋 podj膮膰 pewne dzia艂ania. W XXII Dyrekcji Generalnej, gdzie uk艂ady by艂y niezbyt przejrzyste, naprawd臋 potrzebowa艂em duchowego wsparcia. Funkcjonowa艂o w贸wczas wiele du偶ych program贸w europejskich: "Leonardo da Vinci" - program szkolenia zawodowego i kszta艂cenia ustawicznego; edukacyjny "Sokrates"; wreszcie "M艂odzie偶" ("Youth"). Wszystkie one koncentrowa艂y si臋 w du偶ej mierze na wymianie mi臋dzynarodowej, opracowywaniu multimedialnych pomocy naukowych i na nauczaniu j臋zyk贸w. W ich wdra偶aniu brali udzia艂 zewn臋trzni kontrahenci - biura pomocy technicznej (TAO). By dobrze koordynowa膰 wszystkie dzia艂ania, potrzebny by艂 sta艂y przep艂yw informacji. Postanowiono stworzy膰 sie膰 komputerow膮 艂膮cz膮c膮 online XXII Dyrekcj臋 Generaln膮 z TAO zaanga偶owanymi w programy "Leonardo" i "Sokrates" oraz z rz膮dowymi agencjami w艂a艣ciwymi dla ka偶dego z trzech program贸w. Jej budow臋 mia艂a nadzorowa膰 specjalnie powo艂ana do tego grupa NETY (Network for Education Training and Youth). Jako cz艂onek tej grupy bra艂em udzia艂 w posiedzeniach i coraz bardziej zdumiewa艂em si臋 obrotem spraw. Zewn臋trzny kontrahent, kt贸ry mia艂 tworzy膰 dla nas sie膰, nie dawa艂 sobie po prostu z tym rady. Procedura selekcyjna, w kt贸rej go wy艂oniono, by艂a niejasna, a gdy przysz艂o do realizacji zlecenia wynikn臋艂y r贸偶ne problemy i nie mo偶na by艂o doj艣膰 do porozumienia, jak je rozwi膮zywa膰. Kontrahent 贸w posun膮艂 si臋 nawet do tego, 偶e zwerbowa艂 parlamentarzyst贸w, by wywierali presj臋 na XXII Dyrekcj臋, a w ko艅cu wycofa艂 si臋, nie ko艅cz膮c pracy. Wcze艣niej otrzyma艂 du偶膮 cz臋艣膰 zap艂aty - nic z niej nie uleg艂o zwrotowi. Kr膮偶y艂y plotki, 偶e co najmniej jeden z unijnych urz臋dnik贸wjest zwi膮zany z tym niesolidnym partnerem. Sie膰 wci膮偶 by艂a niegotowa, a te odcinki, kt贸re funkcjonowa艂y mia艂y przer贸偶ne usterki. U偶yta technologia okaza艂a si臋 szybko przestarza艂a wypiera艂 j膮 gwa艂townie rozwijaj膮cy si臋 Internet. W ci膮gu kolejnych lat sie膰 okazywa艂a si臋 dla u偶ytkownik贸w jedynie 藕r贸d艂em. Najednym z naszych spotka艅 u kierownika departamentu mo偶na by艂o us艂ysze膰 st艂umiony 艣miech, gdy wynik艂a sprawa przetargu na us艂ugi konsultacyjne. Najlepiej na doradc臋 nadawa艂 si臋 najwyra藕niej niejaki profesor Pneumann, blisko zwi膮zany z gabinetem Edith Cresson. Poniewa偶 profesor pracowa艂 w tym charakterze ju偶 od pewnego czas, urz臋dnik wyznaczony do sprawy mia艂 niewiele z艂udze艅 co do ostatecznego wyniku. - Strata czasu - powiedzia艂 - wszyscy wiemy, 偶e Pneumann ju偶 ma ten kontrakt. Szef wcale nie by艂 taki pewny. - Nigdy nie wiadomo, kto stanie do konkursu ofert, w ka偶dym razie musimy post臋powa膰 zgodnie z procedur膮. Zgodz臋 si臋, je艣li wyb贸r Pneumanna b臋dzie mo偶na formalnie uzasadni膰. Urz臋dnik spojrza艂 na szefa z politowaniem, a my dalej kontynuowali艣my zebranie. Nadmiar pracy? W roku 1997, gdy sprawy zacz臋艂y i艣膰 nieco lepiej zaplanowano u nas powa偶n膮 kontrol臋, kt贸r膮 przeprowadza艂a znana mi臋dzynarodowa firma audytowa. Wyniki inspekcji mia艂y stanowi膰 podstaw臋 reorganizacji. Chodzi艂o g艂贸wnie o analiz臋 podzia艂u obowi膮zk贸w mi臋dzy poszczeg贸lne TAO i XXII Dyrekcje Generaln膮. Cz臋艣膰 zada艅, za kt贸re odpowiada艂y dot膮d biura pomocy technicznej zamierzano ewentualnie powierzy膰 Dyrekcji, z drugiej za艣 strony niekt贸re nasze obowi膮zki mia艂y zosta膰 przej臋te przez TAO. Deklarowany cel tych zmian polega艂 na rozdzieleniu zada艅 w taki spos贸b, by Dyrekcja dzia艂a艂a jak najsprawniej. My podejrzewali艣myjednakjaki艣 inny ukryty zamiar. Wygl膮da艂o to na pretekst do zatrudnienia w kr贸tkim czasie du偶ej liczby nowych pracownik贸w. Tym bardziej, 偶e nasza stosunkowo niedawno powsta艂a dyrekcja, mocno rozbudowana w ostatnich latach, musia艂a upora膰 si臋 z coraz bardziej skomplikowanymi i powa偶nymi programami. Przyby艂oby jej poza tym pracy po redukcji roli TAO (na co, nawiasem m贸wi膮c, nie zanosi艂o si臋). Mieli艣my te偶 w膮tpliwo艣ci co do sposobu powierzenia kontroli w艂a艣nie temu wykonawcy. Renomowana firma audytowa wygra艂a przetarg na kontrol臋 wart膮 zapewne 77 ty艣. euro. Ale nikt nie s艂ysza艂, by przetarg - konieczny w takich wypadkach - by艂 og艂aszany. Przegl膮d kontrolny nazwano bowiem w dokumentacji "badaniem strategicznym" w ramach wi臋kszego kontraktu dla dzia艂u informatycznego. Nietypowe rozwi膮zanie! Kieruj膮cy kontrol膮, dobrze zarabiaj膮cy konsultant znanej firmy au-dytowej, mia艂 podobno do艣wiadczenie w pracy z Komisj膮 Europejsk膮, ale jak si臋 okaza艂o by艂 tu tylko na kr贸tkim szkoleniu. Wybrana firma kontrolowa艂a wcze艣niej jedno z biur pomocy technicznej. Jej krytyczny raport sprawi艂, 偶e Komisja Europejska zrezygnowa艂a z us艂ug kontrolowanego biura. W贸wczas audytorzy przej臋li zlecenia i sami stali si臋 biurem pomocy technicznej. Uwa偶ali艣my, 偶e to niezbyt etyczne dzia艂anie. Niejedno mo偶na te偶 by艂o zarzuci膰 metodom przeprowadzenia kontroli. Stosowany kwestionariusz przeznaczony by艂 dla firmy handlowej i nie odpowiada艂 specyfice organizacji rz膮dowej. Dotyczy艂 dzia艂贸w sprzeda偶y i etap贸w produkcji. Nie mieli艣my poj臋cia, jak i po co odpowiada膰 na tego rodzaju pytania. Brak obja艣nie艅 i instrukcji powodowa艂, 偶e ankieta mia艂a nik艂y zwi膮zek z rzeczywisto艣ci膮. Podstaw膮 analizy by艂 ustawowy tygodniowy czas pracy i dozwolona liczba nadgodzin. Nast臋pnie ilo艣膰 wykonanej pracy by艂a por贸wnywana z wyliczonym czasem pracy. Je艣li okaza艂o si臋, 偶e zrobili艣my wi臋cej, ni偶 wynika艂oby to z 艂膮cznej liczby godzin, wniosek by艂 tylko jeden: trzeba powi臋kszy膰 personel. Mimo krytyki z naszej strony nie zmieniono sposobu bada艅. Przypuszczali艣my wi臋c, 偶e jedynym celem tych analiz by艂o dostarczenie argument贸w za stworzeniem nowych stanowisk pracy w XXII Dyrekcji Generalnej, a nie poprawa wydajno艣ci, jak nam m贸wiono. Nie dano nam do艣膰 czasu na odpowiednie wype艂nienie kwestionariuszy. Odpowiedzi analizowano pobie偶nie. Ka偶da kom贸rka - a nawet ka偶dy pracownik - mia艂a swoje w艂asne metody uporania si臋 z ankiet膮. Nic zatem dziwnego, 偶e uzyskano rezultaty niedok艂adne i nieprzydatne do rzetelnej analizy. Wszyscy narzekali na nisk膮 jako艣膰 kontroli, otwarcie skar偶yli si臋 kierownictwu, ale i tak musieli wype艂ni膰 kwestionariusze. Wi臋kszo艣膰, cho膰 niech臋tnie, zrobi艂a to; niekt贸re jednak kom贸rki sabotowa艂y przedsi臋wzi臋cie, nie wype艂niaj膮c formularzy lub oddaj膮c je z op贸藕nieniem. Przypad艂o mi zadanie zebrania wszystkich danych z naszej kom贸rki. Koledzy pos艂usznie ze mn膮 wsp贸艂pracowali. Z pocz膮tku nie uchyla艂em si臋, ale w pewnym momencie odm贸wi艂em dalszej pracy. Na pi艣mie przedstawi艂em wszystkie swoje obiekcje. Skutek by艂 taki, 偶e przestali nalega膰, bym zaj膮艂 si臋 spraw膮, zostawili mnie w spokoju, a sami dalej robili swoje. To w艂a艣nie wydarzenia zwi膮zane z t膮 kontrol膮 spowodowa艂y, 偶e zdecydowa艂em si臋 wst膮pi膰 do zwi膮zku zawodowego - skoro przyjmuj臋 bezkompromisow膮 postaw臋, mog臋 mie膰 k艂opoty. Z Erikiem Bondersem, Flamandem, kt贸ry w naszej dyrekcji zajmowa艂 si臋 ksi臋gowo艣ci膮, mia艂em dobre relacje. Gdy go pozna艂em w 1997 r., pracowa艂 w Komisji od roku. Przedtem by艂 zatrudniony w jednej z du偶ych mi臋dzynarodowych firm audytowych. Mia艂 wiele krytycznych uwag do sposobu prowadzenia ksi臋gowo艣ci Komisji Europejskiej i wkr贸tce u艣wiadomili艣my sobie, 偶e ten krytycyzm nas 艂膮czy. Omawiali艣my czasem biurowe plotki, ale na tym wszystko si臋 ko艅czy艂o. Mniej wi臋cej we wrze艣niu 1997 r. poszed艂em go odwiedzi膰. Pracowa艂 na najwy偶szej kondygnacji. By troch臋 schudn膮膰, od IV pi臋tra szed艂em po schodach. Okaza艂o si臋, 偶e warto by艂o podj膮膰 ten wysi艂ek. Nie mog艂em z艂apa膰 oddechu, gdy dotar艂em do jego pokoju. Wydawa艂 si臋 czym艣 zmartwiony, ale wygl膮da艂o na to, 偶e nie ma ochoty o tym m贸wi膰. Mo偶e dobrze zrobi mu ma艂y spacerek? We tr贸jk臋, wraz z jeszcze jednym koleg膮 poszli艣my do oddalonego o par臋 ulic baru. To by艂 niecodzienny lunch. Erik powiedzia艂, co go dr臋czy. Przeprowadzi艂 audyt w TAO zajmuj膮cym si臋 programem "Leonardo" i natkn膮艂 si臋 tam na wszelkiego rodzaju nieprawid艂owo艣ci i nadu偶ycia. By艂y to sprawy na tyle powa偶ne, 偶e istnia艂y oczywiste podstawy do dalszego dochodzenia. By艂oby ono jednak prawdopodobnie bardzo ryzykowne politycznie. Erik obawia艂 si臋, 偶e nie otrzyma poparcia by ujawni膰 stwierdzone fakty. By艂 prawym cz艂owiekiem. Znajdowa艂 si臋 w naprawd臋 niezr臋cznym po艂o偶eniu. Pracowa艂 uczciwie i sumiennie, ale by艂o wiadomo, 偶e prawdopodobnie nic z jego odkry膰 nie wyjdzie na 艣wiat艂o dzienne. Rozumia艂em, co czu艂. Wiele innych dziwnych rzeczy dzia艂o si臋 w Komisji - szeptano o nich - ale kompetentni urz臋dnicy nic z tym nie robili, mog艂oby to zaszkodzi膰 ich karierom. To zagro偶enie by艂o oczywiste ju偶 w roku 1995, gdy Bernard Connolly, brytyjski wy偶szy urz臋dnik w dyrekcji zajmuj膮cej si臋 sprawami ekonomicznymi, otwarcie skrytykowa艂 spos贸b wprowadzenia unii gospodarczej i walutowej i zosta艂 natychmiast zwolniony. Nic si臋 nie zmienia艂o. Instytucje europejskie, u podwalin kt贸rych le偶膮 przecie偶 szlachetne idee, w ko艅cu zaczn膮 podupada膰 wskutek b艂臋d贸w w zarz膮dzaniu. Je偶eli chce si臋, by krytyka odnios艂a skutek, trzeba by膰 dobrze przygotowanym. Postanowi艂em da膰 Erikowi do zrozumienia, 偶e nie jest sam. Zacz膮艂em gromadzi膰 dokumenty - wszystko, co wskazywa艂o na nieprawid艂owo艣ci, nadu偶ycia, korupcj臋, oszustwa. Zaczyna艂o si臋 zwykle od lu藕nych notatek, gdy uzna艂em, 偶e jaki艣 kontrakt mo偶e budzi膰 w膮tpliwo艣ci lub koledzy opowiedzieli mi przy kawie o jaki艣 swoich spostrze偶eniach. P贸藕niej zbiera艂em dowody systematycznie. Na podstawie wskaz贸wek rozpoczyna艂em poszukiwania w systemie komputerowym, czyta艂em teksty um贸w z budz膮cymi podejrzenia kontrahentami. Znajomych urz臋dnik贸w, kt贸rym od czasu do czasu co艣 si臋 wymkn臋艂o, pyta艂em, co zamierzaj膮 zrobi膰 ze swoj膮 wiedz膮. Przewa偶nie nie podejmowali rozmowy, ale czasem opowiadali wi臋cej i przyznawali, 偶e rzeczywi艣cie co艣 trzeba z tym pocz膮膰. Nieraz pozwalali mi przejrze膰 akta albo nawet skopiowa膰 je. Stos dowod贸w r贸s艂 systematycznie, ale wci膮偶 nie wiedzia艂em, co zrobi膰 z tymi informacjami. By m贸c zameldowa膰 o moich ustaleniach, potrzebowa艂em naprawd臋 rozstrzygaj膮cych dowod贸w. Przegl膮daj膮c dane komputerowe i korespondencj臋 naszej kom贸rki, natrafi艂em na co艣 bardzo interesuj膮cego. To i owo na ten sam temat znalaz艂em te偶 w aktach udost臋pnionych koleg贸w. Zda艂em sobie spraw臋, 偶e w pewnym momencie projektowi Edith Cresson przyznano status programu europejskiego. Chodzi艂o o "Bia艂膮 ksi臋g臋" dotycz膮c膮 edukacji i szkolenia zawodowego, dokument przygotowany z inicjatywy pani komisarz i zatwierdzony przez Komisj臋 w ko艅cu roku 1995. Poniewa偶 nie by艂 to program europejski sensu stricto, nie musia艂 przej艣膰 przez Parlament i wobec tego nie mia艂 odr臋bnego bud偶etu. Chodzi艂o zatem o osi膮gni臋cie zamierzonych cel贸w niezale偶nie od koszt贸w. Projekt obejmowa艂 wprowadzenie w ca艂ej Europie skomplikowanego systemu oceny umiej臋tno艣ci, wspieranie edukacji doros艂ych, nauczanie drugiego obcego j臋zyka (nietrudno domy艣li膰 si臋, o jakim j臋zyku mowa) i zorganizowanie europejskiego wolontariatu. Do sk艂adanie ofert zaproszono grup臋 kontrahent贸w - g艂贸wnie instytucje francuskie. XXII Dyrekcja i gabinet pani Cresson pilotowa艂y te oferty, tak by przeprowadzi膰 je przez procedury wyboru obowi膮zuj膮ce w programach "Leonardo" i "Sokrates". Pieni膮dze mogli bowiem otrzyma膰 tylko w ramach program贸w zaaprobowanych przez Rad臋 Ministr贸w i Parlament. Znalaz艂em nawet list sugeruj膮cy zmian臋 sposobu prezentacji ofert w taki spos贸b, by mi臋dzynarodowa komisja selekcyjna nie zorientowa艂a si臋, 偶e oferenci pochodz膮 niemal wy艂膮cznie z Francji. Gdy przegl膮da艂em w dokumentach, cz臋sto my艣la艂em: Jaki ten 艣wiat jest ma艂y". Pewne nazwiska powtarza艂y si臋 wielokrotnie. Niekt贸rzy kontrahenci byli np. zwi膮zani bardzo podobnymi umowami z r贸偶nymi Dyrekcjami Generalnymi. Dyrekcje nie sprawdza艂y wszystkiego jak nale偶y, wi臋c istnia艂o ryzyko podw贸jnego finansowania tych samych prac. Co gorsze, wy偶si urz臋dnicy w dyrekcjach generalnych i mened偶erowie biur pomocy technicznej TAO byli czasem spokrewnieni - to powodowa艂o oczywi艣cie uprzywilejowanie niekt贸rych TAO. Nie szuka艂em dowod贸w ukradkiem, jak mo偶na by przypuszcza膰. Od pocz膮tku dzia艂a艂em otwarcie. Nigdy nie bra艂em akt bez poinformowania o tym koleg贸w i nie ukrywa艂em, do czego s膮 mi potrzebne. Przecie偶 d膮偶y艂em do wi臋kszej przejrzysto艣ci w strukturach Unii. Wszystko, co nie obroni艂oby si臋 przy wnikliwym rozpatrzeniu, trzeba wyda膰 na 艣wiat艂o dzienne i zrobi膰 z tym porz膮dek. Niekt贸rych bawi艂o moje poczucie sprawiedliwo艣ci, inni szanowali podejmowane przeze mnie wysi艂ki. Jeszcze inni z kolei czuli ulg臋, 偶e uwolnili si臋 od w膮tpliwo艣ci i skrupu艂贸w i 偶e kto艣 traktuje ich powa偶nie. Zdarza艂o si臋 te偶, 偶e nawet ci, kt贸rzy otwarcie wyra偶ali pow膮tpiewanie w sens mego 艣ledztwa, przekazywali mi potem jak膮艣 wa偶n膮 informacj臋. Kt贸rego艣 dnia spotka艂em na korytarzu Larsa Sorensena. Spojrza艂 na mnie drwi膮co. -Jak leci, Paul? Sprawiasz wra偶enie zapracowanego. Nad czym si臋 teraz biedzisz? Poczu艂em si臋 nieswojo. Zdaje si臋, 偶e uwa偶a mnie za intryganta. Szli艣my w t臋 sam膮 stron臋, ale nie mia艂em ochoty podtrzymywa膰 rozmowy, zw艂aszcza w tym tonie.
Popatrzy艂em na niego. Czy mia艂em spiera膰 si臋 z nim i przekonywa膰 go, 偶e audytorzy nie potrafi膮 dotrze膰 do istotnych informacji? Nie, to nie by艂 dobry pomys艂.
- S艂uchaj
Lars, siedz臋 w tym ju偶 jaki艣 czas. Wiesz r贸wnie dobrze jak ja,
偶e dochodzi u nas do nieprawid艂owo艣ci. Najwy偶sza pora, by Ostatnie zdanie zabrzmia艂o do艣膰 porywczo, bo wci膮偶 zastanawia艂em si臋, czy tym kim艣 musz臋 by膰 ja. - A co ty mo偶esz? - zapyta艂 Lars. - No... - zawaha艂em si臋 - m贸g艂bym na przyk艂ad porozmawia膰 z audytorami. Znam tam paru ludzi. - S膮dzisz, 偶e b臋d膮 ci臋 s艂ucha膰? Chyba wiesz, 偶e takie rzeczy zwykle 藕le si臋 ko艅cz膮 - ujrza艂em wjego oczach niepok贸j. -Ale przecie偶 ty te偶 nie siedzisz cicho, gdy uwa偶asz, 偶e co艣 trzeba zmieni膰 - uczyni艂em aluzj臋 do jego dzia艂alno艣ci w ruchu obrony praw gej贸w. - To ca艂kiem co innego. Nie mo偶na tego ze sob膮 por贸wnywa膰 -Lars by艂 troch臋 zdenerwowany. Zniech臋cony machn膮艂em r臋k膮 i odwr贸ci艂em si臋, by odej艣膰. - Musimy spotka膰 si臋 kiedy艣 przy kawie - zawo艂a艂, gdy oddala艂em si臋 korytarzem. Par臋 dni p贸藕niej zadzwoni艂. M贸wi艂 tym samym kpi膮cym tonem. - Cze艣膰 Paul, tu Lars. Wci膮偶 jeste艣 tak zaj臋ty? - Nie, wszystko w porz膮dku - mrukn膮艂em wymijaj膮co. - S艂uchaj, musimy porozmawia膰. Mo偶esz skoczy膰 ze mn膮 na kaw臋? Mia艂em akurat chwil臋 przerwy, wi臋c zgodzi艂em si臋. Schodz膮c po schodach, zastanawia艂em si臋, czego on ode mnie chce. Wiedzia艂em dobrze, 偶e nie jestem dla niego interesuj膮cym towarzystwem. Siedzieli艣my przy kawie, gaw臋dz膮c o tym i owym. W powrotnej drodze na g贸r臋 spyta艂, czy wst膮pi艂bym do niego na minutk臋. Gdy znale藕li艣my si臋 w pokoju, zamkn膮艂 drzwi. Co to mia艂o znaczy膰? Patrzy艂 na mnie, aja na niego, troch臋 zmieszany. Podszed艂 do szafki. - Paul, je艣li wci膮偶 si臋 tym zajmujesz si臋 to, mam co艣 dla ciebie - powiedzia艂, wyjmuj膮c papiery.- Tylko popatrz. Nie wiem, czy dasz rad臋 co艣 z tym zrobi膰, ale my艣l臋, 偶e rzecz ci臋 zainteresuje. By艂em zdumiony i zaintrygowany zarazem. Otworzy艂 teczk臋.
Lars pr臋dko w艂o偶y艂 mi dokumenty do r臋ki. - Zobacz sam. To jeden z kolejnych pomys艂贸w biura pani Cresson... Ladoreur tym zarz膮dza艂. Wszystko tu jest! Spojrza艂 na mnie tryumfuj膮co. Musz臋 偶e nie spodziewa艂em si臋 po nim czego艣 podobnego. Rzuci艂em okiem na papiery.
Do tej pory Lars nie przekaza艂 mi 偶adnych nawet ustnych informacji, a teraz nagle wr臋czy艂 mi teczk臋 z dokumentami. Musia艂 mie膰 powody, byje przechowywa膰. By艂em bardzo ciekawy, co tam znajd臋. Podzi臋kowa艂em i wzi膮艂em akta ze sob膮. - Nie zapomnij szybko odda膰, Paul - us艂ysza艂em ju偶 w drzwiach. Obieca艂em, 偶e odnios臋. Wr贸ciwszy do siebie, przejrza艂em wszystko. Na pierwszy rzut oka nic specjalnego: protoko艂y z zebra艅, notatki, zwyk艂e dokument. Zrobi艂em kserokopie i zwr贸ci艂em orygina艂y. Wag臋 tych informacji u艣wiadomi艂em sobie p贸藕niej, gdy spokojnie przejrza艂em papiery. Poczu艂em przyp艂yw adrenaliny. Takich w艂a艣nie dokument贸w potrzebowa艂em. Wyja艣nia艂y, w jaki spos贸b utworzono "Cellule de Communication" dla komisarz Cresson. Pierwsze protoko艂y z posiedze艅 datowano na pocz膮tek roku 1995, tu偶 po obj臋ciu przez Cresson urz臋du w Komisji. W spotkaniach uczestniczy艂 osobisty personel pani komisarz i wysocy urz臋dnicy z XII Dyrekcji Generalnej (badania naukowe), XIII Dyrekcji Generalnej (rozw贸j telekomunikacji), JRC (Joint Research Centre) oraz z mojej XXII, Dyrekcji Generalnej. Pierwszemu przewodniczy艂 Ladoreur, niegdy艣 szef gabinetu pani Cresson. Planowano powo艂a膰 kom贸rk臋 ds.艂膮czno艣ci, dzia艂aj膮c膮 pod bezpo艣redni膮 kontrol膮 gabinetu. Mia艂a ona zarz膮dza膰 wszystkimi sprawami, za kt贸re odpowiedzialna by艂a komisarz Cresson (badania naukowe, edukacja, szkolenia zawodowe, innowacje). Pocz膮tkowo prace wspiera艂o kilku ekspert贸w z zewn膮trz, mieli oni pom贸c w organizacji kom贸rki, a p贸藕niej w przygotowaniu przetargu dla wyspecjalizowanych firm. Jak na razie, wszystko w porz膮dku. Ale oto natrafiam na znane mi nazwisko. W pi艣mie z 19 maja 1995 r. wspomina si臋 o przygotowaniu umowy dla eksperta z zewn膮trz Louise RecMeur... Przerwa艂em lektur臋. Sk膮d ja znam to nazwisko? To nazwisko wci膮偶 si臋 przewija艂o. Pani RecMeur by艂a w kom贸rce mniej wi臋cej od samego pocz膮tku a偶 do opublikowania specyfikacji przetargowych. Czy to co艣 znaczy? Zacz膮艂em dok艂adnie studiowa膰 kontrakty ramowe zawierane przez nasz departament. Nie wierzy艂em w艂asnym oczom. Przetarg wygra艂a paryska firma Mayonic Public Relations. Kontrakt podpisa艂a Louise RecMeur, prezes. Zn贸w bardzo uwa偶nie por贸wna艂em dane i wszystkie szczeg贸艂y. Nie by艂o w膮tpliwo艣ci: RecMeur osobi艣cie uczestniczy艂a w przygotowaniu specyfikacji do przetargu, kt贸ry p贸藕niej wygra艂a. To wbrew wszelkim regu艂om. Po prostu niewiarygodne. Poszuka艂em nazwy "Mayonic" w naszych komputerowych bazach danych. Okaza艂o si臋, 偶e firmie tej zap艂acono nie mniej ni偶 280 ty艣. euro. Potem zn贸w na monitorze przeczyta艂em "RecMeur", tym razem w rubryce "kontakt" przy realizuj膮cej projekt firmie Mayonic. Analizuj膮c akta jeszcze raz kilka dni p贸藕niej, zauwa偶y艂em, 偶e szef gabinetu, Ladoreur, bezpo艣rednio bra艂 udzia艂 w planowaniu, zarz膮dzaniu i w procedurach przetargowych w "Cellule de Communication". Na pocz膮tkowym etapie jej dzia艂ania przygotowywa艂 pisma do poszczeg贸lnych departament贸w, proponowa艂 zatrudnienie zewn臋trznych ekspert贸w, a wreszcie postulowa艂, by uczestniczyli w sporz膮dzaniu specyfikacji do przetargu. Zacz膮艂em si臋 zastanawia膰, jak odby艂o si臋 pozosta艂e sze艣膰 konkurs贸w ofert. Wszystkie 7 kontrakt贸w uzyska艂y bowiem podmioty z Brukseli lub z Pary偶a. Trzeba m贸wi膰 po francusku, by pracowa膰 dla jednostki podleg艂ej komisarz Cresson. Bomba zegarowa Tymczasem Erik Bonders opowiedzia艂 mi, jakie powa偶ne problemy mia艂 z audytem w biurze pomocy technicznej pracuj膮cym przy programie "Leonardo". Na pocz膮tku pa藕dziernika 1997 r. gotowy by艂 pierwszy kompletny szkic jego raportu z tego audytu. Nie czyta艂em go, ale s膮dz膮c z tego, co opowiada艂 autor raport贸w, m贸g艂 spowodowa膰 rewolucj臋. Bonders natrafi艂 na powa偶ne b艂臋dy w ksi臋gach rachunkowych i w wezwaniach do przetargu. Znalaz艂 tak偶e dow贸d oszustwa i niedopuszczalnego kumoterstwa. Wszystko to uj膮艂 w sprawozdaniu. By艂a to zatem prawdziwa bomba zegarowa. Tylko czy kto艣 rozpocznie odliczenie? Jako pierwsi szkic raportu przeczytali: szef Erika, pan Petit, oraz McKinsey, dyrektor generalny. Potem zapad艂a cisza. Nie by艂o 偶adnego oficjalnego komentarza, a raport nie zosta艂 zaakceptowany. Eryko-wi polecono porozmawia膰 z zarz膮dem TAO. Podczas kilku spotka艅 z mened偶erami biura m贸j kolega i jego prze艂o偶ony, Petit, dyskutowali, jak interpretowa膰 wyniki audytu. Ku niezadowoleniu Bondersa zwierzchnik konsekwentnie bra艂 stron臋 dyrektora TAO, Quicherona. Erik zarzuca艂 Quicheronowi regulowanie faktur za prac臋, kt贸rej nie wykonano, i faktur nie maj膮cych oparcia w umowach. Petit jednak zakwestionowa艂 wyniki audytu swego podw艂adnego i da艂 Quicheronowi czas na wyja艣nienie niekt贸rych spraw. Quicheron argumentowa艂, 偶e raporty z wykonanych prac mog艂y si臋 gdzie艣 przypadkowo zawieruszy膰, a Petit ch臋tnie zgodzi艂 si臋 z ta sugesti膮. Niekt贸re z przed艂o偶onych potem raport贸w, sporz膮dzone rzekomo wystawiaj膮cych faktury zewn臋trznych konsultant贸w, przygotowane zosta艂y przez sta艂ych pracownik贸w TAO. Sam personel biura przedstawi艂 na to dow贸d, pokazuj膮c Bondersowi odpowiednie pliki w komputerach firmy - niekt贸rzy zatrudnieni u Qui-cherona mieli ju偶 do艣膰 tego wszystkiego. Informacjami pochodz膮cymi od nich m贸g艂 Eryk wesprze膰 swoje argumenty podczas wspominanych spotka艅. By艂y to bardzo trudne rozmowy. Po pierwsze, nie wspiera艂 go w艂asny zwierzchnik - nie pom贸g艂 mu w 偶aden spos贸b. Po drugie, wiadomo by艂o, 偶e TAO ma dobre stosunki z gabinetem pani Cresson. Czy Erik skazany by艂 na samotn膮 walk臋 z wiatrakami? Stwierdzi艂, 偶e lepiej 偶y膰 w spokoju ni偶 w stresie i stonowa艂 wymow臋 raportu - zw艂aszcza tam, gdzie oszustwa tylko podejrzewa艂, ale nie m贸g艂 ich udowodni膰. Za艂oga kontrolowanego biura pomocy technicznej opowiada艂a mu r贸偶ne historie, lecz nie m贸g艂 zrobi膰 z nich u偶ytku, bo informatorzy, boj膮c si臋 reperkusji woleli pozosta膰 anonimowi. Zbyt wielu k艂opotliwych przeciwnik贸w wyrzucono wcze艣niej z tej firmy, by nast臋pni chcieli ryzykowa膰. Mimo to w roboczej wersji sprawozdania z ko艅ca 1997 r. Bonders wysun膮艂 wiele zarzut贸w. Zaznaczy艂 te偶, 偶e ze wzgl臋du na wag臋 spraw kopia raportu winna trafi膰 do XX Dyrekcji Generalnej (kontrola finans贸w) i do UCLAF. Raport nadal jednak by艂 tylko szkicem, czeka艂 na zatwierdzenie zwierzchnika, nie mia艂 偶adnej mocy prawnej, a Eryk musia艂 okaza膰 subordynacj臋 wobec prze艂o偶onych. Szkic pozosta艂 w szufladzie. Czy kiedy艣 j膮 opu艣ci? W ka偶dym razie informacje nie dotar艂y do kontroli finansowej ani do UCLAF, wi臋c nie mog艂y one podj膮膰 偶adnego dzia艂ania. Zaj臋cie dla UCLAF? Rozwa偶a艂em, czy donie艣膰 o wszystkim do UCLAF (Unit臋 de Coor-dination de la Lutte Anti-Fraude), kom贸rki zajmuj膮cej si臋 walk膮 z defraudacj膮. Nie mia艂em poj臋cia, jak by mnie tam przyj臋to, czy natrafi艂bym tam na op贸r. Nie wiedzia艂em w贸wczas, 偶e dwaj inni urz臋dnicy z mojej dyrekcji zwracali si臋 ju偶 tam w bie偶膮cym roku. Us艂ysza艂em o tym dopiero kilkana艣cie miesi臋cy p贸藕niej. Tak偶e inny kolega, Ren臋 Lajeffe, opowiedzia艂 mi, 偶e by艂 kilka razy w UCLAF w sprawie nieprawid艂owo艣ci w XXII Dyrekcji Generalnej i narzeka艂 na bierno艣膰 kom贸rki antydefraudacyjnej. Mimo wszystko zdecydowa艂em si臋 na stanowczy krok. Dysponowa艂em ju偶 mn贸stwem informacji. Chcia艂em p贸j艣膰 do UCLAF i przekona膰 si臋, jakie s膮 szans臋 na zaj臋cie si臋 przez nich nieprawid艂owo艣ciami w XXII Dyrekcji. Na pocz膮tek zatelefonowa艂em do Guusa, znajomego Du艅czyka z UCLAF. Mo偶na by艂o na nim polega膰, ale bywa艂 cz臋sto gadatliwy. Powita艂 mnie entuzjastycznie.
-U nas ka偶dy musi by膰 godny zaufania, wiesz o tym. Nie jest 艂atwo zosta膰 tu urz臋dnikiem - Guus by艂 bardzo dumny ze swojej funkcji. Tak Guus, wiem o tym, ale rzecz jest nadzwyczaj delikatna i mo偶e nawet dotyczy膰 prywatnego biura komisarza. Nie chcia艂bym trafi膰 na kogo艣, kto nie umie trzyma膰 j臋zyka za z臋bami. W ko艅cu wszyscy jeste艣my tylko lud藕mi, prawda? Daj spok贸j, Paul, przecie偶 nie zatrudniliby nas w UCLAF, gdy by艣my nie byli dyskretni - Guus poczu艂 si臋 troch臋 ura偶ony. Cierpliwie wyja艣nia艂, 偶e UCLAF wci膮偶 dostaje informacje szczeg贸lnej wagi i poufno艣膰 jest gwarantowana. Poda艂 mi nazwisko osoby, do kt贸rej powinienem si臋 zwr贸ci膰. - Dobrze Guus, dzi臋kuj臋, ale wola艂bym raczej porozmawia膰 najpierw z kim艣 niezobowi膮zuj膮co. Byle nie z Francuzem. -Je艣li kto艣 jest Francuzem, wcale to nie oznacza, 偶e nie potrafi nic zrobi膰 w kwestii francuskiego komisarza. Do czego by艂oby to podobne? - uzna艂 moje zastrze偶enie za absurdalne. W ko艅cu jednak da艂 mi nazwisko odpowiedniej osoby, cho膰 niezbyt ch臋tnie. Podzi臋kowa艂em i obieca艂em wyjawi膰 wi臋cej szczeg贸艂贸w p贸藕niej. W domu powiedzia艂em Edith, 偶e zamierzam rozmawia膰 z UCLAF za plecami szefa. 呕ona denerwowa艂a si臋, mia艂a w膮tpliwo艣ci, czy istotnie powinienem to robi膰.
- Wiem, co robi臋 - zapewni艂em, ale zaraz sam zacz膮艂em mie膰 obawy. Do UCLAF nie idzie si臋 ot tak, po prostu. W istocie planowa艂em z艂o偶y膰 donos na w艂asnych wsp贸艂pracownik贸w. Potem jednak pomy艣la艂em o dowodach i o kolegach, kt贸rzy pomogli je zebra膰. Wkr贸tce spotka艂em si臋 wi臋c nieoficjalnie ze wskazanym mi funkcjonariuszem kom贸rki antydefraudacyjnej Carlem Bianchim. Pojecha艂em metrem na przedmie艣cie, gdzie wznosi艂a si臋 siedziba tej instytucji. By艂em tam um贸wiony z Guusem w kantynie. Guus przedstawi艂 mnie Bianchiemu - W艂ochowi w moim wieku, o przenikliwym spojrzeniu. Spojrza艂 na mnie pytaj膮co. - Guus m贸wi艂 mi, 偶e chcia艂 pan ze mn膮 porozmawia膰, gdy偶 podejrzewa pan r贸偶ne nieprawid艂owo艣ci u siebie w dyrekcji - zacz膮艂. Unika艂em jego wzroku. Zla艂em si臋 potem. W tym momencie u艣wiadomi艂em sobie, 偶e nie ma odwrotu. Dotychczas w臋szy艂em nieoficjalnie i rozmawia艂em z kolegami, ale teraz siedzia艂em w gmachu UCLAF. Zabawa si臋 sko艅czy艂a; teraz by艂o ju偶 serio. Prze艂kn膮艂em 艣lin臋 i wszystko opowiedzia艂em: o moich odkryciach, o profesorze Pneumannie, o "Cellule de Communi-cation" i nadu偶yciach w TAO obs艂uguj膮cym program Leonardo da Vinci. Bianchim od czasu do czasu przerywa艂 mi pytaniami. Interesowa艂o go, czy to tylko podejrzenia, czy mam te偶 dowody. Zorientowa艂em si臋, 偶e moja historia musi brzmie膰 bez艂adnie i zastanawia艂em si臋, co Bianchi o niej my艣li. Trudno by艂o zgadn膮膰. Zachowa艂 kamienn膮 twarz. Pokaza艂em par臋 dokument贸w, kt贸re przynios艂em na poparcie moich s艂贸w, np. korespondencj臋 mi臋dzy gabinetem Edith Cresson a XXII Dyrekcj膮 Generaln膮 w sprawie wyboru projekt贸w w programach "Leonardo" i "Sokrates". Zwr贸ci艂em uwag臋 na fragmenty 艣wiadcz膮ce o lekcewa偶eniu przepis贸w przy wyborze kontrahent贸w. S艂ucha艂 spokojnie i robi艂 notatki. Przy ko艅cu rozmowy obieca艂, 偶e zajmie si臋 t膮 spraw膮 i b臋dzie ze mn膮 w kontakcie. Wst膮pi艂em do Guusa, a potem wr贸ci艂em do centrum, gdzie pracowa艂em. Nie wiedzia艂em, co o tym wszystkim s膮dzi膰. W ka偶dym razie uczyni艂em wa偶ny krok. Zrozumia艂em te偶, 偶e potrzeba jeszcze wi臋cej dowod贸w. Postanowi艂em popracowa膰 nad tym. Zabra艂em si臋 wi臋c za moje dochodzenia. Odkrywa艂em nowe sprawy, ale poza tym nic si臋 nie dzia艂o. Nadal mog艂o spokojnie dochodzi膰 do nieprawid艂owo艣ci. Nikt z UCLAF nie kontaktowa艂 si臋 ze mn膮, wi臋c sam odezwa艂em si臋 do Bianchiego. Wyja艣ni艂, 偶e moje informacje nie by艂y na tyle konkretne, by wszcz膮膰 oficjalne dochodzenie. Nie bardzo rozumia艂em. Wi臋c jak bardzo musza by膰 konkretne? Wyja艣ni艂, 偶e materia艂 dowodowy musi by膰 kompletny i niepodwa偶alny, by wszcz膮膰 艣ledztwo w sprawie tak wysoko stoj膮cych w hierarchii urz臋dnik贸w. - Ale czy to nie wy, w trakcie 艣ledztwa, powinni艣cie zgromadzi膰 takie niepodwa偶alne dowody? - wybuchn膮艂em. Nie potrafi艂em zrozumie膰 tej nadmiernej ostro偶no艣ci. Najwyra藕niej kom贸rka antydefraudacyjna nie potrafi艂a rozstrzygn膮膰, kiedy dochodzenie jest konieczne i nie by艂a w stanie zachowa膰 niezale偶nej pozycji. Wys艂uchano mnie uwa偶nie, ale wychodzi艂o na to, 偶e to ja mam poda膰 im wszystkie dowody na tacy. To nie nale偶a艂o do mnie, i tak ju偶 po艣wi臋ci艂em na 艣ledztwo zbyt du偶o wolnego czasu. Edith mia艂a do艣膰 tego, 偶e codziennie do p贸藕na w nocy siedzia艂em przy komputerze nad moimi materia艂ami. Paul wiele wieczor贸w po艣wi臋ca艂 pracy nad swoim 艣ledztwem, w nadziei, 偶e je艣li tylko material b臋dzie sp贸jny i konkretny, zdrowy rozs膮dek skloni kompetentnych ludzi do dzialania. Weszloju偶 w zwyczaj domowy, 偶e po kolacji znikal w gabinecie, gdzie prowadzil swe nieko艅cz膮ce si臋 dochodzenie. Czasem po wielu godzinach przegl膮dania dokument贸w odkrywa艂 zwi膮zek mi臋dzy lud藕mi i adresami, kt贸ry wskazywal, 偶e co艣 jest nie w porz膮dku. Coraz bardziej dziwi艂 si臋, 偶e wszystko by艂o takie 艂atwe i 偶e nikt nie czu艂 si臋 zobowi膮zany, by co艣 z tym zrobi膰. Prosi艂am go wci膮偶, by da艂 spok贸j, ale nie umia艂 sta膰'tylko z boku i patrze膰. Dopiero p贸藕niej poj臋艂am, dlaczego. Kiedy opowiedzia艂 mi dok艂adnie, na czym ca艂a rzecz polega zrozumia艂am jego gniew i frustracje. Odkrywa艂 rzeczy absolutnie zadziwiaj膮ce. Najwyra藕niej akceptowano, 偶e komisyjnymi dyrekcjami generalnymi kieruj膮 ludzie, kt贸rym brakuje poczucia przyzwoito艣ci i szacunku wobec ideal贸w le偶膮cych u podwalin Unii. Gdy teraz, chc膮c nie chc膮c, tkwi臋 w tym wszystkim, zastanawiam si臋, jak Paul musial czu膰 si臋 nieraz osamotniony. Jego uparte poszukiwania przynosi艂y coraz wi臋cej poszlak i dowod贸w. Coraz wi臋cej koleg贸w dzie艂i艂o si臋 te偶 z nim w艂asnymi odkryciami. Oni jednak stali tylko z boku i patrzyli. Czasem obawia艂am si臋, 偶e wykorzystuj膮 Paula, by m贸c zachowa膰 bezczynno艣膰. Koniec rozdzia艂u trzeciego
Cena: 20 z艂 + koszt przesy艂ki (8 z艂) |