nasza witryna Oko za Oko
John Sack

okladka
Tytul Oko za Oko
Autor John Sack
Miejsce wydania Gliwice
Wydano w roku 1995
ISBN 83-903689-5-1
Wydawnictwo Wydawnictwo APUS
Adres wydawnictwa 44-100 Gliwice
Pszczy艅ska 89
Tel:
Fax:
Adres wydawnictwa w internecie
Email
Elektroniczna wersja ksiazki

"Oko za oko" to wstrz膮saj膮ca relacja o wypadkach maj膮cych miejsce po zako艅czeniu drugiej wojny 艣wiatowej na 艢l膮sku. Autor opisuje histori臋 偶ycia Loli, 呕yd贸wki - wi臋藕niarki obozu w O艣wi臋cimiu, kt贸ra po wyzwoleniu zostaje komendantem wi臋zienia w Gliwicach, Pinka - jej towarzysza dzieci艅stwa, kt贸ry zosta艂 naczelnikiem UB na obszar 艢l膮ska, oraz Szlomo - komendanta obozu dla Niemc贸w w 艢wi臋toch艂owicach. Autor stara si臋 odpowiedzie膰 na pytanie co popycha艂o ludzi, kt贸rzy przeszli tak niewyobra偶alne cierpienia do dokonania zwrotu i zadawania takich samych cierpie艅 innym. Sprawa 偶ydowskiego udzia艂u w tych wydarzeniach jest kontrowersyjna, ale jest to pierwsza publikacja na ten temat. Aby opisa膰 t臋 histori臋 John Sack po艣wi臋ci艂 siedem lat na zbieranie materia艂贸w w Polsce, Niemczech, Izraelu i Stanach Zjednoczonych.

 

OD T艁UMACZA

Ksi膮偶ka, kt贸r膮 macie pa艅stwo przed sob膮, zosta艂a napisana przez Amerykanina, a opowiada o wydarzeniach rozgrywaj膮cych si臋 na 艢l膮sku (g艂贸wnie, cho膰 nie tylko) pod koniec Drugiej Wojny 艢wiatowej i kr贸tko po niej. Wyst臋puj膮 w niej 呕ydzi, Polacy, Niemcy, Rosjanie oraz przedstawiciele paru jeszcze innych narodowo艣ci, za艣 status miejsc, kt贸rych dotyczy, nie by艂 jeszcze w opisywanym czasie wyra藕nie okre艣lony. Nie mo偶na wi臋c by艂o unikn膮膰 zamieszania, zw艂aszcza je偶eli chodzi o imiona w艂asne i nazwy geograficzne, nie da艂o si臋 te偶 ustrzec przed pewnymi uog贸lnieniami. T艂umacz膮c "Oko za oko ", stara艂em si臋 zachowa膰 przyj臋ty przez Johna Sacka system nazewnictwa (obja艣niony w Przypisach). Uzna艂em jednak, 偶e ci膮g艂e natykanie si臋 na niemieckie nazwy miast, kt贸re od p贸艂 wieku wchodz膮 w sk艂ad naszego pa艅stwa (Gleiwitz, Kattowitz, Breslau) mo偶e by膰 dla polskiego czytelnika irytuj膮ce, a czasem utrudnia膰 lektur臋, dlatego (po uzgodnieniu z autorem) podaj臋 je w polskim brzmieniu. Spolszczam r贸wnie偶 pisowni臋 niekt贸rych 偶ydowskich imion (pisz臋 np Ryfka, a nie Rivka). Pozostawiam natomiast niemieckie nazwy ulic. Co prawda w Katowicach natychmiast po wyzwoleniu przywr贸cono nazwy polskie, ale w Gliwicach jeszcze do艣膰 d艂ugo funkcjonowa艂y dawne, niemieckie (widzia艂em dokument z wrze艣nia 1945 r., dotycz膮cy g艂贸wnej bohaterki, w kt贸rym wspomina si臋 jeszcze o "jej mieszkaniu na Lange Reiche"). Niemal we wszystkich przypadkach ich obecne nazwy podane s膮. w Przypisach. Nie przeliczam tak偶e angielskich miar na obowi膮zuj膮ce u nas, poniewa偶 uwa偶am, 偶e ucierpia艂by na tym ameryka艅ski charakter ksi膮偶ki. Tym, spo艣r贸d co bardziej dociekliwych czytelnik贸w, kt贸rzy nie maj 膮 akurat pod r臋k膮 stosownych tabel, przypominam jedynie 偶e: l cal to 2,54 cm, l stopa to 3 0,48 cm, l jard to 91,44 cm, l mila ma 1609,344 m, l akr jest r贸wny 0,4047 ha, l uncja wa偶y 28,35 grama, l funt to 0,4536 kg, za艣 l pinta, czyli p贸艂kwarta ma 0,568 litra; temperatury podawane s膮 w skali Fahrenheita, O 掳F to -17,8 掳C, a l 掳F =- 5/9 掳C. Rzecz jasna, kiedy mowa w ksi膮偶ce o "呕ydach" i "katolikach", mamy do czynienia z uproszczeniem i chodzi o przeciwstawienie Polak贸w pochodzenia 偶ydowskiego wszystkim pozosta艂ym. Zapewne cz臋艣膰 spo艣r贸d nazwanych "katolikami" bohater贸w ksi膮偶ki poczu艂aby si臋 takim okre艣leniem dotkni臋ta, a wielu wymienionych tu "呕yd贸w" nie mia艂o nic przeciwko jedzeniu szynki. W ksi膮偶ce cytowanych jest wiele polskich dokument贸w, list贸w i piosenek. Usi艂owa艂em dotrze膰 do oryginalnych wersji i zamie艣ci膰 je w niniejszym przek艂adzie. W tych kilku przypadkach kiedy mi si臋 to nie uda艂o, musia艂em niestety dokonywa膰 re-t艂umaczenia z angielskiego przek艂adu.

(...)

Roman Palewicz

 

PRZEDMOWA

Matka mojej matki [1]  pochodzi艂a z Krakowa, trzydzie艣ci mil od O艣wi臋cimia. Musz臋 przyj膮膰, 偶e gdyby ona (a tak偶e pozostali moi dziadkowie) w latach dziewi臋膰dziesi膮tych ubieg艂ego wieku nie wyjecha艂a do Ameryki, na pocz膮tku lat czterdziestych bie偶膮cego stulecia ja zosta艂bym wys艂any do O艣wi臋cimia. Mia艂bym mniej wi臋cej dwana艣cie lat. Podobnie jak inni ch艂opcy z tamtych czas贸w nosi艂bym szare, we艂niane ubranko i p艂ask膮, szar膮 czapk臋 z daszkiem. Wraz z matk膮, ojcem i piegowat膮 siostr膮 wysiad艂bym z poci膮gu na betonow膮 ramp臋 w obr臋bie drut贸w obozu. Sta艂o si臋 jednak tak, 偶e pojecha艂em do O艣wi臋cimia dopiero przed czterema laty, gdy mia艂em bez ma艂a sze艣膰dziesi膮t wiosen i mo偶na to by艂o zrobi膰 bezpiecznie. Stan膮艂em na szerokiej, betonowej p艂ycie i wpatrzy艂em si臋 w tory, na kt贸rych sta艂by poci膮g, ale nie potrafi艂em sobie wyobrazi膰, 偶e z niego wysiadam. Pr贸bowa艂em, jednak wszelkie "co, gdzie i kiedy" tycz膮ce O艣wi臋cimia, by艂y tak odleg艂e od 艣wiata, kt贸ry pami臋ta艂em, 偶e poczu艂em, i偶 usi艂uj臋 zobaczy膰 jak wygl膮da艂em ja sam, czy raczej moje atomy, tu偶 przed Wielkim Wybuchem. Czyta艂em na temat O艣wi臋cimia i wiedzia艂em, 偶e owego dnia na rampie musia艂by by膰 Mengele, wi臋c podszed艂em do miejsca, w kt贸rym zapewne by sta艂. Wiedzia艂em, 偶e powiedzia艂by m贸j ej matce i mojemu ojcu: -Naprawo - za艣 mojej siostrze i mnie: -Na lewo - ale wci膮偶 nie potrafi艂em sobie tego wyobrazi膰. Przeszed艂em do ruin przebieralni -a raczej rozbieralni - nast臋pnie do komory gazowej, obecnie bez dachu, pe艂nej resztek starej konstrukcji, kurzu, trawy i mleczy, a tak偶e (kiedy przyjrza艂em si臋 dok艂adniej) male艅kich, bia艂ych okruch贸w ko艣ci, kt贸re w latach czterdziestych spad艂y tam z nieba. Znowu spr贸bowa艂em sobie wyobrazi膰 swoj膮 siostr臋 i siebie samego w tej komorze, jak rozebrani tulimy si臋 do siebie, otoczeni przez tysi膮c ludzi (wszyscy krzycz膮, sp艂ywa na nas gaz), i po prostu nie by艂em w stanie tego zobaczy膰, w moim umy艣le nie by艂o haczyka, na kt贸rym m贸g艂by zawisn膮膰 taki obraz. Z r贸wnym powodzeniem m贸g艂bym docieka膰 dlaczego istnieje wszech艣wiat i co by by艂o gdyby go nie by艂o. Wyjecha艂em nie robi膮c 偶adnych notatek, ale pami臋tam, 偶e poczu艂em troch臋 sympatii do m臋偶czyzn i kobiet twierdz膮cych 偶e Holocaust si臋 nie zdarzy艂. Ludzie, kt贸rzy tak m贸wi膮 to g艂upcy, cz臋stokro膰 nawet gorzej, ale potrafi臋 ich zrozumie膰. My艣l, 偶e Holocaust naprawd臋 mia艂 miejsce, jest zbyt nieogarniona dla male艅kiego, nie wi臋kszego od pi艂ki do siatk贸wki, m贸zgu.

Przyjecha艂em do O艣wi臋cimia, a tak偶e w ten rejon Polski, aby zbiera膰 materia艂y do tej ksi膮偶ki. Us艂ysza艂em o pewnej 偶ydowskiej dziewczynie, Loli, kt贸ra po p贸艂torarocznym pobycie w O艣wi臋cimiu odwr贸ci艂a Holocaust do g贸ry nogami, zostaj膮c komendantk膮 du偶ego wi臋zienia dla Niemc贸w w Gliwicach, o trzydzie艣ci mil od swego obozu, tudzie偶 na艣laduj膮c w pewien spos贸b SS-manki z O艣wi臋cimia i zapragn膮艂em o niej napisa膰. Lola nie przebywa艂a ju偶 w Polsce, lecz rozmawiaj膮c o niej z 呕ydami, Polakami i Niemcami, studiuj膮c dokumenty w pe艂nej paj臋czyn piwnicy w Polsce, jak r贸wnie偶 w betonowym zamku nad Renem, stopniowo zda艂em sobie spraw臋 z tego, 偶e prawda jest du偶o, du偶o obszerniejsza ni偶 sprawa Loli. Dowiedzia艂em si臋, 偶e setki 呕yd贸w, kt贸rzy we wczesnych latach czterdziestych przeszli przez ramp臋 w O艣wi臋cimiu (b膮d藕 licznych podobnych miejscach) umia艂y wyobrazi膰 sobie to, czego Janie potrafi艂em i, w rzeczywisto艣ci, dokonywa艂y rzeczy, kt贸rych w latach trzydziestych nie mog艂yby sobie nawet wyobrazi膰. Kiedy Holocaust dobieg艂 ko艅ca, jak stwierdzi艂em, pewna liczba 呕yd贸w zosta艂a, podobnie jak Lola, komendantami wi臋zie艅. Zorientowa艂em si臋, 偶e 呕ydzi ci byli czasem r贸wnie okrutni, jak ich odpowiednicy w O艣wi臋cimiu, a nawet za艂o偶yli organizacj臋, kt贸ra kierowa艂a tymi wi臋zieniami, oraz - o czym tak偶e si臋 przekona艂em - obozami koncentracyjnymi dla niemieckich cywil贸w w Polsce i administrowanej przez Polsk臋 cz臋艣ci Niemiec. Raz jeszcze poczu艂em, 偶e staj臋 wobec czego艣 zbyt wielkiego dla jednego, ma艂ego, trzyfuntowego m贸zgu, albowiem poj膮艂em, 偶e istotnie, Holocaust mia艂 miejsce. Niemcy zabijali 呕yd贸w, lecz zdarzy艂a si臋 tak偶e druga okropno艣膰, ukryta przez tych, kt贸rzy jej dokonali: kiedy to 呕ydzi zabijali Niemc贸w. B贸g wie, 偶e mieli do tego powody, ale ja dowiedzia艂em si臋, 偶e w roku 1945 zg艂adzili oni ogromn膮, liczb臋 Niemc贸w - nie nazist贸w, nie 偶o艂nierzy Hitlera, tylko niemieckich cywil贸w - m臋偶czyzn, kobiety, dzieci, niemowl臋ta, kt贸rych jedyn膮, zbrodni膮 by艂o to, 偶e byli Niemcami. Na skutek gniewu 呕yd贸w, jak by on nie by艂 zrozumia艂y, Niemcy utracili wi臋cej cywil贸w ni偶 w Dre藕nie, wi臋cej, lub tyle samo co Japo艅czycy w Hiroszimie, Amerykanie w Pearl Harbour, Brytyjczycy w Bitwie o Angli臋, czy wreszcie sami 呕ydzi we wszystkich pogromach w Polsce - tego w艂a艣nie si臋 dowiedzia艂em, i by艂em pora偶ony t膮. wiedz膮. To nie by艂 Holocaust, ani moralny ekwiwalent Holocaustu, lecz by艂em 艣wiadom, 偶e je艣li o tym opowiem, zostanie to uznane za, hm, nazwijmy to chucp膮, poniewa偶 mog艂em si臋 domy艣li膰 co powie 艣wiat. Mimo to czu艂em, 偶e zrobi臋 rzecz s艂uszn膮, zar贸wno jako reporter, jak i cz艂owiek b臋d膮cy 呕ydem. Nie jestem znawc膮. Biblii, lecz ucz臋szcza艂em do szk贸艂ki sobotniej (uznawano mnie za "nad wyraz religijnego") i wiem, 偶e Tora ka偶e nam dawa膰 艣wiadectwo prawdzie, w istocie m贸wi nam Ona, i偶 je艣li kto艣 grzeszy, za艣 my wiemy o tym i nie m贸wimy, tak偶e ponosimy win臋. Owi m臋偶czy藕ni (a tak偶e kobieta, jak powiada uczony), kt贸rzy napisali Tor臋, nie ukrywali 偶ydowskich wyst臋pk贸w. Nawet kiedy Abraham, ojciec narodu 偶ydowskiego, pope艂ni艂 grzech - B贸g kaza艂 mu i艣膰 do Izraela, a on miast tego uda艂 si臋 do Egiptu-Tora o tym opowiedzia艂a. Donios艂a te偶, 偶e Juda, kt贸rego imi臋 jest 藕r贸d艂em s艂owa "呕yd", wsp贸艂偶y艂 z nierz膮dnic膮, i 偶e Moj偶esz, nawet sam Moj偶esz, zgrzeszy艂 przeciw Panu, kt贸ry potem nie pozwoli艂 mu wej艣膰 do Ziemi Obiecanej. Ludzie, kt贸rzy napisali Tor臋 (czy te偶, jak chc膮. ortodoksyjni 呕ydzi, B贸g, kt贸ry j膮 napisa艂) uwa偶ali, 偶e my. 呕ydzi, nie mo偶emy obwieszcza膰 "Nie po偶膮daj", "Nie kradnij", "Nie zabijaj", je偶eli sami to robimy, a potem ukrywamy, tote偶 zbieraj膮c materia艂y w Europie poczu艂em, 偶e musz臋 zda膰 relacj臋 z tego, co czynili 偶ydowscy komendanci, o ile nasz nar贸d ma zachowa膰 jakikolwiek autorytet moralny. Spodziewa艂em si臋, 偶e cz臋艣膰 呕yd贸w zapyta mnie; - Jak 呕yd m贸g艂 napisa膰 t臋 ksi膮偶k臋? - i wiedzia艂em, 偶e moja odpowied藕 musi brzmie膰: -Nie Jak 呕yd m贸g艂by jej nie napisa膰?

(...)

John Sack

sierpie艅 1993

 

Fragmenty ksi膮偶ki

Po wyzwoleniu zosta艂 przydzielony do Urz臋du Bezpiecze艅stwa Publicznego i powierzono mu stanowisko komendanta obozu w 艢wi臋toch艂owicach. ob贸z ten by艂 a czasie wojny prowadzony przez SS i w ka偶dym z jego siedmiu barak贸w, na ka偶dej z trzypi臋trowych prycz tkwi艂a kartka z napisem ABRAMOWICZ, GOLDSTEIN i tak dalej. Szlomo celowo pozostawi艂 te kartki i Niemcy, kt贸rzy zacz臋li przybywa膰 ju偶 w lutym, m贸wili: - Och, to by艂o zbudowane dla 呕yd贸w! - Cho膰 ci Niemcy to byli g艂贸wnie kolaboranci, domniemani, mniej wi臋cej stu z nich przyzna艂o si臋 ju偶 Wydzia艂owi 艢ledczemu: - By艂em w SS - albo -By艂em w Sekcji Szturmowej - albo - By艂em w Hitlerjugend - albo -By艂em w Partii - i tych Szlomo umie艣ci艂 w naj艂atwiej dost臋pnym baraku - brunatnym baraku, jak go nazywa艂, poniewa偶 brunatny by艂 kolorem nazist贸w - i tego samego wieczoru o godzinie dziesi膮tej z艂o偶y艂 im wizyt臋. Sier偶ant z trzaskiem otworzy艂 drzwi, zawo艂a艂 po polsku: - Baczno艣膰! -a kiedy Niemcy zeszli ze swych prycz, do wn臋trza wkroczy艂 Szlomo i z tuzin stra偶nik贸w, cz臋艣ciowo katolik贸w, cz臋艣ciowo 呕yd贸w. W butach, Szlomo mia艂 sze艣膰 st贸p wzrostu, w swym br膮zowym sk贸rzanym p艂aszczu wygl膮da艂 jak atleta, na jego ramionach po艂yskiwa艂y trzy srebrne, kapita艅skie gwiazdki, a jego szcz臋ki wygl膮da艂y tak jakby by艂 w stanie przegryza膰 deski. Przez ca艂膮 wojn臋 艣piewa艂 o zem艣cie: Za b贸l, za krew, za lata 艂ez Ju偶 zemsty nadszed艂 czas, czu艂, 偶e zemsta, zemsta, jest jego obowi膮zkiem, a dzi艣 wieczorek najwyra藕niej m贸g艂 si臋 m艣ci膰. Patrzy艂 na Niemc贸w surowo, ale tak naprawd臋 zastanawia艂 si臋: Kim oni s膮? Na kim ja si臋 mszcz臋? - Nazywam si臋 kapitan Morel - rozpocz膮艂 Szlomo. Na jego kwadratowych brwiach mo偶na by postawi膰 ceg艂臋. - Mam dwadzie艣cia sze艣膰 lat i jestem 呕ydem - ci膮gn膮艂 dalej, rozg艂aszaj膮c to, czego 偶aden z pracuj膮cych w Urz臋dzie "Stanis艂aw贸w" nigdy nie m贸wi艂 g艂o艣no. - M贸j ojciec, moja matka i bracia, wszyscy zostali zabici, jestem jedynym, kt贸ry prze偶y艂. Ja... Przerwa艂. Te smutne wory, stoj膮ce wok贸艂 niego na spocznij, bez w膮tpienia nie wybi艂y klanu Morel贸w, ale Szlomo zastanawia艂 si臋 czy kt贸ry艣 z nich nie pracowa艂 w Majdanku, najbli偶szym Grabowa obozie. Pewnego dnia, kiedy by艂 w oddziale 偶ydowskich partyzant贸w, Szlomo us艂ysza艂 o "do偶ynkach", jakie urz膮dzi艂o tam SS, zabijaj膮c osiemna艣cie tysi臋cy 呕yd贸w, i obieca艂 sobie: Pomszcz臋 ich. W rok p贸藕niej patrzy艂 w Majdanku jak pi臋ciu by艂ych stra偶nik贸w stoi na pi臋ciu samochodach ze stryczkami na szyjach i jak katoliccy oraz 偶ydowscy kierowcy zapalaj膮 silniki i odje偶d偶aj膮. A teraz Szlomo my艣la艂: Mo偶e ci Niemcy te偶 dzia艂ali w Majdanku. Mo偶e dzia艂ali w O艣wi臋cimiu, o trzydzie艣ci mil st膮d. Mo偶e... - By艂em w O艣wi臋cimiu - o艣wiadczy艂 Szlomo, ok艂amuj膮c wi臋藕ni贸w, lecz jeszcze bardziej samego siebie, podbudowuj膮c si臋 psychicznie, jak bokser przed walk膮 o mistrzostwo, nape艂niaj膮c si臋 nienawi艣ci膮 do otaczaj膮cych go Niemc贸w. - By艂em w O艣wi臋cimiu przez sze艣膰 d艂ugich lat i przysi膮g艂em sobie, 偶e je艣li stamt膮d wyjd臋, zap艂ac臋 wam, nazistom, za wszystko. - Jego oczy ciska艂y skry, ale ci "nazi艣ci" odpowiadali mu spojrzeniami pe艂nymi dezorientacji, wi臋c Szlomo, aby zobaczy膰 ich prawdziwe oblicza, powiedzia艂: - Dalej, 艣piewa膰 Pie艣艅 Horsta Wessela (Horst Wessel Lied) - Poniewa偶 nikt nie otwar艂 ust, Szlomo tward膮, gumow膮 pa艂k膮, kt贸r膮 mia艂 przy sobie, waln膮艂 o prycz臋, niczym s臋dzia swym m艂otkiem. - 艢piewa膰, powiedzia艂em!

- Do g贸ry flagi... - zacz臋艂o kilku Niemc贸w.

- Wszyscy! - zawo艂a艂 Szlomo.

- Zewrze膰 szeregi...

- Powiedzia艂em wszyscy!

- Sekcja Szturmowa maszeruje... -Ta pie艣艅 skomponowana w latach dwudziestych przez podporucznika Horsta Wessela, by艂a hymnem hitlerowskich zbir贸w. Sekcji Szturmowej, i nie wszyscy w barakach j膮, znali. - Miarowym, pewnym krokiem...

- Blondyn! - wrzasn膮艂 Szlomo do osoby z najja艣niejszymi w艂osami i najbardziej niebieskimi oczyma.- Powiedzia艂em 艣piewa膰! - Machn膮艂 sw膮 gumow膮 pa艂k膮, i waln膮艂 ni膮 w z艂ocist膮 g艂ow臋. M臋偶czyzna zatoczy艂 si臋 do ty艂u.

- Duchy naszych towarzyszy zabitych przez Czerwonych i Reakcjonist贸w...

- Sukinsynu! - rykn膮艂 Szlomo, w艣ciek艂y 偶e Niemiec uchyla si臋 przed nim zamiast 艣piewa膰. Znowu go uderzy艂. - 艢piewaj!

- Maszeruj膮 wraz z nami...

- G艂o艣niej!

- Dajcie drog臋 Brunatnym Batalionom...

- Jeszcze g艂o艣niej! - krzykn膮艂 Szlomo, uderzaj膮c innego m臋偶czyzn臋.

- Dajcie drog臋 ludziom z Sekcji Szturmowej... Teraz SS, Sekcja Szturmowa, Hitlerjugend i podejrzani o przynale偶no艣膰 do Partii ryczeli niczym t艂um zgromadzony na hitlerowskim apelu. Ich usta tworzy艂y rz膮dek czerwonych kr臋g贸w, jak ko艅c贸wki megafon贸w. Na pierwszy rzut oka mo偶na by艂o pomy艣le膰 偶e ci ludzie 艣piewaj膮! maszeruj膮, tratuj膮c le偶膮ce na ziemi szcz膮tki ojca, matki i braci Szlomo, unosz膮c r臋ce w hitlerowskim pozdrowieniu. Teraz Szlomo czu艂 do nich nienawi艣膰. - 艢winie! - wrzasn膮艂.

- Miliony pe艂nych nadziei ludzi...

- Nazistowskie 艣winie!

- Spogl膮daj膮 na swastyk臋...

- Schweine! - krzycza艂 Szlomo. Odrzuci艂 sw膮 gumow膮 pa艂k臋, z艂apa艂 za nog臋 drewniany taboret i 艣ciskaj膮c jaw pi臋艣ci j膮艂 wali膰 Niemca po g艂owie. Ten bez zastanowienia uni贸s艂 r臋ce, a Szlomo, w艣ciek艂y 偶e wi臋zie艅 pr贸buje unikn膮膰 jego s艂usznej kary, rykn膮艂: - Skurwysynu! - i waln膮艂 m臋偶czyzn臋 taboretem w pier艣. Wi臋zie艅 opu艣ci艂 ramiona i Szlomo znowu j膮艂 grzmoci膰 jego nieos艂oni臋t膮 g艂ow臋, gdy nagle trach! noga taboretu rozlecia艂a si臋 w drzazgi. Kln膮c na niemieckie brzozy, Szlomo z艂apa艂 nast臋pny taboret i powr贸ci艂 do bicia Niemca. Teraz nikt ju偶 nie 艣piewa艂, lecz rozkrzyczany komendant nie zauwa偶y艂 tego. Pozostali stra偶nicy wykrzykiwali: - Blondyn! - Czarny! - Ma艂y! - Du偶y! - a kiedy ka偶dy z wywo艂anych m臋偶czyzn podchodzi艂 z przera偶eniem, spuszczali na艅 swe pa艂ki. Ta rozr贸ba trwa艂a do jedenastej. Wreszcie ociekaj膮cy potem naje藕d藕cy zawo艂ali: - 艢winie! My was za艂atwimy! - i opu艣cili Niemc贸w. Niekt贸rzy ju偶 byli ca艂kiem za艂atwieni. Kilku wi臋藕ni贸w le偶a艂o na betonowej posadzce, bowiem Szlomo zrobi艂 to, czego Lola we wszystkich swych dzikich snach o zaciskaniu palc贸w, szalika, paska, na gardle jakiego艣 Niemca, ci膮gle jeszcze nie dokona艂a, cho膰 bardzo tego pragn臋艂a. Szlomo i jego podw艂adni pozabijali ich. Nast臋pnego wieczoru sier偶ant krzykn膮艂: - Baczno艣膰 - i Szlomo wraz ze swymi gwardzistami wszed艂 ponownie do baraku. Niemcy szybko zeskoczyli z prycz, Szlomo rozkaza艂: - 艢piewa膰 - i wi臋藕niowie rozpocz臋li Pie艣艅 Horsta Wessela. Teraz d藕wi臋ki by艂y dwa razy g艂o艣niejsze, poniewa偶 ch贸r powi臋kszy艂 si臋 dwukrotnie. Licz膮ca dziesi臋ciu ludzi brygada "wniebowst膮pienia" z艂o偶y艂a zmar艂ych na noszach, zanios艂a ich do drewnianej kostnicy i aby unikn膮膰 fetoru, posypa艂a zw艂oki chlorkiem wapniowym, ale do 艢wi臋toch艂owic przyjecha艂 pe艂en Niemc贸w wagon tramwajowy i ci spo艣r贸d jego pasa偶er贸w, kt贸rzy byli podejrzani o przynale偶no艣膰 do SS, Sekcji Szturmowej, Hitlerjugend i partii nazistowskiej, znale藕li si臋 teraz w brunatnym baraku. Kiedy 艣piewali, nienawi艣膰 w gardle Szlomo wzbiera艂a niczym lawa w dawno u艣pionym wulkanie. - G艂o艣niej! Jeszcze g艂o艣niej! - krzycza艂. - 艢winie! - gdy znalaz艂 godny siebie cel, z艂apa艂 nowy taboret (ten, kt贸ry rozwali艂, by艂 teraz u obozowego stolarza, czekaj膮c w stolarskim zacisku a偶 gor膮cy klej stwardnieje) i waln膮艂 nim Niemca w g艂ow臋. Wok贸艂 niego stra偶nicy usi艂owali nauczy膰 wi臋藕ni贸w by zachowywali si臋 jak m臋偶czy藕ni. - Ile razy chcesz? - pytali.

-Wcale nie chc臋!

- Tch贸rz! Dostaniesz pi臋膰dziesi膮t! - Gdy gumowy miecz spada艂 na Niemca, stra偶nik kaza艂 mu liczy膰.

- Eins! - rozpoczyna艂 wi臋zie艅.

- Licz po polsku! Zaczynam od nowa!

- Raz! - rozpoczyna艂 Niemiec. Wkr贸tce nast臋pni Niemcy byli martwi, i o 艣wicie brygada wniebowst膮pienia przenios艂a ich do cuchn膮cej kostnicy, a potem wywioz艂a konnymi wozami do masowego grobu, na pobliskim cmentarzu nad rzek膮 Raw膮. Ka偶dego wieczoru, przez ca艂y marzec, przez ca艂y kwiecie艅, Szlomo spada艂 na brunatny barak, lecz, w miar臋 jak przybywa艂y pe艂ne Niemc贸w tramwaje i ci臋偶ar贸wki, g艂贸wnie z Gliwic, jego zaludnienie nadal ros艂o Prycze zape艂ni艂y si臋 i wkr贸tce na ka偶d膮 z nich przypada艂o dw贸ch, trzech, albo i czterech lokator贸w. Le偶eli "na waleta" pod ka偶dym ABRAMOWICZEM, GOLDSTEINEM i tak dalej. W ka偶dej ramie tkwi艂y trzy prycze, w ka偶dej sali dwadzie艣cia jeden ram, w baraku by艂y dwie ciasno upakowane sale, a jeszcze na pod艂ogach spa艂y nadwy偶ki, wi臋c teraz w brunatnym baraku przebywa艂o nie mniej ni偶 sze艣ciuset ludzi. 

(...)

Wszyscy utracili podczas wojny tych, kt贸rych kochali i cho膰 wi臋藕niowie brunatnego baraku byli podejrzani o przynale偶no艣膰 do SS, Sekcji Szturmowej, Hitlerjugend i partii nazistowskiej, go艣ciom Szlomo w zupe艂no艣ci wystarcza艂o to, 偶e byli oni Niemcami. Z rado艣ci膮 zastrzeliliby ich wszystkich, ale pa艂ka dawa艂a znacznie wi臋cej emocjonalnej satysfakcji, wi臋c maszeruj膮c na ciemny, brunatny barak, wywijali pa艂kami. W O艣wi臋cimiu za艂og臋 SS obowi膮zywa艂 zakaz bicia 呕yd贸w dla osobistej uciechy i SS-mani, kt贸rzy to robili mogli by膰, a czasem nawet bywali, karani za to wi臋zieniem, lecz go艣cie Szlomo nie obawiali si臋, 偶e Urz膮d ukara ich. Oni, w przeciwie艅stwie do SS, mieli swoje powody. Z hukiem otworzyli drzwi brunatnego baraku. Zapalili 艣wiat艂a i Niemcy poderwali si臋 tak ostro, 偶e niejedna deska w pryczy trzasn臋艂a, ci z g贸rnych pi臋ter skakali na tych z dolnych, ci z dolnych zacz臋li krzycze膰, i wiecz贸r si臋 rozpocz膮艂. - 艢piewa膰 Hymn Narodowy! rozkaza艂 Szlomo dla odmiany. - 艢piewa膰!

-Niemcy, Niemcy nade wszystko...

-G艂o艣niej...

- Nade wszystko na 艣wiecie...

- Jeszcze g艂o艣niej!

- Sta艅my razem po bratersku...

-艢winie!

- Ku obronie i wyzwaniom...

- Ty, du偶y! - krzykn膮艂 Szlomo do wysokiego blondyna. - K艂ad藕 si臋 tutaj! D艂ugi! - do innego wysokiego Niemca. - K艂ad藕 si臋 obok niego! Dr膮gal! - do jeszcze innego - K艂ad藕 si臋 przy nim! - Kiedy ju偶 wszyscy | trzej le偶eli w rz膮dku, Szlomo wrzasn膮艂: - Ty! K艂ad藕 si臋 na nich w  poprzek! Nie! - rykn膮艂, wal膮c go pa艂k膮. - Powiedzia艂em w poprzek! Ty! - ci膮gn膮艂 dalej, uk艂adaj膮c Niemc贸w w stos, trzech w t臋 stron臋, trzech w tamt膮 do czasu a偶 powsta艂a wysoka na wyci膮gni臋cie r臋ki kostka z ludzi. - W porz膮dku! - o艣wiadczy艂 Szlomo i jego go艣cie zacz臋li wywija膰 pa艂kami, wal膮c nimi w ten sze艣cian, niczym my艣liwi w stado kanadyjskich fok. Powietrze sta艂o si臋 g臋ste od pochrz膮kiwania go艣ci i d藕wi臋k贸w 艂up! wydawanych przez drewno uderzaj膮ce o ko艣ci. Niemcy le偶膮cy w wy偶szych warstwach wo艂ali: - Bitte! Prosz臋 - w 艣rodkowych, j臋czeli, ale ci z warstw dolnych byli niemi, bo ci臋偶ar dw贸ch tuzin贸w cia艂 le偶膮cych na nich, zmia偶d偶y艂 ich trzewia i ci Niemcy umierali.- 艢winie! -krzykn臋li uczestnicy przyj臋cia, odchodz膮c z hukiem, ale Szlomo wspar艂 si臋 tylko o prycz臋 i patrzy艂 na to 艣miej膮c si臋 jak myszugene (jak pomyleniec). To s艂owo by艂o jego pseudonimem u 偶ydowskich partyzant贸w. W ko艅cu zm臋czeni go艣cie wyjechali, lecz Szlomo nadal nie by艂 zadowolony. Wydawa艂 nast臋pne juble, w pi膮tki, w soboty i w poniedzia艂ek, 7 maja, w dniu kiedy Niemcy si臋 poddali - gdy jego go艣cie przeszli przez druty, zacz臋li strzela膰 w niebo co mia艂o zast膮pi膰 fajerwerki. W inne wieczory Szlomo i jego stra偶nicy sami napadali na brunatny barak, pytali Niemc贸w: - Ile razy chcesz? - Chc臋 dwadzie艣cia - Dobrze, s艂u偶ymy uprzejmie - a po wymierzeniu zam贸wionej porcji m贸wili: -Jeszcze jeden. Nie powiedzia艂e艣 "Dzi臋kuj臋!" - Ch艂opcy robili to przez ca艂y maj, czerwiec i lipiec, a偶 gdy ostrzy偶ony naje偶a, ale uprzejmy ksi膮dz, ten kt贸ry dyskutowa艂 z Adamem, przyby艂 do 艢wi臋toch艂owic, te wieczory zamieni艂y si臋 w obrz臋dy typu "Pan b臋dzie 艂askaw". Mniej wi臋cej o dziesi膮tej sier偶ant krzycza艂: - Baczno艣膰! - i Niemcy wyskakiwali z 艂贸偶ek niczym ochotnicy, unosili w g贸r臋 prawe r臋ce, wo艂ali: - Heil Hitler! - 艣piewali Pie艣艅 Horsta Wessela - a w odpowiedzi na "Ile razy?" m贸wili "Pi臋tna艣cie", bo je艣li kt贸ry艣 powiedzia艂 "Dziesi臋膰", stra偶nicy nazywali go tch贸rzem i dostawa艂 pi臋膰dziesi膮t. Aby wymierzy膰 Niemcowi jego pi臋tna艣cie razy, stra偶nicy korzystali z pa艂ek, desek z prycz, 艂om贸w a czasem w艂asnych ku艂 karanego. Czasami zacierali r贸偶nic臋 pomi臋dzy kar膮 cielesn膮, a g艂贸wn膮, 艂api膮c Niemca za r臋ce i nogi i wal膮c jego g艂ow膮 w 艣cian臋 jak 艂bem szlachtowanego tryka. W centralnym kr臋gu, Szlomo korzysta艂 ze swych ulubionych brzozowych taboret贸w, lecz wci膮偶 nic by艂 zadowolony, wi臋c jego stra偶nicy wci膮偶 na nowo odprawiali te nieko艅cz膮ce si臋 wieczory. Martwe cia艂a w臋drowa艂y ka偶dego ranka do kostnicy. Taborety w臋drowa艂y do stolarza, kt贸ry siedzia艂 roztapiaj膮c sztabki kleju i mrucza艂: - J贸zefie i Mario! Nast臋pne sto艂ki! - natomiast nazwiska zmar艂ych w臋drowa艂y do Szlomo. Ten za艣 sprawdza艂 je - mia艂 ich dwadzie艣cia, czasami, z brunatnego baraku i dwadzie艣cia z pozosta艂ych - a potem wysy艂a艂 "ZAWIADOMIENIA" do 偶on wszystkich zmar艂ych:

ZAWIADOMIENIE ..........  lipca 1945, wi臋zie艅 ........... zmar艂 na atak serca.

Liczba cia艂 by艂a ogromna, ale Szlomo nie zapomina艂 o tym, 偶e wci膮偶 j jeszcze 偶yje sze艣ciuset m臋偶czyzn z brunatnego baraku, oraz tysi膮c o艣miuset "kolaborant贸w" i sze艣膰set "kolaborantek". On sam nie tkn膮艂 ich jeszcze (osobi艣cie zajmowa艂 si臋 tylko mieszka艅cami z brunatnego  baraku), ale stra偶nicy zacz臋li bi膰 wszystkich: je偶eli nie salutowali, je偶eli nie m贸wili po polsku "Tak, prosz臋 pana", je偶eli nie pozbierali swoich w艂os贸w w zak艂adzie fryzjerskim, je偶eli nie zlizywali w艂asnej krwi. Zap臋dzali Niemc贸w do psich bud i bili ich, je艣li ci nie chcieli szczeka膰. Zmuszali Niemc贸w do bicia siebie nawzajem: do skakania sobie na plecy, do walenia si臋 po nosach, a je艣li jaki艣 wi臋zie艅 markowa艂 swoje ciosy, stra偶nicy m贸wili: - Poka偶臋 ci jak si臋 to robi - i walili tak mocno, 偶e kiedy艣 jednemu uderzonemu wylecia艂o szklane oko. Gwa艂cili Niemki -jedna trzynastolatka zasz艂a w ci膮偶臋 - i szkolili swe psy w ten spos贸b, 偶e na komend臋 "Sic!" gryz艂y Niemc贸w w genitalia. A i tak pozosta艂o jeszcze trzy tysi膮ce wi臋藕ni贸w, i Szlomo nienawidzi艂 ich bardziej ni偶 w lutym, nienawidzi艂 ich za to 偶e nie chcieli us艂u偶nie umiera膰. Wygl膮da艂o to tak, jakby nienawi艣膰 by艂a jakim艣 mi臋艣niem, kt贸ry tym stawa艂 si臋 wi臋kszy, im d艂u偶ej go 膰wiczono - jakby ka偶dego dnia wyciska艂 dwie艣cie funt贸w i teraz, daleki od wyczerpania, by艂 w stanie wycisn膮膰 220. Wreszcie w sierpniu na pomoc Szlomo przyby艂y wszy. Jaki艣 cz艂owiek zachorowa艂 na tyfus, jego towarzysz z pryczy r贸wnie偶 i 104-stopniowa gor膮czka lotem b艂yskawicy rozprzestrzeni艂a si臋 po obozie. W swoich barakach Niemcy le偶eli rozwaleni na pryczach, wzdrygali si臋 gdy kapa艂a na nich z g贸ry jaka艣 uryna, be艂kotali: - Josef! - albo - Jacob! - albo -Mamusiu! pom贸偶 mi, prosz臋! - sale przypomina艂y oddzia艂y szpitalne po bombardowaniu, liczba zgon贸w wzros艂a do stu dziennie - jednego dnia 138 - a zapracowani ch艂opcy z brygady wniebowst膮pienia biegali niczym listonosze, od baraku do baraku, od 艂贸偶ka do 艂贸偶ka. Ka偶de martwe cia艂o czterech ch艂opak贸w chwyta艂o za r臋ce i nogi, po czym, wo艂aj膮c: - Hej... Raz! - wrzucali je na nosze, cho膰 raz jednemu z nieboszczyk贸w urwa艂a si臋 r臋ka i pokaza艂 si臋 legion bia艂ych robak贸w, p贸艂calowej d艂ugo艣ci. Potem ch艂opcy nie艣li te nosze (w jednym przypadku, pozostawiaj膮c za sob膮 艣lad z bia艂ych robak贸w) do kostnicy, wyrzucali zw艂oki, posypywali je chlorkiem wapniowym i najwcze艣niej jak mogli, zas艂aniaj膮c usta chusteczkami, wznosz膮c najmocarniejszy rodzaj "Hej... Raz!", ciskali je na w贸z z wysokimi burtami. Potem wrzucali nast臋pne zw艂oki i ko艅 ci膮gn膮艂 艂adunek w stron臋 grobu nad Kaw膮.

Z czasem zmar艂o trzy czwarte wi臋藕ni贸w i Szlomo obwie艣ci艂:- Tego, czego Niemcy w O艣wi臋cimiu nie potrafili zrobi膰 w sze艣膰 lat, ja dokona艂em w 艢wi臋toch艂owicach w sze艣膰 miesi臋cy. - W rzeczywisto艣ci tak膮 liczb臋 ludzi Niemcy zabijali w O艣wi臋cimiu w ci膮gu pi臋ciu kr贸tkich godzin, a Szlomo wci膮偶 nie by艂 zadowolony ze swego 艣wi臋toch艂owickiego wyniku. Podczas przyj臋膰 dla katowickich ch艂opak贸w nadal opowiada艂 dowcipy w jidysz, ale my艣lami by艂 gdzie indziej.

(...)

Po ca艂ych dniach i nocach mieszkaj膮cy w 艢wi臋toch艂owicach cywil s艂yszeli krzyki Niemc贸w. Jeden z katolickich ksi臋偶y spr贸bowa艂 powiedzie膰 o tym 艣wiatu. Ten starszy ju偶, cicho m贸wi膮cy cz艂owiek go艂臋biego serca, pojecha艂 poci膮giem do Berlina, aby spotka膰 si臋 pewnym brytyjskim oficerem i zrzuci膰 przed nim swe brzemi臋, a te kolei przekaza艂 "przygn臋biaj膮c膮 notatk臋" w poczcie do Londynu:

Pewien mieszkaj膮cy na 艢l膮sku ksi膮dz przyby艂 do Berlina. Jest [on] znany od wielu lat i uwa偶am go za cz艂owieka, kt贸ry zas艂uguje ca艂kowite zaufanie. Zawsze, dniem i noc膮, by艂 got贸w nie艣膰 pomoc ofiarom nazistowsiego re偶imu.

Oficer 贸w przekaza艂 co Urz膮d wyprawia z Niemcami:

Polskie w艂adze [stwierdzi艂y] "Dlaczego nie mieliby oni umrze膰?" Obozy koncentracyjne nie zosta艂y zlikwidowane, tylko przej臋li je n贸w, w艂a艣ciciele. W 艢wi臋toch艂owicach wi臋藕niowie, kt贸rzy nie zostali zat艂uczeni na 艣mier膰, musz膮 ka偶dej nocy sta膰 po szyj臋 w lodowata wodzie, dop贸ki nie umr膮...

co by艂o prawd膮, bowiem karcerem by艂a u Szlomo cysterna z wod膮. Wype艂niwszy sw膮. misj臋, ksi膮dz powr贸ci艂 na 艢l膮sk, ale do Berlina przybywali inni pos艂a艅cy z alarmuj膮cymi wie艣ciami i opowiadali Brytyjczykom oraz Amerykanom o innych obozach prowadzonych przez Urz膮d Bezpiecze艅stwa Publicznego. Najwi臋kszy z nich by艂 nie w 艢wi臋toch艂owicach, lecz w Potulicach, w Polsce, bli偶ej Morza Ba艂tyckiego. Zbudowany dla 呕yd贸w [2], teraz mie艣ci艂 trzydzie艣ci tysi臋cy podejrzanych o gn臋bienie tego narodu. Ka偶dego wieczoru jego komendant szed艂 do tamtejszych barak贸w, wo艂a艂:

- Baczno艣膰! 艢piewa膰 Wszystko przemija! - i Niemcy 艣piewali:

Wszystko przemija ju偶 Wszystko oddala si臋 M贸j m膮偶 gdzie艣 w Rosji jest A ja zn贸w sama 艣pi臋

- Wy 艣winie! - krzycza艂 potem komendant i wali艂 Niemc贸w taboretami, cz臋stokro膰 ich zabijaj膮c. Nieraz o 艣wicie 偶ydowski stra偶nik, skanduj膮c: - Eins! Zwei! Drei! Vier! - wyprowadza艂 wi臋藕ni贸w do lasu poza obozem.-Sta膰! Bra膰 艂opaty! Kopa膰!- wo艂a艂, a kiedy ju偶 Niemcy wykopali ogromny gr贸b, wrzuca艂 do niego portret Hitlera. - A teraz p艂aczcie! -rozkazywa艂 stra偶nik, -I 艣piewajcie Wszystkie mopsy warcz膮! -I Niemcy zaczynali zawodzi膰:

Wszystkie mopsy warcz膮, Wszystkie mopsy warcz膮, Tylko ma艂e rolmopsy Cicho s膮.

Potem stra偶nik wo艂a艂: - Rozbiera膰 si臋! - a gdy ju偶 Niemcy byli nadzy, bil ich, oblewa艂 gnoj贸wk膮, albo z艂apawszy ropuch臋 wpycha艂 to t艂uste stworzenie do gard艂a jakiego艣 Niemca, kt贸ry wkr贸tce potem umiera艂. W Potulicach straci艂o 偶ycie wi臋cej Niemc贸w, ni偶 zgin臋艂o tam podczas wojny 呕yd贸w. W obozie koncentracyjnym w Mys艂owicach, niedaleko Katowic, ocaleni z O艣wi臋cimia 呕ydzi powiedzieli Niemcom: - 艢piewa膰! - Co mamy 艣piewa膰? - Cokolwiek! 艢piewa膰, bo kula w 艂eb! - wi臋c wi臋藕niowie rozpocz臋li piosenk臋, kt贸rej wszyscy nauczyli si臋 w przedszkolu:

Wszystkie ptaszki ju偶 tu s膮! Wszystkie ptaszki, wszystkie! Kos i drozd, zi臋ba i szpak, I calutki ptasi 艣wiat!

- Wy 艣winie! - wrzeszczeli 呕ydzi, ch艂ostaj膮c Niemc贸w, kt贸rych ka偶dego dnia w Mys艂owicach umiera艂o oko艂o stu. W Grottkau (Grodkowie) Niemcy byli grzebani w workach na ziemniaki, ale w Hohensalzy (Inowroc艂awiu) wchodzili wprost do trumien, a tamtejszy komendant pozostawia艂 ich tam. W Blechhammer (Blachowni) 偶ydowski komendant nie chcia艂 nawet patrze膰 na Niemc贸w, wi臋c umierali zapomnieni. Status "podejrzanego" to by艂o za ma艂o aby jakikolwiek Niemiec w Polsce i administrowanej przez Polsk臋 cz臋艣ci Niemiec by艂 traktowany 艂askawie. Na tym ogromnym obszarze Urz膮d Bezpiecze艅stwa Publicznego prowadzi艂 1255 oboz贸w dla Niemc贸w i dos艂ownie w ka偶dym z nich zmar艂o od dwudziestu do pi臋膰dziesi臋ciu procent wi臋藕ni贸w.

(...)

Szlomo opowiedzia艂 mi, 偶e by艂 w Urz臋dzie przez dwadzie艣cia cztery lata, najpierw jako komendant 艢wi臋toch艂owic, potem w wi臋zieniu w Opolu, a jeszcze p贸藕niej w Katowicach, gdzie jednym z jego nieszcz臋snych wi臋藕ni贸w by艂 Chaim, nast臋pnie kierowa艂 ob贸z dla Polak贸w - kt贸ry sta艂 si臋, jak przyzna艂 z nutka, niepokoju, temat niedawnych doniesie艅 prasowych - potem zosta艂 szefem Wi臋ziennictwa w Katowicach, a wreszcie, w 1968 roku sekretarz Partii Gomu艂ka, kt贸ry sam sp臋dzi艂 trzy lata w wi臋zieniu Urz臋du wyla艂 wszystkich 呕yd贸w z instytucji. Szlomo wci膮偶 my艣la艂 o wyje藕dzie do Izraela, ale, u艣miecha si臋 szeroko powiedzia艂 mi: - Pewnego razu jeden 呕yd jecha艂 do Izraela a inny stamt膮d wraca艂. Spotkali si臋 na Kanale Suezkim i obaj pokaz sobie tak - Szlomo przy艂o偶y艂 palec do skroni i pokr臋ci艂 nim gestem kt贸ry oznacza "Masz fio艂a". - Nie pisz o 艢wi臋toch艂owicach - powiedzia艂 mi kt贸rego艣 dnia w Klubie 呕ydowskim, ale odpar艂em, 偶e mo偶e napisz臋, a wtedy twarz Szlomo pociemnia艂a jak niebo przed burz膮. Radosne iskierki w jego oczach zgas艂y, a w ich miejsce pojawi艂a si臋 czarna chmura strachu. Poprosi艂 mnie o m贸j adres w Kalifornii i adres mojej matki Nowym Jorku po czym powiedzia艂: - Je偶eli o tym napiszesz, porusz臋 przeciwko tobie niebo i ziemi臋, -Ze smutkiem zmieni艂em temat. Spotka艂em w Katowicach  wielu ludzi, ale osob膮, kt贸re nie uda艂o mi si臋 spotka膰 by艂 Czes艂aw, eks-komendant 艁ambinowic obozu, w kt贸rym stra偶nicy m贸wili: - Przytulcie ich. - Poca艂ujcie,  Kochajcie si臋 z nimi. - W roku 1965 jak si臋 dowiedzia艂em, pewna grupa Niemc贸w za偶膮da艂a aby Polacy os膮dzili Czes艂awa za masowe morderstwo, ale Polacy odpowiedzieli, 偶e Czes艂aw - major policji Katowicach - nigdy nikogo nie zabi艂. Obecnie by艂 w Katowicach nic nie znacz膮cym cz艂owiekiem. Dowiedzia艂em si臋 te偶, 偶e nikt, ani 呕yd, ani katolik, nie by艂 nigdy s膮dzony w Polsce za zbrodnie przeciwko Niemcom chocia偶 zast臋pca komendanta pewnego obozu dla Niemc贸w Czechos艂owacji zosta艂 pewnego razu skazany na osiem lat przez  ameryka艅skiego s臋dziego w ameryka艅skiej strefie okupacyjnej. Hoss, gwoli 艣cis艂o艣ci, zosta艂 powieszony w O艣wi臋cimiu, Hosslera powieszono  w Hameln, w Niemczech, w garnizonie pstrokato ubranych kobziarzy, za艣 Mengele, kt贸ry w lipcu i sierpniu 1945 przebywa艂 w ameryka艅skim obozie dla je艅c贸w wojennych, zdo艂a艂 na skutek nieuwagi stra偶nik贸w zbiec do Brazylii i, podobnie jak 贸w niecny cz艂owiek z opowie艣ci Hillela, uton膮艂, najpierw w oceanie samotno艣ci, a potem w Atlantyku. Kt贸rego艣 dnia pojecha艂em do Warszawy, ale dowiedzia艂em si臋, 偶e Jakub nie 偶yje. Przez dwana艣cie lat kierowa艂 Urz臋dem zajadaj膮c w Warszawie 艂ososie i homary, w Moskwie za艣 pa艂aszuj膮c pieczonego i brunatnego nied藕wiedzia, a nawet ta艅cz膮c walca z Mo艂otowem (kt贸ry chcia艂 mu co艣 szepn膮膰 na ucho), podczas gdy Stalin nakr臋ca艂 patefon i puszcza艂 na nim p艂yty na 78 obrot贸w z gruzi艅sk膮 muzyk膮. Potem Jakub zosta艂 wylany z pracy, wyrzucony z partii i usuni臋ty z Wielkiej Encyklopedii -t臋 seri臋 nieszcz臋艣膰 Berman, ubrany w stary, szary sweter, s膮cz膮c herbat臋 i z wdzi臋kiem obieraj膮c pomara艅cz臋 z Izraela, przypisa艂 w czasie pogaw臋dki, kt贸r膮 odby艂 w 1983 z nale偶膮c膮 do Solidarno艣ci i polsk膮 pisark膮, polskiemu antysemityzmowi. - ...spo艂ecze艅stwo polskie powiedzia艂 Jakub, s膮cz膮c herbat臋 i obieraj膮c wychud艂ymi palcami pomara艅cz臋 -jest w swojej konsystencji bardzo antysemickie. - Pan to m贸wi? Pan? - obruszy艂a si臋 kobieta z Solidarno艣ci.  - Bo taka jest, niestety, prawda. Moj膮 c贸rk臋 wielokrotnie przezywano w szkole 艣ledziar膮. - I nie rozumie... - m贸wi艂a pisarka, kt贸ra ca艂ymi godzinami musia艂a przypomina膰 mu jak Urz膮d torturowa艂 Polak贸w, jak wyrywa艂 im paznokcie, wycina艂 j臋zyki, wypala艂 oczy, nie m贸wi膮c ju偶 o tym, jak ich zabija艂, po czym s艂ucha艂a, jak Jakub z uporem powtarza, 偶e "Rewolucja to rewolucja." - I nie rozumie pan dlaczego? - Nie... - odpowiedzia艂 Jakub [3] . Zmar艂 na raka j膮der w roku 1984.

(...)

Polecia艂em z powrotem do Ameryki. Pewnego dnia na 偶ydowskim cmentarzu w Woodbridge, New Jersey, odbywa艂o si臋 nabo偶e艅stwo wspomnieniowe po艣wi臋cone wszystkim 呕ydom, kt贸rzy zgin臋li w trakcie Holocaustu. Uczestniczy艂o w nim dwustu 偶a艂obnik贸w oraz ja. Dzie艅 by艂 upalny i ci z nas, kt贸rzy nie spacerowali pomi臋dzy nagrobkami pop艂akuj膮c z wyrazem zagubienia, siedzieli na krzes艂ach pod czarnymi parasolami. Rabin modli艂 si臋 za 呕yd贸w, kt贸rzy zostali zabici, spaleni, zaszlachtowani, lub zakopani 偶ywcem przez Niemc贸w, a przewodnicz膮cy o艣wiadczy艂; "Nigdy wi臋cej". Przemawiaj膮cy stali przy bloku z czarnego marmuru, z napisem:

NASZYM UKOCHANYM BRACIOM

KT脫RZY PADLI OFIAR膭 BRUTALNYCH PRZE艢LADOWA艃 1939-1945

NIECH ICH DUSZE ODPOCZYWAJ膭 W WIEKUISTYM SPOKOJU

Ten kamie艅 by艂 (i bez w膮tpienia powinien by艂 by膰) znacznie wi臋kszy od tego, kt贸ry widzia艂em w 艢wi臋toch艂owicach, nad rzek膮 Raw膮:

OFIAROM  OBOZU  W 艢WI臉TOCH艁OWICACH

Podczas tego nabo偶e艅stwa rozejrza艂em si臋 i zobaczy艂em z p贸艂 tuzina ludzi, kt贸rzy po Holocau艣cie pozostali na jaki艣 czas w Polsce, aby pracowa膰 dla Urz臋du Bezpiecze艅stwa Publicznego. Jedna kobieta by艂a stra偶niczk膮 w Mys艂owicach, a inna, z Gliwic, powiedzia艂a mi: - Nigdy nie by艂am w Gliwicach! - za艣 nieco p贸藕niej o艣wiadczy艂a: - By艂am w Gliwicach, ale nigdy o tym nie opowiem! - a jeszcze p贸藕niej rozmawia艂a ze mn膮 przez godzin臋, powtarzaj膮c: - Nie wiem nic! Nic! Nic! Nic! Nic! Nic! - O jednym m臋偶czy藕nie powiedziano mi kiedy艣, 偶e pracowa艂 w Urz臋dzie w Reichenbach, ale on rzek艂 mi: - Ja nie by艂em, to m贸j kuzyn by艂 komendantem w Mys艂owicach - wszelako 贸w kuzyn stwierdzi艂: - Nic o tym nie wiem. - Jednym z uczestnik贸w by艂 Pinek, Sekretarz Bezpiecze艅stwa Publicznego na ca艂y obszar 艢l膮ska, kt贸ry powiedzia艂 mi, 偶e cz臋sto t艂umaczy艂 呕ydom z Urz臋du: - M贸wi臋 wam! Ci Niemcy s膮 w dziewi臋膰dziesi臋ciu procentach niewinni - lecz zarazem wyzna艂, 偶e 呕ydzi nie chcieli go s艂ucha膰. Pewien cz艂owiek, kt贸ry pracowa艂 w Urz臋dzie, stwierdzi艂, 偶e by艂 na kilku przyj臋ciach - kilku jublach - w obozie Szlomo, i zabija艂 tam Niemc贸w. - Zas艂ugiwali na to - o艣wiadczy艂 mi. Kiedy nabo偶e艅stwo dobieg艂o ko艅ca odszuka艂em go. Pierwotnie nosi艂 imi臋 Mosze, albo Moj偶esz. W艂a艣nie po艂o偶y艂 bukiecik pomara艅czowych i 偶贸艂tych nagietk贸w na szarej, granitowej p艂ycie, po艣wi臋conej jego ojcu (kt贸ry, jak obwieszcza艂 napis, zmar艂 w maju 1944) i zamierza艂 odej艣膰, kiedy przywita艂em si臋 z nim i powiedzia艂em, 偶e Polacy mog膮 postawi膰 przed s膮dem jego towarzysza ze 艢wi臋toch艂owic, Szlomo Morela. Mosze po prostu mi nie dowierza艂.

- Za zabicie kilku Niemc贸w? Za to? - dopytywa艂 si臋. - Za to powinien dosta膰 medal! - Ten cz艂owiek mia艂 z gruba ciosan膮 twarz Spencera Tr膮cy, nosi艂 niebiesk膮 koszul臋 i rozsuni臋ty krawat takiego偶 koloru, a na jego g臋stych, k臋dzierzawych w艂osach tkwi艂a niebieska mycka.

- Ale偶 Mosze - powiedzia艂em, tyle, 偶e u偶y艂em jego ameryka艅skiego imienia. - Czy wiesz na pewno, 偶e Niemcy w 艢wi臋toch艂owicach byli nazistami? Czy te偶...

- Sk膮d mam to wiedzie膰?

- Czy te偶 byli to po prostu Niemcy, kt贸rzy dali si臋 z艂apa膰?

- To mieli pecha.

- Ale cz臋艣膰 z tych Niemc贸w...

-I za to chc膮 kogo艣 stawia膰 przed s膮dem?

- Przecie偶 niekt贸rzy z nich mieli po czterna艣cie, pi臋tna艣cie lat.

- Mogliby艣my o tym porozmawia膰 - powiedzia艂 Mosze. - Te czternaste i pi臋tnastolatki chadza艂y kiedy艣 z wielkimi psami, nauczonymi rozdziera膰 ludzi na strz臋py, wi臋c to 偶adne usprawiedliwienie mie膰 czterna艣cie, czy pi臋tna艣cie lat. Trzeba by艂o ich zabi膰. Powinni艣my zrzuci膰 na Niemcy bomb臋 atomow膮! zabi膰 wszystkich, niewinnych i winnych. za艂o偶臋 si臋, 偶e dziewi臋膰dziesi膮t dziewi臋膰 procent tutejszych ludzi tak w艂a艣nie czuje. Jego zapytaj - poradzi艂 mi Mosze i odwr贸ci艂 si臋 w stron臋 cz艂owieka, kt贸ry pierwotnie nazywa艂 si臋 Mendel, i kt贸ry by艂 w obozie koncentracyjnym w P艂aszowie. - Czy Niemcy powinni prze偶y膰? - zapyta艂 go Mosze.

- Absolutnie nie! - o艣wiadczy艂 Mendel. Podzi臋kowa艂em Mosze i Mendlowi, po czym odszed艂em, czuj膮c ogromny smutek. To, co Niemcy - niekt贸rzy Niemcy - zrobili 呕ydom, by艂o potworne, ale pierwszymi lud藕mi, kt贸rzy mieli to powt贸rzy膰, byli ci, kt贸rzy m贸wili mi "Nigdy wi臋cej".

(...)

 

Przypisy

[1]  "Matka mojej matki..."

Moj膮 babk膮 z Krakowa by艂a Bessie Krawecki Levy, natomiast ja by艂em w O艣wi臋cimiu 4 maja 1989 r. Te setki 呕yd贸w wst膮pi艂y do Urz臋du Bezpiecze艅stwa Publicznego, organizacji kieruj膮cej wi臋zieniami i obozami dla niemieckich cywil贸w w Polsce i administrowanej przez Polsk臋 cz臋艣ci Niemiec. Wed艂ug Pinka M膮ki, kt贸ry by艂 Sekretarzem Bezpiecze艅stwa Publicznego na obszar 艢l膮ska, tylko w podleg艂ym mu rejonie liczba 偶ydowskich oficer贸w wynosi艂a od 150 do 225, a dowiedzia艂em si臋 tak偶e o innych, w Krakowie, Kielcach, Lublinie, Warszawie i innych miastach Polski oraz administrowanej przez Polsk臋 cz臋艣ci Niemiec. 21 listopada 1945, kiedy ju偶 niemal wszyscy pracuj膮cy w Urz臋dzie 呕ydzi wyjechali, instytucja ta przekaza艂a Boles艂awowi Bierutowi, Prezydentowi Polski, 偶e pracuje w niej 438 呕yd贸w. Jako i偶 osoby te rzadko przyznawa艂y si臋 do swego 偶ydowskiego pochodzenia odnosz臋 si臋 sceptycznie do tej statystyki, ale je艣li jest ona prawdziwa, to we wcze艣niejszym okresie tego roku w Urz臋dzie musia艂o by pracowa膰 tysi膮ce 呕yd贸w. Ukrywanie tego faktu trwa nadal: w sze艣膰 miesi臋cy po opublikowaniu Oko za oko (w USA - przyp. t艂um.) ani jedna ameryka艅ska gazeta nie napisa艂a nic na temat 呕yd贸w w Urz臋dzie, ani tego co zrobili Niemcom. Amerykanie ustalili, 偶e w lutym 1945 w Dre藕nie zgin臋艂o 35 tysi臋cy niemieckich cywil贸w, za艣 w sierpniu tego偶 roku Japo艅czycy utracili w Hiroszimie 66 000 do 78 000. W Pearl Harbour Amerykanie stracili 2400 wojskowych i cywil贸w, za艣 w Bitwie o Angli臋 straci艂o 偶ycie 70 000 brytyjskich cywil贸w. Nikt nie wie ile ofiar poch艂on臋艂y pogromy w Polsce ale liczba ta by艂a znacznie mniejsza od 60 000. "Nie b臋dziesz m贸wi艂 przeciw bli藕niemu twemu k艂amstwa jako 艣wiadek" to oczywi艣cie jedno z Dziesi臋ciu Przykaza艅, z Ksi臋gi Wyj艣cia 20:16, za艣 s艂owa: "Je偶eli kto zgrzeszy przez to, 偶e (...) mog膮c za艣wiadczy膰 o przest臋pstwie, kt贸re widzia艂 lub zna艂, nie uczyni tego, i w ten spos贸b zawini" znajduj膮, si臋 w Ksi臋dze Kap艂a艅skiej 5:1. Historia Abrahama opisana jest w Ksi臋dze Rodzaju 12:1-10, za艣 Nachmanides, bardzo czczony rabbi 偶yj膮cy dwunastym wieku w Hiszpanii, powiedzia艂 wyra藕nie, 偶e Abraham zgrzeszy艂. Opowie艣膰 o Judzie mo偶na znale藕膰 w Ksi臋dze Rodzaju 38:15- 26, natomiast o Moj偶eszu w Ksi臋dze Powt贸rzonego Prawa 32:48-52. Owo trzytomowe dzie艂o to Die VertreibungderDentschen Bevolker i ans den Gebieten Ostlich der Oder Neisse, wydane przez The Schiedera. S艂owa "oko za oko" znajduj膮 si臋 w Ksi臋dze Wyj艣cia ale Talmudzie odrzuca i nigdy nie by艂y one cz臋艣ci膮 偶ydowskiego prawa.

殴r贸d艂a. Na temat Drezna, Hiroszimy i Pearl Harbour: The Simon and Schuster Encyclopedia of WorId War II. Na temat bitwy o Angli臋: The World Almanac. Na temat pogrom贸w w Polsce: Aaron Brightbart.

 

[2] Ob贸z w Potulicach nie zosta艂 zbudowany dla 呕yd贸w, ale dla Polak贸w z Pomorza. 呕ydzi stanowili w nim mniejszo艣膰 - przyp. t艂um.

 

[3]  Wypowiedzi Bermana i pisarki wg. ksi膮偶ki T. Tora艅skiej "Oni"


Strona glowna "ksiazek skazanych na przemilczenie"