|
Jacek Zieliński, tygodnik internetowy Polskie Jutro Nr 62-63, 06.07.2003 |
|
|
Zresztą, nawet gdyby zabrakło problemów, zawsze będzie coś, co można wyciągnąć jak królika z kapelusza. I stało się - Światowy Kongres Żydów (WJC) zażądał nagle od europejskich hierarchów katolickich, aby zajęli zdecydowane stanowisko w sprawie milczenia Kościoła katolickiego podczas holokaustu. Ma to jakoby związek z narastającą "falą antysemityzmu" w Europie. Choć doprawdy trudno ją dostrzec i trudno znaleźć choćby wzmianki w postępowej prasie europejskiej na ten temat, to jednak sprawa nabiera mocy sama z siebie. Każdy przecież, kto to zakwestionuje, czy choćby wykaże nadmierną dociekliwość, czy tak jest w istocie, może narazić się na zarzut antysemityzmu. A to jest groźne, można się zatem spodziewać, że żądanie WJC spotka się z odpowiednią, oczywiście pozytywną reakcją europejskich Episkopatów. Punkt zaczepienia zresztą jest, albowiem biskupi niemieccy i francuscy już to swego czasu zrobili. Naciski na biskupów i na polityków Izrael Singer - szef Światowego Kongresu Żydów (mieszczącego się w Nowym Jorku w USA) powiedział agencji Reutersa: "Pragniemy, aby wszystkie konferencje biskupów wydały oświadczenia, potępiające antysemityzm, jak uczynili to biskupi francuscy i niemieccy". Singer twierdzi, że rozmawiał już na ten temat z papieżem Janem Pawłem II i uzyskał jego przychylność. Stolica Apostolska nie wydała jednak żadnego komunikatu w tej sprawie, trudno więc zweryfikować tę wiadomość. Naciskom poddawani są nie tylko hierarchowie katoliccy. Niedawno bowiem kilku kongresmanów amerykańskich usiłowało uzyskać podobne oświadczenie od Javiera Solany, który jest odpowiedzialny w UE za politykę zagraniczną. Gdy ten odrzucił ich sugestie, że w Europie notuje się wzrost antysemityzmu, kongresmani natychmiast go potępili, a jeden z nich oświadczył, że "sądzenie, iż w Europie nie ma antysemityzmu, to przymykanie oczu na to zjawisko". Trudno oprzeć się wrażeniu, że ma to jakiś związek z podziałami w UE na tle stosunku do wojny w Iraku i wzrostem nastrojów w Europie z tym związanych, ale nastrojów antyamerykańskich. Ponadto rządy i społeczeństwa europejskie znacznie mocniej sympatyzują z Autonomią Palestyńską i dążeniami Arabów w Palestynie o uzyskanie własnej państwowości, niż społeczeństwo amerykańskie. Unia Europejska finansuje ponadto znaczną część wydatków Autonomii Palestyńskiej, z czego Izrael nie jest zadowolony, co jakiś czas zarzucając, że jest to finansowanie terrorystów i bliskowschodniego terroru. Ta krytyka też zawiera w sobie podtekst oskarżający. Antysemityzm jest też tam, gdzie go nie ma Na to nakładają się wydarzenia małej skali, ale znamienne i tępione przez społeczność żydowską w zarodku. Gdy żona szefa Banku Europejskiego, Holendra Vima Duisenberga ostentacyjnie poparła Palestyńczyków, napytała sobie (a przy okazji również mężowi) sporo kłopotów. To także uznane zostało bowiem za czyn antysemicki i wywołało falę oskarżeń o wzrost europejskiej fali antysemityzmu. Jeśli zaś zbyt długo w tych sprawach panuje cisza, to można przecież starać się przypomnieć problem. Miało to miejsce niedawno we Francji, gdzie doszło do antysemickiego ataku na jakiegoś działacza żydowskiego, czy też rabina i poranienia go nożem. Energiczne działania policji doprowadziły jednak do zupełnie innych ustaleń. Okazało się bowiem, że z ekspertyz i ustaleń wyszło niezbicie, że ten osobnik zranił się sam (zresztą niegroźnie) a nóż pochodził z miejscowego domu żydowskiego. I problem natychmiast ucichł. Podobnie było zresztą w Polsce, gdy katowicka policja zatrzymała właściciela spalonej pracowni protetycznej. Zgłosił on napad na ten lokal, jego zdewastowanie i spalenie. Policja faktycznie ustaliła, że doszło do włamania, na ścianach widniały napisy typu: "Polska dla Polaków" oraz swastyka a ogień został podłożony wewnątrz lokalu. Właściciel nie miał wątpliwości, że doszło do "antysemickiego ataku" w związku z jego pochodzeniem (przyznawał się bowiem do narodowości żydowskiej) i tak to początkowo wyglądało. Jego zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa na tym tle było więc wiarygodne. Śledztwo już wkrótce wykazało coś innego - okazało się, że mężczyzna sam podłożył ogień. W tej chwili jest on objęty dozorem policyjnym, ale nie może opuszczać Polski. Policja oczekuje też na analizy grafologiczne, mające ustalić autora napisów i swastyki. Sama sprawa zaś natychmiast przycichła w mediach. Sprawy polskie My zaś mamy dwie sprawy, które w te wakacje znacznie ożywią przygasającą "dyskusję". Jedna z nich, to umorzenie śledztwa w sprawie Jedwabnego. Instytut Pamięci Narodowej przeznaczył ogromne środki i zaangażował imponujące siły w "wyjaśnianie" tej sprawy. W podstawowym jednak momencie, gdy zaistniała możliwość wyłożenia kawy na ławę, doszło do wydarzenia bez precedensu. Oto w trakcie profesjonalnej ekshumacji, gdy zaczęło wychodzić na jaw, że ofiar jest wielokrotnie mniej, że część z nich pochowana jest w innym miejscu, niż zeznawali to rzekomi świadkowie (a na ich zeznaniach opierały się ustalenia przebiegu wydarzeń) i okoliczności śmierci ofiar mogą być inne, niż dotychczas kategorycznie zakładano - została ona nagle przerwana na wniosek strony żydowskiej. Stan faktyczny nie został zatem wyjaśniony i już wówczas wiadomo było, że końcowym efektem może być tylko umorzenie, ale machina propagandowa w świecie i w Polsce zrobiła swoje. Teraz zaś IPN zamierza zamknąć śledztwo w sprawie prowokacji kieleckiej. Mało kto zresztą wie, że toczy się ono nadal, już od kilkunastu lat. O jego efektach opinia publiczna informowana nie jest. Bo i po co? Wszyscy przecież wiedzą, że Polacy to taki ciemny, antysemicki ludek, który co jakiś czas robi pogromy Żydów. Dlaczego? Bo lubi, bo Kościół, bo prawica, bo pożądanie dóbr materialnych... W ten sposób trafiliśmy do Muzeów Holokaustu w świecie, gdzie widniejemy obok obozów koncentracyjnych (w światowych mediach notorycznie zwanych "polskimi"), a "pogrom kielecki" eksponowany jest jako dalszy etap zagłady. I wszystko jasne. Sprawa jest o tyle prosta, że organizatorzy medialnej propagandy, w której Polacy oskarżani są o współudział w holokauście, mogą liczyć na bezwarunkowe poparcie tak zwanych autorytetów w Polsce. Na polityków, pisarzy, dziennikarzy, ludzi kultury i nauki. I oczywiście, a może przede wszystkim - na Aleksandra Kwaśniewskiego, obecnego prezydenta III RP. On pomocy w tych sprawach nie odmówi nigdy. Można to tłumaczyć jego specyficzną wrażliwością, można też to tłumaczyć inaczej. Efekt jest taki sam. ** ** ** Izrael Singer, występując z żądaniem potępienia milczenia Kościoła katolickiego podczas wojny w sprawie zagłady Żydów, specjalnie podkreślił, że wielu polityków europejskich podziela jego niepokój. Wymienił trzech z nich z nazwiska, twierdząc, że oni też widzą narastającą falę antysemityzmu w Europie. Jednym z nich jest Aleksander Kwaśniewski. Choć Europa i świat pracują usilnie od kilkudziesięciu lat nad tym, aby antysemityzm obumarł, to trudno oprzeć się wrażeniu, że jest on wiecznie żywy. Czyżby był komuś potrzebny? Jacek Zieliński, Polskie Jutro, 2003-07-06 |