|
Nie tylko "kurier z Warszawy"
Fragmenty
książki prof. Jerzego Roberta Nowaka "Życiorysy bez retuszu. 'Kurier
z Waszyngtonu' Jan Nowak-Jeziorański", Wydawnictwo MaRoN, Warszawa
2003
Triumfy pierwszych lat
Jan Nowak-Jeziorański
ma wszelkie powody, by wspominać z ogromną satysfakcją swe pierwsze
lata zarzÄ…dzania polskÄ… sekcjÄ… Radia Wolna Europa poczÄ…wszy od 1952
r. W tym trudnym okresie początkowym znakomicie owocowały jego ogromna
energia i przebojowość, siła woli, a także niewątpliwy wielki talent
radiowca. Przybył do RWE z bardzo cennymi doświadczeniami z pracy w
radiu BBC, gdzie był zatrudniony od 1948 roku. Doświadczenia wojenne,
praca w konspiracji i w charakterze kuriera (tak świetnie opisana w jego
bestsellerze "Kurier z Warszawy") przyzwyczaiły go do błyskawicznego
podejmowania różnych trudnych decyzji, co miało wielkie znaczenie w
pracy takiego radia jak RWE. Dość szybko udało mu się również wyjść
zwycięsko z rywalizacji z konkurentami na czołowe stanowisko w RWE. Dziś
mało pamięta się fakt, że Jan Nowak-Jeziorański nie był w RWE od samego
początku. Pierwsze programy radiowe polskiej sekcji RWE były nadawane
od 4 sierpnia 1950 r. przez Lesława Bodeńskiego, byłego kierownika
Referatu Prasy Polskiej w MSZ w latach 1935-1939. W 1951 roku miejsce
Bodeńskiego zajął Stanisław Strzetelski, poprzednio kierownik Biura
Studiów Komitetu Wolnej Europy. Strzetelski kierował Stacją Polską
RWE w Nowym Jorku. Wraz z wojną w Korei Amerykanie uznali konieczność
zintensyfikowania walki propagandowej z reżimami komunistycznymi poprzez
uruchomienie profesjonalnego radia w Monachium. Wtedy właśnie pojawiła
się i została przyjęta kandydatura Jana Nowaka-Jeziorańskiego na szefa
sekcji polskiej RWE w Monachium. Początkowo jednocześnie funkcjonowało
dwóch kierowników Stacji Polskiej - Stanisław Strzetelski w Nowym Jorku
i Jan Nowak w Monachium. Dochodziło między nimi do ciągłych konfliktów i
rywalizacji. Nowakowi-Jeziorańskiemu stosunkowo szybko udało się wygrać
z rywalem i został formalnie dyrektorem obu ośrodków: w Monachium i
w Nowym Jorku. Później udało mu się skutecznie przezwyciężyć próbę
puczu wewnętrznego w polskiej sekcji RWE, zorganizowanego przez jego
zastępcę Marka Święcickiego.
W ślad za tymi sukcesami w bojach
personalnych w latach 1954-1955 miał przyjść ogromny sukces Nowaka
w działalności RWE na Kraj. Było nim wykorzystanie w bardzo dużej
serii audycji niezwykle demaskatorskich wyznań Józefa Światło, byłego
wicedyrektora Departamentu X Śledczego MBP. Światło (Lichstein),
"krwawy Żyd" (jak go nazywano w więzieniu na Mokotowie) był jednym
z najokrutniejszych katów Polaków w dobie stalinowskiej. W grudniu
1953 roku, w poczuciu osobistego zagrożenia, po upadku Berii uciekł
na Zachód. Znał doskonale od wewnątrz sytuację w partii i bezpiece,
stając się bezcennym nabytkiem dla Amerykanów. W polskiej sekcji RWE
rozgorzała zażarta dyskusja wokół tego, czy należy skorzystać z okazji
nagłośnienia jego "zwierzeń" w audycjach od Kraju. Przeważająca część
zespołu RWE oponowała ze względów moralnych, nie chcąc mieć nic do
czynienia z krwawym katem Polaków. Nie chcieli, by "głos tego oprawcy
sąsiadował z nimi na antenie" (wg wywiadu z J. Nowakiem-Jeziorańskim
dla "Sztandaru Młodych" z 5 czerwca 1992 r.). Jan Nowak przeforsował
jednak decyzję o wykorzystaniu Światły w ogromnej serii audycji "Za
kulisami bezpieki i partii". Okazało się, że miał rację - "rewelacje"
Światły znacząco przyczyniły się do skompromitowania i osłabienia
rządów terroru i bezpieki w Polsce. Był to ogromny spektakularny
sukces RWE i osobiście Jana Nowaka-Jeziorańskiego. (...)
Złe
wnioski z sukcesów
Nowak-Jeziorański osiągnął tak duże sukcesy
w pierwszym najtrudniejszym okresie swego "rzÄ…du" w polskiej sekcji
Radia Wolna Europa, okresie najeżonym ogromnymi przeszkodami. Wtedy
je wszystkie potrafił pokonać zwycięsko, ogromnie umacniając swoją
pozycję. Jak więc na tym tle wytłumaczyć, że pomimo przybywających
wraz z latami doświadczeń, musiał odejść z RWE po 24 latach w bardzo
niekorzystnej dla siebie atmosferze. Odchodził nielubiany przez wielką
część zespołu RWE, sam też go najwyraźniej nie lubiąc. Jakże wymowne
pod tym względem były jego zwierzenia na temat sytuacji w RWE w momencie
jego dymisji, wypowiedziane w liście do J. Giedroyca 14 października 1979
roku. Jan Nowak stwierdzał, że w momencie odchodzenia z RWE powiedział
swemu amerykańskiemu partnerowi: "z tym zespołem polskim, jaki jest,
nie byłbym już w stanie pracować z uwagi na obecność w nim i bezkarne
działanie agentów reżimu oraz gruntowną demoralizację sporej ilości
ludzi. Należałoby więc radio zamknąć i natychmiast odbudować je
z powrotem, pozbywając się szkodników i elementów bezideowych"
(J. Nowak-Jeziorański, J. Giedroyc "Listy...", op.cit. s. 512). Moim
zdaniem, to wszystko jest wręcz kompromitujące dla J. Nowaka. Przecież
to on jako dyrektor polskiej sekcji RWE, rzÄ…dzÄ…cy niÄ… zresztÄ… twardÄ…
ręką, tyle razy usuwający niewygodnych mu ludzi, ponosił decydującą
odpowiedzialność za stan rządzonej przez niego sekcji. A więc także za
"bezkarne działanie" w niej "agentów reżimu" i za "gruntowną demoralizację
sporej części ludzi". Tej odpowiedzialności nie mógł przecież zrzucić
na nikogo innego. (...)
Za "dobrymi komunistami" przeciw
"złym komunistom"
Przyjęta przez Nowaka-Jeziorańskiego zasada
popierania "dobrych komunistów" przeciwko "złym komunistom" spowodowała
bardzo błędną jak się okazało decyzję bezkrytycznego zbyt długiego
popierania Gomułki po październiku 1956 roku. Tak jakby nie było coraz
wyraźniejszych dowodów jego gruntownego odchodzenia od obietnic zmian,
tak mocno deklarowanych w słynnym październikowym przemówieniu. Jerzy
Giedroyc wspominał na przykład w swej autobiografii, że Jan Nowak "w
noc przed wyborami z 1957 roku wezwał w Wolnej Europie do głosowania bez
skreśleń" na oficjalnych kandydatów przedstawionych przez PZPR. Giedroyc
już wtedy uważał, że należy głosować ze skreśleniami. Zdumiewał się
Giedroyc również faktowi, że "Nowak powstrzymywał się przez dłuższy czas
od atakowania władz PRL". Robił tak mimo coraz bezwzględniejszych działań
Gomułki na rzecz umacniania władzy PZPR i zwalczania opozycji. Doszło do
niesamowitego paradoksu. Kilku członków redakcji "Po Prostu", w większości
członków PZPR-u, w czasie spotkania z Janem Nowakiem-Jeziorańskim
na przełomie lutego i marca 1957 r. wyrażało do niego pretensje za
skrajne idealizowanie Gomułki. Sam Nowak-Jeziorański przyznawał we
wspomnieniach, opisując to spotkanie: "Byli pełni pretensji do Wolnej
Europy, że nie atakuje ostrzej Gomułki, że go raczej oszczędza. (...) Ja
byłem dyrektorem antykomunistycznej radiostacji. I oto musiałem bronić
się przed zarzutem, że przybierając ton powściągliwy i umiarkowany,
udzielam pośrednio poparcia kierownictwu partii" (J. Nowak, op.cit.,
t. II, s. 23).
Już wtedy w pierwszych latach po 1956 roku coraz
wyraźniejsza stawała się taktyka Jana Nowaka stawania po stronie
jednej "lepszej" jakoby frakcji komunistów tzw. "puławian" przeciwko
"natolińczykom". By użyć terminologii Witolda Jedlickiego z jego głośnego
tekstu z paryskiej "Kultury" z grudnia 1962 r. o sporze "chamów" i
"Żydów", Nowak-Jeziorański stanął po stronie "Żydów" przeciwko "chamom"
(natolińczykom). Nowak argumentował, że puławianie byli jakoby o wiele
liberalniejsi niż ich przeciwnicy - natolińczycy, a później "partyzanci"
(moczarowcy). Tezy te całkowicie obalał właśnie wspomniany tekst Witolda
Jedlickiego z paryskiej "Kultury". Jedlicki jednoznacznie wskazywał
na to, że właśnie wśród "Żydów" (puławian) skupili się najgorsi
stalinowcy. Pisał, że puławianie wykorzystywali sprawę żydowską do
likwidacji tak bardzo niewygodnego dla nich problemu odpowiedzialności za
wyczyny z okresu stalinowskiego. Żądających rozliczenia tych "wyczynów"
natychmiast oskarżali jako "antysemitów". Według Jedlickiego: "Doszło
do tego, że ludzie naprawdę zaczęli wierzyć, że tylko antysemici
żądają odpowiedzialności za zbrodnie stalinowskie i że po to,
aby do antysemityzmu nie dopuścić, należy z żądań tych zrezygnować"
(W. Jedlicki "Chamy i Żydy", podziemne wydawnictwo Krąg, Warszawa 1981,
s. 9-10). Według Jedlickiego, właśnie puławianie, rzekomi liberałowie,
ponosili szczególnie ciężką odpowiedzialność za utrupienie zdobyczy
Października 1956 r. w pierwszych latach rządów Gomułki (rola
R. Zambrowskiego, A. Alstera i in.). Twierdzenia Jedlickiego o tej
tak fatalnej roli frakcji żydowskiej (puławian) mają tym większą
wagę, że ich autor nie może być oskarżany o "antysemityzm", był
pochodzenia żydowskiego i w końcu wyjechał na emigrację do Izraela. Na
tym tle tym bardziej szokujące było maksymalne wspieranie przez
Nowaka-Jeziorańskiego na antenie RWE żydowskiej frakcji puławian i
związanych z nią publicystów czy pisarzy. Nowak-Jeziorański wybrał
drogÄ™ wspierania jednej frakcji PZPR-owskiej, zamiast wspierania
Narodu.
Z idealizowaniem żydowskiej frakcji puławian jako tych
"lepszych" komunistów szło w RWE Nowaka-Jeziorańskiego pomniejszanie
zbrodni żydowskich ubeków. Czy było to zupełnie przypadkowe? Nie
wiem. Szczególnie znamiennym zafałszowaniem prawdy o stalinizmie,
zawartym w książce Nowaka-Jeziorańskiego "Z oddali" było zawarte na
s. 241 t. II jej londyńskiego wydania stwierdzenie, że to AL-owcy
stanowili rzekomo trzon bezpieki w okresie stalinowskim. Przypomnijmy
tu, że nawet tak zwana tropicielka antysemityzmu jak Alina Grabowska
przyznawała na łamach paryskiej "Kultury" z grudnia 1989 r., że:
"W pierwszych latach powojennych (a nawet i później) znakomitą,
niestety, większość pracowników UB stanowili Żydzi". Dodajmy, Żydzi
najczęściej przybyli ze Wschodu po 1944 roku. (...)
Pralnia
Brudnych Sumień
W parze z wyraźnym wspieraniem żydowskiej
frakcji puławian na antenach RWE szła zadziwiająca pobłażliwość i
"wielkoduszność" Jana Nowaka-Jeziorańskiego dla byłych stalinowskich
politruków kultury, też zresztą głównie żydowskiego pochodzenia, od Jana
Kotta po Adama Ważyka (Wagmana). Na antenie rozgłośni Nowaka nagłaśniano
i wychwalano jako opozycjonistów byłych stalinistów, częstokroć nawet
tych najgorszych, tych najbardziej skompromitowanych. Przedstawiano
ich jako wyidealizowanych herosów ducha, przemilczając ich fatalne
poplamienia z przeszłości, rolę odegraną w prześladowaniu inaczej
myślących. Wśród nagłaśnianych i wybielanych w RWE znalazły się
m.in. osoby tak niegdyÅ› skompromitowane rolÄ… w stalinizacji polskiej
kultury jak Adam Ważyk, Wiktor Woroszylski czy Jan Kott. Adam Ważyk,
wielki piewca na cześć Stalina, za rolę w stalinizacji literatury był
nazywany jej "teoretykiem". "Wsławił się" między innymi ordynarnym atakiem
na poezję Cypriana Norwida, którą nazwał "napuszoną nędzą myśli". Wiktor
Woroszylski "wyróżnił się" m.in. wierszem wysławiającym "towarzyszy ze
Służby Bezpieczeństwa" i antologią ku czci niezapomnianego szefa Czeki
Feliksa Dzierżyńskiego. Jan Kott "zabłysnął" iście inkwizytorską pasją,
z jaką przez całe dziesięciolecia powojenne "demaskował" różnych "wrogów"
socjalizmu od Kościoła katolickiego, podziemia niepodległościowego
i gen. W. Andersa po różnych "reakcyjnych" twórców. To on jakże
skwapliwie odrzucał "na śmietnik historii" dzieła Z. Krasińskiego i
S. Wyspiańskiego, S. Żeromskiego i J. Conrada. Sam naczelny paryskiej
"Kultury" Jerzy Giedroyc w liście do Witolda Gombrowicza z 18 maja 1963
r. nazwał J. Kotta "szmatą i bezwzględnym narzędziem nieinteligentnego
systemu". (...)
W taki to sposób Radio Wolna Europa pod batutą
Jana Nowaka przekształciło się w wielką Pralnię Brudnych Sumień dla
osób najbardziej nawet splamionych udziałem w stalinizacji polskiej
kultury. Nasiliło się to jeszcze bardziej po marcu 1968 roku wraz z
napływem nowej fali pomarcowych emigrantów w niemałej mierze byłych
członków PZPR, po uszy unurzanych w komunizmie.
Spór
Leopolda Tyrmanda z Nowakiem-Jeziorańskim
(...) Skąd wynikała
tak wyraźna prożydowskość Jana Nowaka-Jeziorańskiego, okazana w czasie
jego maksymalnego poparcia dla walki żydowskiej frakcji puławian z
"chamami" (natolińczykami)? Prożydowskość wyrażająca się również
później w szczególnie dużym nagłaśnianiu byłych stalinowskich
politruków kultury żydowskiego pochodzenia od Jana Kotta po Adama
Ważyka, pomniejszaniu zbrodniczej roli żydowskich ubeków, a później w
szczególnie mocnym forytowaniu emigrantów żydowskiego pochodzenia w RWE
po 1968 roku. Pojawiały się sugestie (m.in. pisarza Janusza Kowalewskiego,
Andrzeja Wąsewicza z chicagowskiego "Expressu" czy byłego współpracownika
RWE Bohdana Stypułkowskiego w "Przeglądzie Podlaskim"), że Jan Nowak sam
jest pochodzenia żydowskiego, pochodząc z rodu frankistów. Osobiście
wątpię w twierdzenia o tym, że prożydowskość Nowaka-Jeziorańskiego
wynikała z jego domniemanego żydowskiego pochodzenia. Przypuszczam raczej,
że były zupełnie inne źródła tej prożydowskości. Z jednej strony mogły to
być obawy przed ujawnieniem przez stronę żydowską niezbyt chlubnego dla
Nowaka-Jeziorańskiego incydentu wojennego z pracą w zarządzie mieniem
pożydowskim, i rozpętania hałaśliwej nagonki, która mogłaby zniszczyć
całą karierę Jana Nowaka. I obawy te przypuszczalnie sprawiły, że wolał,
jak to się mówi: "jeść Żydom z ręki".
Warto tu dodać, że obawy Jana
Nowaka-Jeziorańskiego przed atakowaniem go ze strony żydowskiej nie
były całkowicie bezpodstawne. Spotkał się z takim atakiem, ze strony
jednej tylko wpływowej osoby, mimo że przez całe dziesięciolecia popierał
frakcję żydowską w PZPR, maksymalnie nagłaśniał działaczy politycznych i
intelektualistów żydowskiego pochodzenia. Tym atakującym był Anatol Shub,
amerykański dziennikarz, pochodzący z rosyjskiej rodziny żydowskiej. Shub
był kierownikiem centralnej redakcji dziennika radiowego, którego zadaniem
było sprowadzanie i rozsyłanie materiału informacyjnego poszczególnym
redakcjom w Monachium. W 1976 r. został jednym z dyrektorów BIB (tj. Board
for International Broadcasting - Zarządu Radiofonii Międzynarodowej). Shub
konsekwentnie rozgłaszał przeciwko Nowakowi-Jeziorańskiemu oskarżenia,
że jest on "antysemitą i hitlerowskim treuhänderem, a jego wojenna
kariera w AK została wymyślona" (wg: J. Nowak-Jeziorański, J. Giedroyc
"Listy 1952-1998", Wrocław 2001, s. 496). Nowak-Jeziorański spotkał
się z takimi atakami, pomimo iż tak wiele zrobił dla nadania polskiej
sekcji RWE charakteru filosemickiego. Można więc sobie wyobrazić jak by go
potraktowano, gdyby w czymkolwiek naraził się lobby żydowskiemu. Wszystkie
powiązane z tym lobby media rozpoczęłyby natychmiast niszczącą nagonkę
na Nowaka-Jeziorańskiego, do skrajności wykorzystując nieszczęsny
incydent z jego wojenną pracą w zarządzie mienia pożydowskiego. Nie
można w tej sytuacji nawet wykluczyć, że Jan Nowak-Jeziorański był
wręcz szantażowany przez jakichś Żydów groźbą ujawnienia faktu jego
roli jako zarządcy mienia żydowskiego w czasie wojny.
Być może
jednak skrajna prożydowskość Nowaka-Jeziorańskiego wynikała po prostu
z zimnych, wyrachowanych obliczeń, skrajnego koniunkturalizmu. Doszedł
po prostu do wniosku, że przy tak dużych wpływach Żydów w różnych sferach
życia amerykańskiego, w tym polityki amerykańskiego Departamentu Stanu,
warto im maksymalnie się przypochlebiać. Jako szef polskiej sekcji Radia
Wolna Europa zależał przecież wyłącznie od łaski i niełaski amerykańskich
zwierzchników, w tym jakże silnego lobby żydowskiego. Przypomnijmy, że
nawet mający o ileż bardziej niezależną pozycję od Nowaka-Jeziorańskiego
redaktor naczelny paryskiej "Kultury" - Jerzy Giedroyc zdobył się
kiedyś na takie, jakże wiele mówiące szczere "wyznanie": "Ważne jest,
żeby przylegać do rzeczywistości. I żeby się liczyć ze światową opinią
(...). Nastawienie żydostwa, szczególnie amerykańskiego, zawsze było
niesłychanie antypolskie. Wobec tego j a w okresie po 1968 r. celowo
przegiąłem pałę, jak to się w Polsce mówi. Cały szereg osób uważało,
że przeholowuję w filosemityzmie. Ale to mi się opłaciło [podkr. -
J.R.N.]. Dzisiaj, jeżeli korespondent 'New York Timesa' czy 'Time' -
jedzie do Polski - to zajeżdża do mnie, by porozmawiać" (por. "Rozmowy
z Jerzym Giedroycem sprzed dwunastu lat", podziemny "Aneks" 1986, nr
44, s. 39-44).
Zaniechanie prac nad strategiÄ… alternatywnÄ…
wobec komunizmu
Przez dziesięciolecia Radio Wolna Europa
było bezcennym źródłem jedynie wolnych niekontrolowanych informacji,
przebijających się przez zagłuszarki do słuchaczy w Kraju. Przyciągało
niektórymi prawdziwie znakomitymi audycjami typu "Fakty, wydarzenia,
opinie" czy "Odwrotną stroną medalu". Posiadało bardzo cenną warstwę
informacyjną. Dużo gorzej stało natomiast pod względem prac koncepcyjnych
z myślą o przyszłości, wypracowywaniem programów dla Polaków. Trudno się
nie dziwić z jakże krytyczną oceną autora antykomunistycznej "Contry"
z 1990 r. - A.R., napisaną z okazji omówienia II tomu wspomnień Jana
Nowaka "Z oddali". Zauważył on: "Po lekturze książki sądzić można,
że rozgłośnia czasów Nowaka popierała naprawę komunizmu i reformistów
partyjnych w sytuacji, gdy społeczeństwo polskie było takiemu stanowisku
przeciwne. Czyżby doskonalenie systemu i władzy komunistycznej leżało w
interesie Stanów Zjednoczonych, finansujących rozgłośnię? (...) Dysponując
ogromnym środkiem wpływu na opinię społeczną w kraju, czyli radiem
oraz jedynym na emigracji zespołem polityczno-dokumentacyjnym, w którym
pracowało ogółem ponad 300 osób - nie przekształcił Nowak rozgłośni w
ośrodek myśli politycznej, alternatywny wobec PZPR. Nie stworzył niestety
żadnej strategii alternatywnej wobec komunizmu. Koncentrował się jedynie
na wytykaniu systemowi komunistycznemu jego wad i poszukiwaniu dróg dla
jego naprawy. (...) Czytelnik dowiaduje się z ogromnym zdumieniem, że
Dyrektor Radia Wolna Europa traktował swoją rozgłośnię jako uczestnika
dyskusji i procesu decyzyjnego wewnątrz PZPR (...) występował jako
strona w sporach frakcyjnych PZPR. Już w 1956 r. podzielił działaczy
PZPR na gorszych i lepszych. Był wrogiem Natolina, a adwokatem Puławian
(...)".
To wikłanie się szefa rozgłośni Jana Nowaka w boje frakcyjne
w PZPR było na próżno oprotestowywane przez niektórych pracowników
RWE, którzy nie widzieli żadnego większego sensu w rozróżnianiu między
"lepszymi" komunistami typu puławian czy nawet Gomułki (w połowie lat
60.!) kosztem wyjÄ…tkowo znienawidzonych przez Jana Nowaka moczarowskich
"partyzantów". Nader wymowne pod tym względem było stanowisko znakomitego
komentatora politycznego - Jana Krok-Paszkowskiego. Po konflikcie z
Janem Nowakiem zerwał on z RWE (został później kierownikiem polskiej
sekcji w BBC). Jan Krok-Paszkowski tak pisał o istocie swego oporu wobec
dyktowanej przez J. Nowaka polityki redakcyjnej: "Byłem zdania, że nasze
audycje polityczne, przestrzegając stale społeczeństwo przed możliwością
zmian na gorsze, gdy do władzy dojdą 'partyzanci' z Moczarem na czele,
wzmacniają pozycję Gomułki. Według mnie, Gomułka reprezentował już wówczas
najgorszy partyjny konserwatyzm, co oznaczało groźną i demoralizującą
całe społeczeństwo stagnację polityczną i gospodarczą. Uważałem, że
należy przede wszystkim zwalczać Gomułkę i podkreślać, że jego odejście
nie musi koniecznie oznaczać dojścia do władzy Moczara, bo nie jest on
jedynym konkurentem pierwszego sekretarza partii. W kwietniu 1965 roku na
konferencji programowej w Feldafingu pod Monachium doszło na tym tle do
publicznego sporu między mną a Nowakiem" (J. Krok-Paszkowski "Mój bieg
przez XX wiek", Londyn 1990, s. 250).
Realizm polityczny na pewno
skłaniał w pierwszym rzędzie do prób popierania reform wewnętrznych,
osłabiających policyjną naturę systemu. Trudno się jednak pogodzić
z zupełnym zaniechaniem w RWE popularyzowania myśli koncepcyjnej na
temat najbardziej upragnionej sytuacji - upadku komunizmu i rozpadu
ZSRR. Pod tym względem liderom rozgłośni Wolna Europa zupełnie
zabrakło wyobraźni politycznej. Ton nadawał pod tym względem sam
Nowak-Jeziorański. Jeden z czołowych pracowników RWE Kazimierz Zamorski
na łamach "Solidarności Walczącej" z lata 1994 r. przypomniał nader
wymowne stanowisko Nowaka-Jeziorańskiego w dyskusji na konferencji
polskiego zespołu RWE w Feldafing w kwietniu 1965 r.: "Powinniśmy
podkreślić, że nie dążymy do restauracji kapitalizmu, tłumaczył Nowak,
pragniemy ewolucji komunizmu w kierunku socjalizmu demokratycznego. Należy
komunistom odebrać słowo socjalizm w tym znaczeniu, w jakim je używają"
[podkr. - J.R.N.].
Skutki takiego podejścia owocowały ogromnymi
zaniechaniami w pracach nad badaniem tego, co należałoby zrobić w
sytuacji, gdy jednak wreszcie dojdzie do upadku komunizmu. Zaniechania
trwały przez całe dziesięciolecia i wskutek braku podjęcia przez
RWE odpowiednich analiz politycznych, ekonomicznych, socjologicznych
etc. społeczeństwo polskie okazało się całkowicie nieprzygotowane do
przemian w 1989 r.
Nagłaśnianie w RWE dysydentów z PZPR typu Kuronia
szło w parze z wyraźnym odrzucaniem, przemilczaniem, pomniejszaniem lub
odrzucaniem przedstawicieli nurtów opozycji ostroantykomunistycznej
i niepodległościowej. Nowak-Jeziorański sam mimo woli ujawnia swą
skrajną prolewicową tendencyjność w drugim tomie swych wspomnień
"Polska w oddali". Całe strony poświęca na eksponowanie znaczenia
buntu "młodych marksistów" od Kuronia, Modzelewskiego i Blumsztajna po
Michnika i Toruńczyk. Znajduje miejsce nawet na łzawo-sentymentalne
domniemania, że Barbara Toruńczyk musiała przypuszczalnie "głodować
na paryskim bruku". Jakoś nie znalazł natomiast miejsca na nawet jedno
najdrobniejsze zdanie informacji o dużo wcześniejszej od opozycji Kuronia
i Michnika narodowej prawicowej organizacji opozycyjnej ZMD (ZwiÄ…zku
Młodych Demokratów) i o wyjątkowo bezwzględnych represjach wobec jej
liderów (por. A. Friszke "Opozycja polityczna w PRL 1945-1980", Londyn
1994, s. 224-227). Dziwnie nie znalazł również miejsca na omówienie
rozwijanej od lat 60. prężnie działającej i bezwzględnie represjonowanej
przez władze nielegalnej prawicowej organizacji opozycyjnej "Ruch". W
tym szaleństwie jest metoda! Jakże zdumiewająca była przy tym ostra
niechęć, wręcz nienawiść Nowaka-Jeziorańskiego do najbardziej ostrych
antykomunistów poza RWE (J. Mackiewicz, M. Grydzewski i in.) i w samej RWE
(W. Trościanko, J. Ptaczek i in.).
Ciekawe, że zapoczątkowaną przez
Jana Nowaka liniÄ™ odrzucania, a nawet zwalczania ostrego antykomunizmu
i wspierania "socjalizmu demokratycznego" podjęli później kolejni
dyrektorzy polskiej sekcji RWE. Jeden z nich, Zdzisław Najder nawet
zabłysnął "odwagą" w cenzurowaniu wypowiedzi prezydenta USA Ronalda
Reagana jako "zbytnio antykomunistycznych" (por. tekst J. Darskiego
"Czerwona strategia i Radio Wolna Europa", "Solidarność Walcząca"
z lata 1994 r., s. 24).
Konflikt Jana Nowaka z prezesem
Edwardem Moskalem
Na przełomie maja i czerwca 1996 roku doszło do
otwartego ostrego konfliktu między prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej
Edwardem Moskalem a Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Jak doszło do tego
konfliktu? Główną przyczyną była decyzja prezesa Moskala o potrzebie
stanowczego przeciwstawienia się antypolskiej postawie żydowskiego lobby
w USA, wbrew bardzo ugodowej postawie Jana Nowaka. Sam prezes KPA Moskal
długi czas unikał otwartego zderzenia się z żydowskim lobby w USA, zdając
sobie sprawę z jego potęgi. W pewnej chwili uznał jednak, że przebrała
się miarka, po wyświetleniu w USA dla wielomilionowej widowni skrajnie
oszczerczego antypolskiego i antykatolickiego filmu "Shtetl" Mariana
Marzyńskiego. Oburzenie Polonii amerykańskiej tym filmem spotęgował fakt,
że szkalujący polskie duchowieństwo żydowski reżyser sam uratował życie
w czasie wojny tylko dzięki pomocy polskich zakonnic.
Na tle bardzo
ostrych stwierdzeń prezesa Moskala w sprawie filmu "Shtetl" doszło do
jego otwartego zderzenia z Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Sam Jan Nowak
przyznawał, że "Shtetl" był oszczerczym filmem antypolskim. Pisał
na ten temat: "Padłem także ofiarą perfidnie antypolskiego filmu
'Shtetl'. Każdy Polak amerykański mógł się sam przekonać, w jaki
sposób poglądy wyrażane przez Polaków przed kamerami telewizyjnymi
były zniekształcone w tłumaczeniu na angielski po to, by przestawić
Polskę i Polaków przed milionami amerykańskich telewidzów w możliwie
jak najgorszym świetle i wyrządzić jak największą szkodę naszemu dobremu
imieniu i reputacji. Zarówno groźby ze strony Światowego Kongresu Żydów,
jak i ten film wyprodukowany przez żydowskiego reżysera uratowanego
z Holocaustu przez polskie zakonnice wywołały wybuch emocji i gniewu
społeczności polsko-amerykańskiej. Właśnie pod wpływem tych nastrojów
gniewu prezes KPA złożył swoje niefortunne oświadczenie, które spowodowało
moją rezygnację" (cyt. za: J. Nowak-Jeziorański "Polska wczoraj, dziś
i jutro", Warszawa 2000, s. 191). Jak widzimy, sam Nowak-Jeziorański
przyznawał, że prezes Moskal miał powody do wzburzenia. Oburzał się jednak
na jego bardzo ostre słowa krytyczne pod adresem Żydów, zwłaszcza zaś
za porównanie śmierci niewinnych arabskich cywili zamordowanych przez
Izraelczyków do zbrodni Holocaustu. Nowak-Jeziorański był przeciwny
stanowczym protestom ze strony polskiej wobec Żydów, uważając, że tylko
zaogniają sytuację i odbiją się niekorzystnie na Polakach ze względu
na siłę żydowskiego lobby. Opowiadając się za dużo bardziej ustępliwą
postawą, sugerował, że jedynym wyjściem pozostaje spokojne znoszenie uraz
i cierpliwe poszukiwanie dialogu z Żydami.
Ustępliwość J. Nowaka wobec
Żydów wyraźnie przebijała z jego ówczesnego listu do naczelnego dyrektora
Komitetu Żydów Amerykańskich Dawida A. Harrisa. Nowak-Jeziorański bił się
w tym liście jako Polak w piersi za tych Polaków, którzy w czasie wojny
"wydawali Żydów wrogowi dla osobistego zysku", przypominał "antysemicką
czystkę" gen. M. Moczara. Równocześnie ani słowem nie wspomniał o fatalnym
antypolskim zachowaniu dużej części środowisk żydowskich na Kresach w
latach 1939-1941 czy o jakże licznych zbrodniach żydowskich ubeków w dobie
stalinizmu. O wspomnianym niegdyÅ› przez niego samego jako sygnatariusza
listu 3 kurierów i 3 żydowskich działaczy społecznych we wrześniu 1983
r. fakcie, że "w okresie stalinowskim wiele kluczowych stanowisk w
aparacie terroru i w partii było obsadzonych przez Żydów".
Szybko
okazało się, że Polonia amerykańska w ogromnej większości popiera
stanowisko prezesa Moskala. Całkowicie izolowany Jan Nowak-Jeziorański
nie widział w tej sprawie innego wyjścia niż demonstracyjna dymisja
ze stanowiska jednego ze 164 dyrektorów krajowych Kongresu Polonii
Amerykańskiej.
prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 2003-05-20
powrot
|