|
Stanisław Michalkiewicz, Najwyższy Czas!, 03.12.2002 |
|
Oj, coś mi się zdaje, że prawdziwa popularność pomysłu wciągnięcia Polski do Unii Europejskiej musi być znacznie mniejsza od oficjalnie podawanej do wierzenia, skoro nastąpiła taka mobilizacja UB. UB oczywiście już tak się nie nazywa. Jak mówił książę Salina, wiele musi się zmienić, by wszystko zostało po staremu. Więc UB podzielił się na pion wojskowy i cywilny, a ten z kolei - na Agencję Wywiadu i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czyli Abwehrę. Jedną kieruje pan Siemiątkowski, drugą - pan Barcikowski. Więc kol. red. Jerzy Morawski nakręcił film o Radiu Maryja i jego dyrektorze, ojcu Tadeuszu Rydzyku, jaki to z niego ananas. Kol. Morawskiemu nie chodziło o eurosceptyczne stanowisko Radia, ale nie mógł już wytrzymać, że ojciec Rydzyk nie płaci podatków. Widać kol. Morawski dał się przekonać, że taka właśnie jest przyczyna niedostatku emerytów, katastrofy lecznictwa, bezrobocia i tak dalej. Uprzejmie tedy przypuszczam, że gwoli zdemaskowania podstępnego wroga ludzkości zgromadził oszczędności całego życia, nakręcił za tę krwawicę film, a potem z językiem wywalonym aż do kolan biegał po telewizjach, żeby mu któraś go wyświetliła i chociaż zwróciła koszty. Gdybym przypuszczał nieuprzejmie, to musiałbym przyjąć, że ktoś wspomniany film u kol. Morawskiego obstalował, dał przynajmniej zaliczkę na koszty i tak dalej. W takim przypadku zaraz zrodziłyby się zagadkowe pytania, a kto to taki, a dlaczego obstalował film akurat u kol. Morawskiego, a nie, dajmy na to, u pani Agnieszki Arnold, która też nieźle nawija, dlaczego zasugerował wątek pieniężny, czy coś kol. Morawskiemu obiecał i tak dalej. Zawsze jednak lepiej przypuszczać uprzejmie, bo i cóż by nam przyszło, gdybyśmy nawet poznali odpowiedź na te wszystkie pytania? Zyskalibyśmy ponurą wiedzę, że nic u nas nie dzieje się naprawdę, a cała tkanka życia publicznego przeżarta jest agenturalnym rakiem. Od razu widać, że lepiej nie wiedzieć niż wiedzieć, że lepiej ufać, iż kol. Morawski z serdecznej troski zaryzykował oszczędności całego życia, żeby tylko położyć kres fiskalnym lekkomyślnościom ojca Rydzyka. Niestety, mimo najszczerszych chęci, nie można na dłuższą metę wytrwać w tej uprzejmości. Oto następnego dnia po emisji filmu w rządowej telewizji "Rzeczpospolita" wydrukowała kol. Morawskiemu reportaż, żeby nawet ten, co się zagapił, mógł poznać ogrom zbrodni ojca Rydzyka. Zajrzałem tedy do reportażu kol. Morawskiego i z rozczarowaniem stwierdziłem, że jest on zrobiony z samego dymu, według recepty pana red. Szykuły, gwiazdora telewizyjnego reportażu śledczego w stanie wojennym. Ten pan Szykuła nawet specjalnie nie ukrywał swojej prawdziwej profesji, no a w takim razie cóż takiego kol. Morawski chciał nam dać do zrozumienia przy pomocy takiej aluzji? Że jak ciężkie czasy, to nie pora na grymasy? Co np. ma znaczyć szalenie rozbudowana scena, że ojciec Rydzyk za gazetę płaci gotówką wyjmowaną z plastikowej torby? Że kol. Morawski brzydzi się gotówką? No, no kto by pomyślał? Następnego dnia po emisji filmu również w "Gazecie Wyborczej" ukazał się reportaż pana red. Lizuta na trzy kolumny druku. Pan Lizut na początku wzmiankuje, że "wczoraj" ukazał się film i tak dalej, co ma przekonać czytelnika nie tylko, że autor taki zdolny, że na kolanie przez całą noc pisał i pisał, aż napisał, ale że i pan red. Michnik przez całą noc trzymał pod parą maszyny, aż pan Lizut skończy. Potem w TVN 24 pan red. Lizut czuł się zobowiązany do pewnych wyjaśnień tego fenomenu i obwinił za to nieporozumienie konieczność konkurencji. Wszystko się zgadza, tylko to nie żadna konkurencja, a koordynacja. Zawsze mnie zastanawiało, jak to się dzieje, że w konkurujących mediach tego samego dnia pokazują się materiały nie tylko, że na ten sam temat, ale i w takim samym tonie. Za komuny - wiadomo: był Wydział Prasy KC i UB, który miał po redakcjach mnóstwo agentów na dziennikarskich etatach - i wreszcie cenzura. No a teraz? Kto koordynuje teraz? Żaden z wybitnych reporterów śledczych jakoś nie chce zainteresować się tą kwestią, ale może dzięki temu właśnie lepiej rozumiemy przyczyny, dla których środowisko dziennikarskie tak alergicznie reaguje na lustrację. Po tym artyleryjskim przygotowaniu wszystko poszło już zgodnie z pragmatyką regulaminową. Pani red. Olejnik wezwała księdza Bonieckiego z "Tygodnika Powszechnego", który... i tak dalej, aż zabrał głos sam pan prezydent, że konieczne są wyjaśnienia. Tedy Krajowa Rada Radieofonii i TV zapowiedziała w Radiu Maryja "kontrol". Odezwał się też pan wiceminister finansów, prywatnie kolegujący w "Faktach i Mitach" z panem Grzegorzem Piotrowskim, no i - jakżeby inaczej? - prokuratorzy. Swoje pięć sekund miał oczywiście nieoceniony ksiądz Czajkowski: trzeba zmienić w Radiu Maryja dyrektora, a powinien zrobić to Rzym. Ksiądz Czajkowski ma świętą rację, jak zresztą we wszystkim, co dotąd mówił, tylko po co zaraz Rzym? A przez Tel Awiw nie dałoby się tego załatwić? Ja nawet miałbym znakomitego kandydata. Tak się akurat składa, że pan prof. Geremek nie ma dobrej posady, a przecież nikt lepiej od niego nie wepchnie nas do Europy! Co prawda przepisał się teraz z internacjonału chadeckiego do liberalnego, ale to przecież można odkręcić. No i "Agora" musiałaby przejąć Radio od redemptorystów albo na zasadzie, że to się rozumie samo przez się, a ostatecznie w ramach rekompensaty za holokaust. A ojciec Rydzyk? Cóż ksiądz Czajkowski dzięki swoim koneksjom z Annaszem i Kajfaszem może załatwiłby komando szatanów? Ci w biały dzień porwaliby ojca Rydzyka do piekła ku zbudowaniu prostactwa, że tak oto skończy każdy, kto zaszura Unii albo panu red. Michnikowi. Słowem, poszło tak dobrze, że chyba aż za dobrze, bo już 29 listopada pan Sergiusz Kowalski, uczony socjolog, skarcił kol. Morawskiego, że to niby "wylał dziecko z kąpielą", chociaż "dobrze chciał", ale co z tego, kiedy Radio Maryja jeszcze bardziej się skonsolidowało? Wnioski operacyjne z kampanii medialnej, czyli owa "kontrol", przypominają surowy dekret Władysława Gomułki, żeby każdy proboszcz prowadził księgi rachunkowe i pokazywał je na każde żądanie. Na to Prymas Wyszyński zapowiedział, że jak któryś to zrobi, to natychmiast zostanie zasuspendowany. Co tu gadać, to był prawdziwy Książę Kościoła! Skrupulatom zwracam uwagę, że i wtedy, i teraz chodzi wszak o pieniądze z dochodów JUŻ RAZ OPODATKOWANYCH, a po drugie, o ile pamiętam kto alienuje majątek Kościoła, podlega ekskomunice ipso facto. I na koniec zwracam uwagę, że ten wybuch czujności podatkowej nastąpił akurat wtedy, kiedy prezydent Łukaszenka składał hołdowniczą wizytę w Moskwie. Ta Canossa świadczy niewątpliwie o przypieczętowaniu nowego podziału Europy. Czyżby więc i Niemcy uznały, że pora zacząć robić porządki po swojej stronie, to znaczy w Polsce? Stanisław Michalkiewicz, Najwyższy Czas!, 2002-12-03 |