|
|
|
Fragment listu dr inz. Idasiaka zostal wyciety przez redakcje Nowego Dziennika. Calosc listu jest do zobaczenia pod adresem: Jedwabne. Dlaczego klamstwa? Wyciety fragment zostal przeze mnie dolaczony do niniejeszej strony i zaznaczony kolorem czerwonym. (dopisek moj - WK.) Autorzy przyznaj膮, 偶e przed wojn膮 w Jedwabnem nie by艂o 偶adnych napi臋膰 i panowa艂a zgoda mi臋dzy ludno艣ci膮 偶ydowsk膮 i polsk膮. Stan ten nie by艂 kwesti膮 miesi臋cy, lat, lecz wiek贸w. Ale o dziwo, w tych tak tragicznych, pe艂nych niepewno艣ci czasach spowodowanych najazdem sowieckim, a p贸藕niej niemieckim, bez dopingowania ze strony Narodowej Demokracji (gdy偶 ta by艂a w rozsypce) i bez "agitacji kleru" (bo ten r贸wnie by艂 szykanowany) ludno艣膰 miasteczka Jedwabne "dobrowolnie" i bez powodu, przy d藕wi臋kach orkiestry, atakach 艣miechu, zacz臋艂a mordowa膰 ludno艣膰 偶ydowsk膮, z kt贸r膮 wsp贸艂偶y艂a przez pokolenia! 艁upali oczy, ucinali j臋zyki, kopali uci臋t膮 g艂ow臋 jak pi艂k臋! Mimo 偶e nie mieli broni palnej, a tylko kije, kamienie, barczyki... p臋dzili 1500 czy 1600 呕yd贸w na spalenie do stodo艂y. Wprawdzie by艂o to za "niemieckim pozwoleniem", ale autor zapewnia, 偶e Niemcy nic z tym nie mieli wsp贸lnego. Dowiadujemy si臋 wi臋cej! Ot贸偶 gestapowcy i 偶andarmeria niemiecka ratuj膮 呕yd贸w przed bestialskimi Polakami! (sic!) Co by艂o powodem tego偶 bestialstwa? No "niby to rewan偶 za wsp贸艂prac臋 z Ruskimi" pisze Halina Nelken. Pozostawiaj膮c ten makabryczny opis zaj艣cia bez dalszych komentarzy, autorzy winni przynajmniej wyja艣ni膰, jak to "niemieckie pozwolenie" i ten "niby rewan偶 za wsp贸艂prac臋 z Ruskimi" wygl膮da艂y. Bez tego uzupe艂nienia opisana tragedia, je艣li takowa by艂a, nie tylko nie ma sensu, lecz mo偶e by膰 traktowana jako urojenie chorego umys艂u. Niezwyk艂e jest r贸wnie偶 to, 偶e nikt z tak ogromnej kolumny, licz膮cej 1600 呕yd贸w, nie pr贸bowa艂 ucieka膰! Ciekawe jest r贸wnie偶 to, 偶e ma艂orolni ch艂opi mieli tak ogromne stodo艂y, by jedna z nich mog艂a pomie艣ci膰 taki t艂um - zak艂adaj膮c nawet, 偶e by艂y zupe艂nie puste! R贸wnie偶 trudno sobie wyobrazi膰 biednego ch艂opa, by "dodrowolnie" oddawa艂 sw膮 stodo艂臋 i co w niej mia艂 na spalenie! Po偶ar stodo艂y w ch艂opskich zagrodach na og贸艂 grozi艂 spaleniem ca艂ego dobytku. Mamy wi臋c wierzy膰, 偶e ch艂op "dobrowolnie" ofiaruje swoje mienie, by pozosta膰 w jednej koszuli na swym grzbiecie? Odruchowo ka偶dy cz艂owiek broni si臋 przed 艣mierci膮. Z 1600 ludzi z pal膮cej si臋 stodo艂y nikt pono膰 nie pr贸buje si臋 wydosta膰? Nie do艣膰 na tym. 呕yd wo藕nica, kt贸remu nic nie zagra偶a艂o, rzuca si臋 do p艂on膮cej stodo艂y! Czy偶by wrota stodo艂y by艂y otwarte? Wed艂ug autora Andrzeja M. Kobosa, w zwi膮zku z powy偶sz膮 tragedi膮 odby艂 si臋 proces w 1949 roku. Autor zapewnia, 偶e ten proces "nie mia艂 nic wsp贸lnego z Podziemiem i pod艂o偶em politycznym". Z 22 oskar偶onych uniewinniono 10. A zatem zaledwie 12 by艂o uznanych za winnych. Gdzie reszta? Czy偶by ta garstka mog艂a podo艂a膰 kontrolowaniu i mordowaniu takiego t艂umu ludzi? Je艣li za艣 bra艂y udzia艂 w tym mordzie setki czy tysi膮ce Polak贸w - dlaczego ich r贸wnie偶 wtedy nie poci膮gni臋to do odpowiedzialno艣ci? Czy s膮d ten by艂 a偶 tak tajny, 偶e przez nast臋pne 59 lat og贸艂 Polak贸w zupe艂nie nic o tym nie wiedzia艂 i musia艂 czeka膰 na ukazanie si臋 ksi膮偶ki Jana T. Grossa? Pan Kobos nie grzeszy hojno艣ci膮 odpowiedzi na tak zasadnicze pytania. Stwarza natomiast powody, kt贸re spowodowa艂y to tragiczne zaj艣cie w Jedwabnem. Cytuje dwa: "nienawi艣膰 do innego" i "ch臋膰 wzbogacenia dobytkiem 呕yd贸w". Wprawdzie pani Halina Nelken poda艂a zupe艂nie inny: "niby rewan偶 za wsp贸艂prac臋 z Ruskimi". O jak膮 wsp贸艂prac臋 tu chodzi, pani Nelken nie pisze. Powr贸膰my wi臋c do powod贸w zaj艣cia ofiarowanych przez pana Kobosa. Jak wygl膮da ta "nienawi艣膰 do innego"? Jako艣 pusto brzmi i zaprzecza temu, co pan Kobos poprzednio stwierdzi艂, 偶e mieszka艅cy Jedwabnego przez pokolenia 偶yli w zgodzie z tymi "innymi". W czasie wojny, je艣li kto艣 by艂 innym, to chyba Sowieci lub Niemcy, a nie 呕ydzi. Si臋gnijmy zatem po drugi pow贸d: "ch臋膰 wzbogacenia si臋 dobytkiem 呕yd贸w". Ten pow贸d te偶 nie jest bardziej przekonuj膮cy od poprzedniego, bo mieszka艅cy Jedwabnego mieli ku temu okazj臋 przez wiele wiek贸w, a tego nie zrobili. "Dobrowolne "spalenie stodo艂y na pewno ch艂opa nie uszcz臋艣liwi艂o, ani te偶 wzbogaci艂o. Autor jednak uwa偶a, 偶e to by艂 g艂贸wny pow贸d do mordowania 呕yd贸w! Powo艂uje si臋 na autorytet swego przyjaciela Lucjana Feldmana, kt贸ry sugeruje, 偶e to chciwo艣膰 i 偶膮dza by艂y g艂贸wnym powodem pogrom贸w. Jako dow贸d przytacza mia偶d偶膮ce dane: pomi臋dzy czerwcem a sierpniem 1941 roku liczba sztu膰c贸w, garnk贸w etc w pod艂om偶y艅skiej okolicy wzros艂a o 14 procent." (sic!) Autor ani jego przyjaciel nie podaj膮, kto te 艂y偶ki liczy艂. To 14-procentowe wzbogacenie sprowadza si臋 do tego, 偶e co si贸dmy Polak w tej okolicy otrzymuje podobno po jednej 偶ydowskiej 艂y偶ce, garnku, etc. By za to mordowa膰 ludzi? To ju偶 nadwyr臋偶a ludzk膮 艂atwowierno艣膰! Autor nie ogranicza sie do Jedwabnego. Prze w teren.Mahwah, NJ Panie Redaktorze! Artykuly Haliny Nelken - "Homo homini lupus est" oraz Andrzeja M. Kobosa - "Spalona niewinnosc", ktore ukazaly sie w "Nowym Dzienniku" z dnia 24 stycznia br. (w dodatku literacko-spolecznym, str. 4 i 5) prezentuja zaiste "wilcza" postawe w stosunku do Polakow i Polski. Oparte sa na niewzruszonym zalozeniu, iz wszystkie fakty przedstawione przez prof. Jana Tomasza Grossa w jego ksiazce pt. "Sasiedzi" sa calkowicie i stuprocentowo prawdziwe. A wiec prawda jest, ze do zaglady jedwabinskich Zydow nie przyczynil sie "ani jeden zandarm hitlerowski", ze "10-VII-41 rano przybylo do miasteczka 8 gestapowcow, ktorzy odbyli narade z przedstawicielami wladz miasteczka", ze "kilku Zydow znalazlo bezpieczne schronienie przed napadami Polakow na niemieckim posterunku" i ze "wszyscy Zydzi zostali zamordowani przez polskich mordercow, choc Niemcy probowali naklonic ich do zachowania przy zyciu chociaz kilku rodzin zydowskich, ale Polacy byli nieublagani". Jedyna sprawiedliwa rodzina Wyrzykowskich, ktora uratowala z owego pogromu 7 Zydow, byla tak przesladowana przez miejscowych Polakow, "az wreszcie schronila sie w Chicago". Dla kazdego, kto choc troche pamieta zachowanie Niemcow i sytuacje pod ich okupacja na ziemiach polskich w czasie drugiej wojny swiatowej, powyzsze wiadomosci moglyby wydawac sie makabrycznymi zartami, gdyby nie dotyczyly tak strasznych ludzkich tragedii. Jest absolutnym nonsensem przypuszczenie, ze Niemcy gdziekolwiek chcieliby pytac miejscowa ludnosc w podbitych przez siebie krajach (a specjalnie w Polsce), jakie ma ona zamiary wobec Zydow! Prof. Gross opiera swa ksiazke prawie wylacznie na opowiesci Szmula Wasersztejna, spisanej 5 kwietnia 1945 roku, oraz na niektorych ustaleniach ze sledztwa przed rozprawa sadowa z 1949 roku, ktora miala miejsce w tzw. Polsce Ludowej, podczas najczarniejszej nocy stalinowskiej, kiedy sprawiedliwosc i prawda byla bez znaczenia dla sedziow i sledczych. Pomija calkowicie wiele dodatkowych zrodel, np. - bardzo istotne opublikowane w 1989 roku (czasy juz posolidarnosciowe, tuz przed odzyskaniem pelnej suwerennosci) w "Studiach Podlaskich" wydawanych przez owczesna filie Uniwersytetu Warszawskiego w Bialymstoku, obszerne opracowanie o zagladzie skupisk zydowskich w rejonie bialostockim w latach 1939 oraz 1941-1944. Autor tego opracowania, Waldemar Monkiewicz, byl szefem Okregowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich. Wedlug jego ustalen 10 lipca 1941 do Jedwabnego przybylo samochodami ciezarowymi okolo 200 niemieckich funkcjonariuszy policyjnych z batalionow 309 i 316 (dzialajacych w ramach Einsatzgruppen B), tworzacych Kommando Bialystok. Dowodzil nimi Wolfgang Burkner z warszawskiego gestapo. Przenosili sie oni z miejscowosci do miejscowosci, urzadzajac pogromy Zydow. W Jedwabnem rola nielicznych miejscowych Polakow ograniczona byla do"przyprowadzania ofiar na rynek i ich konwojowania poza miasto", oczywiscie pod niemieckim przymusem. "Niemcy spedzili do stodoly poza miastem okolo 900 Zydow, ktorych nastepnie spalili". Prokurator Monkiewicz w 1949 roku oskarzal kilku Polakow o pomaganie Niemcom w wylapywaniu Zydow i ich eskortowaniu. Zapadly wowczas wyroki kilkunastu lat wiezienia. Po latach Monkiewicz mowi o tym bardzo niechetnie (w wypowiedzi do artykulu Danuty i Aleksandra Wroniszewskich w "Kontaktach" z lipca 1988 roku): "Ci ludzie - mowi z naciskiem - musieli byc skazani. Bez wzgledu na stopien winy". Byly to przeciez pamietne czasy Jakuba Bermana oraz Jozefa Goldberga-Rozanskiego (obaj Zydzi) oraz im podobnych... Jest znacznie wiecej swiadectw i dowodow na to, iz prof. Gross w swej ksiazce "Sasiedzi" jest - delikatnie mowiac - wysoce niescisly i niedbaly. W rzeczywistosci tych przeinaczen i bledow jest tak wiele, iz opracowanie ich wymagaloby ksiazki znacznie przerastajacej objetoscia ksiazke "Sasiedzi", ktorej z tego powodu zdecydowanie nie mozna zaliczyc ani do ksiazek historycznych, ani nawet dokumentalnych. Prof. Gross tlumaczy chyba wyraznie swoje podejscie do historii sprzed 60 lat nastepujacym stwierdzeniem (str. 64): "Nasza postawa wyjsciowa do kazdego przekazu pochodzacego od niedoszlych ofiar Holocaustu powinna sie zmienic z watpiacej na afirmujaca". Mysl zaiste godna profesora historii!!! Mimo ogromu wspolczucia i zrozumienia dla tragedii narodu zydowskiego pod okupacja niemiecka trudno chyba nam, Polakom, ktorzy znaja lub pamietaja wlasna historie z tego okresu, podchodzic afirmatywnie na przyklad do relacji Tobiasza Cytrona (bez watpienia ofiary holocaustu), ktora podal on w swej ksiazce "Dzieje zbrojnego powstania w getcie bialostockim". Oto fragment z tej "lektury": "Dzieki pomocy Niemcow powstancy w getcie i partyzanci dostawali bron, falszywe dokumenty, kenkarty, a niejednokrotnie rowniez miejsce schronienia w czasie lapanki. Wspomniani Niemcy udzielali rowniez moralnego wsparcia partyzantom w lasach. Powstancy i partyzanci popadali niejednokrotnie w trudne sytuacje, z ktorych wyjsc mogli tylko dzieki pomocy owych Niemcow". I dalej: "W czasie, gdy wiekszosc panstw demokratycznych - ze Zwiazkiem Radzieckim, Anglia i USA na czele - walczyla z hitlerowska hydra, by raz na zawsze odciac jej lby, polski rzad w Londynie i niektore oddzialy AK w Polsce znalazly nowego 'wroga', garstke ocalalych z zaglady Zydow, zaglodzonych mezczyzn i kobiet, chorych na gruzlice dzieci". [...] Czy mozemy afirmowac tak oczywiste klamstwa? Wedlug prof. Jana Tomasza Grossa - tak. I ta metoda mozemy zbudowac nowa historie, jak to za czasow stalinowskich bywalo! Czy postawa autorow Nelken i Kobosa jest afirmatywna rowniez wzgledem takich rewelacji? Moze jednak zanim wezwa caly narod polski do gremialnego aktu ekspiacji (koniecznie na kleczkach), powinni troche poczekac (a z nimi redakcja gazety) na opracowania historyczne szczegolow jedwabienskiej tragedii na podstawie prawdy historycznej. Artykuly Nelken i Kobosa sa tak zatrute jadem klamstw i przeinaczen oraz nieprawdopodobna antypolskoscia, ze zdumienie ogarnia, aby polskojezyczna gazeta mogla te bzdury drukowac.
Heralds of Truth Szanowna Pani Redaktor, Postanowilem napisac do Pani w sprawie artykulu, ktory ukazal sie w dodatku "Nowego Dziennika", autorstwa Andrzeja M. Kobosa. Otoz Pan ten opisuje niczym nie udokumentowane "fakty", rzekomo gdzies tam zaslyszane, ale w zaden sposob nie sprawdzone. Chodzi oczywiscie o rzekome palenie zwlok zydowskich dzieci przez polskich chlopow w podkrakowskich wsiach, ale to jeszcze gdzie; w tzw. piecach chlebowych, gdzie, z czego ja sie orientuje, nie ma dostepu do otwartego ognia, a wiec spalenie takich zwlok musialoby przeciagac sie w nieskonczonosc. Jednym slowem sa to wierutne bzdury, a autor powyzszego artykulu tylko sie kompromituje, wypisujac je w "polskiej " gazecie. Pomijajac juz te zaistniale fakty, pytam; czemu czy raczej komu to wszystko ma sluzyc, czy ma to szerzyc nienawisc w relacji Zydzi-Polacy i tak juz wystarczajaco szerzona na wszelakie sposoby i przez rozne formy? Wyobrazmy sobie, ze artykul ten przeczyta Zyd, to co w takim momencie przyjdzie mu na mysl? Pozdrawiam Pania, Janusz Zarowny-Starzynski
Czytelnicy Nowego Dziennika N.Y.C., , 0000-00-00 |