|
W Polityce z 19 października w tekście pt. Dajcie nam zgodnego rabina Piotr
Pytlakowski ujawnia kulisy zajadłych sporów w środowiskach żydowskich w Polsce
o to, do kogo w różnych miejscowościach będzie należeć zwracane Żydom mienie.
Jak pisze Pytlakowski: "Zwrot mienia przedwojennych gmin żydowskich miał
rozwiązać bolesny problem z przeszłości. Nieopatrznie wywołał całkiem nowy: w
środowisku żydowskim rozpoczęła się bezpardonowa walka o majątek, pełna emocji
i wzajemnych oskarżeń (...). W latach 1998-1999 trwały trudne rokowania między
Światową Żydowską Organizacją Restytucji a działaczami Związku Gmin
Wyznaniowych Żydowskich w Polsce. Debatowano nad powołaniem wspólnej fundacji
zajmujÄ…cej siÄ™ odzyskiwaniem mienia i gospodarowaniem nim. Jak wynika ze
stenogramów, rozmowy zdominowały sprawy finansowe.
Polscy Żydzi wyliczyli, że na początek WJRO musi wnieść 800 tys. dol. (jako
nieoprocentowaną pożyczkę). Oszacowali, że takie będą koszty przygotowania
formalnych wniosków o restytucję mienia. Nie ukrywano, że chodzi o dobry
interes. Światowi Żydzi targowali się, próbowali przekonywać, że na początek
wystarczy 500 tys. dol., ale negocjatorzy ZGWŻ byli nieustępliwi. Nieżyjący już
Feliks Lipmann, przewodniczący gminy w Katowicach (niedawno popełnił
samobójstwo, nadal nie wyjaśniono dlaczego, nie wiadomo też, co stało się z
pieniędzmi katowickiej gminy, którymi zarządzał właśnie Lipmann), bez ogródek
tłumaczył, dlaczego Żydzi światowi powinni dać dużo i szybko: Mówimy tu o
wielkich zyskach, ale ja tych pieniędzy nie widzę. Zanim dotrą do nas pieniądze
tylko na wydatki, to człowiek zdąży osiwieć. Jeden z polskich Żydów
przekonywał: Gmina krakowska jest o krok od odzyskania 1700 m w centrum
Krakowa. O jakich pieniądzach mówimy? To są niewyobrażalne sumy. Dyskutanci
używali określeń na wspólne zamierzenia: interes, przedsiębiorstwo, zyski. Nikt
nie wspominał natomiast o podstawowym celu powołania fundacji, ujętym w
statucie: działaniu na rzecz ochrony i zachowania materialnego i duchowego
dziedzictwa Żydów w Polsce, a w szczególności zabytków architektury - synagog,
łaźni rytualnych, a także cmentarzy żydowskich. (...) W tej atmosferze
wyścigu do synagog, cmentarzy i rytualnych łaźni zwykli członkowie gmin
żydowskich czują się zagubieni i zniesmaczeni. Marta Banaszyńska, członkini
Gminy Warszawskiej, latem zwiedzała podkrakowskie Krzeszowice. Tam dowiedziała
się, że gmina w Krakowie właśnie sprzedała świeżo odzyskany Dom Modlitwy i
mykwę (łaźnię rytualną). - Rozmawiałam z kobietą, która to kupiła. Zamierza
otworzyć w Domu Modlitwy sklep mięsny, chce zamurować piękne łukowate okna i
zerwać babiniec (specjalna loża dla kobiet - przyp. autora) - opowiada. - To
mnie zbulwersowało i przeraziło. (...) Kłótniom między działaczami
żydowskimi towarzyszy podejrzliwość. Kto jest z kim, kto przeciw komu.
Najgorszą obelgą, jaką można obrzucić przeciwnika, jest zarzucenie mu, że
podszywa się pod żydowskie pochodzenie".
prof. Jerzy Robert Nowak, Tygodnik Katolicki Niedziela, 2002-11-01
powrot
|