nasza witryna "Ob艂udnik powszechny" (4 - 6)
prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 02.11.2002


  W poprzednim odcinku pisa艂em o tym, jak "Tygodnik Powszechny" wiosn膮 1989 roku ca艂kowicie ods艂oni艂 dot膮d maskowane swoje prawdziwe lewicowe oblicze, wywo艂uj膮c wzburzenie wielkiej cz臋艣ci swych dotychczasowych czytelnik贸w.
Ju偶 w okresie przed wyborami czerwcowymi 1989 "Tygodnik Powszechny" konsekwentnie popiera艂 wyselekcjonowan膮 przez lewic臋 "Solidarno艣ci" i zmonopolizowan膮 przez ni膮 list臋 wyborcz膮. Szefowie redakcji brutalnie odrzucali sprzeciwy Kisiela, opowiadaj膮cego si臋 za niekt贸rymi pomini臋tymi na wspomnianej li艣cie politykami tzw. prawicy. Zgodnie ze stanowiskiem Geremka, Michnika i reszty dawnej lewicy laickiej, "Tygodnik Powszechny" opowiada艂 si臋 za faktycznymi rz膮dami zdominowanego przez lewic臋 ruchu solidarno艣ciowego, kierowanego przez OKP, przy r贸wnoczesnym op贸藕nianiu kszta艂towania partii politycznych. W intencji lewicy laickiej popieranej przez Turowicza chciano doprowadzi膰 do meksykanizacji polskiej sceny politycznej, tj. zdominowania jej przez jedn膮 lewicow膮 si艂臋 na dziesi膮tki lat. Jak偶e znamienny by艂 fakt, 偶e jeszcze 8 kwietnia 1990 roku Turowicz opowiada艂 si臋 w "Tygodniku Powszechnym" za op贸藕nieniem o rok prawdziwie wolnych wybor贸w parlamentarnych i utrzymaniem obecnego uk艂adu politycznego, a wi臋c Sejmu kontraktowego i rz膮du z tak znacz膮cym udzia艂em polityk贸w PZPR (na czele z wicepremierem i ministrem spraw wewn臋trznych Czes艂awem Kiszczakiem, jednym z g艂贸wnych realizator贸w stanu wojennego). Turowicz pisa艂 dos艂ownie: "(...) przysz艂e wybory parlamentarne (...) powinny si臋 odby膰 nie p贸藕niej jak na wiosn臋 przysz艂ego roku, ale chyba i nie wcze艣niej [podkr. - J.R.N.]. Do tego czasu konieczne jest - w moim przekonaniu - utrzymanie obecnego uk艂adu politycznego (...). Dlatego uwa偶am za niebezpieczne 偶膮danie przy艣pieszenia rozwoju sytuacji politycznej pod naciskiem si艂 od艣rodkowych, naciskiem wywodz膮cym si臋 nieraz z ambicji grupowych, je艣li nie personalnych (...), 偶膮danie jeszcze wi臋kszego przy艣pieszenia wybor贸w parlamentarnych, roszczenia do udzia艂u we w艂adzy grup i grupek politycznych nie posiadaj膮cych jeszcze - powtarzam - wyra藕nego programu politycznego i pretenduj膮cych do reprezentowania ca艂ego spo艂ecze艅stwa (...). Powtarzam - nikt nie odmawia rodz膮cym si臋 ugrupowaniom politycznym prawa do udzia艂u w 偶yciu spo艂ecznym, ale niech偶e ta scena polityczna okrzepnie, dojrzeje i uzyska autentyczn膮 baz臋 spo艂eczn膮".
Zamiast dopuszczenia wi臋c do udzia艂u w wyborach i ewentualnego wp艂ywu na 偶ycie kraju nowych (dodajmy nie-komunistycznych si艂 politycznych) Turowicz preferowa艂 utrzymanie na dalszy rok anachronicznego systemu w艂adzy opartego o Sejm kontraktowy i odrzucan膮 przez wi臋kszo艣膰 Narodu tak znacz膮c膮 reprezentacj臋 PZPR w rz膮dzie T. Mazowieckiego.

Nieprawdy Turowicza
Aby uzasadni膰 op贸藕nianie przemian politycznych w Polsce, Turowicz posuwa艂 si臋 do wypowiadania jawnych nieprawd, maj膮cych oszuka膰 ufaj膮cych mu czytelnik贸w krakowskiego tygodnika. Twierdzi艂: "Mo偶e si臋 wydawa膰 - s膮dz臋 zreszt膮, 偶e nies艂usznie [podkr. - J.R.N.] - 偶e u niekt贸rych naszych s膮siad贸w przemiany posz艂y dalej ni偶 w Polsce. Ale w Europie 艢rodkowowschodniej, dzi臋ki sposobowi, w jaki wyszli艣my z komunizmu, Polska jest krajem najbardziej stabilnym. Skutkiem tego jest kredyt zaufania, jaki posiadamy w 艣wiecie zachodnim, dzi臋ki czemu i pomoc gospodarczo-finansowa Zachodu (...) jest przecie偶 znacznie wi臋ksza ni偶 mogliby艣my si臋 spodziewa膰" (J. Turowicz: Nie rozprasza膰 si艂, "Tygodnik Powszechny", 8 kwietnia 1990 r.).
W rzeczywisto艣ci - wbrew nieprawdom Turowicza - s艂usznie wydawa艂o si臋, 偶e gdzie indziej zmiany posz艂y dalej, i to znacz膮co dalej ni偶 w Polsce. Takie by艂y fakty i niekt贸rzy z nas pisali o tym ju偶 na kilka miesi臋cy przed tym kwietniowym, "hamulcowym" tekstem Turowicza, bij膮c na alarm z powodu op贸藕nienia zmian w Polsce. Przypomn臋 tu chocia偶by to, co sam pisa艂em w "Kurierze Polskim" z 27-29 stycznia 1990 roku, a wi臋c na par臋 miesi臋cy przed s艂awetnym tekstem Turowicza w "Tygodniku Powszechnym". Pod nag艂贸wkiem "Ch艂opiccy z OKP" pisa艂em m.in.: "My艣l臋, 偶e ka偶dy uwa偶ny obserwator sceny politycznej w Polsce musi uzna膰, 偶e zmiany dokonane w 7 miesi臋cy po triumfie wyborczym 'Solidarno艣ci' (...) s膮 ci膮gle zbyt powierzchowne i daleko odbiegaj膮 od wymaganych przez konieczno艣膰 chwili. Decyduj膮ce znaczenie wydaje si臋 mie膰 fakt, 偶e znaczna cz臋艣膰 kierownictwa OKP za bardzo trzyma艂a si臋 ducha r贸偶nych cichych porozumie艅 z Magdalenki, nie bardzo licz膮c si臋 z tym, jak bardzo zmieni艂a si臋 wok贸艂 nich ca艂a s膮siedzka Europa. Zadecydowa艂o to o tym, 偶e nawet tak podstawow膮 rzecz, jak likwidacj臋 przyw贸dczej roli partii w Polsce skrajnie op贸藕niono a偶 do ko艅ca 1989 r., zostaj膮c pod tym wzgl臋dem w tyle za Czechos艂owacj膮 i NRD (...). My艣l臋, 偶e jednym z najwi臋kszych b艂臋d贸w nowego rz膮du by艂o od pocz膮tku dawanie kredytu MM, 'Mi艂osierdzia Mazowieckiego', starej nomenklaturze (...). Niewiele zrobiono dla oczyszczenia z dotychczasowej nomenklatury najwi臋kszych symbol贸w jej profesjonalnej niekompetencji, pocz膮wszy od s艂u偶by dyplomatycznej i konsularnej, zdominowanej w wi臋kszo艣ci przez ludzi z partyjnych uk艂ad贸w, r贸偶nych upad艂ych by艂ych dzia艂aczy w stylu Siwaka (...). Przeciwnie, mianowano na stanowiska ambasadorskie jeszcze dodatkowe par臋 os贸b ze starej partyjnej nomenklatury - m.in. 'reformatora' S. Cioska. Dla por贸wnania nowy demokratyczny rz膮d czechos艂owacki z miejsca odwo艂a艂 21 ambasador贸w (...). W reformuj膮cej si臋 Czechos艂owacji natychmiast powierzono nadz贸r nad MSW nowemu wicepremierowi Janowi Czarnog贸rskiemu, staremu zatwardzia艂emu wi臋藕niowi politycznemu, kt贸ry ju偶 dobrze wie, jak ma ten nadz贸r wygl膮da膰. W pe艂ni zgadzam si臋 z opini膮 Zdzis艂awa Najdera, 偶e oba wielkie resorty podleg艂e PZPR, tj. MON i MSW, zmieniaj膮 si臋 bardzo powoli, znacznie wolniej ni偶 w NRD i Czechos艂owacji (dodam, 偶e r贸wnie偶 wolniej ni偶 na W臋grzech) (...). Trzeba uderzy膰 na alarm i otwarcie powiedzie膰 - zegar wybija czas dla rz膮du Mazowieckiego! Nie sta膰 nas na dalsze tolerowanie na tak
wielkiej cz臋艣ci wp艂ywowych stanowisk ludzi ze starego aparatu, kt贸rzy s膮 niekompetentni i sabotuj膮 zmiany (...). Musimy radykalnie przy艣pieszy膰 przemiany polityczne i spo艂eczne, bo inaczej ju偶 nie b臋dziemy ich pionierami, pozostaj膮c coraz bardziej w tyle. Pami臋tajmy, 偶e na wiosn臋 odb臋d膮 si臋 ca艂kowicie wolne wybory w Czechos艂owacji, na W臋grzech, w NRD, Bu艂garii i Rumunii. 呕e w Czechos艂owacji czo艂ow膮 rol臋 odgrywa intelektualista - by艂y wi臋zie艅 polityczny, a dzi艣 prezydent V. Havel, a na W臋grzech ju偶 nied艂ugo prezydentem pozostanie kt贸ry艣 z niezale偶nych reformator贸w" (J.R. Nowak: Czas przy艣pieszy膰 zmiany, "Kurier Polski", 27-29 stycznia 1990 r.).

Polska - "maruderem reform"
Niestety w Polsce dzi臋ki takim osobom jak w艂a艣nie naczelny "Tygodnika Powszechnego" J. Turowicz utrzyma艂o si臋 艣lamazarne tempo przemian. Zwyci臋偶y艂a tak mi艂a mu tendencja do odwlekania wolnych wybor贸w. Dalej rz膮dzi艂 Sejm kontraktowy, z bardzo du偶膮 reprezentacj膮 partii komunistycznej - PZPR, mimo jej upadku i samorozwi膮zania w styczniu 1990 roku. Dzi臋ki takim "hamulcowym" jak Turowicz wolne wybory w Polsce odby艂y si臋 najp贸藕niej w ca艂ej pokomunistycznej Europie, nawet po Albanii i Rumunii, a z prawie p贸艂torarocznym op贸藕nieniem wobec Czech i W臋gier. I z ca艂ym uzasadnieniem mog艂em konstatowa膰 ju偶 w tytule artyku艂u publikowanego 2 lutego 1992 na 艂amach katolickiego "艁adu" - "Polska - maruderem reform".
Wybraniaj膮c i wys艂awiaj膮c 艣lamazarne tempo przemian pod rz膮dami T. Mazowieckiego, Turowicz pisa艂 we wspomnianym artykule z 8 kwietnia 1990 roku: "Od 45 lat kieruj臋 redakcj膮 pisma, kt贸re stara si臋 s艂u偶y膰 spo艂ecze艅stwu z poczuciem odpowiedzialno艣ci za losy tego spo艂ecze艅stwa, z pozycji niezale偶no艣ci. Z tej pozycji obserwuj臋 scen臋 polityczn膮 w naszym kraju. I poczuwam si臋 do obowi膮zku podzielenia si臋 z pa艅stwem moim wielkim niepokojem, kt贸rego przyczyn膮 s膮 manifestuj膮ce si臋 coraz cz臋艣ciej i coraz usilniej tendencje do gwa艂townego przy艣pieszenia rozwoju sytuacji politycznej w kraju. Tendencje, kt贸re uwa偶am za nierozs膮dne, nieodpowiedzialne i niebezpieczne (...) Rz膮d ten oskar偶any o nieefektywno艣膰, na przestrzeni niewielu miesi臋cy dokona艂 i dokonuje g艂臋bokiej przebudowy systemu politycznego, 偶eby wymieni膰 tylko prace nad now膮 konstytucj膮 i zmian膮 ordynacji wyborczej, radykaln膮 reorganizacj臋 MSW (...)".
Przypomnijmy wi臋c, komentuj膮c te nieprawdy Turowicza o dokonywanej w贸wczas rzekomej g艂臋bokiej przebudowie systemu politycznego, 偶e prace nad now膮 Konstytucj膮 faktycznie nie przynios艂y 偶adnych efekt贸w za rz膮d贸w Mazowieckiego. I nieprzypadkowo - bo komisj膮 konstytucyjn膮 Sejmu, przygotowuj膮c膮 "now膮 Konstytucj臋", kierowa艂 dyletant w sferze prawa. By艂 nim historyk marginesu 艣redniowiecznej Francji Bronis艂aw Geremek, o czym si臋 dzi艣 najch臋tniej nie pami臋ta. Rzekomo "radykalna reorganizacja MSW" polega艂a m.in. na utrzymywaniu by艂ego nadzorcy stanu wojennego Czes艂awa Kiszczaka jako szefa MSW a偶 do lipca 1990 roku. "Radykalni" reorganizatorzy MSW spod znaku
T. Mazowieckiego jako艣 nie zauwa偶yli, 偶e w resorcie spraw wewn臋trznych trwa艂a w艂a艣nie w marcu i kwietniu 1990 roku szczeg贸lnie "radykalnie" przy艣pieszona i spi臋trzona akcja niszczenia akt. Akcja, dzi臋ki kt贸rej dzi艣 lustracja jest a偶 tak u艂omna.

Cena tendencyjno艣ci
W czasie wybor贸w prezydenckich 1990 roku "Tygodnik Powszechny" ca艂膮 par膮 popar艂 Mazowieckiego, bez 偶adnych waha艅 i liczenia si臋 z odr臋bnymi postawami du偶ej cz臋艣ci jego czytelnik贸w. Ta jednoznaczno艣膰, i dodajmy coraz wyra藕niejsza prolewicowa tendencyjno艣膰 "Tygodnika Powszechnego", przynios艂a mu w efekcie lawinowy spadek nak艂adu. Warto przytoczy膰 w kontek艣cie jak偶e wymowne informacje bardzo przychylnie nastawionego do "Tygodnika Powszechnego" Jacka 呕akowskiego. Wspomina艂 on w czerwcu 1995 roku, 偶e: "W roku 'wojny na g贸rze' nak艂ad pisma dos艂ownie topnia艂 w oczach i przez kilkana艣cie miesi臋cy spad艂 ze 100 do ok. 30 tysi臋cy egzemplarzy" (por. J. 呕akowski, P贸艂 wieku pod w艂os, "Magazyn Gazety Wyborczej", 2 czerwca 1995 r.). 呕akowski pisa艂 w swoim tek艣cie, 偶e cztery lata po wyborach prezydenckich 1990 roku "cz艂onkowie redakcji uwa偶aj膮 przewa偶nie, 偶e tak jednoznaczna afiliacja [na rzecz Mazowieckiego - J.R.N.] by艂a strategicznym b艂臋dem, 偶e zachowuj膮c wierno艣膰 'tygodnikowej' tradycji, nale偶a艂o otwarcie g艂osi膰 idee, lecz milcze膰 w sprawie politycznych wybor贸w, utrzymuj膮c przynajmniej personaln膮 bezstronno艣膰 i ponadpartyjn膮 optyk臋. Za bezpo艣rednie zaanga偶owanie w walk臋 polityczn膮 'Tygodnik' zap艂aci艂 przecie偶 bardzo wysok膮 cen臋. Znalaz艂 si臋 bowiem w mniej lub bardziej otwartym konflikcie z cz臋艣ci膮 biskup贸w i tak偶e zwyk艂ych ksi臋偶y (...)" (J. 呕akowski, op. cit.).
Tendencje lewicowe w "Tygodniku Powszechnym" z roku na rok nasila艂y si臋 coraz mocniej. Do tego stopnia, 偶e sam by艂y katolewicowy premier Tadeusz Mazowiecki stwierdzi艂 w wywiadzie publikowanym na 艂amach "Tygodnika Powszechnego" z 2 kwietnia 1995 roku, 偶e tygodnik ten nie powinien zbytnio ulega膰 "Gazecie Wyborczej". Zalecenia te by艂y raczej trudne do realizacji w sytuacji, gdy "Gazeta Wyborcza" jak mog艂a obsypywa艂a pochlebstwami kolejnych redaktor贸w naczelnych krakowskiego tygodnika: Turowicza i ks. Bonieckiego. A poza tym - rzecz niebagatelna - nag艂a艣nia艂a na swych wielkonak艂adowych 艂amach teksty z "Tygodnika Powszechnego", maj膮cego coraz wi臋ksze problemy z pozyskaniem czytelnik贸w. To "uzale偶nienie" od "Gazety Wyborczej" odbija艂o si臋 coraz mocniej w tygodniku Turowicza. Niema艂膮 rol臋 we wzajemnej symbiozie "Tygodnika Powszechnego" i "Gazety Wyborczej" odegrali liczni wsp贸lni autorzy, m.in. b. sekretarz "Tygodnika Powszechnego", a p贸藕niej autor najzajadlejszych tekst贸w krytycznych wobec Ko艣cio艂a Roman Graczyk, nie wykryty w odpowiednim czasie agent bezpieki Les艂aw Maleszka etc., etc.
Graczyk, kt贸ry w swoim czasie w "Tygodniku Powszechnym" jako sekretarz redakcji bardzo mocno "napracowa艂 si臋", by zniech臋ci膰 raz na zawsze Kisiela do krakowskiego tygodnika, ju偶 w lipcu 1996 roku popisa艂 si臋 wyst膮pieniem na rzecz prezydenta Kwa艣niewskiego. Eksponuj膮c jego rzekome polityczne "dokonania" w tek艣cie publikowanym na 艂amach "Tygodnika Powszechnego" z 21 lipca, Graczyk napisa艂 m.in.: "(...) w sporze z prezesem Moskalem (...) to postkomunista Kwa艣niewski broni tu naszej mi臋dzynarodowej reputacji, a antykomunista Moskal utrwala obraz Polski jako kraju notorycznych antysemit贸w". 艁adne por贸wnanie, nieprawda偶?! By艂y sekretarz "Tygodnika Powszechnego" i jeden z najcz臋艣ciej drukowanych autor贸w "Gazety Wyborczej" przeciwstawi艂 patriocie i obro艅cy polsko艣ci prezesowi Edwardowi Moskalowi postkomunistycznego prezydenta, kt贸ry przez lata prezydentury nie zaznaczy艂 si臋 jako艣 wydatnymi zas艂ugami w obronie polsko艣ci, a przeciwnie, u艂atwia艂 ataki przeciw Polakom swymi niestrudzonymi przeprosinami 呕yd贸w, Ukrai艅c贸w etc.
Typow膮 spraw膮 dla grubokreskowicz贸w z "Tygodnika Powszechnego" by艂o staranne blokowanie na 艂amach tygodnika Turowicza g艂os贸w os贸b my艣l膮cych inaczej o lustracji, dekomunizacji etc. Redakcja "Tygodnika Powszechnego" zablokowa艂a m.in. druk krytycznego wobec grubokreskowej opcji tekstu Krzysztofa Czaba艅skiego "Do pana Jerzego Turowicza". Tekst Czaba艅skiego ukaza艂 si臋 ostatecznie na 艂amach "Najwy偶szego Czasu" z 2 grudnia 1995 r. Zobaczmy, co tak przerazi艂o w tym tek艣cie J. Turowicza, 偶e nie chcia艂 za 偶adn膮 cen臋 udost臋pni膰 go czytelnikom swego tygodnika. Ot贸偶 Krzysztof Czaba艅ski napisa艂 m.in.: "pisze pan o historycznym precedensie Okr膮g艂ego Sto艂u. Broni pan poj臋cia 'grubej kreski'. (...) czy rzeczywi艣cie mo偶na wykluczy膰 mo偶liwo艣膰 tego, 偶e przy Okr膮g艂ym Stole zawarto swego rodzaju 'pakt o nieagresji'? Komuni艣ci oddaj膮 przysz艂o艣膰, ale nikt nie dobierze im si臋 do przesz艂o艣ci. Zapomniano przy tym, 偶e komuni艣ci mog膮 wr贸ci膰 (...). Jedynym sposobem, by ich powstrzyma膰, by艂o pokazanie spo艂ecze艅stwu ich zbrodni, ujawnienie ich mechanizm贸w i ukaranie sprawc贸w. Teraz ju偶 za p贸藕no (...). Czy Okr膮g艂y St贸艂 nie przyczyni艂 si臋 do tego? Mo偶e za d艂ugo trwano przy jego postanowieniach? (...) Pisze pan o lustracji. Pisze pan o tym, 偶e jej 'przeprowadzenie w naszych warunkach by艂o bardzo trudne'. Dlaczego? Lustracja to by艂 chyba jeden z najlepszych sposob贸w na odwr贸t spo艂ecze艅stwa od komunizmu. Kto w tym przeszkadza艂? Komuni艣ci - na pewno, ale kto jeszcze? Czy nie brzmi tu echo Okr膮g艂ego Sto艂u? Czy w imi臋 partyjnych i osobistych interes贸w dobro by艂ych kapusi nie przewa偶y艂o nad dobrem pa艅stwa?". Do tych pyta艅 Krzysztofa Czaba艅skiego dodajmy jeszcze par臋 innych: Czy偶 lustracja nie sta艂a si臋 dlatego tak bardzo trudna, bo r贸偶ni Turowicze z obozu T. Mazowieckiego jeszcze w kwietniu 1990 roku naciskali na utrzymanie "obecnego uk艂adu politycznego" z Kiszczakiem jako wicepremierem i ministrem spraw wewn臋trznych? Czy lustracji nie utrudni艂o wpuszczenie przez 贸wczesnego w艂odarza MSW, a przedtem i potem zast臋pc臋 redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" Krzysztofa Koz艂owskiego, Michnika i jego trzech kompan贸w do archiw贸w MSW? Mo偶e w czasie swej niczym nieuzasadnionej, bezprawnej, paromiesi臋cznej kwerendy w archiwum MSW znale藕li a偶 nazbyt wiele kompromituj膮cych danych o r贸偶nych bliskich im Maleszkach?

Przygarni臋cie ateist贸w

Nader zdumiewa niezwyk艂a wielkoduszno艣膰 mieni膮cego si臋 katolickim "Tygodnika Powszechnego" wobec zajad艂ych przeciwnik贸w Ko艣cio艂a typu tak wyeksponowanego ostatnio w tym tygodniku Jana Wole艅skiego, wobec za偶artych ateist贸w typu Stanis艂awa Lema etc. W czasie najbardziej nawet zajad艂ych atak贸w wrog贸w Ko艣cio艂a w "Tygodniku Powszechnym" pojawia艂y si臋 teksty skrajnie minimalizuj膮ce zagro偶enia dla religii i Ko艣cio艂a, a nawet zrzucaj膮ce na obro艅c贸w Ko艣cio艂a win臋 za to, 偶e si臋 jeszcze w og贸le broni膮. Jak偶e charakterystycznym przyk艂adem takiego zamazywania ostro艣ci istniej膮cych konflikt贸w i zagro偶e艅 by艂 s艂awetny tekst jednego z bardziej znanych cz艂onk贸w zespo艂u "Tygodnika Powszechnego" - ks. Jana Kracika, "Wrogowie Ko艣cio艂a", publikowany w "Tygodniku Powszechnym" z 30 lipca 1995 roku. W artykule tym mo偶na by艂o m.in. przeczyta膰 przedziwne stwierdzenie: "Zdecydowana wi臋kszo艣膰 chrze艣cijan to zarazem - raz bardziej, raz mniej - przyjaciele i wrogowie Ko艣cio艂a". Bardziej m膮c膮cego sprawy twierdzenia nie mo偶na by艂o w og贸le wymy艣li膰. Fakty m贸wi膮 co艣 wr臋cz przeciwnego. Zdecydowana wi臋kszo艣膰 chrze艣cijan, wszyscy prawdziwi chrze艣cijanie, nie udawacze, nie pozoranci, s膮 zarazem przyjaci贸艂mi Ko艣cio艂a. Wrogowie Ko艣cio艂a za艣, kt贸rych nie brakuje, wywodz膮 si臋 na og贸艂 nie spo艣r贸d chrze艣cijan, lecz r贸偶nych grup ateistycznych i maso艅skich. Spo艣r贸d by艂ych towarzyszy partyjnych (obecnych "czerwonych" i "r贸偶owych"), kt贸rzy cho膰 wyrzekli si臋 dawnych form komunizmu, to jako艣 nie wyrzekli si臋 walki z Ko艣cio艂em i religi膮.
Wobec tych by艂ych towarzyszy "Tygodnik Powszechny" okazuje jednak niezwyk艂膮 wprost wyrozumia艂o艣膰, chcia艂by ich wprost przytuli膰, przygarn膮膰 do serca (jak偶e odmienne podej艣cie w zestawieniu z niebywa艂膮 wrogo艣ci膮, jak膮 okazuje wobec "Naszego Dziennika" i Radia Maryja). Przypomnijmy tu jak偶e znamienn膮 reakcj臋 obecnego redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" ks. Adama Bonieckiego na tekst ks. Wies艂awa Niew臋g艂owskiego, duszpasterza inteligencji, z lutego 1992 r. Ksi膮dz Niew臋g艂owski z gorycz膮 krytykowa艂 przejawy wrogo艣ci do Ko艣cio艂a ze strony r贸偶nych, rzekomo nawr贸conych z inteligencji, kt贸re w latach 80. nader ch臋tnie kry艂y si臋 pod opieku艅cze skrzyd艂a Ko艣cio艂a. Ksi膮dz Boniecki natychmiast znalaz艂 usprawiedliwienie dla ob艂udnych koniunkturalist贸w, sugeruj膮c: "Mo偶e to my nie doro艣li艣my do miary oczekiwa艅 rozbudzonych w czasie pr贸by (...). W艂a艣nie zawiedziona mi艂o艣膰 cz臋sto przemienia si臋 w agresj臋" (ks. A. Boniecki, List do ksi臋dza Wies艂awa Niew臋g艂owskiego, "Tygodnik Powszechny", 8 marca 1992 r.). Do艣膰 szczeg贸lny to by艂 przejaw usprawiedliwiania ludzi takich jak A. Szczypiorski, kt贸rzy niejednokrotnie w swym 偶yciu popisali si臋 "arcykoniunkturalnymi" zwrotami. W latach 1982-83 tacy w艂a艣nie ludzie najbardziej skwapliwie udawali cudowne wprost "nawr贸cenia", aby potem po 1989 roku, czuj膮c si臋 silnymi, dok艂ada膰 jak najmocniej swoim by艂ym opiekunom i protektorom. Tak jak Michnik, kt贸ry jeszcze w 1988 r. dedykowa艂 sw膮 ksi膮偶k臋: "Kochanemu ks. Henrykowi Jankowskiemu, memu przyjacielowi i Mentorowi, z poga艅sk膮 pokor膮", aby w po艂owie lat 90. odwdzi臋czy膰 si臋 ks. Jankowskiemu zainicjowaniem wielomiesi臋cznej kampanii pot臋pie艅 przeciw niemu.
Innym przyk艂adem skrajnego zamazywania poj臋膰 i wyj膮tkowej "tolerancji" "Tygodnika Powszechnego" wobec wrog贸w Ko艣cio艂a by艂 drukowany w "TP" z 14 marca 1993 roku tekst Jerzego Wertensteina-呕u艂awskiego o piosenkarce O'Connor. Jak wiadomo, piosenkarka Shinead O'Connor, kt贸ra publicznie podar艂a przed kamer膮 fotografi臋 Ojca 艢wi臋tego, spotka艂a si臋 z powszechnym bojkotem w sk膮din膮d "ultraliberalnych" Stanach Zjednoczonych. Nikt nie wyst膮pi艂 w jej obronie. Organizatorzy koncertu publicznie przeprosili widowni臋 za nieodpowiedzialno艣膰 piosenkarki. Izolowana po swym grubia艅skim wyst臋pie "artystka" w ko艅cu sama wyb膮ka艂a s艂owa przeprosin pod adresem Ojca 艢wi臋tego. Tymczasem u nas w "katolickim" "Tygodniku Powszechnym" znalaz艂 si臋 obro艅ca p. O'Connor, wspomniany Jerzy Wertenstein-呕u艂awski. Napisa艂, 偶e piosenkarka O'Connor jest i tak moralnie lepsza od rozwydrzonej Madonny. Pytanie - czy ma jakikolwiek sens ten typ obrony, czy ma jakikolwiek sens takie stopniowanie z艂a? Tego typu wyst膮pienia by艂y, jak jeszcze o tym szerzej napisz臋, niejednokrotnie elementem praktyki pisarskiej "Tygodnika Powszechnego", sk膮din膮d tak zajad艂ego w zwalczaniu katolickich medi贸w: Radia Maryja i "Naszego Dziennika". Ile偶 to razy w "Tygodniku Powszechnym" atakowano z grubej rury ludzi broni膮cych wiary i Ko艣cio艂a, zarzucaj膮c im rzekome nale偶enie do "Ko艣cio艂a zamkni臋tego", triumfalizm etc. Nic dziwnego, 偶e takie zachowanie "Tygodnika Powszechnego" wywo艂a艂o jednoznaczne napomnienie ze strony Ojca 艢wi臋tego Jana Paw艂a II w li艣cie do Jerzego Turowicza z 5 kwietnia 1995 roku. Ojciec 艢wi臋ty napisa艂 wtedy m.in.:

"Rok 1989 przyni贸s艂 w Polsce g艂臋bokie zmiany zwi膮zane z upadkiem systemu komunistycznego. Odzyskanie wolno艣ci zbieg艂o si臋 paradoksalnie ze wzmo偶onym atakiem si艂 lewicy laickiej i ugrupowa艅 liberalnych na Ko艣ci贸艂, na Episkopat, a tak偶e na Papie偶a. Wyczu艂em to zw艂aszcza w kontek艣cie moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodzi艂o o to, a偶eby zatrze膰 w pami臋ci spo艂ecze艅stwa to, czym Ko艣ci贸艂 by艂 w 偶yciu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mno偶y艂y si臋 oskar偶enia czy pom贸wienia o klerykalizm, o rzekom膮 ch臋膰 rz膮dzenia Polsk膮 ze strony Ko艣cio艂a, czy te偶 o hamowanie emancypacji politycznej polskiego spo艂ecze艅stwa. Pan daruje, je偶eli powiem, i偶 oddzia艂ywanie tych wp艂yw贸w odczuwa艂o si臋 jako艣 tak偶e w 'Tygodniku Powszechnym'. W tym trudnym momencie Ko艣ci贸艂 w 'Tygodniku' nie znalaz艂, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego mia艂 poniek膮d prawo oczekiwa膰: 'nie czu艂 si臋 do艣膰 mi艂owany' - jak kiedy艣 powiedzia艂em (...)".

"Ob艂udnik Powszechny" (5) 09/10.11.2002

W poprzednim odcinku zwr贸ci艂em ju偶 uwag臋 na niebywa艂膮 wyrozumia艂o艣膰 i wielkoduszno艣膰 "katolickiego" "Tygodnika Powszechnego" wobec wszelkich typ贸w ateist贸w, wolnomy艣licieli, nawet zajad艂ych wrog贸w religii i Ko艣cio艂a. Sk膮din膮d ogromnie przychylny dla "Tygodnika Powszechnego" Micha艂 Jagie艂艂o stwierdzi艂 w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" z 11 maja 2002 r.: "Cz臋sto na przyk艂ad powtarza si臋, 偶e ludzie 'Tygodnika' w zadziwiaj膮cy spos贸b potrafili wyzwoli膰 w sobie ogromne pok艂ady tolerancji wobec niewierz膮cych, b艂膮dz膮cych, nawet wobec tych, kt贸rzy instalowali stalinizm w Polsce, a potem przejrzeli na oczy, natomiast zachowywali przesadny krytycyzm wobec narodowego nurtu w polskim katolicyzmie".

W starciu z Prymasem Tysi膮clecia

Dodajmy przy tym, 偶e ten "przesadny krytycyzm" ludzie "Tygodnika Powszechnego" odnosili r贸wnie偶 do najwi臋kszego symbolu polskiego patriotyzmu - Prymasa Tysi膮clecia Stefana Kardyna艂a Wyszy艅skiego. C贸偶, Turowicz i jego koledzy wyra藕nie nie mogli strawi膰 wypowiadanych przez Prymasa Tysi膮clecia tak ostrych s艂贸w przeciw antypolskim szydercom, "manii obrzydzania polskich dziej贸w", fa艂szywym uog贸lnieniom o "polskim antysemityzmie" czy tak ostrego pot臋pienia przez Prymasa Polski ataku Stanis艂awa Stommy na polskie powstania. Sympatyzuj膮c bezkrytycznie z czo艂owymi dzia艂aczami lewicy laickiej, redaktorzy "Tygodnika Powszechnego" wyra藕nie nie mogli przebole膰 tak ostrych s艂贸w Prymasa Stefana Wyszy艅skiego na temat KOR-u, wypowiedzianych w 1981 roku: "W Polsce trzeba broni膰 spraw w艂asnej ojczyzny, a nie obcych zam贸wie艅". Redaktorom "Tygodnika Powszechnego" wyra藕nie nie odpowiada艂o nader ostre stanowisko Prymasa Tysi膮clecia wobec skrajnego krytykanctwa tego, co si臋 dzieje w Ko艣ciele polskim, po艂膮czonego z zach艂y艣ni臋ciem si臋 wszelkimi "nowinkami" z Ko艣cio艂贸w w Europie Zachodniej, zach艂y艣ni臋cia, kt贸re po tylekro膰 krytykowa艂 w swych "Dziennikach" Kisiel. Szczeg贸lnie jaskrawym przyk艂adem takiego krytykanctwa by艂 s艂awetny artyku艂 J. Turowicza "Kryzys w Ko艣ciele", publikowany w "Tygodniku Powszechnym" w 1959 roku. Tekst ten niesamowicie oburzy艂 Prymasa Polski, kt贸ry publicznie, z ambony skarci艂 Turowicza, m贸wi膮c, 偶e "nie ma kryzysu w Ko艣ciele, jest tylko kryzys dziennikarza, kt贸ry takie artyku艂y publikuje w prasie katolickiej" (por. rozmowa E. Koniecznej z J. Turowiczem, Zawsze najlepiej s艂ycha膰 krzykaczy, "呕ycie Warszawy" z 16 lipca 1996 r.). Nawet ca艂e dziesi臋ciolecia p贸藕niej Turowicz broni艂 swojego tekstu, twierdz膮c, 偶e by艂 kryzys w Ko艣ciele i ca艂y problem polega艂 tylko na tym, 偶e "Ksi膮dz Prymas, kt贸ry by艂 cz艂owiekiem konserwatywnym, uwa偶a艂, 偶e nie ma kryzysu i krytycznie odni贸s艂 si臋 do mojego artyku艂u" (tam偶e). Jeszcze w latach dziewi臋膰dziesi膮tych przy r贸偶nych okazjach ludzie z "Tygodnika Powszechnego" wypowiadali si臋 z przek膮sem o Prymasie Tysi膮clecia i jego niekt贸rych pogl膮dach i dzia艂aniach. Na przyk艂ad J贸zefa Hennelowa ostro krytykowa艂a w "Tygodniku Powszechnym" z 28 czerwca 1998 roku "apoteozuj膮cy s膮d Ryszarda Reiffa o geniuszu Prymasa podpisuj膮cego straszliwy w gruncie rzeczy tekst porozumienia z roku 1950 (...)". W rzeczywisto艣ci za艣 porozumienie to u艂atwi艂o przetrwanie Ko艣cio艂owi katolickiemu w Polsce z niepor贸wnanie mniejszymi stratami ni偶 na przyk艂ad na W臋grzech, gdzie nie najlepsza taktyka Prymasa W臋gier J贸zsefa Mindszentyego zosta艂a wykorzystana przez w艂adze do zmasowanych okrutnych represji wobec hierarchii i wiernych. Sam naczelny "Tygodnika Powszechnego" Jerzy Turowicz otwarcie krytykowa艂 nie偶yj膮cego Prymasa Tysi膮clecia (m.in. w 2 Programie TVP 14 maja 1994 roku) "za promowanie 'katolicyzmu ludowego' oraz niedostatecznie gruntown膮 realizacj臋 uchwa艂 II Soboru Watyka艅skiego i modernizacj臋 Ko艣cio艂a w Polsce" (por. J.S. i W.W.S., Tematy tygodnia, "My艣l Polska" z 5 czerwca 1994 r.). Omawiaj膮cy wyst膮pienie Turowicza redaktorzy "My艣li Polskiej" komentowali: "Obok pot臋pienia ataku na zmar艂ego Prymasa, kt贸ry by艂 rzeczywistym przyw贸dc膮 narodu polskiego w szczeg贸lnie trudnym okresie, nasuwaj膮 si臋 pytania, jakie by艂y intencje wyst膮pienia J. Turowicza. Czy jest to dalszy krok do oddzielenia Ko艣cio艂a od narodu, jak czyni艂 to wytrwale 'Tygodnik Powszechny' pod redakcj膮 J. Turowicza?" (tam偶e).

Wyrozumia艂o艣膰 dla podwa偶ania wiary

W redakcji "Tygodnika Powszechnego" niejednokrotnie wyra偶ano skrajn膮 wr臋cz wyrozumia艂o艣膰 dla r贸偶nych przejaw贸w podwa偶ania najistotniejszych nawet zasad wiary katolickiej. Bardzo typowe pod tym wzgl臋dem by艂o zachowanie si臋 redakcji "Tygodnika Powszechnego" po Notyfikacji Kongregacji Nauki Wiary na czele z kardyna艂em Josephem Razingerem na temat ksi膮偶ek jezuity ojca Anthony'ego de Mello. W g艂o艣nej "Notyfikacji odno艣nie do pism ojca Anthony de Mello SJ" opublikowanej 24 czerwca 1998 roku stwierdzono m.in.: "(...) ju偶 w niekt贸rych fragmentach tych pierwszych publikacji [o. de Mello - J.R.N.], a w spos贸b nasilony w p贸藕niejszych pismach tego Autora, zauwa偶a si臋 coraz bardziej niebezpieczne odchodzenie od podstawowych tre艣ci wiary chrze艣cija艅skiej. Objawienie dokonane w Chrystusie zast臋puje on intuicj膮 Boga bez 偶adnej formy i mo偶liwo艣ci wyobra偶enia, dochodz膮c do okre艣lenia Boga jako og贸lnej pustki (...)". W Notyfikacji Kongregacji Nauki Wiary zwracano uwag臋 na szkodliw膮 wymow臋 innych sugestii o. de Mello, prowadz膮cych na przyk艂ad do konkluzji na temat ksi膮g 艣wi臋tych; "nie wy艂膮czaj膮c Biblii": "Ksi臋gi te przeszkadzaj膮, aby ludzie szli za w艂asnym rozs膮dkiem i czyni膮 ich ograniczonymi i agresywnymi. Religie, w艂膮cznie z chrze艣cija艅sk膮, s膮 jedn膮 z podstawowych przeszk贸d w odkryciu prawdy. (...) My艣le膰, 偶e B贸g w艂asnej religii jest jedynym, znaczy podda膰 si臋 fanatyzmowi. 'B贸g', wed艂ug Autora, powinien by膰 widziany jako rzeczywisto艣膰 kosmiczna, nieokre艣lona i wszechobecna. Ignoruje si臋 charakter osobowy Boga, a praktycznie si臋 Go zaprzecza. (...) Kongregacja Nauki Wiary, maj膮c na celu trosk臋 o dobro wiernych, uzna艂a za konieczne stwierdzi膰 niniejsz膮 Notyfikacj臋, 偶e wy偶ej przedstawione teorie nie s膮 do pogodzenia z wiar膮 katolick膮 i mog膮 prowadzi膰 do powa偶nych szk贸d.

W czasie audiencji udzielonej kardyna艂owi Prefektowi, Jego 艢wi膮tobliwo艣膰 Jan Pawe艂 II zatwierdzi艂 niniejsz膮 Notyfikacj臋, uchwalon膮 na zebraniu plenarnym Kongregacji Nauki Wiary i nakaza艂 jej opublikowanie" (cyt. za "Tygodnik Powszechny" z 6 wrze艣nia 1998 r.). W tym samym numerze "Tygodnika Powszechnego", w kt贸rym opublikowano powy偶sz膮 Notyfikacj臋 Kongregacji Nauki Wiary, ukaza艂 si臋 artyku艂 Artura Sporniaka "K艂opoty z jezuickim guru", wyra藕nie ironizuj膮cy na temat niekt贸rych polskich krytyk贸w pogl膮d贸w jezuity de Mello. Sporniak nie ukrywa艂 w ko艅cowych konkluzjach swego tekstu, wyra藕nie pozbawionego krytycyzmu wobec de Mello, r贸wnie偶 opinii, 偶e pot臋pienie pogl膮d贸w de Mello utrudni pr贸by religijnego zbli偶enia Europy i Azji. Pisa艂: "Na razie wi臋c pr贸by religijnego zbli偶enia Europy i Azji zdaj膮 si臋 by膰 nieudane. (...) Ko艣ci贸艂 i teologowie wci膮偶 nie potrafi膮 przet艂umaczy膰 prawd zawartych w dogmatach na j臋zyk filozofii i religii Azji, nie zniekszta艂caj膮c przy tym depozytu wiary. Dop贸ki si臋 to nie uda, Kongregacji Nauki Wiary nie pozostanie nic innego, jak orzeka膰 w coraz to nowych przypadkach 'niezgodno艣膰 z wiar膮 katolick膮' i ostrzega膰 wiernych przed 'powa偶nymi szkodami'" ("Tygodnik Powszechny" z 6 wrze艣nia 1998 roku).

Jak ju偶 akcentowa艂em, zar贸wno kardyna艂 Joseph Ratzinger w imieniu Kongregacji Nauki Wiary, jak i zatwierdzaj膮cy Notyfikacj臋 Ojciec 艢wi臋ty Jan Pawe艂 II jednoznacznie uznali za "niebezpieczne" zawarte w pismach o. de Mello "odchodzenie od podstawowych tre艣ci wiary chrze艣cija艅skiej". Nie przeszkodzi艂o to redaktorom "Tygodnika Powszechnego" w odpowiednim doborze uczestnik贸w publikowanej w tygodniku Turowicza debaty o pogl膮dach de Mello, aby wyra藕nie przewa偶ali w niej obro艅cy pogl膮d贸w tego jezuity (por. Debata "Tygodnika": sprawa ojca de Mello, "Tygodnik Powszechny" z 13 wrze艣nia 1998 roku). Jeden z tych obro艅c贸w - o. Stanis艂aw Obirek stwierdzi艂 m.in.: "Tekst kardyna艂a Ratzingera stanowi wyk艂adni臋 oficjaln膮, ale nie nieomyln膮. (...) Nie ba艂bym si臋 kardyna艂owi Ratzingerowi powiedzie膰, 偶e w swoim rozwoju duchowym owocnie czerpi臋 z de Mello". Jeszcze radykalniejszy okaza艂 si臋 inny uczestnik "Debaty" w "Tygodniku Powszechnym" - Bart艂omiej Dobroczy艅ski (znany sk膮din膮d jako skrajny entuzjasta J. Owsiaka). Wyst膮pi艂 on z otwartym atakiem na Notyfikacj臋 Kongregacji Nauki Wiary, stwierdzaj膮c: "Odbieram to jako brak szacunku dla mojej wra偶liwo艣ci religijnej". Uzna艂 Notyfikacj臋 za "gro藕ne oskar偶enie", akcentuj膮c r贸wnocze艣nie: "Obawiam si臋, 偶e dokument watyka艅ski wzmocni postawy reprezentowane np. przez rozg艂o艣ni臋 z Torunia". Inny dyskutant - o. Maciej Bielawski stwierdzi艂, podwa偶aj膮c w ten spos贸b znaczenie Notyfikacji Kongregacji Nauki Wiary, wspartej autorytetem samego Ojca 艢wi臋tego: "Moim zdaniem watyka艅ska wypowied藕 ani nie zamyka dyskusji, ani jej nie otwiera". Tylko jeden jedyny z czterech uczestnik贸w "Debaty" o. Jan Andrzej K艂oczowski wyst膮pi艂 ze stanowcz膮 obron膮 stanowiska Kongregacji Nauki Wiary.

Znamienne jest, 偶e tak偶e p贸藕niej redakcja "Tygodnika Powszechnego" opublikowa艂a listy broni膮ce de Mello (por. listy Stanis艂awy Grabskiej i Jana Tarnowskiego, "Tygodnik Powszechny" z 27 wrze艣nia 1998 r.). Najdalej posun臋艂a si臋 w swych os膮dach dzia艂aczka warszawskiego KIK-u Stanis艂awa Grabska, pisz膮c m.in. o de Mello: "(...) trudno jest widzie膰 w jego ksi膮偶kach sprzeczno艣膰 z tre艣ci膮 chrze艣cija艅skiej doktryny czy z dogmatami. (...) Kardyna艂 Ratzinger z racji swej funkcji str贸偶a doktryny musi si臋 interesowa膰 g艂贸wnie wiar膮, 'w kt贸r膮 wierzymy'. Ufam, 偶e pr臋dzej czy p贸藕niej zmieni on s膮d o de Mello". Stanis艂awa Grabska zaciera艂a w ten spos贸b fakt, 偶e s膮d kardyna艂a Ratzingera nie by艂 tylko jego s膮dem, lecz os膮dem Kongregacji Nauki Wiary, popartym autorytetem samego Jana Paw艂a II. Czy偶by redakcja "Tygodnika Powszechnego" w膮tpi艂a w dogmat o nieomylno艣ci Papie偶a w sprawach wiary?

W kolizji z dogmatami

Liczne przyk艂ady zajmowania przez "Tygodnik Powszechny" stanowiska koliduj膮cego z dogmatami wiary zosta艂y przytoczone w publikowanym po艣miertnie wa偶nym tek艣cie wybitnego katolickiego publicysty J贸zefa Mariana 艢wi臋cickiego, szczyc膮cego si臋 niegdy艣 mi臋dzy innymi przyja藕ni膮 i zaufaniem kardyna艂a Adama Sapiehy (J.M. 艢wi臋cicki: O "Tygodniku" memento, "Nasza Polska" z 6 pa藕dziernika 1999 r.). Jak pisa艂 艢wi臋cicki: "Co gorsza, w jego numerach ["Tygodnika Powszechnego"] pojawiaj膮 si臋 wci膮偶 artyku艂y wyra藕nie koliduj膮ce z katolick膮 ortodoksj膮. Jeden z nich, autorstwa ks. Wac艂awa Hryniewicza, zdawa艂 si臋 solidaryzowa膰 ze stanowiskiem synodu anglika艅skiego, kt贸ry zakwestionowa艂 wieczno艣膰 kar piekielnych jako rzekomo obarczaj膮cych Boga zarzutem sadyzmu. Spotka艂o si臋 to z rewerencyjn膮, ale mocn膮 replik膮 ks. Marka Starowieyskiego - ze wzgl臋du na to, 偶e taki pogl膮d narusza dogmat. Zaraz potem ukaza艂 si臋 jednak w 'TP' artyku艂 ks. Piotrowskiego, traktuj膮cy wypowied藕 Chrystusa o wieczno艣ci kar piekielnych jako 'metafor臋' i powo艂uj膮cy si臋 w tej kwestii na autorytet Orygenesa, kt贸rego tezy zosta艂y wszak pot臋pione przez Ko艣ci贸艂. A偶 wierzy膰 si臋 nie chce, 偶e istniej膮 u nas ksi臋偶a o takim 'teologicznym' wykszta艂ceniu (...). Bardzo te偶 przykro wypad艂a w 'Tygodniku Powszechnym' (ostatni numer z 1996 r.) pr贸ba obrony Jacka Kuronia, zajmuj膮cego w sprawie aborcji analogiczne do Kwa艣niewskiego stanowisko (...). A czy偶 nie jest niepokoj膮ce, 偶e w czasie kiedy coraz bardziej si臋 upowszechnia model katolicyzmu dowolnie selektywnego, przyjmuj膮cego jedne, a odrzucaj膮cego inne prawdy wiary, ks. Hryniewicz, pisz膮c w 'TP' (1997, nr 8) o 'Wierze wzywanych do nawr贸cenia', wyst膮pi艂 w obronie ksi臋dza ze Sri Lanki ekskomunikowanego za uporczywe trwanie w herezji".

"Ob艂udnik Powszechny" (6) 16.11.2002

Krystyna Czuba wyst膮pi艂a kiedy艣 przeciwko pr贸bom zostawiania otwartych furtek dla eutanazji na 艂amach "Tygodnika Powszechnego". Pisa艂a: "Cywilizacja 艣mierci wkrada si臋 do wszelkich medi贸w. 'Tygodnik Powszechny' (21 marca 1993 r.) zamie艣ci艂 artyku艂 Tadeusza Jagodzi艅skiego '艢mier膰 na 偶yczenie?'. W artykule czytamy: 'Postawy religijnej uznaj膮cej, 偶e cz艂owiekowi nie wolno niszczy膰 偶ycia darowanego przez Boga, nie da si臋 pogodzi膰 z tymi nurtami filozofii wolno艣ci i autonomii jednostki, kt贸re zak艂adaj膮 prawo cz艂owieka do nieskr臋powanej swobody decydowania o w艂asnym losie. Jedyn膮 p艂aszczyzn膮 porozumienia mo偶e by膰 tolerancja oraz wzajemny szacunek przy r贸wnoczesnym dyplomatycznym za艂o偶eniu, 偶e obie strony s膮 zgodne co do tego, 偶e si臋 nie zgadzaj膮. B艂臋dem by艂oby jednak wyci膮gni臋cie z tego wniosku o bezsensie dialogu na temat eutanazji'. W 'Tygodniku Powszechnym' ukazuj膮 si臋 cz臋sto publikacje przedstawiaj膮ce tzw. pogranicze etyczne. Te granice etyczne zosta艂y zatarte. Skutki tej filozofii dla cz艂owieka i narodu s膮 przera偶aj膮ce".

Skrajnym przyk艂adem wyj膮tkowej pob艂a偶liwo艣ci "Tygodnika Powszechnego" dla najbardziej nawet agresywnych odst臋pc贸w od wiary katolickiej by艂y dwa teksty po艣wi臋cone postaci suspendowanego ksi臋dza Eugene Drewermanna w przed艣wi膮tecznym numerze "Tygodnika Powszechnego" z 20 grudnia 1992 roku. Suspendowany ksi膮dz Eugene Drewermann znany jest z ksi膮偶ek niezwykle napastliwych wobec Ko艣cio艂a katolickiego, z niezwyk艂膮 gorliwo艣ci膮 d膮偶膮cych do zniszczenia struktur Ko艣cio艂a instytucjonalnego. Jego publikacje pe艂ne s膮 fanatycznych wr臋cz uprzedze艅 i uproszcze艅, zawieraj膮 wiele stwierdze艅 ca艂kowicie rozmijaj膮cych si臋 z prawd膮. Tym bardziej zdumiewaj膮ce by艂o wi臋c po艣wi臋cenie tej w艂a艣nie postaci a偶 dw贸ch bardzo obszernych materia艂贸w: artyku艂u ksi臋dza Dariusza Oko "Sprawa Drewermanna, czyli Luter dwudziestego wieku" i "Drewermann ma g艂os. Z (suspendowanym) ksi臋dzem dr Eugenem Drewermannem rozmawia Wojciech Pi臋ciak". Zdumiewaj膮cy by艂 przesadny ton tekstu ks. Oko, ju偶 w tytule niezwykle wyolbrzymiaj膮cy pozycj臋 Drewermanna jako rzekomego "Lutra XX wieku". Zrozumia艂e, 偶e Drewermann jest ch臋tnie nag艂a艣niany w czasopismach niezbyt przychylnie nastawionych do Ko艣cio艂a, od postkomunistycznego "Wprost" do postkomunistycznej "Polityki". Trudno jednak zrozumie膰, dlaczego to samo dzieje si臋 w tygodniku mieni膮cym si臋 katolickim. St膮d nie zaskoczy艂 mnie ton ostrego wyst膮pienia krytycznego wobec tego nag艂o艣nienia, wyra偶ony przez redaktora naczelnego "Ateneum Kap艂a艅skiego" ks. Jerzego Bagrowicza w artykule pt. "Czy nale偶y pisa膰 o Drewermannie?", publikowanym w "Tygodniku Powszechnym" z 17 stycznia 1993 roku. Ksi膮dz Bagrowicz pisa艂 m.in.: "Tytu艂 artyku艂u ks. Oko (...) jasno okre艣la stanowisko zar贸wno autora, jak i redakcji: widzi si臋 w Drewermannie zjawisko dla naszego czasu znacz膮ce. 'Trudno udawa膰, 偶e go nie ma' - napisano w redakcyjnym wprowadzeniu. Na takie 'uhonorowanie' suspendowanego ksi臋dza i tak szerok膮 prezentacj臋 jego pogl膮d贸w ostro zareagowa艂 red. Marek Skwarnicki w bo偶onarodzeniowym numerze 'Tygodnika' (...). Podzielam w膮tpliwo艣ci red. Skwarnickiego co do sensowno艣ci zamieszczenia wywiadu z Drewermannem, przeprowadzonego przez red. Pi臋ciaka (...). To Drewermann panuje nad rozmow膮, prowadzi j膮 w zamierzonym przez siebie kierunku, widz膮c okazj臋 upowszechnienia swego pos艂annictwa tak偶e przez powa偶ny polski tygodnik (...). Spos贸b, w jaki red. Pi臋ciak usi艂uje zaczepia膰 Drewermanna, przypomina raczej nie艣mia艂e pytania w rodzaju: 'I co jeszcze masz do objawienia, nasz drogi mistrzu?'. Zadziwia艂 taki w艂a艣nie styl prowadzenia wywiadu w tygodniku 'katolickim' z cz艂owiekiem b臋d膮cym zdecydowanym wrogiem Ko艣cio艂a instytucjonalnego, traktuj膮cego Bibli臋 jako 'zesp贸艂 symboli i mit贸w zbli偶onych do innych kultur'. Onie艣mielenie i ugrzecznienie redaktora 'Tygodnika Powszechnego' zamiast pr贸by przyparcia przeciwnika Ko艣cio艂a do muru, wskazania na uproszczenia i sprzeczno艣ci jego wywod贸w".

Antyreligijne obsesje Stanis艂awa Lema

Przypadek ze skrajnym nag艂o艣nieniem w "Tygodniku Powszechnym" J. Wole艅skiego, przeciwnika Ko艣cio艂a i sta艂ego wsp贸艂pracownika fanatycznie antyreligijnego czasopisma "Bez Dogmatu" nie by艂 wcale odosobnionym "wypadkiem przy pracy". "Tygodnik Powszechny" od dawna wykazywa艂 niezwyk艂膮 wielkoduszno艣膰 w nag艂a艣nianiu pogl膮d贸w przer贸偶nych ateist贸w, by艂ych stalinowc贸w i nawet by艂ych ubek贸w (jak Krzysztof Wolicki). Od wielu lat tygodnik Turowicza i ks. Bonieckiego udziela niezwykle szczodrze swoich 艂am贸w dla by艂ego stalinisty i zatwardzia艂ego ateisty, pisarza Stanis艂awa Lema. Autor ten wielokrotnie 偶wawo zmienia艂 pogl膮dy na r贸偶ne sprawy. W jednym by艂 i jest jednak ogromnie konsekwentny - w szydzeniu z Boga, religii, Ko艣cio艂a. I taki oto cz艂owiek, "notoryczny wr贸g Pana Boga", nale偶y dzi艣 do najcz臋艣ciej publikowanych i nag艂a艣nianych autor贸w mieni膮cego si臋 katolickim tygodnika. Przypomnijmy tu jak偶e wymowne uwagi Andrzeja Lewmara, w opracowaniu Ma艂gorzaty Kosewskiej, drukowane w "Gazecie Polskiej" z 4 lipca 1996 roku pod tytu艂em "Trzy obsesje Stanis艂awa Lema". Tymi trzema obsesjami by艂y: "Komunizm, B贸g i imperializm". Komunizm oczywi艣cie jako temat chwalby, B贸g i imperializm jako tematy pot臋pie艅. Niema艂o miejsca po艣wi臋ci艂 szyderstwom z religii, m.in. w wydanej w czasach stalinowskich g艂o艣nej powie艣ci fantastyczno-naukowej skrzy偶owanej z prokomunistyczn膮 agitk膮 - "Ob艂ok Magellana". Jak przypomina A. Lewmar, w tej powie艣ci Lema: "Dyskutuj膮c tre艣膰 fresku 艣ciany jadalni swego statku, dzielni komuni艣ci okre艣laj膮 krzy偶 jako 'zapomniany symbol mitu religijnego'. Podczas dyskusji nad ewolucj膮 偶ycia w kosmosie mowa o 'groteskowym na艣ladownictwie dzie艂 tego pana stw贸rcy, w kt贸rego wierzyli staro偶ytni'. W innym miejscu ksi膮偶ki czytamy o krzy偶u jako znaku wiary daremnej". W publikowanym w 1954 roku tomie "Sezam" znajdujemy m.in. opowiadanie "Klient Pana Boga" - z gatunku szyderstw religijnych. Lewmar tak pisze m.in. o wymowie tego opowiadania: "Starzej膮cy si臋 gangster, specjalista od mordu, rabunku i szanta偶u, postanawia zapewni膰 sobie zbawienie wieczne. W tym celu udaje si臋 do jednego z biskup贸w 艣wiadcz膮cego us艂ugi sprzedawania raju, nieba itp. (...) Biskup zapewnia, i偶 wyst臋pki gangstera s膮 po prostu drobiazgami i odpowiednia skrucha (w dolarach) zapewni mu skr贸tow膮 drog臋 do raju. Czym bowiem s膮 przewinienia zawodowe profesjonalnego, lecz mimo wszystko detalicznego mordercy wobec reali贸w ameryka艅skich. Przyk艂adowo: promocja zbrodniarzy z Waffen SS na czo艂owe stanowiska armii ameryka艅skiej, skorumpowanego do cna kongresu USA, drania prezydenta (...)".

Chwalca ubek贸w

Dodajmy, 偶e tym stalinowskim atakom na Ko艣ci贸艂 i religi臋 towarzysz膮 r贸wnie haniebne teksty Lema na cze艣膰 komunistycznej bezpieki. Jerzy Lubach tak pisa艂 w "Arcanach" (nr 3 z 1995 r., s. 170-171) o drukowanej we wrze艣niu 1950 roku w "Tw贸rczo艣ci" stalinowskiej prozie Lema: "Lem, 'bez przymusu, a nawet zagro偶enia' opublikowa艂 z w艂asnej chyba woli tekst 'Kocio艂' (z dopiskiem: 'fragment powie艣ci') dziarsko s艂awi膮cy prac臋 UB (...) czujno艣膰 partii wobec wrog贸w klasowych pragn膮cych 贸w tytu艂owy kocio艂 zniszczy膰 (...) pisarz w jednym z pierwszych wydrukowanych swoich tekst贸w opluwa walcz膮cych jeszcze po lasach, i za to mordowanych w katowniach Bezpieki polskich patriot贸w, bezwstydnie podlizuj膮cy si臋 temu aparatowi terroru, wychwalaj膮cy prawdom贸wno艣膰 i szlachetno艣膰 PZPR i UB". Oto jak referowa艂 Jerzy Lubach kwintesencj臋 tego proubeckiego produkcyjniaka Stanis艂awa Lema: "Ju偶 od pierwszego zdania zaczyna si臋 obiecuj膮co: 'Jechali Jeepem: Marcin贸w, porucznik Serenka z Bezpiecze艅stwa, m艂ody rumiany blondyn oraz In偶ynier Ponorski. (...) Odezwa艂 si臋 Serenka - Mog臋 wam co艣 nieco艣 powiedzie膰, przypadkiem znam t臋 spraw臋. W styczniu by艂o 艣ledztwo, bo tam rozkradli akumulatory. W warsztatach pracowa艂o paru przefarbowanych foks贸w i jeden le艣ny. Taki ptaszek: zim膮 grza艂 si臋 na fabryce, w lecie siup do lasu. Wczasy, wiecie...
- No i c贸偶 z nimi?
- Ech - rzek艂 z 偶alem porucznik i t臋sknie obejrza艂 si臋 za uciekaj膮cym drzewem, obsypanym b艂yskaj膮cymi w艣r贸d li艣ci jab艂uszkami - rozp艂yn臋艂o si臋 bractwo. Nawia艂o'. Dalej kilka trafiaj膮cych do serca prawd o sojuszu proletariacko-ubeckim:
'- Wy jeste艣cie z Komitetu Wojew贸dzkiego?
- Tak.
- To powiedzcie im (...), 偶eby nam g艂owy nie moczyli. (...) Niech Bezpiek膮 nie strasz膮! Bezpieka nam robotnikom nie straszna. (...)
- Tak. Bezpiecze艅stwa nie macie si臋 co ba膰'.
I wreszcie kulminacja - partyjny orgazm:
'- Dokonano u was sabota偶u, towarzysze, i podejrzewamy, 偶e w innych kot艂ach tak偶e s膮 podci臋te nity lub s膮 inne uszkodzenia. Kot艂ownia mo偶e wylecie膰 w powietrze. (...) Towarzysze! Powiedzia艂em wam wszystko, co sam wiem. Oni chc膮 nas zadusi膰. Ale teraz my atakujemy na wszystkich frontach Indonezji, Chin, Grecji, odbudowanej Warszawy i fabryk. Teraz, towarzysze, musicie wybiera膰 sami. Ja wam powtarzam, co ju偶 m贸wi艂em: nikt nie ma prawa zmusza膰 was do pracy, kiedy w ka偶dej chwili grozi wybuch. Tutaj k艂ad臋 dwa arkusze papieru, towarzysze. Ka偶dy, kto chce zosta膰 w Micha艂owicach i pracowa膰 wed艂ug tego u艂o偶onego planu, podpisze si臋 na pierwszym. Kto nie chce, podpisze si臋 na drugiej li艣cie. Imieniem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej r臋cz臋, 偶e ka偶dy robotnik dostanie prac臋 w swoim fachu, najdalej do kilku tygodni. Wiecie, 偶e partia nigdy jeszcze nie z艂ama艂a danego s艂owa. I jeszcze jedno. Ja towarzysze zanim pracowa艂em w Wojew贸dzkim Komitecie by艂em palaczem'".

Dzisiejsze ataki Lema na religi臋

To, 偶e Lem od lat nale偶y do najcz臋艣ciej drukowanych autor贸w "Tygodnika Powszechnego", ani troch臋 nie zahamowa艂o jego agresywnych tyrad antyko艣cielnych i antyreligijnych na 艂amach innych czasopism. Pod tym wzgl臋dem Lem wyra藕nie pozosta艂 sob膮... zajad艂ym i zacietrzewionym ateist膮, wci膮偶 szydz膮cym z wiary i Ko艣cio艂a. I jako艣 to w niczym nie przeszkadza redaktorom "Tygodnika Powszechnego". Z kolei sam Lem t艂umaczy sw膮 wsp贸艂prac臋 z "Tygodnikiem Powszechnym" w spos贸b nast臋puj膮cy: "Ch臋tnie pisuj臋 do 'Tygodnika', bo mog臋 w nim wypowiada膰 rozmaite koncepcje, zar贸wno te, kt贸re si臋 episkopatowi podobaj膮, jak i te mniej strawne dla hierarchii ko艣cielnej." (por. "Tako rzecze... Lem. Ze Stanis艂awem Lemem rozmawia Stanis艂aw Bere艣", Krak贸w 2002, s. 430). Ch臋tnie wierz臋, 偶e rozmaite koncepcje Lema podobaj膮 si臋 redaktorom "Tygodnika Powszechnego", dopuszczaj膮cym swoisty bardzo szeroki luz w stosunku do wiary i Ko艣cio艂a. Niedawno publicysta "Nowego Pa艅stwa" (pa藕dziernik 2002 r.) W艂odzimierz Jurasz, omawiaj膮c ksi膮偶k臋 "Tako rzecze... Lem", stwierdzi艂, 偶e Lem "nie potrafi ustrzec si臋 bana艂u i schematyzmu, p艂yn膮cego wprost z polskiej wersji politycznej poprawno艣ci, w kt贸rej za najwi臋ksze zagro偶enie demokracji od 12 lat uwa偶a si臋 Ko艣ci贸艂 i religi臋". Oto typowe pr贸bki najnowszych dywagacji Lema z ksi膮偶ki "Tako rzecze... Lem", jego szydze艅 z Boga, religii, Ko艣cio艂a, kt贸re jako艣 nie wp艂yn臋艂y na stosunek redakcji ks. Bonieckiego do niego:

- s. 315: (...) "Nie mo偶na sprowadza膰 powstania 偶ycia na ziemi do czystej losowo艣ci. Wygl膮da艂oby na to, 偶e kto艣 zrobi艂 sobie z nas okrutny 偶art i jest odwrotnie ni偶 powiada艂 Einstein: 'raffiniert ist der Herrgot, aber boshaft ist Er nicht' (Pan B贸g jest wyrafinowany, ale nie z艂o艣liwy). Wszystko bowiem wskazywa艂oby, 偶e 'To', co stworzy艂o kosmos, by艂o bardzo wyrafinowane i niezmiernie z艂o艣liwe, gdy偶 wszystko jest tylko wznosz膮c膮 si臋 budowl膮, kt贸ra musi si臋 zapa艣膰 w ruin臋".

- s. 531: "To wszystko zreszt膮 w znacznym stopniu wynika z tego, 偶e Ko艣ci贸艂 upar艂 si臋 przy twierdzeniu, 偶e Pan B贸g stworzy艂 cz艂owieka, 'na w艂asny obraz i podobie艅stwo'. Ale co to tak naprawd臋 znaczy? Haeckel s艂usznie powiedzia艂, 偶e wed艂ug tej wersji Pan B贸g jest bez w膮tpienia gumowym ssakiem, bo je偶eli cz艂owiek jest jego kopi膮, to primo - musi mie膰 r臋ce, ale poniewa偶 jest niematerialny, wi臋c secundo - musi by膰 istot膮 gazow膮...". "Co艣 mi si臋 ten koncept nie podoba" [Tak delikatnie komentuje zwi膮zany z "Tygodnikiem Powszechnym" rozm贸wca Lema Stanis艂aw Bere艣 - J.R.N.]. - "Tote偶 ja nie twierdz臋, 偶e jest on sensowny, ale za to pouczaj膮cy. Takie mniemania, jak o rzekomej doskona艂o艣ci ludzkiej istoty i jej nienaruszalno艣ci, s膮 nie do utrzymania, Ko艣ci贸艂 rzymski moc膮 orzecze艅 'Roma locuta, causa finita' uzna艂, 偶e ewolucja najpierw by艂a naturalna, a dopiero potem, w kt贸rym艣 momencie Pan B贸g tchn膮艂 w t臋 glinian膮 kuk艂臋 ducha i dzi臋ki temu mamy Stanis艂awa Lema i Stanis艂awa Beresia. Ja bym si臋 na miejscu hierarchii katolickiej przy takich dogmatach raczej nie upiera艂".

- s. 395: "Jak wiadomo bowiem, Pan B贸g jest wszechmocny i wszystko wie, a 艣wiat stworzy艂 doskona艂y i nawet guzik od gaci nie mo偶e odpa艣膰 bez woli Bo偶ej. Bez niej nie dzieje si臋 nic. Szatan przecie偶 nie ma potencji kreacyjnej. Nie wiem, czy to jest dogmat religijny, ale nale偶y to do nauki Ko艣cio艂a. Jak to pogodzi膰 z naszymi pro艣bami o wstawiennictwo? Nie mo偶na prosi膰 o nic: ani o zdrowie, ani o pomy艣lno艣膰, ani o niepodleg艂o艣膰 ojczyzny. Gdyby bowiem Pan B贸g naprawi艂 co艣 cudem, oznacza艂oby to, 偶e rzeczywisto艣膰 nie jest doskona艂a. Stan doskona艂y jest wtedy, gdy niczego ju偶 poprawia膰 nie trzeba".

- s. 436: "Polska jest tylko ma艂ym ziarenkiem (ba, nawet nie pionkiem) na szachownicy 艣wiata. Bardzo stracili艣my na wadze. Byli艣my s艂abi, a teraz jeste艣my prawie niedostrzegalni. Dzi艣 lepsz膮 sytuacj臋 od nas maj膮 nawet takie kraje, jak Czechy (...) bo maj膮 ma艂o katolik贸w, a za to du偶o ewangelik贸w. To jest chyba du偶o lepsza propozycja ni偶 u nas". Do艣膰 - chyba ju偶 za du偶o cytat贸w z tych jak偶e prymitywnych bredze艅. I takiego to autora skwapliwie publikuje redakcja tygodnika mieni膮cego si臋 katolickim. Kto艣 powie na to, 偶e w "Tygodniku Katolickim" nie publikuje on akurat takich blu藕nierczych tekst贸w. Czy to wystarcza? Wyobra藕my sobie polityk臋 redakcyjn膮 renomowanego czasopisma prawniczego, kt贸re co rusz nag艂a艣nia艂oby na swych 艂amach jako autora kogo艣 znanego sk膮din膮d z publicznych pochwa艂 rozboj贸w i bezwstydnego, agresywnego szydzenia z elementarnych zasad praworz膮dno艣ci, To, co Lem wypisuje, to s膮 przecie偶 bardzo cz臋sto skrajne, obsesyjne wr臋cz absurdy. Na przyk艂ad kiedy chwali si臋 w "Tako rzecze... Lem" (s. 469), 偶e w 1991 roku na zam贸wienie Instytutu Polskiego w Darmstadt, wypowiadaj膮c si臋 na temat przysz艂o艣ci Polski, napisa艂, 偶e "My si臋 znajdziemy pod protektoratem Watykanu". Obsesja czy g艂upota, czy obie rzeczy naraz? W艣r贸d r贸偶nych lemowskich bredze艅 znalaz艂 si臋 i atak na Prymasa Polski (s. 411): "Nie dziwi臋 si臋, 偶e w 'Res Publice' napisano tak wyra藕nie, 偶e prymas jest endekiem, a jego nieobecno艣膰 w Jedwabnem by艂a skandalem. Ja si臋 z tym zgadzam". Tak ch臋tnie drukowany w "Tygodniku Powszechnym" Lem nie ukrywa, 偶e jest ateist膮, 偶e w og贸le "zawsze by艂 niewierz膮cym" (tam偶e, s. 40), pisze: "jestem zakamienia艂ym ateist膮" (s. 312). M贸wi膮c o swych pogl膮dach, akcentuje (s. 429), 偶e ma "przede wszystkim" pogl膮dy "antyklerykalne".

"Kosmopolita od urodzenia"

Popularny autor "Tygodnika Powszechnego" 偶ywi r贸wnie偶 sk膮din膮d do艣膰 silnie wyst臋puj膮c膮 u licznych redaktor贸w i wsp贸艂pracownik贸w tego tygodnika - skrajn膮 niech臋膰, wr臋cz pogard臋 dla Narodu, w艣r贸d kt贸rego 偶yje. Pisa艂em ju偶, 偶e redaktor "Tygodnika Powszechnego" T. 呕ychiewicz deklarowa艂 w "Gazecie Wyborczej": jeste艣my g艂upi nar贸d". Inny redaktor, Marcin Kr贸l, akcentowa艂, 偶e Polska jest nienormalna od 200 lat. Lem wzbogaca t臋 porcj臋 wyzwisk na Polsk臋 i Polak贸w stwierdzeniem: nasz nar贸d jest ciemny jak mogi艂a" (tam偶e, s. 435). Uzupe艂nia te stwierdzenia jawnie k艂amliwymi informacjami w stylu: "Ksi膮偶ki za艣 czyta jeden procent Polak贸w!" (s. 414). Jeden procent to by艂oby nieca艂e 400 tysi臋cy os贸b czytaj膮cych ksi膮偶ki. Na pewno nie jest dobrze z czytelnictwem w Polsce, podaje si臋, 偶e po艂owa Polak贸w nie czyta ani jednej ksi膮偶ki rocznie, ale pisa膰 o zaledwie jednym procencie czytaj膮cych ksi膮偶ki to jawne, g艂upawe oszczerstwo. Typowe dla gardz膮cego Polsk膮 Lema, kt贸ry bez 偶enady deklaruje: "Gdybym by艂 o 膰wier膰 wieku m艂odszy, wyemigrowa艂bym, gdzie by mnie oczy ponios艂y" (tam偶e, s 427). Czy akcentuje (s. 473): "Z urodzenia jestem kosmopolit膮". M贸g艂bym jeszcze d艂ugo wylicza膰 r贸偶ne pe艂ne fobii wynurzenia Lema w zwi膮zku z Jedwabnem, o polskich "pogromach" w latach 1945-46 etc., ale nie chc臋 ju偶 nadmiernie nadu偶ywa膰 cierpliwo艣ci Czytelnik贸w. Dodam jeszcze dla pe艂ni obrazu postaci Lema, 偶e ten stary stalinista jest dzi艣 oczywi艣cie zajad艂ym przeciwnikiem rozlicze艅 (tam偶e, s. 443), 偶e chwali si臋 swym g艂osowaniem na Kwa艣niewskiego (tam偶e, s. 444). 呕e w wywiadzie dla "Przegl膮du" z 22 listopada 2001 roku powiedzia艂, 偶e "nale偶a艂o g艂osowa膰 na SLD, bo nikogo innego nie ma!". Mo偶na tylko "pogratulowa膰" "Tygodnikowi Powszechnemu" ho艂ubienia tego typu autora!

Ze stalinowskiej 艂膮czki

W艣r贸d autor贸w "Tygodnika Powszechnego", tak gorliwie realizuj膮cego polityk臋 "grubej kreski", znale藕li si臋 r贸wnie偶 liczni inni byli stalinowcy, m.in. by艂y ubek Krzysztof Wolicki, byli stalinowscy politrukowie literatury Ryszard Matuszewski i Jan Kott. Wolicki znany by艂 m.in. z opowie艣ci z doby stalinowskiej na jego temat, barwnie opisuj膮cych m.in., jak biega艂 z pistoletem po redakcji "Trybuny Ludu". W s艂awnym "Abecadle Kisiela" znajdujemy inn膮 smakowit膮 story o Wolickim. Jak pisa艂 Kisiel: "Krzysztof Wolicki - znam doskonale z rozm贸w, tak... (...). S艂awna by艂a jego historia ze strzelaniem w czasie Bo偶ego Cia艂a, kiedy by艂 jeszcze stalinowcem. On mieszka艂 na Foksal i na balkonie rozwiesi艂 jakie艣 gacie, jakie艣 co艣, bo s艂o艅ce 艣wieci艂o. I sz艂a procesja... zacz臋li krzycze膰, 偶e tu wisz膮 gacie, 偶e profanacja... Wtedy on wyskoczy艂 z rewolwerem i zacz膮艂 im grozi膰." (S. Kisielewski: "Abecad艂o Kisiela", Warszawa 1990, s. 125). Podobnie jak Lem r贸wnie偶 i publikuj膮cy od czasu do czasu na 艂amach "katolickiego" "Tygodnika Powszechnego" Wolicki pozosta艂 niez艂omnym ateist膮. Szczerze wyznawa艂 w ogromniastym wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego" 25 kwietnia 1993 roku: "Nie jestem agnostykiem, ja jestem ateist膮. Jestem absolutnie przekonany, 偶e Pana Boga nie ma, to jest moja wewn臋trzna pewno艣膰". Pewno艣膰 pewno艣ci膮, tylko po co "katolicki" tygodnik popularyzowa艂 i nag艂a艣nia艂 tego tak "pewnego wewn臋trznie" zajad艂ego ateist臋?! Kolejny "wypadek przy pracy" redakcji tak tkliwie przygarniaj膮cej ateist贸w, "agnostyk贸w" etc., etc.

W艣r贸d by艂ych stalinowc贸w gorliwie nag艂a艣nianych i popularyzowanych na 艂amach "Tygodnika Powszechnego" znalaz艂 si臋 r贸wnie偶 Jan Kott, wielce "zas艂u偶ony" w dawnych komunistycznych bojach przeciwko "fideistom" (tj. naukowcom wierz膮cym w Boga). Z jak膮偶 fanatyczn膮 szczero艣ci膮 Kott wyznawa艂 ju偶 w styczniu 1946 roku w artykule programowym na 艂amach marksistowskiej "Ku藕nicy": "Nam nie wystarcza, aby naukowiec by艂 zwolennikiem reformy rolnej, chcemy, aby przesta艂 by膰 fideist膮 [podkr. - J.R.N.]. Domagamy si臋 od pisarzy nie tylko gestu solidarno艣ci politycznej z Obozem Reformy, ale zmiany sposob贸w pisania. My chcemy innej literatury i humanistyki w Polsce. Dlatego atakujemy. Dlatego jeste艣my bezwzgl臋dni" (cyt. za H. S艂abek: "Intelektualist贸w obraz w艂asny 1944-1989", Warszawa 1997, s. 71-72). Kott rzeczywi艣cie potrafi艂 by膰 ogromnie bezwzgl臋dny w czystkach "nieprzydatnej" dla marksizmu polskiej literatury. Ten sprawca najgorszych spustosze艅 w sferze polskiej kultury w dobie stalinowskiej skwapliwie odrzuca艂 "na 艣mietnik historii" dzie艂a Z. Krasi艅skiego i S. Wyspia艅skiego, S. 呕eromskiego i J. Conrada. Szczeg贸lnie gwa艂townie zaatakowa艂 (ku zgrozie Marii D膮browskiej) "Lorda Jima" Conrada, widz膮c w g艂oszonych w nim idea艂ach heroizmu i honoru wz贸r "niebezpiecznej" ideologii, wyznawanej p贸藕niej przez 偶o艂nierzy Armii Krajowej. Przez wiele lat Kott z pasj膮 "demaskowa艂" r贸偶nych "wrog贸w" socjalizmu, od Ko艣cio艂a katolickiego, zbrojnego podziemia i gen. Andersa po r贸偶nych "reakcyjnych" tw贸rc贸w. Szczeg贸lnie gwa艂townie pi臋tnowa艂 "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kami艅skiego; stwierdzi艂: "To jest gro藕na ksi膮偶ka. Tak wychowano 'pokolenie kondotier贸w'".

Ide膮 zmitologizowanego post臋pu potrafi艂 usprawiedliwia膰 najohydniejsze stalinowskie zbrodnie. Gustaw Herling-Grudzi艅ski opisa艂 tak膮 oto swoj膮 rozmow臋 z Kottem: "Zgada艂o si臋 o Katyniu, nie obra艂 oficjalnej linii post臋powania. Wyd膮艂 tylko wargi i sykn膮艂 z u艣miechem: 'C贸偶 znaczy kilka tysi臋cy oficer贸w wobec Historii w marszu'" (Dziennik pisany noc膮, Warszawa 1991). Wiele os贸b widzia艂o w postaci Jana Kotta prawdziwe uciele艣nienie nieuczciwo艣ci i cynicznego karierowiczostwa. Leopold Tyrmand pisa艂 o "lokajskim Jana Kotta ukorzeniu si臋 przed nieodwracaln膮 brutalno艣ci膮 Historii". Jerzy Giedroy膰 w li艣cie do Witolda Gombrowicza z 18 maja 1963 roku pisa艂, 偶e Jan Kott jest jednym z tych, kt贸rzy stali si臋 szmatami i bezwzgl臋dnymi narz臋dziami nieinteligentnego systemu". Zygmunt Hertz w li艣cie do J. Giedroycia z 2 lutego 1965 roku pisa艂 bez ogr贸dek, 偶e Kott by艂 "k..." (!). Rozumiem, 偶e t臋 "szmat臋" i "k..." przygarnia艂a michnikowska "Gazeta Wyborcza". Tylko jak wyt艂umaczy膰, 偶e go przygarnia艂 r贸wnie偶 tak lubi膮cy moralizowa膰 "katolicki" "Tygodnik Powszechny"?

Stalinista o stalini艣cie

Znamienne, 偶e w艂a艣nie w "Tygodniku Powszechnym" 6 stycznia 2002 r. ukaza艂 si臋 chyba najbardziej panegiryczny tekst po艣miertny o postaci Jana Kotta. Artyku艂 ten by艂 tym bardziej bezkrytyczny, 偶e pisa艂 go inny by艂y stalinista, Ryszard Matuszewski, koniunkturalista wszechczas贸w. To o nim napisa艂 w 1979 roku w "Polityce" Artur Sandauer, 偶e Matuszewski jest "wiecznym chwalc膮 ka偶dego mi艂o艣ciwie nam panuj膮cego 'dzi艣', wiecznym prze艣miewc膮 ka偶dego w proch upad艂ego 'wczoraj'. Na ka偶dym etapie zmienia艂 podr臋czniki, zawzi臋cie krytykowa艂 to, co pierwej wychwala艂, wywraca艂 repertuar bohater贸w, cytowanych nazwisk itp.". Nic dziwnego, 偶e taki to autor, spec od "obrotowych" pogl膮d贸w - Matuszewski wola艂 unikn膮膰 nawet jednego zdania krytyki nt. roli Kotta w stalinizacji i sowietyzacji polskiej kultury. Jak偶e m贸g艂 to robi膰 Matuszewski w sytuacji, gdy jak szczerze wyzna艂 w swym tek艣cie na 艂amach "Tygodnika Powszechnego": "Ten okres jego 偶ycia i dzia艂alno艣ci tw贸rczej najtrudniej mi os膮dza膰, bo 'grzeszyli艣my' razem". Chwalebna to zaiste szczero艣膰, ale czy rzeczywi艣cie grubokreskowy "TP" cierpi ju偶 na taki niedob贸r niesplamionych niczym autor贸w, 偶e jeden by艂y stalinista musi pisa膰 o drugim by艂ym stalini艣cie? Podobna bieda n臋ka "TP" r贸wnie偶 i w sferze innych temat贸w. Np. gdy do ataku na katolickie media - Radio Maryja i "Nasz Dziennik", "TP" musi "wypo偶ycza膰" sta艂ego wsp贸艂pracownika ordynarnie antyreligijnego czasopisma "Bez Dogmatu".

Kolejna cz臋艣膰 artyku艂u uka偶e si臋 za tydzie艅.

prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 2002-11-02

powrot