|
Pod koniec
sierpnia 1939 roku, spodziewajac sie po pakcie rozbiorowym Ribbentrop-Molotow
napasci na Polske, wyjechalismy z Chorzowa z babcia i mama do jej siostry
Ireny, nauczycielki polonistki mieszkajacej wraz z mezem Boleslawem,
urzednikiem poczty, w Pultusku. Chorzow lezal tuz przy owczesnej granicy
polsko-niemieckiej, sasiedni Bytom nalezal do III
Rzeszy.
Okupacyjna codziennosc Aresztowania i
eksterminacja ludnosci polskiej, zgodnie z niemieckimi planami Tannenberg,
Intelligenzaktion, AB (Auserordentliche Befriedungsaktion), wykonywane przez
oddzialy specjalne Einsatzgruppen utworzone przez gestapo i Sluzby
Bezpieczenstwa (Sicherdienst), zaczely sie w sierpniu 1939 r. w Niemczech, a w
naszym okupowanym kraju juz we wrzesniu 1939 roku. Pultusk otrzymal nazwe
Ostenburg, polskie nazwy ulic zamieniono na niemieckie. Urzedy i lepsze
stanowiska obsadzone zostaly przez Niemcow z Reichu, kolonistow niemieckich i
volksdeutschow. Starsi z nich otrzymali przydzialy na masarnie i sklepy, mlodsi
poszli na uslugi do gestapo i policji. 6 kwietnia 1940 roku zaczely sie
aresztowania nauczycieli. Przed siodma rano do naszego mieszkania w Pultusku
przyszli gestapowiec z tlumaczem volksdeutschem. Trupia glowka z piszczelami na
czapce o wygietym daszku i szrama na policzku jego mlodej twarzy nadawaly mu
zlowrogi wyglad. Z listy wyczytal nazwiska Ireny i Boleslawa Kurowskich. Widzac
w lozku jej wystraszona siostre z malym synkiem, wielokrotnie sprawdzal
nazwisko, ktorego nie mieli na liscie. Mama byla nauczycielka, maz w obozie
jenieckim Woldenberg (Dobiegniew) Oflag II C. Dlugo, bardzo dlugo sie
zastanawiali, czy nas aresztowac. Wreszcie gestapowiec z wahaniem powiedzial: -
Das ist kleine Kind (To jest male dziecko). I zostawil nas, wyprowadzajac
wyrwanych ze snu i ubranych dwoje skazanych z listy. Mama nie czekala, az ja
wpisza na dodatkowa liste. Tego samego dnia furmanka, z ktorej woznica zdjal
tabliczke identyfikacyjna, aby zaden szpicel nie doniosl, zabierajac jedynie
niezbedne rzeczy, ucieklismy wszyscy z mieszkania. Bocznymi drogami
dojechalismy do stryjka mieszkajacego kilkadziesiat kilometrow dalej, we wsi
Orzyc.
Mamo, nie placz Aresztowanych wywieziono do obozu
przejsciowego w Dzialdowie, a nastepnie obozow koncentracyjnych Ravensbrück (w
latach 1939-45 przebywalo w nim 135 tys. wiezniarek, w tym ok. 30 tys. Polek,
92 tys. ponioslo smierc) i Mauthausen-Gusen (do wiosny 1945 r. przeszlo przez
oboz 335 tys. wiezniow, z ktorych 122 tys. zamordowano). Raz w miesiacu na
specjalnym listowym papierze, niezaklejanym dla kontroli cenzury, mozna bylo
wyslac do obozow list, a poza tym paczke. Prowadzony za reke jako "ochrona"
mamy z listami i skromnymi paczkami, chodzilem z nia do odleglego o kilka
kilometrow Szelkowa na poczte, gdzie mieszkali oprocz Polakow kolonisci
niemieccy, byla gmina, a w szkole, ogrodzonej podwojnym kolczastym drutem z
dodatkowymi zwojami wewnatrz i uzbrojonym wartownikiem, miescil sie posterunek
zandarmerii. Zandarmi kilka razy w tygodniu patrolowali okoliczne miejscowosci
oraz pilnowali sciagania obowiazkowych kontyngentow zywnosci od
chlopow. Przed Swietami Bozego Narodzenia 1940 roku otrzymalismy paczke z
kilogramowa puszka oraz zawiadomieniem, ze sa to prochy wujka zmarlego w obozie
koncentracyjnym Mauthausen-Gusen na zapalenie pluc. Rodzina rozpaczala, dla
mnie to bylo trudne do uwierzenia. - Mamo, mamo, nie placz, to niemozliwe,
jak taki duzy czlowiek moze zmiescic sie w tak malej puszce - uspokajalem, nie
mogac pojac, ze moj ukochany wujek nie zyje. Trzy razy przezylismy
aresztowania na masowa skale. Gestapo rozstrzelalo wtedy w Ciepielewie stryjka,
u ktorego mieszkalismy, a takze wiele innych osob. W gospodarstwach ukrywano
Zydow, ale wiekszosc z nich przerzucano do bardziej bezpiecznych miejscowosci.
Okoliczne lasy byly obsadzone przez partyzantow z Armii Krajowej, bylo ich tak
duzo, ze dzieciom nie wolno bylo zbierac grzybow czy jagod, warty zabranialy
dalej wchodzic.
Hrabia Bernadotte W szczytowym okresie
gospodarki wojennej Niemiec pracowalo prawie pol miliona wiezniow obozow
koncentracyjnych. Pod koniec wojny istniala grozba zlikwidowania ich wszystkich
przez wladze niemieckie, aby usunac swiadkow zbrodni. W pierwszej kolejnosci
gazowano chorych i wiezniow, na ktorych przeprowadzano eksperymenty medyczne,
jak wywolanie zakazen gronkowcami, zgorzela gazowa, tezcem; operacje kostne:
lamanie i przeszczepianie kosci; miesniowe: wycinanie czesci miesni uda i
podudzia. W Ravensbrück zagazowano lub usmiercono innymi sposobami 5.500
kobiet. Zacierano slady, palac kartoteki obozowe i filmy. W wyniku
pertraktacji hrabiego Folke Bernadotte z ramienia Szwedzkiego Czerwonego
Krzyza, glownie z szefem SS, ministrem spraw wewnetrznych III Rzeszy Himmlerem,
a takze ministrem spraw zagranicznych Ribbentropem i innymi, wyrazono zgode na
zabranie chorych wiezniow do Szwecji. Kilkudziesiecioma bialymi autokarami
(36 autobusow i 36 samochodow ciezarowych plus 250 osob personelu) Szwedzkiego
Czerwonego Krzyza, nastepnie pociagami towarowymi, wywieziono w marcu i
kwietniu 1945 roku 27 tys. wiezniow obozow koncentracyjnych do Szwecji. Gdy
autokary stanely przed brama Ravensbrück, "oboz huczal i szalal z radosci i
szczescia do pozna... Boze, nareszcie ludzkie twarze, ludzkie wspolczujace
spojrzenie i te biale auta." 25 kwietnia 1945 roku zwolniono z Ravensbrück
Polki i pociagiem przewieziono do Danii, gdzie Dunski Czerwony Krzyz
zorganizowal kwatery, nastepnie promem dunskim zabrano je do Kopenhagi, stad
promem szwedzkim do Malmö, a dalej do Lund, Kristianstad i innych
miejscowosci. Folke Bernadotte tak ocenial panstwo i przywodcow III Rzeszy:
"Narod ten popelnil blad, pozwolil poprowadzic sie podstepnym i bezwzglednym
lotrom. Moje osobiste doswiadczenia pokazaly, ze byli to ludzie bez
jakiegokolwiek koscca moralnego i bez zadnej ludzkiej
wielkosci".
Meczennicy Irena Kurowska szukala dlugo informacji
o przyczynach smierci swego meza Boleslawa w obozie koncentracyjnym w
Mauthausen-Gusen. Uzyskala taka wiadomosc od p. Zofii Kielczewskiej z
Ostroleki, obecnie mieszkajacej w Lodzi, przez piec lat wiezionej w
Ravensbrück, ktora przyslala jej list bylego wieznia obozu w Mauthausen-Gusen,
opisujacy, jak przyspieszono zgon jej meza Stanislawa Kielczewskiego. "W
odpowiedzi na list Pani pragne podac kilka fragmentow dotyczacych meza w
obozie. Gusen byl obozem wyniszczania ludzi. Stosowano tu ponad sile prace w
kamieniolomach, szykany na blokach oraz straszny niewymowny glod. W takich
warunkach zycie przecietnego organizmu ludzkiego moglo przetrwac zaledwie kilka
miesiecy. (...) Psychicznie maz Pani trzymal sie mocno, jego nastawienie
wewnetrzne nie ulegalo zalamaniu sie. To bylo bardzo wazne w tych warunkach.
Zagrazala natomiast zyciu meza trudnosc innej natury, mianowicie: o ile sobie
dobrze przypominam, sp. maz Pani posiadal zlota proteze zebna. O tym
wiedzieli nasi przelozeni - mordercy, ktorzy specjalnie czyhali na tego rodzaju
zdobycz. Z tego to powodu meza czesto bito na bloku i przy pracy, aby z chwila
smierci osiagnac upragniony lup. Wygladal maz bardzo slabo - ziemista cera,
zapadle policzki, zreszta wszyscy bylismy do siebie podobni. W wigilie
smierci rozmawialismy jeszcze. Zachowanie jego nie zdradzalo jeszcze rychlej
smierci. Niestety, rano nastepnego dnia dowiedzialem sie o smierci meza.
Stwierdzilem tez, ze nie bylo juz protezy w jamie ustnej. Zmarl na bloku wsrod
kolegow - ja mieszkalem w przeciwnym skrzydle baraku. Zwykla koleja rzeczy
zwloki zostaly przewiezione do Mauthausen i tam w krematorium spalone, jak
tysiace, tysiace kolegow i rodakow. Przykro mi, Pani Zofio, ze jestem w tym
wypadku smutnym informatorem i draznie stara rane. Wyrazam glebokie i serdeczne
wspolczucie dla Pani po zgonie jej dobrego meza i meczennika Polaka. Niech
dobry Bog Pania pocieszy." Autorem listu napisanego w 1947 r. byl ks. A.
Chelchowski z Jedwabnego.
Andrzej Miecznikowski, Nasz Dziennik, 2002-08-31
powrot
|