nasza witryna Das kleine Kind
Andrzej Miecznikowski, Nasz Dziennik, 31.08.2002


 
Pod koniec sierpnia 1939 roku, spodziewajac sie po pakcie rozbiorowym Ribbentrop-Molotow napasci na Polske, wyjechalismy z Chorzowa z babcia i mama do jej siostry Ireny, nauczycielki polonistki mieszkajacej wraz z mezem Boleslawem, urzednikiem poczty, w Pultusku. Chorzow lezal tuz przy owczesnej granicy polsko-niemieckiej, sasiedni Bytom nalezal do III Rzeszy.

Okupacyjna codziennosc
Aresztowania i eksterminacja ludnosci polskiej, zgodnie z niemieckimi planami Tannenberg, Intelligenzaktion, AB (Auserordentliche Befriedungsaktion), wykonywane przez oddzialy specjalne Einsatzgruppen utworzone przez gestapo i Sluzby Bezpieczenstwa (Sicherdienst), zaczely sie w sierpniu 1939 r. w Niemczech, a w naszym okupowanym kraju juz we wrzesniu 1939 roku.
Pultusk otrzymal nazwe Ostenburg, polskie nazwy ulic zamieniono na niemieckie. Urzedy i lepsze stanowiska obsadzone zostaly przez Niemcow z Reichu, kolonistow niemieckich i volksdeutschow. Starsi z nich otrzymali przydzialy na masarnie i sklepy, mlodsi poszli na uslugi do gestapo i policji.
6 kwietnia 1940 roku zaczely sie aresztowania nauczycieli. Przed siodma rano do naszego mieszkania w Pultusku przyszli gestapowiec z tlumaczem volksdeutschem. Trupia glowka z piszczelami na czapce o wygietym daszku i szrama na policzku jego mlodej twarzy nadawaly mu zlowrogi wyglad. Z listy wyczytal nazwiska Ireny i Boleslawa Kurowskich. Widzac w lozku jej wystraszona siostre z malym synkiem, wielokrotnie sprawdzal nazwisko, ktorego nie mieli na liscie. Mama byla nauczycielka, maz w obozie jenieckim Woldenberg (Dobiegniew) Oflag II C. Dlugo, bardzo dlugo sie zastanawiali, czy nas aresztowac. Wreszcie gestapowiec z wahaniem powiedzial: - Das ist kleine Kind (To jest male dziecko). I zostawil nas, wyprowadzajac wyrwanych ze snu i ubranych dwoje skazanych z listy.
Mama nie czekala, az ja wpisza na dodatkowa liste. Tego samego dnia furmanka, z ktorej woznica zdjal tabliczke identyfikacyjna, aby zaden szpicel nie doniosl, zabierajac jedynie niezbedne rzeczy, ucieklismy wszyscy z mieszkania. Bocznymi drogami dojechalismy do stryjka mieszkajacego kilkadziesiat kilometrow dalej, we wsi Orzyc.

Mamo, nie placz
Aresztowanych wywieziono do obozu przejsciowego w Dzialdowie, a nastepnie obozow koncentracyjnych Ravensbrück (w latach 1939-45 przebywalo w nim 135 tys. wiezniarek, w tym ok. 30 tys. Polek, 92 tys. ponioslo smierc) i Mauthausen-Gusen (do wiosny 1945 r. przeszlo przez oboz 335 tys. wiezniow, z ktorych 122 tys. zamordowano).
Raz w miesiacu na specjalnym listowym papierze, niezaklejanym dla kontroli cenzury, mozna bylo wyslac do obozow list, a poza tym paczke. Prowadzony za reke jako "ochrona" mamy z listami i skromnymi paczkami, chodzilem z nia do odleglego o kilka kilometrow Szelkowa na poczte, gdzie mieszkali oprocz Polakow kolonisci niemieccy, byla gmina, a w szkole, ogrodzonej podwojnym kolczastym drutem z dodatkowymi zwojami wewnatrz i uzbrojonym wartownikiem, miescil sie posterunek zandarmerii. Zandarmi kilka razy w tygodniu patrolowali okoliczne miejscowosci oraz pilnowali sciagania obowiazkowych kontyngentow zywnosci od chlopow.
Przed Swietami Bozego Narodzenia 1940 roku otrzymalismy paczke z kilogramowa puszka oraz zawiadomieniem, ze sa to prochy wujka zmarlego w obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen na zapalenie pluc. Rodzina rozpaczala, dla mnie to bylo trudne do uwierzenia.
- Mamo, mamo, nie placz, to niemozliwe, jak taki duzy czlowiek moze zmiescic sie w tak malej puszce - uspokajalem, nie mogac pojac, ze moj ukochany wujek nie zyje.
Trzy razy przezylismy aresztowania na masowa skale. Gestapo rozstrzelalo wtedy w Ciepielewie stryjka, u ktorego mieszkalismy, a takze wiele innych osob. W gospodarstwach ukrywano Zydow, ale wiekszosc z nich przerzucano do bardziej bezpiecznych miejscowosci. Okoliczne lasy byly obsadzone przez partyzantow z Armii Krajowej, bylo ich tak duzo, ze dzieciom nie wolno bylo zbierac grzybow czy jagod, warty zabranialy dalej wchodzic.

Hrabia Bernadotte
W szczytowym okresie gospodarki wojennej Niemiec pracowalo prawie pol miliona wiezniow obozow koncentracyjnych. Pod koniec wojny istniala grozba zlikwidowania ich wszystkich przez wladze niemieckie, aby usunac swiadkow zbrodni. W pierwszej kolejnosci gazowano chorych i wiezniow, na ktorych przeprowadzano eksperymenty medyczne, jak wywolanie zakazen gronkowcami, zgorzela gazowa, tezcem; operacje kostne: lamanie i przeszczepianie kosci; miesniowe: wycinanie czesci miesni uda i podudzia. W Ravensbrück zagazowano lub usmiercono innymi sposobami 5.500 kobiet. Zacierano slady, palac kartoteki obozowe i filmy.
W wyniku pertraktacji hrabiego Folke Bernadotte z ramienia Szwedzkiego Czerwonego Krzyza, glownie z szefem SS, ministrem spraw wewnetrznych III Rzeszy Himmlerem, a takze ministrem spraw zagranicznych Ribbentropem i innymi, wyrazono zgode na zabranie chorych wiezniow do Szwecji.
Kilkudziesiecioma bialymi autokarami (36 autobusow i 36 samochodow ciezarowych plus 250 osob personelu) Szwedzkiego Czerwonego Krzyza, nastepnie pociagami towarowymi, wywieziono w marcu i kwietniu 1945 roku 27 tys. wiezniow obozow koncentracyjnych do Szwecji. Gdy autokary stanely przed brama Ravensbrück, "oboz huczal i szalal z radosci i szczescia do pozna... Boze, nareszcie ludzkie twarze, ludzkie wspolczujace spojrzenie i te biale auta." 25 kwietnia 1945 roku zwolniono z Ravensbrück Polki i pociagiem przewieziono do Danii, gdzie Dunski Czerwony Krzyz zorganizowal kwatery, nastepnie promem dunskim zabrano je do Kopenhagi, stad promem szwedzkim do Malmö, a dalej do Lund, Kristianstad i innych miejscowosci.
Folke Bernadotte tak ocenial panstwo i przywodcow III Rzeszy: "Narod ten popelnil blad, pozwolil poprowadzic sie podstepnym i bezwzglednym lotrom. Moje osobiste doswiadczenia pokazaly, ze byli to ludzie bez jakiegokolwiek koscca moralnego i bez zadnej ludzkiej wielkosci".

Meczennicy
Irena Kurowska szukala dlugo informacji o przyczynach smierci swego meza Boleslawa w obozie koncentracyjnym w Mauthausen-Gusen.
Uzyskala taka wiadomosc od p. Zofii Kielczewskiej z Ostroleki, obecnie mieszkajacej w Lodzi, przez piec lat wiezionej w Ravensbrück, ktora przyslala jej list bylego wieznia obozu w Mauthausen-Gusen, opisujacy, jak przyspieszono zgon jej meza Stanislawa Kielczewskiego.
"W odpowiedzi na list Pani pragne podac kilka fragmentow dotyczacych meza w obozie.
Gusen byl obozem wyniszczania ludzi. Stosowano tu ponad sile prace w kamieniolomach, szykany na blokach oraz straszny niewymowny glod. W takich warunkach zycie przecietnego organizmu ludzkiego moglo przetrwac zaledwie kilka miesiecy. (...) Psychicznie maz Pani trzymal sie mocno, jego nastawienie wewnetrzne nie ulegalo zalamaniu sie. To bylo bardzo wazne w tych warunkach. Zagrazala natomiast zyciu meza trudnosc innej natury, mianowicie: o ile sobie dobrze przypominam, sp. maz Pani posiadal zlota proteze zebna.
O tym wiedzieli nasi przelozeni - mordercy, ktorzy specjalnie czyhali na tego rodzaju zdobycz. Z tego to powodu meza czesto bito na bloku i przy pracy, aby z chwila smierci osiagnac upragniony lup. Wygladal maz bardzo slabo - ziemista cera, zapadle policzki, zreszta wszyscy bylismy do siebie podobni.
W wigilie smierci rozmawialismy jeszcze. Zachowanie jego nie zdradzalo jeszcze rychlej smierci. Niestety, rano nastepnego dnia dowiedzialem sie o smierci meza. Stwierdzilem tez, ze nie bylo juz protezy w jamie ustnej. Zmarl na bloku wsrod kolegow - ja mieszkalem w przeciwnym skrzydle baraku. Zwykla koleja rzeczy zwloki zostaly przewiezione do Mauthausen i tam w krematorium spalone, jak tysiace, tysiace kolegow i rodakow.
Przykro mi, Pani Zofio, ze jestem w tym wypadku smutnym informatorem i draznie stara rane. Wyrazam glebokie i serdeczne wspolczucie dla Pani po zgonie jej dobrego meza i meczennika Polaka.
Niech dobry Bog Pania pocieszy."
Autorem listu napisanego w 1947 r. byl ks. A. Chelchowski z Jedwabnego.

Andrzej Miecznikowski, Nasz Dziennik, 2002-08-31

powrot