nasza witryna Prawda o Kielcach 1946 r. Cz臋艣膰 3
Prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 19.07.2002


  Zdumiewa up贸r, z jakim niekt贸rzy tropiciele "polskiego antysemityzmu" pr贸buj膮 zafa艂szowa膰 prawdziwy obraz prowokacji kieleckiej 1946 roku wbrew prawdzie historycznej. Neguj膮c jak偶e wiele dowod贸w na to, 偶e zaj艣cia by艂y zorganizowane przez agentur臋 NKWD i bezpiek臋, id膮 dos艂ownie w zaparte, by przedstawi膰 zbrodni臋 kieleck膮 jako rzekomy, samoistny wybuch z艂owieszczej antysemickiej ciemnoty kieleckiego mot艂ochu i dzia艂a艅 polskiej "reakcji". Zupe艂nie w tym samym stylu jak to robiono, i to na jak偶e szerok膮 skal臋, w dobie rz膮d贸w komunistycznych, bezpo艣rednio po prowokacji kieleckiej. A tymczasem fakty a偶 nadto m贸wi膮 za siebie. Do艣膰 przypomnie膰 cho膰by, jak偶e wyra藕nie wskazuj膮cy na rol臋 komunistycznych w艂adz i komunistycznego aparatu przemocy, przebieg samych 1-lipcowych zaj艣膰 anty偶ydowskich w Kielcach 1946 roku. I kolejn膮, uk艂adaj膮c膮 si臋 w swoist膮 mozaik臋 seri臋 wydarze艅, takich jak zacieranie 艣lad贸w zbrodni przez w艂adze, likwidowanie niewygodnych 艣wiadk贸w i przebieg sfabrykowanego procesu w sprawie zbrodni kieleckiej, prowadzonego najwyra藕niej tak, aby nie znale藕膰 prawdziwych winnych.


H. B艂aszczyk, syn ubeka

Jak wiadomo, ca艂a prowokacja kielecka zacz臋艂a si臋 od puszczenia pog艂osek o porwaniu przez 呕yd贸w ma艂ego Henryka B艂aszczyka, kt贸ry - jak g艂oszono - przypuszczalnie pad艂 ofiar膮 mordu rytualnego. W rzeczywisto艣ci ma艂y Henryk by艂 ukrywany w jakim艣 nieznanym miejscu. W艣r贸d tych, kt贸rzy rozpowszechniali pog艂osk臋, by艂 sam Walenty B艂aszczyk, ojciec rzekomo porwanego Henryka. Dzi艣 wiemy, 偶e ojciec rzekomo uprowadzonego ch艂opca by艂 sam agentem kieleckiej s艂u偶by bezpiecze艅stwa i dzia艂a艂 pod pseudonimem "Przelot". O jego agenturalnej roli pisz膮 zgodnie Micha艂 Ch臋ci艅ski, by艂y oficer WP 偶ydowskiego pochodzenia (w tek艣cie "Moskiewski trop" na 艂amach "Gazety Wyborczej" z 5 lipca 2000 r.), Krzysztof K膮kolewski w ksi膮偶ce "Umar艂y cmentarz" (Warszawa 1996, s. 75) i ksi膮dz Jan 艢ledzianowski w ksi膮偶ce "Pytania nad pogromem kieleckim" (Kielce 1999, s. 39). Ksi膮dz 艢ledzianowski cytowa艂 w swojej ksi膮偶ce rozmow臋 z Henrykiem B艂aszczykiem, kt贸ry jednoznacznie opowiada艂 o roli jego ojca i ubek贸w w prowokacji kieleckiej. Zapytany przez ks. 艢ledzianowskiego: "(...) Czy nie uwa偶a pan, 偶e ojciec pa艅ski w tej sprawie bardzo zawini艂?", Henryk B艂aszczyk odpowiedzia艂 m.in.: "Na pewno! Przecie偶 p贸藕niej oni do ojca przychodzili (...) Ubowce! Ja ich zna艂em z widzenia. (...) Widzia艂em jak zakutych ludzi 艣ci膮gali z samochod贸w... Szybko rozpoznawa艂em aresztowanych wi臋藕ni贸w i tych, kt贸rzy pilnowali, bili w r贸偶ny spos贸b, popychali, kopali. Tych ubowc贸w rozpoznawa艂em potem u nas na Podwalnej. Przychodzili do ojca, palili papierosy i pili w贸d臋 (...). W naszym mieszkaniu to by艂a taka melina UB. Nawet jeden z tych ubowc贸w o偶eni艂 si臋 u ojca brata z c贸rk膮 (...)". (J. 艢ledzianowski, op. cit., s. 24-25).
A oto fragment dalszego dialogu mi臋dzy ks. J. 艢ledzianowskim a Henrykiem B艂aszczykiem: "- Czy ojciec za t臋 przys艂ug臋 dla UB, 偶e sam k艂ama艂 i 8-letniemu dziecku nakaza艂 k艂ama膰, co艣 od ubowc贸w czy peperowc贸w otrzyma艂? Jakie艣 pieni膮dze?
- Na pewno! Co艣 za to otrzyma艂 (...).
- A co matka? Czy ona te偶 by艂a w to wmieszana?
- Nie wiem. Pami臋tam, 偶e po 艣mierci ojca zawsze m贸wi艂a, 偶eby z nikim o tym nie rozmawia膰. W czasie 'Solidarno艣ci', jeszcze przed stanem wojennym, kiedy r贸偶ni ludzie zacz臋li si臋 spraw膮 interesowa膰 i odnajdywali mnie, matka prosi艂a, abym nic nie m贸wi艂, bo zgin臋 (...). (cyt. za J. 艢ledzianowski, op. cit., s. 25-26).
Inna sprawa, 偶e na sw贸j spos贸b zatroszczono si臋, 偶eby Henryk B艂aszczyk nic nie m贸wi艂 o tym, co si臋 naprawd臋 sta艂o w Kielcach w 1946 roku, zwi膮zuj膮c go prac膮 z PZPR. Przez wiele lat, a偶 do rozwi膮zania PZPR, Henryk B艂aszczyk pracowa艂 - z broni膮 w r臋ku - w ochronie gmachu Komitetu Wojew贸dzkiego PZPR.
Kto mordowa艂 呕yd贸w w Kielcach?
W tendencyjnych artyku艂ach i wypowiedziach na temat zbrodni kieleckiej 1946 roku pr贸bowano przedstawia膰 j膮 jako wynik rozszala艂ych dzia艂a艅 ogromnego t艂umu "zdzicza艂ych, krwio偶erczych, antysemickich" Polak贸w. "Wprost" pisa艂o na przyk艂ad, 偶e to 20 tysi臋cy mieszka艅c贸w Kielc bi艂o i mordowa艂o 呕yd贸w. Prasa ameryka艅ska w r贸偶nych okresach pisa艂a o 30, a nawet 70 tysi膮cach mieszka艅c贸w Kielc uczestnicz膮cych jakoby w pogromie, co stanowi艂oby wi臋cej ni偶 ca艂a 贸wczesna ludno艣膰 Kielc (por. K. K膮kolewski, op. cit., s. 144). Warto wi臋c przypomnie膰, 偶e najbardziej wiarygodni 艣wiadkowie wydarze艅, jak Andrzej Dro偶d偶e艅ski ("Polityka", nr 28 z 1990 r.), szacuj膮 t艂um na oko艂o 300 os贸b.
Trzeba zna膰 dobrze topografi臋 tamtego terenu, by wiedzie膰, 偶e na placu przed domem nad Plantami, gdzie dosz艂o do zbrodni, w 偶adnym razie nie mog艂y si臋 zmie艣ci膰 tysi膮ce os贸b, jak g艂osz膮 k艂amliwi publicy艣ci.
S臋dzia Andrzej Jankowski, dyrektor Okr臋gowej Komisji ds. Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Kielcach, stwierdzi艂 wprost: "Zaczn臋 od liczb, gdy偶 podaje si臋 je zwykle zawy偶one. Np. tygodnik 'Wprost' pisze, 偶e 20 tys. kielczan bi艂o 呕yd贸w. Jest to fizycznie niemo偶liwe, jako 偶e przy domu 偶ydowskim na Plantach mog艂o si臋 zmie艣ci膰 co najwy偶ej 500 os贸b. Przy czym zdecydowana wi臋kszo艣膰 to byli gapie. Cywilnych uczestnik贸w pogromu mog艂o by膰 jednorazowo maksymalnie kilkudziesi臋ciu (cyt. za J. Pisiewicz, Sprawa ci膮gle niejasna, "S艂owo - Dziennik katolicki" nr 199 z 1996 roku). Taki "t艂um", z艂o偶ony w przewa偶aj膮cej cz臋艣ci z gapi贸w, mog艂a z 艂atwo艣ci膮 rozproszy膰 niewielka nawet jednostka wojska, milicji czy UB. A przypomnijmy, 偶e w tym okresie w Kielcach stacjonowa艂y du偶e liczebnie formacje wojska i r贸偶nych si艂 porz膮dkowych ze wzgl臋du na fakty, 偶e Kieleckie "by艂o jednym z najsilniejszych centr贸w dzia艂ania partyzantki antykomunistycznej". Krzysztof K膮kolewski pisa艂 w "Umar艂ym cmentarzu" (s. 145) o obliczeniach Zenona Wrony szacuj膮cego na 215 os贸b liczb臋 stacjonuj膮cych w Kielcach 偶o艂nierzy (z wojska, KBW, informacji wojskowej, 偶andarmerii wojskowej) pracownik贸w UB, pracownik贸w MO. Do tego K膮kolewski dolicza jednak jeszcze pomini臋te przez Wron臋 takie jednostki, jak II Kompania KBW, szko艂a milicyjna, s艂u偶ba ochrony gmach贸w - budynk贸w UB. Do tego dochodzi艂 r贸wnie偶 stacjonuj膮cy w Kielcach garnizon sowiecki. Warto w tym kontek艣cie przypomnie膰 uwagi Micha艂a Ch臋ci艅skiego, b. oficera WP pochodzenia 偶ydowskiego. W swym artykule na temat zbrodni kieleckiej, publikowanym w "Gazecie Wyborczej" z 5 lipca 2000 roku, Ch臋ci艅ski pisa艂, 偶e: "(...) rok wcze艣niej podczas pogromu w Krakowie radzieckie czo艂gi wyruszy艂y na ulice Krakowa i niezw艂ocznie och艂odzi艂y zamiary t艂umu. W Kielcach garnizon radziecki znajdowa艂 si臋 kilkaset metr贸w od miejsca pogromu".
Tylko 偶e dow贸dcy sowieccy nie zrobili niczego dla spacyfikowania sytuacji przed domem na Plantach, podobnie jak nic nie zrobili dow贸dcy polskich jednostek wojskowych czy UB. Przeciwnie, to w艂a艣nie wojskowi pierwsi zacz臋li mordowanie 呕yd贸w. To oficer informacji wojskowej strzeli艂 w g艂ow臋 przewodnicz膮cemu Komitetu 呕ydowskiego w Kielcach Sewerynowi Kahane. (por. J. 艢ledzianowski: op. cit., s. 54; K. K膮kolewski, op. cit, s. 156). Znamienne jest, jaka go za to p贸藕niej spotka艂a "kara". Wed艂ug K. K膮kolewskiego (op. cit., s. 157): "Oficer informacji zosta艂 aresztowany, a p贸藕niej zosta艂 zwolniony w ramach 'powyborczej 1947 amnestii'. Dodajmy, 偶e amnestia ta by艂a przeznaczona dla niewinnie oskar偶onych AK-owc贸w i zape艂niaj膮cych wi臋zienia WiN-owc贸w, ale skorzysta艂 na niej nazistowski komunistyczny morderca 呕yd贸w". Wed艂ug tajnego raportu opracowanego przez ks. biskupa Czes艂awa Kaczmarka: "dwie trzecie 呕yd贸w zosta艂o zamordowanych przy pomocy broni u偶ywanej przez wojsko" (wg K. K膮kolewski, op. cit., s. 119). Tak偶e kard. August Hlond m贸wi艂 w rozmowie z w艂oskim dziennnikarzem, przedstawicielem w艂oskich 呕yd贸w Ballonim: "mordercami nie by艂 lud, ale milicja, kt贸ra podj臋艂a walk臋 z biednymi 呕ydami (...)" (tam偶e
s. 120). K. K膮kolewski pisa艂 (op. cit. s. 80): "Wszyscy najbardziej tendencyjnie nastawieni autorzy pisz膮cy o pogromie s膮 zgodni co do tego, 偶e wdarcie si臋 grupy umundurowanych i cywilnych funkcjonariuszy wraz z trzema m臋偶czyznami, kt贸rzy z艂o偶yli skarg臋, i dzieckiem, domniemanym 艣wiadkiem, sta艂o si臋 pocz膮tkiem mordu". Znamienne by艂o na tym tle zachowanie zast臋pcy szefa Powiatowego Urz臋du Bezpiecze艅stwa w Kielcach, ubeka 偶ydowskiego pochodzenia Alberta (Fajwisza Altera) Grynbauma. Jak to przypomnia艂 Micha艂 Ch臋ci艅ski na 艂amach "Gazety Wyborczej" z 5 lipca 2000 r.: "W gmachu WUBP [Wojew贸dzkiego Urz臋du Bezpiecze艅stwa Publicznego - J.R.N.] mia艂o si臋 odby膰 spotkanie uratowanych, potencjalnych ofiar pogromu z dziennikarzami zagranicznymi. Por. Grynbaum zjawi艂 si臋 tam o wiele wcze艣niej i apelowa艂 do zebranych, 偶eby nie ujawnili, jak haniebnie zachowa艂a si臋 milicja i wojsko, bo wykorzysta to antysemicka reakcja. Wi臋kszo艣膰 艣wiadk贸w pogromu uleg艂a namowom Grynbauma".
O tego typu zachowaniu Grynbauma wspomina艂 te偶 Jechiel Alpert, b. zast臋pca przewodnicz膮cego Wojew贸dzkiego Komitetu Wojskowego dr. S. Kahane. Opisa艂 on, co nast臋puje: "Pogrom by艂 w czwartek. W pi膮tek rano porucznik Albert [Grynbaum - J.R.N] z UB prosi艂 mnie, 偶ebym pojecha艂 do szpitala i rozpozna艂 zabitych, 偶e tam b臋dzie komisja s膮dowa i korespondenci ameryka艅skiej prasy i 偶ebym im nie m贸wi艂, 偶e to wojsko mordowa艂o" (cyt. za J. 艢ledzianowski, op. cit. s. 102).
Warto doda膰, 偶e w zaj艣ciach anty偶ydowskich czynny udzia艂 wzi臋艂a jeszcze boj贸wka PPR - ORMO z huty "Ludwin贸w". Wed艂ug s臋dziego A. Jankowskiego, by艂o w niej 6 nieznanych robotnik贸w, kt贸rzy mieli bro艅, zaraz po pogromie znikn臋li i przypuszczalnie byli prowokatorami. (por. J 艢ledzianowski op. cit. s. 108). Niestety, ksi臋ga zapis贸w dzia艂a艅 ORMO przy hucie "Ludwin贸w" zgin臋艂a w latach 80. (tam偶e s. 105).
Ksi膮dz 艢ledzianowski przypusza, 偶e w miejsce autentycznych robotnik贸w z "Ludwinowa", do zbrodniczej akcji na Plantach zosta艂 skierowany w przebraniu robotniczym oddzia艂 majora W艂adys艂awa Sobczy艅skiego, uwa偶anego za g艂贸wnego organizatora zbrodni na zlecenie sowieckie. Znamienne, jak sam Sobczy艅ski, szef Wojew贸dzkiego Urz臋du Bezpiecze艅stwa w Kielcach, usprawiedliwia艂 nieudzielenie przez podw艂adne mu jednostki pomocy 呕ydom obl臋偶onym na Plantach. Twierdzi艂 on, 偶e musia艂 odm贸wi膰 skierowania swojego oddzia艂u, zwanego szturmowym, na Planty, poniewa偶 jego ludzie byli zm臋czeni po ca艂onocnej akcji (J. 艢ledzianowski, op. cit. s. 109).
Majora Sobczy艅skiego ze wzgl臋du na jego wyj膮tkowe s艂u偶alstwo wobec Sowiet贸w jeszcze przed tragedi膮 na Plantach nazywano majorem "Sabaczy艅skim". Przypisywano mu ju偶 wcze艣niej organizowanie - w celach prowokacyjnych - z ramienia UB w czerwcu 1945 r. nieudanego pogromu 呕yd贸w w Rzeszowie. Jego doradc膮 sowieckim by艂 p艂k Szpilewoj, agent "Natan", z pochodzenia 呕yd sowiecki z NKWD (MWD) (J.
艢ledzianowski, op. cit., s. 78). Ch臋ci艅ski uwa偶a, 偶e p艂k Szpilewoj by艂 prawdopodobnie "pochodzenia polsko-偶ydowskiego". Sowieckim koligacjom przypisuje si臋 to, 偶e major Sobczy艅ski nie zosta艂 nigdy ukarany za rol臋 w zbrodni kieleckiej, zosta艂 uniewinniony, a p贸藕niej szybko awansowa艂 na kolejne wp艂ywowe stanowiska.


Likwidowanie niewygodnych 艣wiadk贸w

W艣r贸d argument贸w dowodz膮cych, 偶e zbrodnia kielecka by艂a 艣wiadomie przygotowan膮 prowokacj膮, wa偶n膮 rol臋 odgrywaj膮 liczne przyk艂ady zab贸jstw lub przy艣pieszenia 艣mierci niewygodnych 艣wiadk贸w wydarze艅. Pierwszym takim przypadkiem zgonu wa偶nego 艣wiadka wydarze艅 - w podejrzanych okoliczno艣ciach - by艂a 艣mier膰 Alberta (Fajwisza Altera) Grynbauma, zast臋pcy szefa Powiatowego Urz臋du Bezpiecze艅stwa w Kielcach. Zgin膮艂 on ju偶 w zaledwie 5 tygodni po zaj艣ciach kieleckich - 12 sierpnia 1946 roku, na trasie z Warszawy do Kielc. Zab贸jstwo Grynbauma przypisywano rzekomemu atakowi partyzant贸w WiN-u z grupy "Do艂臋gi". Tyle 偶e, jak pisa艂 K. K膮kolewski, (op. cit. s. 152): "S膮dzeni przez s膮d 贸wczesnej RP, 偶o艂nierze grupy WiN "Do艂臋gi" nie byli oskar偶eni o zab贸jstwo A. Grynbauma. Nale偶y wi臋c przypuszcza膰, 偶e Grynbaum zosta艂 zabity przez "naszych partyzant贸w". (Chodzi艂o o dzia艂aj膮ce w贸wczas zwi膮zane z bezpiek膮
oddzia艂y pozorowanej partyzantki, wykonuj膮cej "na konto podziemia" dzia艂ania, kt贸rymi komuni艣ci chcieli to podziemie obci膮偶y膰.)
Cytowany ju偶 b. 偶ydowski oficer WP Micha艂 Ch臋ci艅ski pisa艂 o tajemniczym, a tak wygodnym dla sprawc贸w zbrodni zgonie Grynbauma: "Nie ulega w膮tpliwo艣ci, 偶e Grynbaum wiedzia艂 wiele, je偶eli nie za wiele, o kulisach pogromu. Mia艂 liczn膮 agentur臋 w艣r贸d mieszka艅c贸w Kielc i zapewne pr贸bowa艂 po pogromie ustali膰 wiele zagadkowych szczeg贸艂贸w, co nale偶a艂o zreszt膮 do jego obowi膮zk贸w s艂u偶bowych" (M. Ch臋ci艅ski, op. cit.). Grynbaum zgin膮艂 razem ze swym starym koleg膮 Henrykiem Ochinem, funkcjonariuszem Komitetu Miejskiego PPR, zi臋ciem prezydenta Kielc. Ch臋ci艅ski (op. cit.) przypomina w tym kontek艣cie: "od wyjazdu [Grynbauma i Ochina w sierpniu 1946 r. - J.R.N.] wszelki 艣lad po nich zagin膮艂. Rodziny zaginionych interweniowa艂y u ministra bezpiecze艅stwa Radkiewicza, domagaj膮c si臋 wyznaczenia komisji, kt贸ra wyja艣nia艂aby okoliczno艣ci ich zagini臋cia. Natrafia艂y na mur milczenia. Mo偶na wyt艂umaczy膰 艣mier膰 tej dw贸jki trwaj膮c膮 w贸wczas wojn膮 domow膮. Kto艣 z podziemia m贸g艂 ich w drodze do Warszawy zamordowa膰. Zdziwienie budzi wszak偶e nieobecno艣膰 ich nazwisk w wykazach ofiar bratob贸jczych walk w Polsce, cho膰 wymienia si臋 tam nawet nazwiska szeregowych milicjant贸w" (zob. np. album "Walka" wydany w 1965 r.).
Ch臋ci艅ski pisa艂: "W dziwnych okoliczno艣ciach zgin臋li te偶 inni wtajemniczeni 艣wiadkowie pogromu. Wkr贸tce po tych tragicznych wydarzeniach ginie, otruty w szpitalu, kierowniczy pracownik - WUBP Kielce - Majewski, przedwojenny komunista znany z uczciwo艣ci i bezkompromisowo艣ci. Piel臋gniarz, kt贸ry otru艂 Majewskiego, umiera tego samego dnia, gdy nadchodzi ekspertyza potwierdzaj膮ca, 偶e Majewski zosta艂 otruty. Ten splot dziwnych 'przypadk贸w' nie zosta艂 do dzi艣 wyja艣niony". Pisa艂em ju偶 o tym, 偶e unikn膮艂 kary, pomimo przej艣ciowego aresztowania, oficer bezpieki, szef WUBP, major W艂adys艂aw Sobczy艅ski, dzi艣 podejrzewany o to, 偶e by艂 faktycznym organizatorem ca艂ej anty偶ydowskiej prowokacji kieleckiej. Na tle jego dalszej historii, a zw艂aszcza ol艣niewaj膮cej kariery, tym bardziej daj膮 do my艣lenia represje, kt贸re uderzy艂y w 贸wczesnego Komendanta Wojew贸dzkiego MO, pp艂k. Wiktora Ku藕nickiego. Podobnie jak jego zast臋pca mjr Kazimierz Gwiazdowicz i mjr Sobczy艅ski pp艂k Ku藕nicki by艂 oskar偶any o zaniedbanie obowi膮zk贸w w dniu zaj艣膰, ale przesiedzia艂 od nich znacznie d艂u偶ej. W ocenie Ch臋ci艅skiego, Sobczy艅skiego i Gwiazdowicza uniewinniono, w odr贸偶nieniu od Ku藕nickiego, i wida膰 by艂o w czasie rozprawy w grudniu 1946 roku "zniekszta艂cenie fakt贸w w celu wybielenia Sobczy艅skiego i Gwiazdowicza". Zdaniem Ch臋ci艅skiego, o niepor贸wnanie surowszym potraktowaniu pp艂k. Ku藕nickiego zadecydowa艂o jego niezastosowanie si臋 do dyktowanych odg贸rnie regu艂 gry. Ot贸偶 - jak pisa艂 Ch臋ci艅ski (op. cit.): "(...) Ku藕nicki (...) domaga艂 si臋, 偶eby jego proces odby艂 si臋 jawnie i 偶eby powo艂ano 艣wiadk贸w, kt贸rzy mogliby dowie艣膰 jego niewinno艣ci. Zwraca艂 si臋 w tej sprawie do wszystkich mo偶liwych instancji i prze艂o偶onych. Poniewa偶 nikt na jego pro艣by nie reagowa艂 zacz膮艂 w wi臋zieniu g艂od贸wk臋. Wypuszczono go z wi臋zienia w stanie agonalnym. W domu kontynuowa艂 g艂od贸wk臋. Po kilku tygodniach zmar艂".
Krzysztof K膮kolewski pisze (op. cit. s. 134), i偶 "Wiktor Ku藕nicki zacz膮艂 m贸wi膰 nieostro偶nie, 偶e to, co si臋 zdarzy艂o w Kielcach, by艂o 'absolutn膮 prowokacj膮'. M贸wi艂 o tym swym wsp贸艂wi臋藕niom i K膮kolewski nie wyklucza, 偶e w rezultacie UB podda艂o go torturom tak, 偶e z wi臋zienia 'powr贸ci艂 w stanie ruiny fizycznej i psychicznej'. Zmar艂 w wieku zaledwie 44 lat".
Do艣膰 nieoczekiwany tragiczny los spotka艂 p贸藕niej jednak r贸wnie偶 i b. zast臋pc臋 pp艂k. Ku藕nickiego - majora K. Gwiazdowicza. Po latach uton膮艂 - wed艂ug jednej wersji w Wietnamie, wed艂ug innej - w Laosie. K膮kolewski pisa艂 (op. cit. s. 136): "Powierzono mu (...) wa偶n膮 misj臋, ale czy przypadkiem nie po to, by jako nosiciela tajemnicy zg艂adzi膰 potajemnie na obszarze bardzo dalekim od Polski".
Inn膮 form膮 rozprawy z cz艂owiekiem w niewygodny spos贸b dla w艂adz dr膮偶膮cym spraw臋 zbrodni kieleckiej by艂o zaszczucie i doprowadzenie do przedwczesnej 艣mierci prokuratora wojew贸dzkiego Jana Wrzeszcza. Prokurator ten, natychmiast na wie艣膰 o obl臋偶eniu domu 偶ydowskiego na Plantach, uda艂 si臋 tam na miejsce, chc膮c, zgodnie z obowi膮zuj膮cym w贸wczas jeszcze prawem przedwojennej RP, przej膮膰 w艂adz臋 nad aparatem policyjnym i wojskiem zgromadzonym wobec budynku i przywr贸ci膰 porz膮dek. Na pr贸偶no domaga艂 si臋 od wojska rozproszenia t艂umu albo przynajmniej "wywiezienia wszystkich obl臋偶onych 呕yd贸w samochodami pod eskort膮". Oficerowie wprost stwierdzili, 偶e nie wydadz膮 takiego rozkazu. Jak p贸藕niej zapisa艂, podpu艂kownik WP, z kt贸rym rozmawia艂: "(...) odpowiedzia艂 mi, 偶e prokurator go nic nie obchodzi i nic tu nie ma do powiedzenia, a nast臋pnie obr贸ci艂 si臋 do mnie ty艂em (...)". (cyt. za J. 艢ledzianowski op. cit. Kielce 1999, s. 75). Nie powiod艂y si臋 te偶 pr贸by interweniowania przez prokuratora J. Wrzeszcza w Wojew贸dzkiej Radzie Narodowej. W dokumencie o wydarzeniach, sporz膮dzonym po tragedii lipcowej 1946 roku i przechowywanym w Kurii Diecezjalnej w Kielcach zapisano m.in. o wypadkach po przybyciu prokuratora J. Wrzeszcza: "Ca艂膮 akcj膮 kierowa艂o UB, w trakcie walk tak偶e sam Urz膮d Bezpiecze艅stwa wezwa艂 wojsko, co by艂o sprzeczne z przepisami prawa, gdy偶 w takich wypadkach pos艂ugiwa膰 si臋 wojskiem mo偶e tylko prokurator. Tymczasem prokuratorowi powiedziano, 偶e jest niepotrzebny, gdy偶 akcj膮 kieruje UB. Po tym fakcie prokurator z艂o偶y艂 oficjalny raport do Wojew贸dztwa i Ministerstwa, zaznaczaj膮c, 偶e odpowiedzialno艣膰 za wypadki kieleckie spada wy艂膮cznie na Urz膮d Bezpiecze艅stwa" (wed艂ug J. 艢ledzianowski, op. cit., s. 76).
Dzie艅 p贸藕niej prokurator J. Wrzeszcz uczestniczy艂 w 艁odzi w Zje藕dzie Delegat贸w Zwi膮zku Zawodowego Pracownik贸w S膮dowych i Prokuratorskich RP jako prezes Okr臋gu Kieleckiego tego zwi膮zku. Pisa艂 o tym p贸藕niej m.in.: "zg艂oszona zosta艂a rezolucja pot臋piaj膮ca mord kielecki dokonany 'przez czynniki reakcyjne' oraz zawieraj膮ca stwierdzenie, 偶e mord ten okrywa ha艅b膮 ca艂y nar贸d polski (...). W dyskusji zabra艂em g艂os, m贸wi膮c, 偶e nie nale偶y w rezolucji przes膮dza膰, kto dokona艂 mordu, gdy偶 jeszcze dochodzenie nie ustali艂o tego, a my jako s臋dziowie i prokuratorzy jeste艣my przyzwyczajeni do wydawania wyroku po dok艂adnym zbadaniu dowod贸w (...). Nast臋pnie powiedzia艂em, 偶e ha艅ba, jaka spada na nas, jest niezawiniona przez ten nar贸d. Stoj臋 bowiem na stanowisku odpowiedzialno艣ci indywidualnej, zgodnie z nowoczesn膮 teori膮 prawa karnego i obowi膮zuj膮cym u nas kodeksem karnym. Zbiorowa odpowiedzialno艣膰 by艂a broni膮 hitleryzmu i nasz nar贸d oraz nar贸d 偶ydowski najbardziej odczuli skutki tej odpowiedzialno艣ci na sobie. Za zbrodnie chuligan贸w oraz niedo艂臋stwo pewnych czynnik贸w nie mo偶e spada膰 odpowiedzialno艣膰 na ca艂y nar贸d. Przem贸wienie moje spotka艂o si臋 z gor膮cym przyj臋ciem ca艂ej sali" (cyt. za K. K膮kolewski, op. cit., s. 125).
Ju偶 w kilka dni p贸藕niej prokuratora Wrzeszcza gwa艂townie zaatakowano w organie KW PPR "G艂os Robotniczy" w artykule pt. "艁ajdactwo", nazywaj膮c go prokuratorem - obro艅c膮 czarnej sotni (a wi臋c grup antysemicko-szowinistycznych w stylu tych inspirowanych niegdy艣 przez carsk膮 Ochran臋). Jeden z najgorszych politruk贸w pochodzenia 偶ydowskiego, b. agent GPU-NKWD, a w 1946 roku wiceminister sprawiedliwo艣ci, Leon Chajn zaatakowa艂 prokuratora Wrzeszcza, insynuuj膮c, jakoby broni艂 on morderc贸w z Kielc. J. Wrzeszcza natychmiast zawieszono w pe艂nieniu funkcji prokuratorskich. Zapowiedziano wytoczenie mu post臋powania dyscyplinarnego, ale nic takiego nie zrobiono. Prokurator Wrzeszcz zdecydowa艂 si臋 na odej艣cie z aparatu sprawiedliwo艣ci i przej艣cie do adwokatury. Zosta艂 radc膮 prawnym Kurii Kieleckiej i osobi艣cie biskupa kieleckiego Czes艂awa Kaczmarka. Bezpieka nie zapomnia艂a jednak o nim. Wraz z rozpocz臋t膮 p贸藕niej akcj膮 przeciwko biskupowi Kaczmarkowi aresztowano r贸wnie偶 i b. prokuratora. Przesiedzia艂 dwa lata na Mokotowie, gdzie przeszed艂 niezwykle brutalne 艣ledztwo. Wed艂ug relacji jego syna, zmar艂 przedwcze艣nie, 艣wiadomie zara偶ony gru藕lic膮 (zamkni臋to go w wi臋zieniu z umieraj膮cym na gru藕lic臋 wi臋藕niem Niemcem, kt贸ry mia艂 otwart膮 gru藕lic臋, jej ostatni膮 faz臋). Wed艂ug relacji syna prokuratora Wrzeszcza, w momencie przyjmowania jego ojca po przywiezieniu go z Kielc na Mokot贸w oficer bezpieki powiedzia艂 mu od razu "na przywitanie": "My ci臋 znamy skurwysynu od dawna. I ty ju偶 st膮d nie wyjdziesz". (cyt. za J. K膮kolewski, op. cit., s. 128). Syn prokuratora Wrzeszcza m贸wi艂 p贸藕niej: "(...) Aresztowanie i powi膮zanie ojca ze spraw膮 biskupa Kaczmarka by艂o absolutn膮 zemst膮... Tak, by艂a to przeokrutna zemsta. My艣l臋 偶e cena, kt贸r膮 zap艂aci艂 za ca艂okszta艂t postawy, to by艂o skr贸cenie jego 偶ycia. Po pogromie terror by艂 bardzo g艂臋boko odczuwalny, zakorzeniony. To by艂o zam贸wienie, 偶eby pokaza膰, 偶e Polacy s膮 straszliwi, krwio偶erczy, 偶e trzeba trzyma膰 ich za mord臋. To potem realizowano do ko艅ca (...)" [podkr. J.R.N.] (cyt. za J. K膮kolewski, op. cit., s. 128).
Kilka dziesi臋cioleci p贸藕niej, w latach 90., dosz艂o do tajemniczego wypadku samochodowego, w kt贸rym o ma艂o nie zgin膮艂 sam Henryk B艂aszczyk. Wyszed艂 z niego ze wstrz膮sem m贸zgu, z艂aman膮 r臋k膮, uszkodzeniem kr臋gos艂upa. Sprawczyni wypadku, jakoby pracownik ambasady polskiej w NRF, znikn臋艂a. Na listy poszukuj膮ce jej nie otrzymano odpowiedzi (zob. szerzej: K. K膮kolewski, op. cit. s. 90).

(Od redakcji Naszej Witryny: cz. I, cz. II)

Prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 2002-07-19

powrot