nasza witryna Cudem ocaleni
Anna Wasak. Nasz Dziennik, 09.02.2002


  W艣r贸d wywiezionych 10 lutego 1940 r. na Wsch贸d Polak贸w by艂a Krystyna Sidorowicz z domu Antoniuk, obecnie emerytowana nauczycielka, mieszkanka Radzynia Podlaskiego. Gdy uznano j膮 za wroga Zwi膮zku Sowieckiego, mia艂a zaledwie trzy lata.

Przesiedlamy was

By艂o jeszcze zupe艂nie ciemno, gdy g艂o艣ne okrzyki i natarczywy 艂omot do drzwi wyrwa艂y ze snu mieszkanki le艣nicz贸wki - Boles艂aw臋 Antoniuk i jej trzy c贸reczki: 3-letni膮 Krysi臋, 5-letni膮 Zosi臋 i 6-letni膮 Mieci臋. Na kolejny okrzyk: "Otwieraj!", matka otworzy艂a drzwi. W progu sta艂o siedmiu uzbrojonych enkawudzist贸w.
Boles艂awa Antoniuk uspokoi艂a si臋, gdy偶 pomy艣la艂a, 偶e chodzi o rewizj臋. W domu nie by艂o nic, co mog艂oby zainteresowa膰 NKWD. Nie zd膮偶y艂a jednak och艂on膮膰, gdy us艂ysza艂a po rosyjsku wypowiedziany wyrok: "Zbieraj si臋, macie p贸艂torej godziny. Przesiedlamy was".
Politruk spyta艂 o m臋偶a. Gdy si臋 dowiedzieli, 偶e zosta艂 oddelegowany na sk艂adnic臋 pod Hajn贸wk臋, wyda艂 rozkaz trzem towarzyszom, by pojechali po niego. Ostatecznie jednak nie zdo艂ali go schwyta膰.
Gdy min膮艂 wyznaczony czas, matk臋 z c贸reczkami za艂adowano do sa艅. Enkawudzi艣ci zapewniali, 偶e reszta dobytku pojedzie za nimi. I rzeczywi艣cie, gdzie艣 wyjecha艂a. Po pami臋tnym 10 lutego z ca艂ego dobytku zostawionego w domu ocala艂 tylko wydarty ze z艂oconych ramek obraz Matki Boskiej Cz臋stochowskiej.

Tu艂aczka

Po dotarciu do stacji w Kleszczelach Boles艂aw臋 Antoniuk i jej trzy c贸rki za艂adowano do bydl臋cych wagon贸w. W nocy, przy 30-stopniowym mrozie, poci膮g ruszy艂 w trwaj膮c膮 miesi膮c drog臋.
W Baranowiczach nast膮pi艂o prze艂adowanie. W wagonie, kt贸rym jecha艂a Boles艂awa Antoniuk z c贸rkami, upchni臋to 59 os贸b. Wkr贸tce zacz膮艂 si臋 szerzy膰 brud, a wraz z nim insekty i choroby. Rozchorowa艂a si臋 tak偶e 3-letnia Krysia.
Kolejn膮 i, jak si臋 okaza艂o, ostatni膮 stacj膮 by艂 Cia偶yn. St膮d, ju偶 ci臋偶ar贸wkami, po wyboistych drogach, wieziono przesiedle艅c贸w do Makaraku w rejonie tisulskim. Cz臋艣膰 drogi odbyto po zamarzni臋tej rzece Kiei, kt贸rej lody trzeszcza艂y pod ci臋偶arem samochod贸w. Podwodami, tzw. wo艂okuszami, wieziono Polak贸w od Diewiatkina do miejscowo艣ci Gromotucha, kt贸ra stanowi艂a cel tu艂aczki.
Zes艂a艅c贸w umieszczono w byle jak skleconych barakach. Dla kilku rodzin przewidziano jeden piecyk z dwoma otworami fajerkowymi. Kobiety musia艂y wstawa膰 bardzo wcze艣nie, by zaj膮膰 kolejk臋 do gotowania. Kiedy艣, z samego rana, Boles艂awa Antoniuk zosta艂a wraz z innymi trzema kobietami aresztowana za oddalenie si臋 od obozu, bo w przeddzie艅 posz艂y do pobliskiej Siemian贸wki, by zdoby膰 troch臋 ziemniak贸w. Na b艂agania, by komendant pozwoli艂 chocia偶 da膰 dzieciom je艣膰, bo zosta艂y bez 艣niadania, us艂ysza艂a odpowied藕: "Niczewo, nie podochnut" ("Nie martw si臋, nie zdechn膮"). W tym czasie kt贸re艣 z dzieci pchn臋艂o Krysi臋 na piecyk. Dziecko poparzy艂o sobie obie d艂onie. Dopiero, gdy przyprowadzono do komendanta krzycz膮c膮 z b贸lu dziewczynk臋, ten zwolni艂 jej matk臋 z aresztu. Pozosta艂e kobiety odby艂y ca艂膮 kar臋.

Do Andersa

Kiedy Antoniukowa wraca艂a z fabryki 1 czerwca 1941 roku, przez radio zosta艂 podany komunikat o napadzie Niemiec na Zwi膮zek Sowiecki. Podobno komendant, us艂yszawszy t臋 informacj臋, zerwa艂 g艂o艣nik i rozbi艂 go o pod艂og臋. Nast膮pi艂 og贸lny chaos, ludzie przestali pracowa膰, ale i warunki 偶ycia si臋 pogorszy艂y. Jesieni膮 przyjecha艂a prokuratura i og艂osi艂a tzw. amnesti臋.
Nowa nadzieja wst膮pi艂a w贸wczas w serca zes艂a艅c贸w. Zacz臋li przygotowania do wyjazdu. Po dotarciu do Makaruku skierowali si臋 do stacji kolejowej w Cia偶ynie.
Na peronach panowa艂 straszny t艂ok, a poci膮gi by艂y wr臋cz tragicznie prze艂adowane. W takich warunkach podr贸偶 z ma艂ymi dzie膰mi stawa艂a si臋 prawdziwym koszmarem. Pan Ku藕mierkiewicz zaoferowa艂 pomoc - wzi膮艂 od Boles艂awy Antoniuk dokumenty, by wykupi膰 jej bilety. W t艂oku si臋 jednak pogubili i gdy ju偶 wszyscy z Gromotuchy za艂adowali si臋 do poci膮gu, a maszynista da艂 sygna艂 do odjazdu, matka uderzy艂a w g艂o艣ny, spazmatyczny p艂acz - oto z trzema c贸reczkami zostawa艂a sama na peronie, w dodatku bez bilet贸w i dokument贸w.
Widz膮c rozpacz kobiety, jaki艣 rosyjski 偶o艂nierz chwyci艂 walizki i poci膮gn膮艂 j膮 z dzie膰mi do wagonu wojskowego. Tak dojechali do Omska, gdzie nast膮pi艂a przesiadka i gdzie odnale藕li si臋 wszyscy znajomi. Stamt膮d przez Orenburg dotarli do Buzu艂uku, gdzie mie艣ci艂 si臋 sztab armii Andersa.
Nie zd膮偶y艂y
Boles艂aw臋 Antoniuk z c贸rkami przewieziono do koszar. Tu zobaczy艂y Polak贸w w 偶o艂nierskich mundurach. W koszarowej kaplicy uczestniczy艂y we Mszy 艢wi臋tej. Poczu艂y si臋 wreszcie bezpieczne i zacz臋艂y z nadziej膮 my艣le膰 o przysz艂o艣ci. Ich szcz臋艣cie nie trwa艂o jednak d艂ugo. Wkr贸tce zosta艂y wys艂ane pod Iran, do miejscowo艣ci Farab. T膮 drog膮 Anders organizowa艂 przerzuty Polak贸w na Zach贸d.
Wyzwolenie by艂o ju偶 tak blisko, wydawa艂oby si臋, 偶e w zasi臋gu r臋ki. Okaza艂o si臋 jednak, 偶e przyby艂y za p贸藕no. Ostatni statek z Polakami odp艂yn膮艂 kilka dni wcze艣niej. T艂umy zdezorientowanych ludzi pozostawionych samym sobie, bez 艣rodk贸w do 偶ycia, nie wiedzia艂y, co robi膰 dalej. Jaki艣 m艂ody m臋偶czyzna, kt贸ry przedstawi艂 si臋 jako ksi膮dz, usilnie namawia艂 Antoniukow膮 do powrotu. "Tu malaria was wyko艅czy. Pochowa艂em ju偶 30 dzieci" - m贸wi艂. Za艂atwi艂 im przejazd poci膮giem do Uzbekistanu.

"Kto nie pracuje, ten nie je"

Dojecha艂y do miejscowo艣ci Kermine. Tam zosta艂y wy艂adowane przy torach pod go艂ym niebem. Po pewnym czasie polskich zes艂a艅c贸w rozwieziono do ko艂choz贸w. Boles艂awa z c贸rkami trafi艂a do ko艂chozu "Krasnaja Zwiezda". Umieszczono je w lepiance i przydzielono do pracy przy zbiorze bawe艂ny. Po kilku tygodniach zes艂a艅c贸w wywieziono do ma艂ej stacyjki Badam i tam ponownie zostawiono pod go艂ym niebem z dala od zabudowa艅.
Nast臋pnego dnia pojawi艂y si臋 wozy zaprz臋偶one w wo艂y, kt贸rymi wieziono ich cztery dni do ko艂chozu "Gornaja Wola" we wsi Michaj艂owka, w rejonie czaja艅skim, w po艂udniowym Kazachstanie. Tam prze偶yli kolejne 4 lata zes艂ania.
Krysia w chwili przybycia do Michaj艂owki mia艂a 5 lat i miejscowo艣膰 t臋 ju偶 dobrze zapami臋ta艂a. Polacy zostali zakwaterowani w prywatnych domach, co nie zachwyci艂o ich w艂a艣cicieli. Na zwo艂anym zebraniu przedstawiciel jakich艣 w艂adz powiedzia艂 im wprost: "Zapomnijcie o Polsce. To jest odt膮d wasz kraj, w kt贸rym b臋dziecie 偶y膰, pracowa膰 i umiera膰." I jeszcze doda艂: "U nas kto nie pracuje, ten i nie je".
A wi臋c pracowali. Tym razem w ko艂chozie. Za prac臋 otrzymywali niewielki przydzia艂 zbo偶a; przydzia艂u 偶ywno艣ci dla dzieci w og贸le nie by艂o. Boles艂awa za艣 mia艂a do wykarmienia z jednej g艂odowej porcji siebie i trzy c贸rki. Gdyby nie jej umiej臋tno艣膰 haftowania i mere偶kowania dzieci pomar艂yby z g艂odu. Czasem w r臋kawie bluzki udawa艂o jej si臋 przynie艣膰 do domu gar艣膰 ukradzionej pszenicy.
G艂贸d by艂 szczeg贸lnie dokuczliwy na przedwio艣niu, bo od wiosny 偶ywili si臋 cebulami tulipan贸w g臋sto porastaj膮cych zbocza g贸r i korzeniami traw. - Do dzi艣 pami臋tam wygl膮d i smak trawy o d艂ugich, bia艂ych korzonkach, kt贸re stanowi艂y nasze po偶ywienie - wspomina po ponad pi臋膰dziesi臋ciu latach Krystyna Sidorowicz.
Wi臋kszo艣膰 zimowych dni sp臋dza艂y w domu. Krystyna Sidorowicz tak wspomina te chwile: "Wieczorami Mama tuli艂a nas do siebie i zamiast bajek opowiada艂a nam o Polsce, jej pi臋knie, dostatku, o tradycjach i zwyczajach, kt贸re stara艂a si臋 zachowywa膰. Uczy艂a nas pacierza i mowy, kt贸r膮 zaczyna艂y艣my zapomina膰. Opowiada艂a nam o Tatusiu, kt贸ry zosta艂 w kraju, ale kt贸rego obraz dzi臋ki niej nosi艂y艣my w sercu". Pod wp艂ywem tych opowiada艅 w wieku 8 lat Krysia napisa艂a wiersz zatytu艂owany "T臋sknota do Ojczyzny!" rozpoczynaj膮cy si臋 od s艂贸w: "Polsko! Jaka jeste艣?/ Wcale nie znam Ciebie -/ Mama Ci臋 opisuje/ a ja t臋skni臋 do Ciebie./ W s艂owach mojej Matki/ Ty艣 pi臋kna i bogata./ Pi臋kna pora letnia i zimowa szata".
Cho膰 komuni艣ci starali si臋, jak mogli, zabi膰 w Polakach nadziej臋 na powr贸t do Ojczyzny i szanta偶em zmuszali do zmiany obywatelstwa, g艂臋boka wiara w Bo偶膮 Opatrzno艣膰 i opiek臋 Matki Naj艣wi臋tszej pozwoli艂y Boles艂awie Antoniuk przetrwa膰 ponad 6 lat zsy艂ki i ocali膰 swe c贸rki.

Powr贸t

Wreszcie nadszed艂 rok 1946. Podano wiadomo艣膰, 偶e na mocy podpisanych uk艂ad贸w polscy zes艂a艅cy b臋d膮 mogli wr贸ci膰 do kraju. Punkt zborny wyznaczono w mie艣cie Czymkient, 45 km od Michaj艂owki. T臋 drog臋 ka偶dy musia艂 odby膰 pieszo.
Antoniukowa z c贸rkami sz艂a 2 dni - boso, po ska艂ach, czasem po 艣niegu, ale by艂a to ju偶 droga do wolno艣ci, cho膰 wtedy jeszcze nie do ko艅ca w to wierzy艂y.
Przed wej艣ciem do poci膮gu zebrano polskich zes艂a艅c贸w na placu, odegrano "Mi臋dzynarod贸wk臋", a przedstawiciel w艂adz po偶egna艂 ich s艂owami: "Przepraszamy, 偶e by艂o wam u nas 藕le, 偶yczymy wam wszystkiego najlepszego i mamy nadziej臋, 偶e si臋 jeszcze z wami spotkamy". Po tych ostatnich s艂owach niekt贸rym ciarki przesz艂y po plecach.
Ostatni etap tu艂aczki tak opisa艂a po latach Boles艂awa Antoniuk: "Wsiedli艣my do wagon贸w. Poci膮g ruszy艂. Teraz dopiero uwierzyli艣my, 偶e wracamy do Polski. Bo偶e! Wys艂ucha艂e艣 naszych modlitw. Jeszcze niepewno艣膰, jeszcze strach, czy nie zmieni膮 kierunku, czy nas nie oszukaj膮 kolejny raz. Nie! Bo偶e - dzi臋ki Ci! P艂acz i 艣piew. Przed granic膮 kto艣 znalaz艂 skrawek czerwieni, kto艣 po艣wi臋ci艂 resztk臋 bia艂ej po艣cieli - zszyta flaga bia艂o-czerwona. Ju偶 m臋偶czy藕ni mocuj膮 j膮 przy okienku wagonu. Przekraczamy granic臋! Jeste艣my wolni! Z piersi wydobywa si臋 gromkie 'Jeszcze Polska nie zgin臋艂a' po艂膮czone ze szlochem, ale to ju偶 艂zy rado艣ci. Koniec katorgi, koniec tu艂aczki!".

Anna Wasak, Nasz Dziennik, 2002-02-09

powrot