nasza witryna Zst膮pienie szatana czy przyjazd gestapo
prof. Tomasz Strzembosz


 

Przed kilkoma tygodniami, kiedy po moim ostatnim artykule "Inny obraz s膮siad贸w" w "Rzeczpospolitej" ("Rz" z 31.03.2001 r.) urywa艂y si臋 telefony od r贸偶nych redakcji czasopism i radiostacji, zadzwoni艂 do mnie tak偶e kto艣, kto informowa艂, 偶e reprezentuje "Trybun臋". Kiedy ju偶 grzecznie odpowiedzia艂em na kilka zadanych mi pyta艅 o to, co ju偶 wiem o zbrodni w Jedwabnem, us艂ysza艂em: "Po co pan polemizuje z Grossem?". Odpowiedzia艂em: "呕eby zbli偶a膰 si臋 do prawdy". M贸j rozm贸wca od艂o偶y艂 s艂uchawk臋.

W tym w艂a艣nie tkwi istota problemu. Kilka os贸b 艣wietnie wie, co si臋 zdarzy艂o w Jedwabnem 10 lipca 1941 r. Profesor Gross wie - bo prowadzi艂 badania. Pani Arnold - bo rozmawia艂a z pewn膮 liczb膮 os贸b z tego miasta. Inni - w tym tak偶e paru historyk贸w - bo czytali ksi膮偶k臋 prof. Grossa.

Wiedz膮. A maj膮c t臋 wiedz臋, wypowiadaj膮 z ogromn膮 pewno艣ci膮 siebie r贸偶ne s膮dy, w tym tak偶e o walorze moralnym. Os膮dzaj膮, pot臋piaj膮, orzekaj膮 o winie, ka偶膮 przeprasza膰, a nawet dziwi膮 si臋, 偶e tyle lat milczano, a dzi艣 w艂a艣nie dzi臋ki prof. Grossowi - i im tak偶e, milczenie zosta艂o przerwane.

Tak jakby nie wiedzieli nic o Polsce lat 1945 - 1989 i jakby tak偶e na nich nie spada艂a jaka艣 cz臋艣膰 winy za to milczenie. Bo zawsze winni s膮 jacy艣 "oni". A jednocze艣nie zapominaj膮, tak jak zapomnia艂 prof. Gross, 偶e r贸偶ni "oni" ju偶 pisali, tylko 偶e wtedy prasa nie podj臋艂a tego tematu, radio i telewizja milcza艂y. Nawet po 1989 roku, kiedy by艂o ju偶 "wolno". Przez ca艂y czas by艂o cicho, tak jak dzisiaj jest g艂o艣no.

Zwr贸膰my przy tym uwag臋 na interesuj膮ce zjawisko. O owo milczenie oskar偶a si臋 "wszystkich 艣wi臋tych", opr贸cz jedynego 艣rodowiska, kt贸re by艂o naprawd臋 zobowi膮zane do pisania o losach 呕yd贸w nie tylko w Warszawie czy Generalnym Gubernatorstwie, ale tak偶e na ca艂ym obszarze II Rzeczypospolitej. To znaczy o 呕ydowskim Instytucie Historycznym.

To przecie偶 on od 55 lat przechowuje w swych zbiorach relacj臋 Wasersztajna; to on przez przekazanie tej relacji prokuraturze S膮du Okr臋gowego w 艁om偶y wywo艂a艂 艣ledztwo i proces 22 oskar偶onych o mord mieszka艅c贸w Jedwabnego. To on ze wszystkich polskich instytucji naukowych jest najbardziej powo艂any do tego, by bada膰 stosunki polsko-偶ydowskie, tak偶e na ziemiach wschodnich, tak偶e w latach 1939 - 1941, tak偶e wtedy, gdy jest to zagadnienie bardzo skomplikowane. Bo chyba jednak nie powo艂ano go do tego, by recenzowa艂 prace innych.

Braki faktograficzne

S膮 w艣r贸d nas wi臋c liczni tacy, kt贸rzy "wiedz膮". A jednocze艣nie, je艣li bli偶ej przyjrze膰 si臋 sprawie, okazuje si臋, 偶e nieustannie brak fakt贸w, na kt贸rych mo偶na by艂oby si臋 oprze膰.

I tak nie wiemy nawet, ilu Polak贸w i ilu 呕yd贸w mieszka艂o w Jedwabnem przed 10 lipca 1941 roku i w owym dniu.

Profesor Gross powiada, 偶e wed艂ug spisu powszechnego z grudnia 1931 roku mieszka艂o tam 2167 obywateli polskich, w przesz艂o 60 procentach pochodzenia 偶ydowskiego (str. 27). Z kolei "Przewodnik ilustrowany po wojew贸dztwie bia艂ostockim", opracowany w 1937 roku przez wielki autorytet krajoznawczy, dra Mieczys艂awa Or艂owicza, informuje, 偶e mieszka艂o tu w贸wczas 2500 os贸b, w tym 60 proc. katolik贸w i 40 proc. 呕yd贸w (str. 168). O tym, 偶e 呕ydzi tak przed wojn膮, jak podczas okupacji stanowili mniejszo艣膰 spo艂eczno艣ci, m贸wi艂o mi kilku rozm贸wc贸w dobrze pami臋taj膮cych tamte czasy. Docent Krzysztof Jasiewicz w artykule "S膮siedzi niezbadani" ("Gazeta Wyborcza" z 9 - 10 XII 2000 r.), powo艂uj膮c si臋 na sowiecki dokument z 16 IX 1940 r., twierdzi, 偶e ludno艣膰 rejonu jedwabie艅skiego (w styczniu 1940 r. w艂adze ZSRR podzieli艂y obw贸d bia艂ostocki na rejony, mniejsze od dawnych powiat贸w) liczy艂a wtedy 38885 os贸b, w tym 37300 Polak贸w, 1400 呕yd贸w i 185 Bia艂orusin贸w. A wi臋c w ca艂ym rejonie by艂o mniej obywateli polskich pochodzenia 偶ydowskiego, ni偶 rzekomo spalono w stodole 艢leszy艅skich: 1600 ludzi. A pami臋tajmy, 偶e Jedwabne nie by艂o w tym rejonie jedynym miasteczkiem i 偶e 呕ydzi mieszkali tak偶e w wioskach. Mo偶e jednak w okresie do lipca 1941 r. co艣 si臋 zmieni艂o? Tak, wielu 呕yd贸w opu艣ci艂o Jedwabne, lecz przybyli inni z Radzi艂owa i Wizny. Nawet w tak podstawowej kwestii nie stoimy na twardym gruncie. A mo偶e 艂atwiej by艂oby nam oceni膰 fakty, skoro wed艂ug bada艅 terenowych ekipy Andrzeja Przewo藕nika, maj膮cej do艣wiadczenia z Katynia i Miednoje, w tej stodole sp艂on臋艂o od 250 do 400 os贸b.

Takie wspieranie si臋 na w膮t艂ych przes艂ankach prowadzi do b艂臋d贸w wr臋cz kompromituj膮cych.

Omawiaj膮c stosunki polsko-偶ydowskie w Jedwabnem w latach trzydziestych, prof. Gross m贸wi o sta艂ym zagro偶eniu pogromem (str. 28 - 29), przed kt贸rym w 1934 roku obroni艂y jedwabie艅skich 呕yd贸w dobre stosunki rabina z miejscowym proboszczem. Pisze on (str. 30): "Rabin Jedwabnego i miejscowy proboszcz, niemal do samej wojny, kiedy przyszed艂 nowy ksi膮dz, Marian Szumowski, o endekoidalnych sympatiach - byli ze sob膮 w dobrych stosunkach", oraz wcze艣niej: "Nadci膮gaj膮cy - wedle kr膮偶膮cych pog艂osek - pogrom uprzedzi艂a dopiero wizyta rabina Awigdora Bia艂ostockiego u miejscowego proboszcza w towarzystwie Jeny Rothchilda (...)". Tymczasem gdyby ten uczony zajrza艂 do schematyzmu diecezji 艂om偶y艅skiej, dowiedzia艂by si臋, 偶e ks. Ryszard Marian Szumowski by艂 proboszczem Jedwabnego od 1931 do lipca 1940 roku, kiedy to zosta艂 aresztowany przez NKWD. A wi臋c to w艂a艣nie on, "endekoidalny ksi膮dz", powstrzyma艂 pogrom z 1934 roku, o czym wspomina ksi臋ga pami膮tkowa 呕yd贸w z Jedwabnego, na kt贸rej opiera si臋 nasz autor. Nie zrzuca艂by tak偶e winy na owego proboszcza za bierny stosunek do wydarze艅 z 1941 r., w贸wczas bowiem ks. Szumowski ju偶 nie 偶y艂, a w parafii pozosta艂 jedynie jego wikariusz ks. Kembli艅ski.

Dodajmy: w takich miasteczkach jak Jedwabne, gdzie powtarzaj膮 si臋 nagminnie te same nazwiska, trzeba szczeg贸lnie uwa偶a膰. C贸rka Czes艂awa Krystowczyka, syna Franciszka i Walerii, urodzonego 14 VII 1907 r. i zmar艂ego 23 III 1995 r., prosi艂a mnie, bym napisa艂, i偶 nie jest on to偶samy z Czes艂awem Krystowczykiem, synem Jana i Stanis艂awy, miejscowym komunist膮, wymienionym w relacji Kie艂czewskiego, zacytowanej przeze mnie w artykule "Przemilczana kolaboracja" ("Rz" z 27.01.2001 r.). Czyni臋 wi臋c to z pe艂n膮 satysfakcj膮.

Sprawa zarz膮du miejskiego w Jedwabnem (VI - VII 1941 r.)

W rozdziale o bardzo charakterystycznym tytule "Przygotowania" na samym pocz膮tku prof. Gross napisa艂: "W mi臋dzyczasie [tzn. pomi臋dzy 22 czerwca a 10 lipca 1941 r. - T.S.] ukonstytuowa艂y si臋 nowe w艂adze miejskie. Burmistrzem zosta艂 Marian Karolak, a cz艂onkami magistratu mi臋dzy innymi niejaki Wasilewski i J贸zef Sobuta. O dzia艂alno艣ci zarz膮du miasta w tym okresie mo偶emy powiedzie膰 jedynie, 偶e zaplanowa艂 i uzgodni艂 z Niemcami wymordowanie jedwabie艅skich 呕yd贸w". [podkre艣lenia moje - T.S.*]

Co to znaczy "ukonstytuowa艂y si臋"? Pod okupacj膮 niemieck膮, w tworzonym tutaj okr臋gu bia艂ostockim? Czy kto艣 wybra艂 ten zarz膮d? Kto? M贸g艂 powsta膰 spontanicznie z inicjatywy grupy os贸b, ale przecie偶, na Boga, rz膮dzili tutaj Niemcy i m贸g艂 on by膰 jedynie zarz膮dem komisarycznym, z niemieckiego nadania, podporz膮dkowanym tworzonej tutaj hitlerowskiej administracji. Zreszt膮, jak stwierdza Jadwiga Kordas, szefem Amt Komisariatu w Jedwabnem by艂 (nie wiemy, od kiedy) Niemiec Bryczkus. (Tak jego nazwisko brzmia艂o w ustach relacjonistki, jak je si臋 pisze - nie wiem.)

Tymczasem potraktowanie tego zarz膮du jako instytucji polskiej, polskiego samorz膮du, ma wyra藕nie na celu wywo艂anie wra偶enia, 偶e to polskie w艂adze miejskie wsp贸艂pracowa艂y z Niemcami w zag艂adzie 呕yd贸w. Podczas gdy tak Marian Karolak, jak inni wymienieni tu reprezentanci w艂adz miejskich byli po prostu kolaborantami pe艂ni膮cymi swe funkcje z niemieckiego nadania. Podkre艣la to fakt, 偶e zar贸wno Marian Karolak, jak J贸zef Sobuta i Karol Bardo艅 nie byli rodowitymi mieszka艅cami Jedwabnego, a przybyszami, kt贸rzy osiedlili si臋 tutaj dopiero w latach trzydziestych. Karolak, jak m贸wi艂o mi kilka os贸b, przyby艂 tutaj po pobycie w wi臋zieniu za pope艂nion膮 defraudacj臋. Nie mieli wi臋c odpowiedniego poparcia ani autorytetu, co powodowa艂o, 偶e znakomicie nadawali si臋 do odegrania roli, jak膮 im wyznaczono. Wskazuje na to ich post臋powanie 10 lipca 1941 roku.

Dalej - na podstawie jakich to dokument贸w czy relacji prof. Gross twierdzi, 偶e to w艂a艣nie oni "zaplanowali i uzgodnili z Niemcami wymordowanie jedwabie艅skich 呕yd贸w", 偶e byli inicjatorami, a nie tylko wykonawcami tej zbrodni.

Autor prezentuje nam kilka "argument贸w" i kilka "艣wiadectw".

  • Uprzedzenie o przygotowywanej akcji "przez nie偶ydowskich przyjaci贸艂" Dwojry Pecynowicz i Mietka Olszewicza.

  • Przyjazd do Jedwabnego ch艂op贸w ze wsi okolicznych, "chocia偶 to nie by艂 dzie艅 targowy". (str. 51)

  • Zeznanie Jerzego Lauda艅skiego, 贸wczesnego go艅ca na posterunku 偶andarmerii, 偶e "w 1941 przyjecha艂o taks贸wk膮 czterech czy te偶 pi臋ciu gestapowc贸w i zacz臋li w magistracie rozmawia膰, lecz co oni tam rozmawiali ja nie wiem.

    Po niejakim czasie Karolak Marian powiedzia艂 do nas polak贸w, 偶eby zawezwa膰 ob. Polskich do Zarz膮du Miejskiego, po zawezwaniu ludno艣ci polskiej nakaza艂 nam i艣膰 zagania膰 偶yd贸w na rynek pod has艂em pracy co i ludno艣膰 uczyni艂a, ja w tym czasie r贸wnie偶 bra艂em udzia艂 w sp臋dzaniu 偶yd贸w na rynek". (str. 52)

  • Zeznanie Karola Bardona, niemieckiego 偶andarma pracuj膮cego w warsztatach 偶andarmerii mieszcz膮cych si臋 przy Nowym Rynku, 偶e "widzia艂 przed magistratem w Jedwabnem kilku gestapowc贸w, tylko nie pami臋ta czy to w dzie艅 masowego mordu czy te偶 przedtem". (str. 53)

    - Fragment relacji Szmula Wasersztajna, kt贸ry napisa艂, 偶e 10 lipca "taki rozkaz wydali Niemcy". (str. 52)

  • Zeznanie Henryka Krystowczyka, kt贸ry - jak wynika z akt s膮dowych, najpierw kategorycznie twierdzi艂, 偶e umow臋 z Niemcami podpisali: burmistrz Karolak z Eugeniuszem 艢liweckim, zast臋pc膮 burmistrza, a przyci艣ni臋ty przez s臋dziego przyzna艂, 偶e "s艂ysza艂 od ludzi". (str. 53)

    Jest wi臋c tych przes艂anek i tych zezna艅, 偶e ho, ho! Przyjrzyjmy si臋 im jednak nieco bli偶ej.

    Uprzedzenie przez kogo艣 (nie wiemy, kogo!) Dwojry Pecynowicz i Mietka Olszewicza o maj膮cej nast膮pi膰 akcji w spos贸b oczywisty nie m贸wi nam niczego o zawartej "umowie". Mo偶na by艂o to wywnioskowa膰 z przyjazdu wi臋kszej grupy Niemc贸w (o czym potem), m贸g艂 to by膰 wynik jakich艣 pog艂osek, refleks tego, co 7 lipca zdarzy艂o si臋 w Radzi艂owie itp. Relacja go艅ca z 偶andarmerii o przyje藕dzie gestapowc贸w, kt贸ry przypuszcza, 偶e o czym艣 rozmawiano, lecz nie wie, o czym, niczego sam nie s艂ysza艂, a jedynie kojarzy ten fakt z wezwaniem do zganiania 呕yd贸w na rynek, te偶 nie m贸wi o "umowie", raczej o wydaniu rozkazu. Nie s艂ysza艂em zreszt膮 nigdy, by Niemcy zawierali jakie艣 "umowy" ani z warszawskim Judenratem w 1942 roku, ani z warszawskim komisarycznym burmistrzem w latach 1939 - 1944. C贸偶 dopiero "umowa" z przedstawicielami ma艂ego miasteczka. Po prostu wydawali rozkazy.

    Bardon, podobnie jak Jerzy Lauda艅ski, jedynie widzia艂 gestapowc贸w wchodz膮cych do gmachu zarz膮du. Szmul Wasersztajn, kt贸ry zreszt膮 nie m贸wi o "umowie", a o "rozkazie", by艂 osob膮 z oczywistych wzgl臋d贸w jak najgorzej poinformowan膮: pomi臋dzy kolaboracyjnym zarz膮dem miasta a t膮 spo艂eczno艣ci膮, kt贸ra w艂a艣nie mia艂a by膰 wymordowana, musia艂a istnie膰 bariera komunikacyjna. Henryk Krystowczyk tak偶e co艣 s艂ysza艂. Z tym, 偶e Henryk Krystowczyk to osoba absolutnie niewiarygodna. To k艂amca przy艂apany na k艂amstwie, a ponadto cz艂owiek, kt贸ry zg艂osi艂 si臋 jako 艣wiadek zbrodni z niskich pobudek - zemsty. Kiedy zeznawa艂, 偶e widzia艂, jak 呕yd贸w p臋dzili do stodo艂y: Czes艂aw Lauda艅ski z synem Zygmuntem oraz Aleksander 艁ojewski, "maj膮c w r臋ku lask臋", a widzie膰 to mia艂 ze strychu domu swego brata stryjecznego Wac艂awa Krystowczcyka przy ul. Przestrzelskiej, ten偶e Wac艂aw o艣wiadczy艂, i偶 "nie m贸g艂 on dobrze zaobserwowa膰 b臋d膮c w moim domu, bo widok tam jest zas艂oni臋ty na stodo艂臋 艢leszy艅skiego" (GK SC艁 123, f. 213v i 218). I rzeczywi艣cie. Z ul. Przestrzelskiej nie spos贸b zobaczy膰, co si臋 dzieje na drodze do stodo艂y, a nawet na ul. Cmentarnej, gdy偶 zas艂aniaj膮 domy i drzewa, a nadto z odleg艂o艣ci oko艂o 250 m trudno rozpozna膰 ludzi oraz kto mia艂 lask臋 w r臋ku. I dlatego Krystowczyk rozpozna艂 tych, kt贸rych chcia艂 rozpozna膰, 艂膮cznie z nieobecnym tam na pewno Czes艂awem Lauda艅skim.

    Podsumujmy. Informacj臋 o wyj膮tkowym znaczeniu, tak ze wzgl臋d贸w faktograficznych, jak moralnych, nak艂adaj膮c膮 win臋 na polski zarz膮d miejski i Polak贸w, prof. Gross opar艂 na plotkach i przypuszczeniach. W czasie okupacji niemieckiej powiedzia艂oby si臋 na agencji PPP - Pewna Pani Powiedzia艂a. A w艂a艣nie formu艂uj膮c takie oskar偶enie, powinien dba膰 o wiarygodno艣膰 podstawy 藕r贸d艂owej, by艂 do tego szczeg贸lnie zobowi膮zany.

    Tymczasem autor "S膮siad贸w" formu艂uje to nast臋puj膮co: "Gdzie zrodzi艂 si臋 pomys艂 ca艂ego przedsi臋wzi臋cia - czy wyszed艂 od Niemc贸w (jak mo偶na by s膮dzi膰 ze zdania "taki rozkaz wydali Niemcy" w relacji Wasersztajna), czy by艂a to oddolna inicjatywa radnych miejskich Jedwabnego - nie spos贸b ustali膰. Zreszt膮 jest to chyba bez wi臋kszego znaczenia [podkre艣lenia moje - T.S.], bo obie strony najwyra藕niej 艂atwo dosz艂y do porozumienia". (str. 52)

    No, tego to ju偶 nie mog臋 zrozumie膰! Je偶eli dla polskiego historyka (prof. Gross nie jest ani historykiem, ani tez "polskim historykiem" - wtr. WK) jest oboj臋tne, czy inicjatywa straszliwego mordu na ludziach z miasteczka, na s膮siadach wysz艂a od okupant贸w, czy by艂a te偶 "oddoln膮 inicjatyw膮" zarz膮du miejskiego, kolaboracyjnego, lecz z艂o偶onego z Polak贸w, nie potrafi臋 z nim dyskutowa膰. C贸偶 powiedzia艂aby 偶ydowska spo艂eczno艣膰 o 偶ydowskim historyku, kt贸ry by napisa艂, 偶e jest mu oboj臋tne, czy wysy艂anie z warszawskiego getta przez Judenrat na Umschlagplatz kolejnych tysi臋cy warszawskich 呕yd贸w odbywa艂o si臋 na niemiecki rozkaz, czy te偶 by艂o oddoln膮 inicjatyw膮 tego偶 Judenratu, "bo obie strony najwyra藕niej 艂atwo dosz艂y do porozumienia". Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi.

    Nadto chcia艂bym zada膰 autorowi "S膮siad贸w" dwa proste pytania:

    1. Sk膮d wie, 偶e w lipcu 1941 r. istnia艂a w Jedwabnem obok zarz膮du miasta tak偶e Rada Miejska i 偶e bra艂a jakikolwiek udzia艂 w ewentualnych rozmowach z Niemcami?

    2. Sk膮d wie, 偶e obie "strony" 艂atwo dosz艂y do porozumienia, skoro o samych rozmowach: ich przebiegu, skutkach, okoliczno艣ciach niczego naprawd臋 nie wiemy?

    To wszystko s膮 nieodpowiedzialne s艂owa, rzucane na wiatr, bezpodstawnie, natomiast z a偶 nadto widoczn膮 tendencj膮 obrzucenia b艂otem mieszka艅c贸w Jedwabnego. Po prostu wstyd.

    Nie ma wi臋c i powodu, by zastanawia膰 si臋 - id膮c za relacjami Szmula Wesersztajna i Eliasza Gr膮dowskiego (przypis 48 na str. 54) - czy Niemcy naprawd臋 proponowali Polakom, by "pozwolili" (tak wynika z kontekstu), zachowa膰 przy 偶yciu pewn膮 liczb臋 呕yd贸w - fachowc贸w, a Bronis艂aw 艢leszy艅ski opar艂 si臋 temu, oraz czy - id膮c za relacj膮 Wiktora Nie艂awickiego - uzna膰, "偶e Niemcy ju偶 przy samej stodole sugerowali, aby troch臋 呕yd贸w oszcz臋dzi膰, bo jest potrzebna si艂a robocza, na co im kt贸ry艣 z kieruj膮cych akcj膮 Polak贸w o艣wiadczy艂, 偶e dostarcz膮 do pracy wystarczaj膮c膮 ilo艣膰 spo艣r贸d swoich" [podkre艣lenie moje - T.S.].

    C贸偶 powiedzia艂aby 偶ydowska spo艂eczno艣膰 o 偶ydowskim historyku, kt贸ry by napisa艂, 偶e jest mu oboj臋tne, czy wysy艂anie z warszawskiego getta przez Judenrat na Umschlagplatz kolejnych tysi臋cy warszawskich 呕yd贸w odbywa艂o si臋 na niemiecki rozkaz, czy te偶 by艂o oddoln膮 inicjatyw膮 tego偶 Judenratu, "bo obie strony najwyra藕niej 艂atwo dosz艂y do porozumienia"

    Wasersztajn m贸g艂 - ewentualnie - co艣 s艂ysze膰 na ten temat, ale z bardzo "drugiej r臋ki" (jak pisze Jan Gross), natomiast Eliasz Gr膮dowski, kt贸ry do ko艅ca wojny przebywa艂 w ZSSR, w贸wczas nawet "z drugiej r臋ki" niczego nie us艂ysza艂. A jest to - dodajmy - ewidentny k艂amca, kt贸ry w swoim zeznaniu nie tylko nie ujawnia, 偶e 10 lipca 1941 r. przebywa艂 setki kilometr贸w od Jedwabnego, ale udawa艂, 偶e by艂 jednym z represjonowanych. Zeznawa艂 bowiem: "Pocz膮tkowo wszystkich 偶ydk贸w zaganiali na rynek w Jedwabnym - ja w tym czasie uciek艂em (...)" oraz wymienia艂 w swym zeznaniu a偶 26 os贸b winnych mordu, podaj膮c na dok艂adk臋, 偶e to samo widzia艂 Abram Boruszczak, 艣wiadek oskar偶enia, kt贸ry w og贸le nie by艂 mieszka艅cem Jedwabnego.

    Pikanterii temu dodaje fakt, 偶e ten sam Eliasz Gr膮dowski, zeznaj膮c przed S膮dem Grodzkim w 艁om偶y w sprawie o przyznanie Gedalowi Londonowi nieruchomo艣ci przy ul. Przestrzelskiej w Jedwabnem, uprzednio nale偶膮cej do Sory Drejarskiej, jego siostry, 8 stycznia 1947 roku (a wi臋c dwa lata wcze艣niej) zeznawa艂: "Drejarska z ca艂膮 rodzin膮 zosta艂a zamordowana przez Niemc贸w i zosta艂 tylko brat", a zeznaj膮c w analogicznej sprawie Josecha Lewina, twierdzi艂: "Jest on bratem Fajgi z Semin贸w, kt贸ra w 1941 r. w dniu 10 lipca zosta艂a przez Niemc贸w zamordowana w ten spos贸b, 偶e 呕ydzi a mi臋dzy nimi i ona zostali sp臋dzeni do stodo艂y w Jedwabnem i zostali spaleni. Wiem to, gdy偶 ukrywa艂em si臋 w贸wczas w okolicy Jedwabnego" [podkre艣lenia moje - T.S.]. W tej samej sprawie inny obywatel polski 偶ydowskiego pochodzenia Jankel Bena zeznawa艂 jako 艣wiadek: "10 lipca widzia艂em jak Niemcy wszystkich 呕yd贸w z Jedwabnego sp臋dzili do stodo艂y i podpalili (...) Wtenczas ukrywa艂em si臋 przed Niemcami i w t臋 por臋 by艂em w ukryciu na cmentarzu i wszystko widzia艂em".

    Nie wiemy tylko, czy mowa tutaj o cmentarzu katolickim po艂o偶onym przy ul. Cmentarnej, par臋set metr贸w od stodo艂y 艢leszy艅skich, czy o cmentarzu 偶ydowskim le偶膮cym w odleg艂o艣ci kilkudziesi臋ciu metr贸w.

    Dotyczy to tak偶e innych 艣wiadk贸w. S膮d Grodzki w 艁om偶y stwierdza艂 w贸wczas: "Fakt zgonu Zelika Zdrojewicza zosta艂 ustalony zeznaniem naocznego 艣wiadka Zelika Lewi艅skiego, kt贸ry widzia艂 jak Zdrojewicz w dniu krytycznym zosta艂 wyprowadzony wraz z ca艂膮 ludno艣ci膮 偶ydowsk膮 w Jedwabnem do stodo艂y, kt贸r膮 Niemcy podpalili. 艢wiadkowi w ostatnim momencie uda艂o si臋 zbiec przed wprowadzeniem do stodo艂y" [podkre艣lenie moje - T.S.].

    Powstaje wi臋c pytanie: kiedy Eliasz Gr膮dowski i inni zeznawali prawd臋 - czy wtedy, gdy o mord oskar偶ali Polak贸w, eliminuj膮c udzia艂 niemiecki, czy wtedy, gdy zeznawali o Niemcach, nie wspominaj膮c s艂owem o Polakach. Bo wydaje si臋, 偶e m贸wili to, co w danym momencie uznali za korzystne czy wygodne.

    I jeszcze jedna uwaga. Twierdzenie prof. Grossa, 偶e relacje ostatnich 艣wiadk贸w holokaustu s膮 dokumentami szczeg贸lnie wiarygodnymi i tak w艂a艣nie winny by膰 traktowane, zosta艂o przez niego samego zdyskwalifikowane, o艣mieszone. Mo偶e w innych wypadkach - tak, w tych, kt贸rych u偶y艂 dla zaprezentowania swej tezy - nie. Nic na to nie poradz臋.

    To, co dotyczy Eliasza Gr膮dowskiego i Abrama Boruszczaka, dotyczy r贸wnie偶 Wiktora Nie艂awickiego, kt贸ry wed艂ug Grossa "uciek艂 zanim zap臋dzono go wraz z t艂umem 呕yd贸w do stodo艂y" (przypis 48, str. 54). Czy偶by wr贸ci艂 pod stodo艂臋, aby pos艂ucha膰 rozm贸w mi臋dzy mordercami? I kto go, ukrytego przed 艣miertelnym zagro偶eniem, poinformowa艂 o tych konszachtach, bo chyba nie owi "kieruj膮cy akcj膮 Polacy".

    W ten spos贸b ca艂a teza o umowie pomi臋dzy jak膮艣 polsk膮 w艂adz膮 a niemieck膮 policj膮 polityczn膮 zawisa w pr贸偶ni, nie jest udowodniona 偶adnymi powa偶nymi argumentami.

    Kto podpali艂 stodo艂臋 艢leszy艅skich

    Ta zupe艂nie kluczowa kwestia wci膮偶 czeka na wyja艣nienie. Nie dysponuj臋 dokumentami, kt贸re by mia艂y decyduj膮ce znaczenie, chcia艂bym jednak przedstawi膰 kilka 艣wiadectw, kt贸re mog膮 okaza膰 si臋 przydatne.

    Pierwsze z nich to o艣wiadczenie Aleksandra Wyrzykowskiego, m臋偶a Antoniny, kt贸ra jest g艂贸wnym pozytywnym bohaterem filmu "S膮siedzi" Agnieszki Arnold i wyst臋puje tak偶e w ksi膮偶ce Grossa. To oni wsp贸lnie przechowali siedem os贸b 偶ydowskiego pochodzenia a偶 do 1945 roku. W roku 1962 Aleksander Wyrzykowski (urodzony w 1908 r. i zamieszka艂y w贸wczas w Milan贸wku ko艂o Warszawy), 2 V 1962 roku podpisa艂 "Zeznanie", kt贸re rozpoczyna si臋 od s艂贸w: "Ja Wyrzykowski Aleksander wraz z moj膮 偶on膮 Antonin膮 pragniemy z艂o偶y膰 nast臋puj膮ce o艣wiadczenie. Od listopada 1942 r. do 22 stycznia 1945 r. przechowali艣my u siebie siedmiu 呕yd贸w. Mieszkali艣my wtedy w Janczewku, powiatu 艂om偶y艅skiego. Niedaleko nas w miasteczku Jadwabne, Niemcy przy pomocy niekt贸rych Polak贸w w roku 1942 [pomy艂ka - w 1941 - T.S.] spalili 偶ywcem 1600 呕yd贸w. (...)" [podkre艣lenia moje - T.S.]. Drugie 艣wiadectwo pochodzi od Stefana Boczkowskiego ze wsi Gr膮dy Ma艂e, le偶膮cej w pobli偶u Jedwabnego, kt贸ry wraz z przyjacielem Romanem Chojnowskim z tej wsi by艂 10 lipca 艣wiadkiem zdarze艅 w Jedwabnem. Obaj mieli w贸wczas po ponad 15 lat. Napisa艂 on do mnie w li艣cie z 21 listopada 2000 roku: "My obaj wraz z wielu innymi lud藕mi miejscowymi szli艣my w pewnym oddaleniu w tylnej cz臋艣ci kolumny [呕yd贸w - T.S.] - ale widzieli艣my prawie ca艂膮 kolumn臋 do艣膰 dok艂adnie. Gdy kolumna zbli偶y艂a si臋 do stodo艂y brutalnie nakazano 呕ydom wchodzi膰 do jej 艣rodka, przy czym najcz臋艣ciej 偶o艂nierze niemieccy "fizycznie pomagali" wchodzi膰 do wn臋trza stodo艂y - kopi膮c, bij膮c i si艂膮 wpychaj膮c poszczeg贸lne osoby. A kiedy ju偶 wszystkich z kolumny wci艣ni臋to do stodo艂y, zamkni臋to du偶e wierzeje to jest drzwi wjazdowe do stodo艂y dla furmanek gospodarczych. Nast臋pnie w szybkim tempie nadjecha艂a p贸艂ci臋偶ar贸wka wojskowa z 偶o艂nierzami i natychmiast cz臋艣膰 偶o艂nierzy zeskoczy艂a z ci臋偶ar贸wki na ziemi臋, a pozosta艂a cz臋艣膰 偶o艂nierzy zacz臋艂a szybko podawa膰 tym 偶o艂nierzom na dole metalowe pojemniki z benzyn膮, kt贸rzy to 偶o艂nierze r贸wnie偶 w b艂yskawicznym tempie zacz臋li oblewa膰 benzyn膮 boki naoko艂o stodo艂y; bezpo艣rednio po tym oblewaniu benzyn膮 cz臋艣膰 偶o艂nierzy zacz臋艂a podpala膰 stodo艂臋 ze wszystkich stron. Stodo艂a zapali艂a si臋 natychmiast i szybko obj臋ta zosta艂a wysokimi p艂omieniami ognia oraz dymem. Powsta艂 straszny krzyk, lament i jaki艣 wr臋cz piekielny ryk (...)".

    Z relacj膮 Boczkowskiego wsp贸艂gra inna, z艂o偶ona w Nowym Jorku, tym razem nie na moje r臋ce, lecz Waldemara Piaseckiego. Nie umiem oceni膰 jej rzetelno艣ci, cho膰 brzmi bardzo wiarygodnie. Z艂o偶y艂 j膮 Apolinary Domitrz ze wsi Rostki ko艂o Jedwabnego, urodzony w 1929 r., kt贸ry wraz z kolegami Janem Rakowskim i Zenonem Ryszkiewiczem pas艂 krowy w odleg艂o艣ci p贸艂 kilometra od miejsca po偶aru. Widz膮c po偶ar, przybiegli, gdy stodo艂a od do艣膰 dawna sta艂a ju偶 w p艂omieniach. Zapis brzmi:

    "Jak si臋 stodo艂a zapali艂a by艂o ciep艂o. Buchn臋艂o w g贸r臋. To my艣my zaraz pobiegli do Jedwabnego. (...) Skr臋t w Cmentarn膮. I tak stan臋li my jakie艣 dwie艣cie pi臋膰dziesi膮t metr贸w od tej stodo艂y. Pali艂o si臋 strasznie. Jak drzazgi trzaska艂o. By艂a z desek, kryta s艂om膮. Wszystko nagrzane. Wybuch si臋 zrobi艂 i poszed艂 偶贸艂ty dym. Taki. A Niemce si臋 odsun臋li od tego po偶aru. A inni? Jacy inni? Panie, tam nie by艂o 偶adnych Polak贸w. Same Niemce. 呕adnego Polaka my艣my nie widzieli. Ilu by艂o tych 偶andarm贸w? Najecha艂o ich, panie, pe艂no. Ze dwudziestu albo trzydziestu. Ja tam ich nie liczy艂em, ale du偶o ich by艂o. (...)" (艢wiadek numer pi臋膰. Jedwabne - Kulisy zbrodni. "Kulisy", nr 16 z 19 IV 2001 r.)

    Mo偶na powiedzie膰, et, wsp贸艂czesna relacja z "Kulis" nie ma znaczenia. Wobec zerowej wiarygodno艣ci Gr膮dowskiego i Boruszczaka, sk艂adaj膮cych zeznania przed s膮dem, nie by艂bym tak sceptyczny wobec relacji sk艂adanych po latach, je艣li sk艂adano je ca艂kowicie niezale偶nie od siebie i je艣li przekazane w nich fakty i obrazy nawzajem si臋 potwierdza艂y. R贸偶nica pomi臋dzy 艣wiadectwami Boczkowskiego i Domitrza polega na tym, 偶e pierwszy obserwowa艂 p臋dzenie 呕yd贸w i po偶ar od pocz膮tku, a wi臋c i widzia艂 Polak贸w, a drugi przyby艂, gdy ludno艣膰 polska opu艣ci艂a ju偶 teren wok贸艂 stodo艂y.

    Wiarygodno艣膰 Boczkowskiego podnosi te偶 jeszcze dodatkowy element. Mimo i偶 nie zna艂, sk艂adaj膮c relacj臋, akt procesu z 1949 r., wyra藕nie w niej odr贸偶nia dwie grupy Polak贸w zaanga偶owanych w pilnowanie 呕yd贸w na rynku i p臋dzenie ich do stodo艂y. Pierwsza to "przymuszeni", wykonuj膮cy to zadanie pod przymusem, druga to "ochotnicy", wyr贸偶niaj膮cy si臋 biciem 呕yd贸w.

    O prze艣wiadczeniu okolicznej ludno艣ci, 偶e to Niemcy spalili 呕yd贸w w Jedwabnem i 偶e ten sam los mo偶e spotka膰 tak偶e Polak贸w, m贸wi relacja ks. Kazimierza Olszewskiego, duszpasterza Zak艂adu dla Niewidomych w podwarszawskich Laskach. Napisa艂 on m.in.:

    "Urodzi艂em si臋 we wsi Gr膮dy Du偶e, 4 km od Jedwabnego i tutaj mieszka艂em do 1953 roku. W Jedwabnem by艂 m贸j ko艣ci贸艂 parafialny. (...) 22 czerwca 1941 roku uciekaj膮 Sowieci, a przychodz膮 Niemcy. Dnia 10 lipca 1941 r. by艂em ze swoim Ojcem, pracuj膮cym na naszym polu w pobli偶u wsi Przestrzele w odleg艂o艣ci oko艂o p贸艂tora kilometra od Jedwabnego. W godzinach przedwieczornych ujrzeli艣my wysoki s艂up dymu. By艂 ciep艂y, s艂oneczny dzie艅. W Jedwabnem jest po偶ar, co艣 si臋 pali.

    Wieczorem wr贸cili艣my do domu. Rozesz艂a si臋 wiadomo艣膰 - Niemcy spalili w stodole w Jedwabnem 呕yd贸w. W otoczeniu s艂ysza艂em wypowiedzi, 偶e wkr贸tce to samo spotka Polak贸w. Nigdy nie zapomn臋 rozmowy z moj膮 Matk膮, Helen膮: "Mama, ja si臋 boj臋, bo i nas spal膮". Us艂ysza艂em odpowied藕: "Nie b贸j si臋, to kr贸tko trwa". Tego dymu z palonej stodo艂y i rozmowy z moj膮 Matk膮 nigdy nie zapomn臋. (...) O udziale miejscowej ludno艣ci w holokau艣cie 呕yd贸w ma艂o si臋 m贸wi艂o, bo nie ulega艂o w膮tpliwo艣ci, kto by艂 g艂贸wnym sprawc膮 mordu w Jedwabnem". (List z 6 III 2001 r.)

    Nie pisz臋 tego wszystkiego, aby pomniejszy膰 za wszelk膮 cen臋 udzia艂 i odpowiedzialno艣膰 Polak贸w, kt贸rzy tak偶e - jest to niew膮tpliwe - jak膮艣 grup膮 wzi臋li udzia艂 w tym mordzie. Instruktywne jest jednak stwierdzenie prof. Adama Dobro艅skiego, dotycz膮ce wydarze艅 w Tykocinie, "kt贸re dotychczas uchodzi艂y za najbardziej drastyczny na Bia艂ostocczy藕nie przyk艂ad udzia艂u polskiego w zag艂adzie 呕yd贸w. Z relacji 偶ydowskich wynika艂o, 偶e to w艂a艣nie Polacy zorganizowali pogrom (...) Ale po szerszej penetracji 藕r贸de艂, rozmiar polskiego udzia艂u zosta艂 wyra藕nie pomniejszony i obecnie m贸wi si臋, 偶e owszem, pewna liczba Polak贸w w tym uczestniczy艂a, ale na takiej zasadzie, 偶e wcze艣niej Niemcy zrobili 艂apank臋 w艣r贸d Polak贸w, niekt贸rych wezwali imiennie, reszt臋 wzi臋li z ulicy". (A. Dobro艅ski - "Kontrowersje historyczne weryfikuje si臋 w dialogu", "Rzeczpospolita" z 5 V 2000 r.) Zupe艂nie jak w Jedwabnem.

    Ten cytat doprowadza nas do problemu analogii, spojrzenia na mord w Jedwabnem z punktu widzenia innych miast i miasteczek regionu 艂om偶y艅skiego.

    Jak by艂o w innych miejscowo艣ciach

    Nie dysponujemy jeszcze pe艂niejsz膮 wiedz膮 o podobnych jak w Jedwabnem aktach mordu dokonanych w tym samym mniej wi臋cej czasie w co najmniej kilku miejscowo艣ciach, ale w opisach tamtych zdarze艅 wyp艂ywaj膮 takie sceny, kt贸re wskazuj膮 na jaki艣 ustalony wr臋cz "scenariusz", rytua艂 "rozgrywania" masowego likwidowania ludno艣ci 偶ydowskiej. Przy tym za ka偶dym razem g艂贸wnymi "re偶yserami" i "aktorami" s膮 tutaj Niemcy, przy mniejszym czy wi臋kszym udziale jakiej艣 grupy ludno艣ci miejscowej. Przy tym opisy 艣wiadk贸w polskich i 偶ydowskich zgadzaj膮 si臋 ze sob膮, nie ma wi臋c mowy o jakiej艣 manipulacji, k艂amstwie relacjonist贸w.

    I tak w Zar臋bach Ko艣cielnych 呕ydzi zostali potraktowani identycznie jak w Jedwabnem, tyle tylko, 偶e ju偶 we wrze艣niu 1939 r. Wac艂aw Zakrzewski w swej relacji zatytu艂owanej "Na wojennych bezdro偶ach" (Archiwum Wschodnie, sygn. II/507/艁) z 1973 roku zanotowa艂, 偶e gdy Niemcy wkroczyli do Zar臋b 14 wrze艣nia 1939 r.

    "Miejscowi 呕ydzi z rabinem na czele wyszli wita膰 Niemc贸w. Niemcy pozwolili si臋 powita膰, po czym kazali wszystkim 呕ydom zgromadzi膰 si臋 na rynek. Gdy zeszli si臋 wszyscy 呕ydzi kazali im r臋koma zbiera膰 naw贸z pozosta艂y na rynku po targu, a rabinowi w kapeluszu wynosi膰 (...)".

    Czy偶 nie przypomina to nakazu sprz膮tania rynku w Jedwabnem jako wst臋pu do egzekucji? Z kolei w Czy偶ewie, po艂o偶onym na zach贸d od Jedwabnego, Niemcy po wkroczeniu tu w czerwcu 1941 r. nakazali rozbicie pomnik贸w Lenina i Stalina. Doktor Marian Godlewski z Warszawy, 贸wczesny mieszkaniec tego miasteczka, tak to wspomina:

    "Rosjanie postawili pomnik Lenina - stoj膮cy na rynku w Czy偶ewie oraz Stalina - popiersie na dworcu kolejowym, skwerek ko艂o stacji kolejowej. Od stacji do miasteczka by艂o ok. 1 km. Zaraz po zaj臋ciu miasta Niemcy w kilka dni zegnali wszystkich 呕yd贸w z Czy偶ewa i nakazali im rozbi膰 pomnik Lenina, nast臋pnie i艣膰 na stacj臋 i rozbi膰 pomnik Stalina, potem nie艣膰 resztki obu pomnik贸w na nosi艂kach, 艣piewa膰 pie艣ni pogrzebowe 偶ydowskie; po tej procesji wrzuci膰 te rozbite pos膮gi do rzeki Broi. By艂a to sprawa zorganizowana przez Niemc贸w". (List z 19 IV 2001 r.)

    Przecie偶 ten nakaz rozbicia pos膮g贸w "wodz贸w", noszenie ich w procesji ze 艣piewem na nosi艂kach (w Jedwabnem 艣piewano "Przez nas wojna" i pie艣ni sowieckie) to tak偶e element rytua艂u poprzedzaj膮cego morderstwo.

    A teraz sp贸jrzmy na to w 艣wietle relacji miejscowych 呕yd贸w. Najpierw z Zar臋b Ko艣cielnych. "Na pocz膮tku sierpnia 1941 r. polscy policjanci zebrali 偶ydowskich m臋偶czyzn, kt贸rzy pracowali u w艂adzy sowieckiej i kt贸rych znali jako czynnych wsp贸艂pracownik贸w. Wielu uda艂o si臋 ukry膰, zebrano oko艂o 30 ludzi. Musieli nie艣膰 statu臋 Lenina z placu targowego do rzeczki ko艂o miasteczka. Po drodze polscy policjanci zmusili 呕yd贸w do 艣piewania Hatikwy, a jeden z nich, Jaakow Krzybowicz (Grzybowicz?) musia艂 gra膰 na harmonii. Przy rzeczce przy wrzucaniu statuy do wody, miejscowy policjant Roman Zakrzewski kaza艂 miejscowemu 呕ydowi Abramowi Bonowiczowi wyg艂osi膰 mow臋, kt贸r膮 sam podyktowa艂. (...)" (A呕IH, Relacje 301/386. Relacja Racheli i Mindl Olszak, maszynopis). Do艣膰 podobnie opisuje to Cipa Goldberg (Rel. nr 301/383), dodaj膮c nast臋puj膮cy fragment: "Jednego dnia Niemcy wyp臋dzili na ulic臋 rabina 艢piewaka, kazali mu zdj膮膰 buty i zamiata膰 ulice, 艣mieci zbiera膰 do w艂asnego kapelusza".

    Zupe艂nie podobnie by艂o w Kolnie: "5 lipca 1941 r. Niemcy i ich polscy pomocnicy wyp臋dzili ca艂膮 ludno艣膰 偶ydowsk膮 i zebrali wok贸艂 pomnika Lenina. M臋偶czyznom kazano za艂o偶y膰 ta艂esy, kazano 艣piewa膰; przy 艣piewie Hatikwy, przy akompaniamencie okrutnego bicia i krzyku, statua zosta艂a rozbita przez 偶ydowskich kowali. Gruzy zosta艂y za艂adowane na wozy. Do woz贸w zaprzegni臋to 呕yd贸w w ta艂asach, Niemcy wsiadaj膮 do woz贸w i bior膮 lejce do r臋ki. Polacy poganiaj膮 i bij膮 (...) Na cmentarzu wykopuj膮 gr贸b, ka偶膮 im si臋 modli膰, 艣piewa膰 i przy wielkiej rado艣ci dr臋czycieli, gruz po statule Lenina zostaje zakopany". (A呕IH, rel. 301/1996, Bia艂ystok, 28 XI 1946 r.)

    Obok owego powtarzanego - z pewnymi odmianami - rytua艂u charakterystycznym momentem, od kt贸rego zaczyna si臋 fala okrucie艅stw zako艅czona zag艂ad膮, jest przyjazd wi臋kszej grupy Niemc贸w. Najbardziej widoczne jest to w relacjach dotycz膮cych Radzi艂owa, po艂o偶onego ok. 20 km na p贸艂noc od Jedwabnego. Chana Finkelsztajn w swej relacji (nr 301/1284) z 22 X 1945 r. odnotowa艂a: "7 lipca [1941 - T.S.] przyjecha艂o wielu Niemc贸w"; inna relacja, Menachema Finkelsztajna (nr 301/1994, z 28 XI 1946 r.) informuje:

    "Jest godzina 3 po po艂udniu, 7 lipca 1941 r.; z miasteczka Stawiski przybywaj膮 do Radzi艂owa 4 niemieckie samochody wype艂nione gestapowcami, z nimi jedna osoba ubrana w polski mundur". W innej wersji relacji ta sama Chana Finkelsztajn (nr 301/1284) napisa艂a, 偶e "7 lipca zajecha艂y 3 taks贸wki z Niemcami". (Ten sam 艣wiadek, wbrew twierdzeniom Grossa o marginalnym udziale Niemc贸w w zbrodni w Radzi艂owie, rozpozna艂 w gestapowcu Hermannie Schaperze "dow贸dc臋 ca艂ej akcji").

    Zupe艂nie tak samo by艂o w Jedwabnem: cytowani ju偶 Bardon, Jerzy Lauda艅ski i Szmul Wasersztajn informuj膮 o przyje藕dzie taks贸wek. S膮 jednak jeszcze inne relacje, m贸wi膮ce nie o "taks贸wkach", a ci臋偶ar贸wkach. Ksi膮dz pra艂at Tadeusz Klimaszewski, obecny proboszcz w Wiznie, wys艂any do miasta z pobliskiej wsi S艂upy widzia艂 ci臋偶ar贸wk臋 niemieck膮 na ulicy prowadz膮cej z Jedwabnego do Wizny, a m贸wi艂o si臋 w贸wczas o czterech ci臋偶ar贸wkach z Niemcami. (Relacja z 18 III 2001 r.) Stefan Boczkowski widzia艂 p贸艂ci臋偶ar贸wk臋 pod stodo艂膮 艢leszy艅skich.

    Wszystko to w sumie wskazywa艂oby, 偶e to nie "szatan zst膮pi艂 do Jedwabnego" jak to formu艂uje prof. Jan Gross, a raczej przyjecha艂o tam, jako do kolejnego miejsca pogromu, komando z Ciechanowa. Ten fakt by艂by logicznym wyt艂umaczeniem owego pasma masowych mord贸w, kt贸re trwa艂y latem 1941 r. w miejscowo艣ciach na p贸艂noc od 艁om偶y.

  • Tomasz Strzembosz

    (* niestety w tek艣cie zawartym w "Rzeczpospolitej" brak jest podkresle艅 autorstwa prof. Tomasza Strzembosza - przyp. WK.)

    prof. Tomasz Strzembosz, Rzeczpospolita, 2001-05-12

    powrot