nasza witryna Przeminęło z towarzyszem Wiatrem
Włodzimierz Kałuża


 
Prounijna propaganda zmieniła jednak swoje oblicze wraz z przesunięciem towarzysza Wiatra. Za tow. Wiatra bowiem o euroraju rozpisywali się rożni czerwoni, a poparcie dla Anschlussu topniało w oczach., szczególnie, że narastające bezrobocie i równoczesna masowa wyprzedaż majątku narodowego oraz pogarszanie się sytuacji gospodarczej prowadziły w prostej linii do otrzeźwienia wielu osób, które raptem dostrzegły, że słowa nie zgadzają się z czynami. Malało poparcie dla rządu, malało i dla Unii. Zaczęto nawet przebąkiwaćo tym, że referendum w sprawie Anschlussu może być potraktowane jako votum nieufności dla ekipy postkomunistów.

Trudna sprawa, ale od czego są specjaliści z orwellowskiego Ministerstwa Prawdy. Wymyślono inny sposób, sięgnięto po odwody - chciałoby się rzec w czasie tak bardzo przesiąknietym militaryzmem. Naród otwiera oczy, to trzeba te oczy jakoś zamknąć, albo przynajmniej zamydlić. Ruszyły więc w bój (bój to będzie ostatni, jak przed laty chórem śpiewali na swoich uroczystościach) z różnymi "znawcami" problematyki unijnej aktorami Kaczorami, Jandami i innymi z grupy, która zawodowo przyzwyczajona jest do tego, aby wypowiadać słowa zawarte w napisanych dla nich scenariuszach. Ot występ jak każdy inny, a że przy tym o wyprzedaż Polski idzie, to przecież dla sprzedajnych trefnisiów żaden powód, aby od tego ręce z dala trzymać a i kilku srebrników pod chałat nie zgarnąć. Nie oni są groźni, bo któż w końcu da się nabrać na słowa wędrownego trefnisia. Trudno więc traktować poważnie akurat te odwody.

Natomiast inną jakościowo wartością jest odwód wyciągnięty z kręgów kapłańskich. To był, trzeba sprawiedliwie ocenić i przyznać, dobry ruch propagandowy. Czerwony wycofał się na z góry upatrzone pozycje, a w bój posłał innych, którzy się posłać dali. Dlaczego się dali, to pozostanie zagadką na długie deszczowe wieczory. Ważne jest, że mimo, iż zapewniano nas całkowicie przekonująco, że żadnego porozumienia między rządem, a Kościołem w tej sprawie nie było, to jednak coś jakby się zmieniło. Sztandary unijne przekazane zostały nie tylko obwoźnym trefnisiom, ale i całkiem poważnym kapłanom z niektórymi biskupami w naczelnej roli. I był to, jak już wspomniałem, bardzo dobry ruch propagandy. Jeśli bowiem dla Polaka istnieje jeszcze jakikolwiek autorytet, co wcale pewne nie jest, to autorytetem jest właśnie Kościół katolicki. Potężne nauczanie Prymasa Tysiąclecia i jego piękna patriotyczna postawa przez całe lata wspierały narodowe aspiracje Polaków, umacniały w ciężkich chwilach i wskazywały drogę. To on domagał się wielokrotnie zaangażowania kapłanów w obronę Ojczyzny i Narodu Polskiego, to on upominał władze, że ich obowiązkiem jest służyć Narodowi.

Prymas Tysiąclecia mówił: "Społeczność polityczna - licząc się z rzeczywistością narodową, z kulturą własnego narodu, z jego suwerennością kulturalną i polityczną - nie może wchodzić w takie układy i przyjmować takich zobowiązań międzynarodowych, które byłyby krzywdą dla kultury narodowej i suwerenności gospodarczej."

Dziś, jak i wtedy padamy na kolana przed mądrością tego wielkiego Polaka. To on wzmocnił rolę i autorytet Kościoła w Polsce. Wzdychamy też z rozrzewnieniem do takiej postawy Prymasa Kościoła katolickiego w Polsce. Niestety, co było minęło i nie wygląda na to, aby w najbliższym czasie miało wrócić.

MiaÅ‚eÅ› chamie zÅ‚oty róg... DziÅ›, od obecnego Prymasa dowiadujemy siÄ™, że nie jest on entuzjastÄ… wprowadzenia “Invocatio Dei” do przyszÅ‚ej konstytucji unijnej, bo jest przeciwny nadużywaniu Imienia Bożego. Nie jest natomiast przeciwny mówieniu o tym, czego Bóg rzekomo chce, bo pewnie wtedy nie wzywa Jego Imienia nadaremnie, gdy mówi, że “Bóg chce, abyÅ›my weszli do wspólnej Europy”.

Wygląda więc na to, że Bóg chce, abyśmy weszli, ale nie chce, aby w konstytucji była jakaś wzmianka o Nim. Ciekawe dlaczego? Może to wszystko mało ma z boskością wspólnego?

Może Bóg nie chce firmować "małżeństw" homoseksualistów, może nie ma ochoty na to, aby popierać zabijanie dzieci poczętych, może jest przeciwny eutanazji i może właśnie dlatego nie chce dawać Swego Imienia do takiego dzieła?

No, ale jak w takim razie może chcieć, abyśmy do takiego tworu wchodzili? Sądzę, że to raczej nie nasz Bóg tego chce. Nie zaprzeczam, że istnieją wyznawcy złotego cielca, mamony, czy też może wyznawcy globalizmu dążący do uformowania na Ziemi jednego rządu i do przejęcia pełnej kontroli nad pozostałymi narodami, być może właśnie oni mogą wierzyć w to, że ich bóg chce, aby Polska utraciła niepodległość i aby Polacy stali się parobkami bez własności.

DokÅ‚adnie te same cele mieli w tej kwestii wyznawcy rewolucji bolszewickiej suto opÅ‚acani z kas banków nowojorskich, jak też i nawet Hitler zasilany pieniÄ™dzmi z tychże samych banków. Nasza niepodlegÅ‚ość nie dla wszystkich byÅ‚a wartoÅ›ciÄ… istotnÄ… z czego należy zdać sobie sprawÄ™. Nikt chyba jednak w ubiegÅ‚ych zamachach na PolskÄ™ nie powoÅ‚ywaÅ‚ siÄ™ na WolÄ™ Bożą. Owszem byÅ‚a niemiecka “przestrzeÅ„ życiowa”, czy też bolszewicka “jedność proletariatu” pod “przewodniÄ… siłą”, na czele której bardzo czÄ™sto stali czÅ‚onkowie tego samego plemienia, z którego wywodzili siÄ™ nowojorscy bankierzy, ale to byÅ‚y jednak wyraźnie inne cele, niż polskie. Å»aden przyzwoity Polak nie mógÅ‚ identyfikować siÄ™ z tymi celami. Bóg byÅ‚ dla nas ostojÄ… i nadziejÄ….

Dziś dowiadujemy się, że ponoć Bóg tak chce i nie mówi nam tego żaden bolszewik, a Prymas naszego Kościoła. Prymas, któremu w sukurs idzie kilku eurobiskupów z niezawodnym bp. Pieronkiem na czele, któremu tak śpieszno do Unii, że twierdzi, co objawił w "Polityce", iż "Choćby sam diabeł siedział w UE, to jest naszym obowiązkiem jako chrześcijan tam wejść".

No, cóż powiem szczerze, że jeśli chodzi tylko i wyłącznie o spotkanie diabła, to może szanowny ksiądz biskup zaopatrzy się w odrobinę wody święconej, o ile sam przed nią nie ucieka, i niechże się do Unii wybierze diabła szukać. W każdym razie ze strony propagandy był to genialny ruch takich sprzymierzeńców w sprawie Anschlussu znaleźć i umieć ich wykorzystać tak, aby wyglądało, że będziemy teraz diabła z Unii przeganiać, bo taka jest Wola Boża.

Takie cele wymagają naturalnie odpowiednio dużych ofiar, czyli powinniśmy zapomnieć o tym, że w pierwszych latach biedna Polska będzie dopłacać do Unii, i że Polakom pogorszy się na dziesięciolecia pod obcym panowaniem (obca własność, obce prawa, a więc i obce panowanie - nie ma się co wzdrygać - trzeba spojrzeć prawdzie w oczy), a myśleć o naszym zadaniu przegonienia diabła. Wody ci u nas pod dostatkiem, wyświęci się i dalej jazda! Trzeba tylko przemyśleć, co będzie, gdy się unijny diabeł do sądu przed wodą święconą odwoła? Czy przypadkiem za chlapanie diabła wodą nie trzeba będzie skończyć w jakimś miejscu podobnym do tych, które z taką lubością budowali poprzedni jednoczyciele Europy, czy to łagrami, czy też obozami koncentracyjnymi je zwąc. Jeśli bowiem wyższość praw unijnych nad rodzimymi jest faktem (a jest), to wcale nie jest wykluczone, że wodę święconą można mieć tylko na swój prywatny użytek i w żaden sposób ani diabła, ani choćby nawet muzułmanina, czy żyda kropić wodą bez jego zezwolenia nie wolno!

I co wtedy księże biskupie Pieronek? Jak będziemy diabła przeganiać? A może będziemy mu służyć czynnie wspomagając jego prawa na przykład przez obalenie praw chroniących życie poczęte, o czym już przed kilkoma tygodniami wygadał się jakiś SLD-owiec? Coś mi się zdaje, że albo biskup przecenia swoje siły, albo nie docenia on diabła, albo też mamy tu do czynienia z całkiem innym przypadkiem, którego nawet rozważać nie chcę.

Nie chcę też być uznany za szczególnie pamiętliwego, ale muszę przypomnieć, że obecny Prymas mówił kiedyś, że Kościół chce się włączyć od strony moralnej w proces integracji przez "prawdziwą, szczerą i rzetelną informację". Mówił też, że "duchowni nie będą angażować się w agitacje na rzecz Unii Europejskiej". No, jeśli słowa te są mądre i słuszne, to wypada tylko zapytać, czy wobec ostatnich wypowiedzi Prymasa i bp. Pieronka są one także prawdziwe.

Włodzimierz Kałuża , Nasza Witryna, 2003-03-05

powrot