nasza witryna Koniec negocjacji - propaganda i rzeczywistość
Mieczysław Ryba, Nasz Dziennik


 
Wynik kopenhaskich negocjacji został w polskich mediach ogłoszony jako wielkie zwycięstwo Leszka Millera. Okrzyknięto go człowiekiem twardym, kt贸ry do końca walczył o polski interes i osiągnął warunki najlepsze z możliwych.
Rzecz dotyczyła nade wszystko kwestii dopłat bezpośrednich, zwiększonych, jak podawano, o kilkanaście do kilkudziesięciu procent w stosunku do proponowanych 25 proc. tego, co otrzymują rolnicy dotychczasowych państw unijnych. Druga sprawa to zwiększenie kwot mleka - limitu, kt贸ry może być wyprodukowany przez rolnik贸w.

Jednakże zapomniano dodać, że możliwe dopłaty dla rolnik贸w w dużej mierze mają być finansowane z polskiego budżetu, co przy naszych mizernych finansach będzie bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe do spełnienia. Poza tym na dopłaty nie przeznaczono żadnych nowych unijnych pieniędzy - przesunięto je jedynie z obszaru funduszy strukturalnych. Kwoty produkcji mleka r贸wnież są poniżej tego, co jako społeczeństwo spożywamy.

Z czego się tu cieszyć? Ano chyba z tego, że Unia łaskawie zgodziła się na utrzymaniu nas na poziomie mizernej wegetacji, rezygnując z warunk贸w, kt贸re wprowadziłyby nasz kraj w stan katastrofy gospodarczej. Pamiętajmy, że żaden z dotychczasowych proces贸w poszerzania Unii nie wyglądał tak źle z perspektywy kraj贸w wchodzących, jak obecny; że państwa takie jak Niemcy czy Francja, gdyby teraz wchodziły do UE, nigdy nie przyjęłyby podobnych warunk贸w dla siebie. I nie ma co ukrywać: członkostwo zaproponowane krajom środkowoeuropejskim jest członkostwem drugiej kategorii, choć nikt z unioentuzjast贸w już nie m贸wi, że nie możemy się na to zgodzić.

Wydaje się zatem, że cyrk medialny wok贸ł kopenhaskich negocjacji był zrobiony po to, abyśmy rzeczywiście pomyśleli, że osiągnęliśmy wielki sukces jako państwo aspirujące do UE. I tak dla wielu przesłonięte zostały r贸żne problemy, kt贸re łączą się z unijną akcesją, niezależnie od negocjacji w Kopenhadze. Problemy te podniesione zostały przez posł贸w narodowych podczas ostatniej sejmowej debaty na temat informacji rządu o wynikach negocjacji.

Między innymi poseł Mariusz Grabowski przedstawił kluczową sprawę suwerenności państw narodowych wobec instytucji unijnych. Według niego, mamy do czynienia z procesem tworzenia się unijnego państwa, kt贸re stara się przejąć atrybuty władzy od państw członkowskich. Już sama zasada swobodnego przepływu ludzi, towar贸w, usług i kapitału ma sens tylko pod warunkiem por贸wnywalnego potencjału uczestnik贸w gry; w przeciwnym razie musi dojść do niczym nieograniczonej eksploatacji obszar贸w słabszych przez silne podmioty. Tak więc na gruncie polskim możemy mieć do czynienia z kolonizacją na modłę niemiecką. Tymczasem UE radykalnie ogranicza możliwość ochrony swojego rynku przez państwa członkowskie (art. 87-89 traktatu o Wsp贸lnocie Europejskiej), co odbiera narzędzia obrony przede wszystkim państwom słabszym.

Mariusz Grabowski wymienił cały szereg unijnych instytucji, kt贸rych powstanie sugeruje jednoznacznie, że mamy do czynienia z tworzeniem superpaństwa europejskiego. W Amsterdamie powołano np. instytucję wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa. W Nicei podjęto decyzję o powołaniu 60-tysięcznych sił szybkiego reagowania. Powołano wsp贸lną policję Europol. Toczą się dyskusje na temat stworzenia instytucji prokuratora UE, kt贸ry podobnie jak Trybunał Sprawiedliwości miałby być ważniejszy niż organa wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich.

Gdy weźmiemy pod uwagę zasadę prymatu prawa unijnego nad krajowym, już tylko krok do wypchnięcia całego segmentu władzy poza obszar narodowo-państwowy. Wsp贸lne wojsko, wsp贸lna policja, wsp贸lna waluta i Bank Centralny, wsp贸lne sądownictwo, a w dalszej perspektywie prezydent, rząd i parlament - to wszystkie warunki potrzebne do tego, abyśmy mogli stwierdzić, że mamy do czynienia z pomysłem budowania nowego organizmu państwowego, przypominającego ogromne imperium. Do tego pojawia się kwestia tzw. obywatelstwa europejskiego, co zamykałoby powyższą wyliczankę.

Naturalnie niebagatelną sprawą jest układ decyzyjny w takiej konstrukcji prawno-politycznej. Przykład negocjacji z krajami Europy Środkowej jasno m贸wi, że są "obywatele Europy" pierwszej i drugiej kategorii. Do pierwszej należą przede wszystkim wielkie podmioty, takie jak Niemcy czy Francja. Wok贸ł nich gromadzą się państwa mniejsze, kt贸re utrzymywane są w obszarze wpływu mocą r贸żnych dotacji i koncesji. Wreszcie kraje nowe, takie jak Polska, mają diametralnie gorsze warunki członkostwa, gorszą więc będą miały pozycję polityczną. Już dziś m贸wi się o zapewnieniu decyzyjności w przyszłej UE poprzez wyodrębnienie wąskiej grupy państw, kt贸re sprawowałyby realną władzę polityczną w Unii.

Oczywiście poza argumentami podniesionymi przez posła Grabowskiego pojawiają się inne. Jak już wspomniałem, niebagatelną sprawą jest nasza relacja z Niemcami. Nie ulega wątpliwości, że Niemcy są gł贸wnym czynnikiem rozgrywającym w Unii tak pod względem gospodarczym, jak i politycznym. Gdy dodamy do tego aspiracje silnych środowisk ziomkowskich dotyczące naszych kres贸w zachodnich, sprawa "zbliżenia z Niemcami" może okazać się wielce problematyczna. Dowody tego mieliśmy już wielokrotnie, że wspomnę ostatnią sprawę STOEN-u jako jeden z wielu spektakularnych przejęć polskiego majątku przez kapitał niemiecki. Kilkuletni okres przejściowy na wykup polskiej ziemi niczego nie zmieni. Trudno bowiem oczekiwać, by poziom materialny społeczeństwa polskiego i niemieckiego w tak kr贸tkim czasie się wyr贸wnał. Nieprzypadkowo chyba oczekiwanie na pełne dopłaty dla rolnictwa polskiego ma trwać aż dziesięć lat. Tymczasem nikt z polskich negocjator贸w nawet nie pr贸bował wynegocjować warunk贸w, kt贸re osiągnęła Dania. Wszystko to stawia pod wielkim znakiem zapytania rzekomy "sukces" polskich negocjator贸w przygotowujących nasze członkostwo w Unii.

Pozostała propaganda. Propaganda rzekomego sukcesu Millera w Kopenhadze, a także skomasowana akcja zorganizowana przez środowiska liberalne w Polsce. Dotyczy ona nie tylko medi贸w, polityk贸w, ale nawet środowisk artystycznych i szk贸ł. Ideologizacja polskiej szkoły to jedno z ważniejszych niebezpieczeństw, jakie pojawiają się w kontekście tzw. propagandy prounijnej. Może to nawet doprowadzić do chwilowego "sukcesu" unioentuzjast贸w podczas referendum. Jednakże nieuzasadnione rozbudzenie ludzkich nadziei, że Unia zmieni dramatyczny los biednych w Polsce, wcześniej czy p贸źniej doprowadzi do upadku polityki liberalnej w naszym kraju. Zetknięcie się z unijną rzeczywistością będzie bowiem bolesne.

Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji Naszej Witryny

Mieczysław Ryba, Nasz Dziennik, 2002-12-31

powrot