nasza witryna DEZINTEGRACJA PLANOWANA
Dariusz Hybel, Nasza Polska Nr. 51


 
Komitet Region贸w i jego delegaci (upolitycznienie partiami europejskimi i niezawisłość od władz kraju pochodzenia) służą do rozluźniania struktur państwowych na rzecz promowania autonomicznych region贸w

W Europie objętej wpływami Unii Europejskiej można zaobserwować występowanie ciekawego na scenie politycznej zjawiska. Kiedy tylko w jakimś państwie nabierają znaczenia siły polityczne, kt贸re akcentują narodową tożsamość swoich kraj贸w i domagają się poluźnienia gorsetu Brukseli, politycznie poprawne media wylewają na nie hektolitry (vide casus Haider czy Le Pen). Jednocześnie w kilkudziesięciu krajach - także spoza Europy - uruchamiana jest machina propagandowa miotająca takie hasła, jak nacjonalizm, ksenofobia, antysemityzm, szowinizm... Praktycznie nie można się przed nią obronić.

Ale r贸wnocześnie ta sama Unia Europejska, kt贸ra tak bardzo "brzydzi się" narodowymi tożsamościami państw członkowskich, nie ma nic przeciwko promowaniu tożsamości regionalnych występujących w r贸żnych krajach. Co więcej - zachęca do ich kultywowania, wręcz wynajdywania na siłę. Przedstawia lokalne narodowe tradycje jako swoisty fenomen godny najwyższej atencji.

Czyż nie powinno dziwić tak bardzo nier贸wne traktowanie tożsamości państw i tożsamości region贸w przez unijnych tw贸rc贸w "nowego, wspaniałego świata"? Skąd ta jaskrawa dysproporcja?

Dla federacji

Praktyka promowania regionalizm贸w ewidentnie skutkuje rozluźnieniem struktury poszczeg贸lnych państw i stanowi doskonałe narzędzie w przygotowywaniu gruntu pod budowę Unii Europejskiej jako federacyjnego tworu. I to obojętnie jaka koncepcja ostatecznie zwycięży wśr贸d uniokrat贸w: federacja opierająca się na państwach czy regionach. Tak czy inaczej - instrument w postaci prowadzenia wymuszanej na państwach członkowskich i "akcesyjnych" polityki regionalnej jest w tym procesie niezwykle pomocny (np. konieczność powołania, z natury rzeczy biurokratycznych, struktur Agencji Rozwoju Regionalnego zajmujących się dystrybucją pieniędzy w ramach r贸żnych funduszy strukturalnych).

W unijnym dyskursie politycznym funkcjonuje od dawna wyrażenie "Europa region贸w". Dla niekt贸rych stało się ono już synonimem nowej wizji zunifikowanej Europy - opartej właśnie na regionach. Oficjalnie wyrażenie "Europa region贸w" dotyczy w UE poziomu samorząd贸w i oznacza włączenie trzeciego szczebla władzy - samorząd贸w i władz terytorialnych - do europejskiego procesu integracji i struktur decyzyjnych (Samorządy w Unii Europejskiej - materiał Centrum Informacji Europejskiej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej).

Komitet Region贸w

Na terenie obecnej "Piętnastki" istnieje ok. 200 region贸w, np. land贸w, departament贸w itd. (Unia bez tajemnic - broszura wydana przez Pełnomocnika Rządu ds. Informacji Europejskiej, s. 21). Ich reprezentanci funkcjonują w specjalnej instytucji unijnej, jaką jest powołany na mocy traktatu z Maastricht w 1991 r. Komitet Region贸w. W skład tego biurokratycznego molocha, kt贸ry zainaugurował działalność w marcu 1994 r., wchodzi 222 przedstawicieli z regionalnych organizacji samorządowych (każdy dodatkowo ma swojego zastępcę!).

Kadencja regionalnego delegata trwa cztery lata, a spos贸b jego desygnowania ustalają poszczeg贸lne państwa członkowskie. Komitet (jest w nim sześć tematycznych komisji) pełni oficjalnie rolę organu doradczego dla Rady UE, Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, a jego zdanie ma mieć bezpośredni wpływ na decyzje dotyczące polityki regionalnej.

Unijna polityka ponad wszystko

Chyba najbardziej ciekawym elementem brukselskiej "układanki" z Komitetem Region贸w jest obowiązująca zasada, że poszczeg贸lni delegaci funkcjonują w niej jako członkowie... politycznych ugrupowań (np. Partia Europejskich Socjalist贸w, Europejska Partia Ludowa). Mieli być samorządowymi reprezentantami z teren贸w, owym głosem, kt贸ry winien zasypać przepaść między ludem w regionach a decydentami z Brukseli czy Strasburga, a zostali włączeni w krwioobieg unijnej polityki. Mało tego - co jest skandalem - delegaci wybrani we własnych krajach są zupełnie niezawiśli w wykonywaniu mandatu i nie podlegają żadnym instrukcjom płynącym od swoich rząd贸w! Racja stanu poszczeg贸lnych państw, kt贸rą winni reprezentować członkowie KR, choćby i przez pryzmat region贸w, praktycznie przestaje istnieć.

I o to w tej konstrukcji ostatecznie chodzi. Komitet Region贸w i jego delegaci (upolitycznienie partiami europejskimi i niezawisłość od władz kraju pochodzenia) służą do rozluźniania struktur państwowych na rzecz promowania autonomicznych region贸w. A stąd coraz bliżej do budowy przyszłej federacji. Polska będzie miała w tym procesie udział. Zgodnie z traktatem z Nicei (grudzień 2000 r.) liczba członk贸w Komitetu Region贸w, po przyjęciu nowych państw, zostanie maksymalnie zwiększona do 350.

Dokładnie na tej samej zasadzie, co Komitet Region贸w, działa jeszcze inny biurokratyczny moloch w UE - Komitet Ekonomiczo-Społeczny. W skład KES wchodzi także 222 delegat贸w - przedstawicieli pracodawc贸w, pracownik贸w, handlowc贸w, rolnik贸w, wolnych zawod贸w etc. Oni r贸wnież są niezawiśli w pełnieniu przez cztery lata mandatu i nie są ograniczeni żadnymi wytycznymi od rząd贸w własnych państw. I zn贸w - o to właśnie chodzi, by poszczeg贸lne państwa nie miały własnych racji na forum Unii Europejskiej.

Zamach na samorządność

Gdyby Unia nie miała żadnych plan贸w wobec tak prowadzonej polityki samorządowej, nie chciała jej instrumentalizować, to zgodnie z zasadą pomocniczości zostawiłaby regiony i ich rozw贸j kompetencji poszczeg贸lnych państw. Tak nakazuje logika podejmowania decyzji. Dlatego tragikomicznie brzmi uzasadnienie powołania Komitetu Region贸w (oficjalna strona internetowa KR): ponieważ 75 proc. prawa europejskiego jest wprowadzane w życie na poziomie regionalnym i lokalnym, uznaje się za sensowne, by przedstawiciele region贸w mogli zabrać głos podczas stanowienia owego prawa. Tym bardziej że dzięki Komitetowi Unia chce być bliżej ludzi w terenie.

Wprost wychodzi szydło z worka! Fakt, że tak znaczna część przepis贸w prawa mającego wpływ na sytuację w regionach jest uchwalana w odległej Brukseli, stanowi przecież argument na rzecz czegoś zupełnie przeciwnego - brukselskich urzędnik贸w i ich biurokratyczne ciała należy trzymać jak najdalej od region贸w, gdyż to, co praktykują, jest właśnie podstawowym zamachem na samorządność. I tak stanowione przez UE prawo decyduje o tym, co się dzieje w Alzacji, Katalonii, Bawarii, a także coraz częściej w Wielkopolsce czy przysłowiowej Koziej W贸lce, choć powinno to być kompetencją władz lokalnych. Nad tymi pieczę sprawują władze państwowe, kt贸re są uprawnione do prowadzenia polityki zagranicznej, obejmującej także odpowiedzialność za wewnętrzny spos贸b funkcjonowania struktur samorządowych.

Unia jednak z premedytacją łamie tę zasadę. Rości sobie prawo do centralistycznego decydowania o funkcjonowaniu samorząd贸w w poszczeg贸lnych krajach. Komitet Region贸w jest tu ewidentną zasłoną dymną. Unijni decydenci twierdzą, że chcą słuchać ludu; jednocześnie bezpardonowo ingerują swoimi decyzjami w najdrobniejsze sprawy tegoż ludu i to, co się dzieje w regionach.

Mnożenie byt贸w

Uniokraci w ramach swej przemyślanej polityki dezintegracji więz贸w państwowych ("Europa region贸w") promują r贸wnocześnie politykę euroregionalną. Zachęca się w niej poszczeg贸lne obszary - zwłaszcza przygraniczne - do zacieśniania międzynarodowej wsp贸łpracy, szczeg贸lnie uwypuklając rolę władz samorządowych.

Podobną funkcję rozluźniania struktury państw pełnią przedstawicielstwa regionalne, kt贸re otwierane są przed obliczem Wielkiego Brata w Brukseli. W Polsce już niemal połowa wojew贸dztw uruchomiła własne przedstawicielstwa w UE, a także - jako pierwszy zesp贸ł miejski - dokonała tego aglomeracja Tr贸jmiasta.

I tak rośnie sobie biurokratyczna magma, wymuszana przez euro-decydent贸w argumentem o skuteczniejszej żebraninie unijnych środk贸w bezpośrednio na brukselskich salonach. Unia narusza strukturę państwa i jego naturalny ciąg decyzyjny oparty - zgodnie z zasadą pomocniczości - władzy gminy, regionu i państwa. W spos贸b nieuprawniony rozbija 贸w łańcuch, uwypuklając - przecież nie bez celu - regiony. Pomyślmy, jakim absurdem byłoby otwieranie przedstawicielstw polskich wojew贸dztw i miast np. w Stanach Zjednoczonych, Rosji czy Japonii... Od pośredniczenia w kontaktach z innymi krajami czy podmiotami politycznymi są polskie plac贸wki dyplomatyczne. Dlaczego w UE mają obowiązywać inne zasady?

Odpowiedzią na to pytanie jest dążenie do budowy jednego unijnego superpaństwa. W realizacji tego zadania wydatnie pomaga kontrolowane przez UE promowanie region贸w i ich tożsamości, przy jednoczesnym osłabianiu tożsamości narodowej państw członkowskich i "akcesyjnych".

Podkreślenia w tekście pochodzą od Redakcji Naszej Witryny

Dariusz Hybel, N A S Z A P O L S K A, NR 51 (372) , 2002-12-24

powrot