|
Prezydencki projekt ustawy o referendum zakłada, że jeżeli sami nie wypowiemy się na temat wejścia do Unii Europejskiej, zrobi to za nas parlament Andrzej Echolete, Nasza Polska Nr. 42 (363) |
|
Projekt ustawy o referendum miał trafić do Sejmu w zeszłym tygodniu. Przygotował go zesp贸ł prezydenckich prawnik贸w pod kierunkiem prof. dr. hab. Piotra Winczorka. Winczorek, obecnie członek Senatu Uniwersytetu Warszawskiego, nieprzypadkowo znalazł się w gronie ścisłych doradc贸w prezydenta Kwaśniewskiego. W latach 1989-1993 był sędzią Trybunału Stanu z ramienia Stronnictwa Demokratycznego - jednej z politycznych ekspozytur PZPR. Potem - w latach 1993-1997, a więc w czasie pierwszego powrotu komunist贸w do władzy w III RP - członkiem Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministr贸w. Podczas prac nad nową Ustawą Zasadniczą w 1997 r. stał na czele zespołu stałych ekspert贸w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego. Tak więc bez przesady można stwierdzić, że Winczorek uczestniczył w większości zmian prawnych, wcielanych w życie przez ob贸z liberalnokomunistyczny. Co nas naprawdę czeka w Unii? By jednak oddać sprawiedliwość, należy stwierdzić, że Winczorek - w odr贸żnieniu od większości zwolennik贸w wejścia Polski do UE - m贸wi także o negatywnych efektach tego wejścia. Między innymi o rozpadzie tradycyjnych państw narodowych. W 1996 r. stwierdzał jednoznacznie: Stare europejskie państwa narodowe, będące produktem historii sięgającej mniej więcej XIV-XVII wieku, są tworami politycznie i gospodarczo zbyt małymi, by m贸c wytrzymać ekonomiczną, polityczną i militarną presję ze strony wielkich potęg światowych: Stan贸w Zjednoczonych, Japonii, Chin, być może też i Rosji. Z drugiej strony, stare narody zachodnioeuropejskie nie przejawiają już takiego zainteresowania utrzymaniem swego bytu państwowego jako bytu całkowicie suwerennego. (...) Te krzyżujące się tendencje przyniosą wynik w postaci roztopienia się państw narodowych w og贸lnoeuropejskiej strukturze politycznej w Unii Europejskiej. (...) Ponieważ jednak ludzie chcą być na swoim, rolę ojczyzn spełniać będą prowincje, regiony, miasta, landy. Stąd tendencja ku regionalizacji w ramach zjednoczonej Europy. Nie musi to oznaczać końca historii narod贸w w Europie, lecz będzie sprzyjać stopniowemu, być może bardzo długotrwałemu zacieraniu się r贸żnic między nimi [cyt. za: Marcin Fijałkowski Erozja suwerenności w procesie integracji europejskiej; tekst zamieszczony na witrynie internetowej Ciemnogrod]. Oddajemy swoją niepodległość Niejako w uzupełnieniu powyższego zacytujmy jeszcze fragmenty wywiadu, jakiego prof. Winczorek udzielił radiowym Sygnałom Dnia z okazji zakończenia prac nad ustawą referendalną. ["Prawo polskie, a prawo europejskie." Link zamieszczony przez Red. Naszej Witryny ] Stwierdzenia te są tym ważniejsze, że nie wychodzą wcale od eurosceptyka, a są z poglądami tej grupy odnośnie zagrożeń integracyjnych niemal tożsame. Teza pierwsza - polskie samorządy po akcesie do UE, a nasza Ustawa Zasadnicza: (...) Tu chodzi przede wszystkim nie tyle o uczestnictwo czynne w charakterze kandydata, ile o możliwość głosowania. Ot贸ż rzeczywiście Konstytucja nasza powiada, że takie prawo r贸wnież w związku z referendami i wyborami lokalnymi mają obywatele polscy. Tymczasem na mocy przepis贸w unijnych każdy z obywateli państw członkowskich może w miejscu stałego zamieszkania, na obszarze Unii, uczestniczyć w charakterze wyborcy w głosowaniach lokalnych, w niekt贸rych krajach nawet kandydować do władz lokalnych. Tu chyba trzeba będzie dokonać zmiany, nie jest to jednak kwestia najbliższych miesięcy, tylko momentu, kiedy w Polsce będą się odbywały kolejne wybory samorządowe. Złoty a euro: Są jeszcze inne punkty, w kt贸rych może dojść do pewnej kolizji między prawem konstytucyjnym polskim a unijnym. Gdyby Polska znalazła się w tak zwanym Eurolandzie i w Polsce zamiast złot贸wek krążyłyby euro, to w贸wczas musiałaby być zmieniona rola NBP, kt贸ry dzisiaj ma dbać o wartość pieniądza polskiego. No... nie będzie polskiego pieniądza (...). Na pytanie dziennikarza o prymat prawa unijnego nad prawem wewnętrznym Winczorek odpowiada: Tak, to jest problem istotny. Co prawda Konstytucja m贸wi, że prawo organizacji międzynarodowej ma pierwszeństwo przed ustawami i ma zastosowanie bezpośrednie. Na poziomie ustawowym sprawa jest rozstrzygnięta; ale jest jeszcze Konstytucja, kt贸ra jest aktem wyższego rzędu niż ustawa. Może się zdarzyć, że nasze prawo rangi konstytucyjnej okaże się sprzeczne z prawem europejskim; w贸wczas mogłoby dojść do konfliktu między tymi prawami (...). Wtedy prawo europejskie ma pierwszeństwo przed prawem konstytucyjnym państw członkowskich. Trzeba pamiętać o tym, że nie wiadomo, jak będzie wyglądała UE za parę lat, bo w tej chwili toczą się tam prace modernizacyjne i podejmuje się pr贸by uchwalenia czegoś, co się roboczo nazywa Konstytucją Europejską. Co byłoby prawdopodobnie nowym Traktatem Europejskim, kt贸ry zawierałby taką część jak Karta Praw Podstawowych. Być może ta karta mogłaby pozostawać w pewnej sprzeczności z naszymi prawami socjalnymi i ekonomicznymi, gwarantowanymi przez naszą Konstytucję i tutaj problem by się pojawił. Prof. Winczorek potwierdza także pogląd opozycji antyunijnej o tym, że Polska po wstąpieniu do UE straci swoją suwerenność. A ściślej - dobrowolnie się jej zrzeknie: To jest rezygnacja z uprawnień władz państwowych, można to określić bardziej drastycznie, jako utrata częściowa suwerenności, ale jest to utrata na nasze życzenie. To nie jest odebranie, tylko to jest przekazanie przez Polskę tych uprawnień. Przekazanie dokonane właśnie na podstawie aktu, w kt贸rym og贸ł obywateli będzie uczestniczył w formie referendalnej. My się na to godzimy, nikt nam tego nie będzie odbierał, sami to przekazujemy, a poza tym, będąc w Unii, będziemy decydowali o sprawach, kt贸re nie tylko nas będą dotyczyły, ale r贸wnież innych państw i społeczeństw należących do tej organizacji. Coś za coś, oddajemy jedno, dostajemy drugie. Jeżeli nar贸d nie da zgody, to... W myśl powyższego - dążenie do wprowadzenia Polski do UE należy postrzegać jednoznacznie jako chęć roztopienia polskiego państwa narodowego w systemie zjednoczonej Europy, a więc skasowania Polski jako niepodległego bytu politycznego i ekonomicznego. I temu służy wzmiankowany projekt, choć oczywiście projektodawcy zastrzegają się, że ustawa będzie służyć wszelkim referendom. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że została ona skonstruowana specjalnie po to, by ułatwić - w przypadku negatywnego stosunku wyborc贸w - akces naszego kraju do struktur brukselskich. Ale sp贸jrzmy na to, co zakłada projekt. Przede wszystkim zawiera regulację przewidującą, że jeżeli w referendum weźmie udział mniej niż połowa uprawnionych, ale większość z nich opowie się za integracją, rząd będzie m贸gł: - wycofać się z warunk贸w, na jakich ma nastąpić integracja. Krok taki otwierałby na nowo procedurę referendalną. Natomiast jeżeli rząd postanowiłby o niewycofywaniu się z przyjętych już uzgodnień, w贸wczas inicjatywę przejmuje Sejm, kt贸ry: - może zdecydować o ratyfikowaniu referendum większością dw贸ch trzecich w Sejmie i Senacie - może także zarządzić nowe referendum. W cytowanym już wywiadzie radiowym Winczorek na pytanie: (...) Jeżeli założymy, że frekwencja będzie niższa w tym referendum, niższa niż 50 proc., to co wtedy? Czy prezydent m贸głby w贸wczas złożyć ostateczny podpis pod Traktatem Akcesyjnym? odpowiada: Jest to rzeczywiście istotny problem, dlatego że Referendum Europejskie ma przebiegać wedle zasad określonych dla referendum og贸lnokrajowego. To z kolei wymaga dla ważności frekwencji co najmniej 50 proc. Biorąc pod uwagę, że w ostatnich wyborach i referendach, kt贸re się odbywały, tej frekwencji nie osiągano, to takie niebezpieczeństwo może się pojawić. Moim zdaniem, można by było szukać wyjścia w tym, że po referendum, w kt贸rym się do urn nie stawi więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, można wr贸cić na drogę ratyfikacji Traktatu Akcesyjnego, za zgodą wyrażoną ustawowo przez obie Izby Parlamentu większością 2/3 głos贸w. Bo skoro nar贸d nie wypowiedział się, nie miał zdania, a decyzję jednak trzeba podjąć, to być może taki powr贸t do drogi - kt贸rą zna także Konstytucja - byłby możliwy. Ten punkt widzenia może być kwestionowany i nie dziwiłbym się, gdyby po referendum z niewielką frekwencją ci, kt贸rzy są przeciwnikiem akceptacji przez Polskę Traktatu Akcesyjnego, mieli wątpliwości. A więc - mamy do czynienia z budowaniem atrapy demokracji. Tak jak w PRL: czy obywatel głosował "za", czy "przeciw", wygrywała zawsze PZPR. W ten spos贸b ośrodek prezydencki, kt贸ry wystąpił z inicjatywą ustawodawczą w kwestii referendum, pr贸buje na wszelki wypadek zabezpieczyć się przed możliwością przegrania referendum unijnego w wyniku zbojkotowania go przez Polak贸w. Gdyż tak należy traktować umieszczony w projekcie zapis dający parlamentowi prawo ratyfikacji Traktatu po nieudanym referendum. W ten spos贸b zostaje złamana Konstytucja, w kt贸rej przewidziano jedynie dokonanie wyboru społecznego drogą og贸lnonarodowego referendum. Po przyjęciu przez Sejm ustawy w takim kształcie - a jest to wysoce prawdopodobne, zważywszy na skład partyjny Izby - powinna ona zostać natychmiast zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego. Knebel na usta obywateli Danie parlamentowi prawa do zakwestionowania woli Polak贸w wyrażonej w og贸lnokrajowym głosowaniu to nie jedyny przykład łamania procedur demokratycznych przez autor贸w ustawy. Projekt ten odbiera r贸wnież większości społeczeństwa konstytucyjne prawo do informowania i bycia informowanym. Łamie więc podstawową dla systemu demokratycznego zasadę wolności słowa. Zgodnie bowiem z propozycjami Pałacu Namiestnikowskiego w kampanii przedreferendalnej mogą brać udział jedynie: - partie, kt贸re w ostatnich wyborach parlamentarnych otrzymały co najmniej 3 proc. głos贸w lub minimum sześć, jeżeli tworzyły w贸wczas koalicje wyborcze. Oznacza to, że prawo do prowadzenia kampanii przedreferendalnej, będącej wszak odmianą konstytucyjnego prawa do informowania opinii publicznej, zostałoby prawnie odebrane grupom antyunijnym, kt贸re albo w ostatnich wyborach nie startowały, albo uzyskały poniżej trzech (sześciu) procent. - ponadto kampanię mogłyby prowadzić stowarzyszenia i fundacje, kt贸re zdołają udowodnić, że ich działalność jest ściśle związana z tematyką referendum oraz że zostały zarejestrowane co najmniej rok przed ogłoszeniem jego terminu. Ten przepis odbiera r贸wnież prawo społeczeństwa do wyrażania swojej opinii na tematy publiczne. Jest to kolejne zakładanie przeciwnikom integracji politycznego kagańca, mającego uniemożliwić przedstawianie społeczeństwu pogląd贸w innych niż te, kt贸re wychodzą z obozu "Europejczyk贸w". *** Projekt przedstawiony przez Pałac Prezydencki, podobnie jak inne posunięcia obozu komunistycznego, ma - pod pozorem poszerzania demokracji - tę demokrację zawęzić. Odbiera Polakom prawo do samodzielnego decydowania o losie swojej ojczyzny, gdyż nawet jeżeli wyrażą opinię negatywną - traktat stowarzyszeniowy ratyfikuje za nich zdominowany przez lewicę parlament. Andrzej Echolette, Nasza Polska, 2002-10-15 |