nasza witryna ARiMR - nastepca pruskiej Landkommission
Carl Beddermann, Nasz Dziennik


  Kim jest, a raczej był, pan Carl Beddermann.

Carl Beddermann jest z zawodu prawnikiem i piastował w Polsce do niedawna stanowisko tzw. doradcy do spraw przedakcesyjnych z ramienia Unii Europejskiej. Jako były pracownik struktur Unii Europejskiej świetnie zna zar贸wno cele tej organizacji jak i spos贸b działania. Po udzieleniu wywiadu w kt贸rym w niezwykle ostrych słowach skrytykował stosunek UE do Polski, a szczeg贸lnie marnotrawstwo unijnych funduszy na wypłaty i koszty reprezentacyjne r贸żnego rodzaju unijnych doradc贸w, niestety stracił swoją posadę, ponieważ Unia Europejska nie toleruje w swoich szeregach funkcjonariuszy m贸wiących o niej prawdę. Między innymi tak wypowiedział się pan Beddermann w wywiadzie udzielonym pismu "Super Express":

-To, co mnie martwi najbardziej, to cała ta propaganda waszych polityk贸w za wstąpieniem do Unii. Powinniście mniej przejmować się ideałami zjednoczonej Europy, a bardziej dbać o sw贸j interes ekonomiczny - m贸wi Beddermann.

- Ta Unia, jaką się przedstawia w prounijnych mediach, nie istnieje. Ja znam inną Unię: pełną biurokracji, gdzie stanowiska przydziela się w nagrodę bądź po znajomości. Nic ze szczytnych ideał贸w zjednoczenia i jedności narod贸w.
(...) Na razie Polska nie płaci za tę bandę biurokrat贸w, kt贸rzy z ramienia UE "doradzają" jej we wszystkich możliwych dziedzinach. Za to po wejściu do Unii... Na ich utrzymanie będziemy płacić także z naszych kieszeni. W 2000 roku w Polsce pracowało: 38 ekspert贸w z UE. Roczne utrzymanie jednego eksperta to średnio: 290 000 euro. W sumie kosztowali: około 11 000 000 euro".

Dopisek od redakcji Naszej Witryny

Przed okolo 120 laty proby germanizacji zachodniej Polski osiagaly swoj szczyt. W Poznaniu ustanowiono Pruska Krolewska Komisje Ziemska - Landkommission. Wyszukiwala ona zadluzone polskie gospodarstwa rolne, wykupywala systematycznie ich weksle i doprowadzala ich wlascicieli do bankructwa. Zdobyta w ten sposob ziemie przekazywala za symboliczne sumy niemieckim rolnikom. Czy ta historia sprzed 120 lat ma cos wspolnego z dzisiejsza polska rzeczywistoscia? Alez jak najbardziej! Obecna sytuacja jest rownie dramatyczna jak wowczas.

Proby przejmowania polskiej ziemi zakonczyly sie dla Prus porazka. Polacy solidaryzowali sie ze swoimi rolnikami, zaczeli zakladac spolki majace przejmowac dlugi gospodarzy zagrozonych przez Landkommission. Polskie banki, rezygnujac z zyskow, udzielaly im kredytow. Fala solidarnosci z rolnikami zalewala caly kraj. Gospodarstwa przejete juz przez niemieckich rolnikow byly z powrotem wykupywane i przekazywane polskim wlascicielom. W efekcie Landkommission musiala zawiesic swoja dzialalnosc.

Cios, ktory obecnie wymierzono w polskie rolnictwo, jest nawet jeszcze silniejszy niz zadany wtedy, ale tym razem - i to jest najwazniejsza roznica - aktorzy tej akcji pozostaja w ukryciu i opieraja sie glownie na swoich polskich sojusznikach. Odbywa sie to wedlug starej zasady, ze wyzysk odnosi najlepsze skutki, gdy sojusznikow, ktorzy beda sprawiali wrazenie dobrowolnie wyzyskiwanych, wyszuka sie sposrod samych wyzyskiwanych.

To, co przed 120 laty bylo proba germanizacji polskiego rolnictwa, jest dzisiaj proba Komisji Europejskiej zmuszenia go do systemu unijnego przy pomocy jej glownego sojusznika, jakim jest Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Z tego powodu obecna sytuacja jest szczegolnie powazna, poniewaz tym razem nie chodzi o znajomego wroga z szablami i armatami, a o calkiem nowego przeciwnika, ktory usmiecha sie przyjacielsko, jowialnie poklepuje po ramieniu, wymachuje ksiazeczka czekowa i sprytnie wykorzystuje jedna z polskich cech: wasza dume, chec uchodzenia nie za zacofany, lecz wrecz postepowy narod.

Przyszlosc taniego dostawcy

Cel, ktory pragnie osiagnac Unia z kryjaca sie za jej slowami "restrukturyzacja i modernizacja rolnictwa" (stad tez nazwa Agencji), jest latwy do przejrzenia. Chodzi po prostu o to, ze polski rolnik ma w przyszlosci przejac role taniego producenta i dostawcy surowcow rolnych dla przemyslu, przetworstwa spozywczego i handlu.

Wylacznie tam (w tym przemysle) ma sie odbywac dowartosciowywanie produktow, tylko tam maja byc ustalane ceny i zbierane zyski. Wszystkie bariery, ktore temu moglyby przeszkodzic, musza byc usuniete. Najbardziej szkodliwe sa wysokie koszty producentow roslin i hodowcow bydla. Ich zyski musza zostac rygorystycznie obnizone, w razie potrzeby przemoca, aby ten czynnik zniknal z kalkulacji kosztow koncowych przemyslu zywnosciowego.

Wedlug Unii i sterujacych nia grup interesow, istnieje tylko jedna droga prowadzaca do celu: usuniecie malych i srednich gospodarstw, aby ich grunty mogly byc wykorzystane do wzmocnienia wiekszych juz gospodarstw, czyli tzw. zdolnych do przezycia.

Przetworstwo juz opanowane

Wlasciciele wiekszych gospodarstw maja na wzor zachodni uprawiac ziemie na sposob chemiczno-techniczny czy prowadzic hodowle zwierzat. Opiera sie to na niemal przemyslowych metodach produkcji i ma nie tylko gwarantowac niskie ceny skupu dla przemyslu przetworczego, ale jednoczesnie, poprzez uzycie dotad stosunkowo rzadko stosowanych w Polsce srodkow chemicznych i technicznych, zapewnic nowy rynek zbytu dla produktow zachodniego pochodzenia (technika rolna, nawozy i srodki ochrony roslin, srodki chemiczne i pasze dla hodowli zwierzat).

Sily przemyslowe stojace za polityka Unii osiagnely juz pierwszy stopien prowadzacy do celu: przemysl przetworczy, umieszczony miedzy produkujacymi surowce rolnikami a konsumentami, znajduje sie juz w duzej mierze w rekach zachodnich. Cukrownie, mleczarnie, rzeznie, cala paleta zakladow przetworczych byly zaraz po roku 1989 i sa do dzisiaj celem zachodnich inwestycji, prowadzacych do ich przejecia. Zrozumiano bowiem, ze lokowanie w przemysl rolny 40-milionowego narodu jest inwestycja najbardziej pewna i niezalezna od kryzysow.

To byla faza pierwsza. Teraz rozpoczyna sie faza druga: degradacja rolnikow do tanich dostawcow surowcow rolnych.

Eliminacja malych gospodarstw wedlug UE

Pewnym wstepem do fazy drugiej byl niedawno przeprowadzony przy duzych nakladach finansowych rolniczy spis powszechny. Obecnie odbywa sie jego intensywne rozpracowywanie, co stanie sie celem, do ktorego bedzie mierzyc Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Glownym narzedziem Agencji przeciwko polskim malym i srednim gospodarstwom rolnym bedzie przy tym wprowadzenie nowych norm unijnych w celu rzekomego polepszenia jakosci i higieny polskich produktow rolnych.

Jest to szczegolnie zdradliwe i jednoczesnie groteskowe narzedzie. Wlasnie ta Unia, ktora u siebie musi borykac sie co miesiac z nowymi ponadnarodowymi skandalami, zwiazanymi z produkcja zywnosci, dyktuje polskim rolnikom, jak maja produkowac zywnosc wysokiej jakosci! Wlasnie tym rolnikom, ktorzy w calej Europie slyna z dalece naturalnych metod produkcji.

Ale tu chodzi Unii o cos calkiem innego. Poprzez nowe, w rzeczywistosci w duzej mierze zbedne i absurdalne standardy jakosciowo-higieniczne, polscy rolnicy maja zostac zdyscyplinowani i zmuszeni do rezygnacji.
Szczegolnie widoczne jest to przy produkcji mleka, filarze malych gospodarstw. Produkcja na rynek - jesli wyobrazenia Unii zostana wprowadzone w zycie - bez drogich, rujnujacych male i srednie gospodarstwa inwestycji, bedzie niemozliwa. Do tego dolaczaja szczegolnie nisko ustanowione dla Polski kontyngenty mleczne, ktore maja wyprzec ja z tradycyjnej roli znaczacego producenta mleka.

Selekcja

Najpierw wybierze sie gospodarstwa, ktorym juz od poczatku nie da sie szansy na przezycie. Wskazujac na nowe, a dla nich niemozliwe do spelnienia normy jakosciowo-higieniczne, ich wlasciciele zostana zastraszeni, a nastepnie wyeliminowani jako niezdolni do dzialalnosci rynkowej. Za rezygnacje z gospodarstwa i ziemi zaproponuje im sie smiesznie niska rente.

Jednoczesnie zostana wyszukane te gospodarstwa, ktore ze wzgledu na ich wielkosc i wyposazenie maja szanse na przetrwanie w warunkach unijnych. Ich wlascicieli zapozna sie z podstawami rolniczej polityki unijnej, wedlug ktorych wszystkie programy pomocy ze strony Unii koncentruja sie na gospodarstwach wiekszych, zmechanizowanych i o duzym kapitale. Wsrod tych 100 lub 200 tys. gospodarzy zostana rozdzielone najbardziej wplywowe pozycje w zwiazkach zawodowych i organizacjach gospodarczych, aby stamtad prowadzili propagande na rzecz nowej polityki rolnej, a przy okazji zapewnili sobie pewne korzysci.

Przykrecanie sruby

Olbrzymia ilosc pozostalych rolnikow zostanie zmuszona do ostrego wspolzawodnictwa, a na dodatek bedzie celowo kuszona pozyczkami prowadzacymi do beznadziejnego zadluzenia. Wyglada to w ten sposob, ze z wyjatkowa ostroscia beda egzekwowane nowe normy jakosciowe i higieniczne dla produktow rolnych. Poczatkowo bedzie to mozliwe dzieki nowym, niewielkim inwestycjom, na ktore z latwoscia zostana udzielone korzystne kredyty.

W momencie gdy nowy, polecany przez Unie sposob gospodarowania zostanie wprowadzony w zycie, przykreci sie najpierw srube cenowa. Uzasadniane konkurencja, popadajace w stagnacje czy wrecz spadajace ceny skupu, polaczone ze wzrastajacymi cenami srodkow produkcji, spowoduja, ze mozliwosci gospodarcze rolnikow beda sie coraz bardziej kurczyc. Pod ciezarem odsetek od podjetych kredytow zaczna pierwsi rezygnowac. Zacznie sie walka o zwolnione gospodarstwa.

Pozornym zwyciezca zostanie ten, ktoremu uda sie powiekszyc wlasne gospodarstwo o nowe grunta.

Nastepstwem tego beda nowe kredyty i nowe dlugi, podjete w celu racjonalizacji produkcji.

Nastapi nowa fala rezygnacji z gospodarstw. Liczba walczacych o przetrwanie gospodarstw rolnych bedzie sie z roku na rok zmniejszac. Za 20 lub 30 lat z 2 milionow polskich gospodarstw zostanie jedynie kilkaset tysiecy. W trakcie ciaglej walki z zagraniczna konkurencja bedzie ich coraz mniej.

Sposrod 10 mln Polakow, ktorzy obecnie zyja bezposrednio lub posrednio z rolnictwa, wedlug Unii, 8 mln ma byc odciete od obecnego zrodla utrzymania. Z wolnych rolnikow zamierza sie zrobic bezziemnych robotnikow z bardzo miernymi rentami za oddanie ziemi, i to w kraju, w ktorym, inaczej niz w obecnych panstwach UE, dlugo jeszcze nie powstanie wystarczajaca ilosc alternatywnych miejsc pracy.

Przykladowo: zmiany strukturalne w przemysle ciezkim doprowadzaja w dalszym ciagu jeszcze do napiec na rynku pracy.

To jest scenariusz, ktory kryje sie za unijna polityka rolna. To jest cel, dla ktorego Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa tak gorliwie podaje reke Unii.

Taki wlasnie scenariusz redukcji zatrudnionych w rolnictwie zostal zrealizowany w Niemczech. W 1950 r. w owczesnym RFN liczba osob zatrudnionych na pelny etat w rolnictwie wynosila 3,9 mln, czyli 23 proc. wszystkich zatrudnionych. Do dzisiaj ta liczba zmniejszyla sie do nieco ponad 0,3 mln, co odpowiada niecalym 3 proc. wszystkich zatrudnionych.

Liczba gospodarstw rolnych, ktore sa jedyna podstawa utrzymania, spadla w tym czasie z ponad 1 mln 600 tys. do 350 tys. W innych krajach czlonkowskich z podobnymi do polskich warunkami klimatycznymi i glebowymi sytuacja wyglada podobnie. We Francji i Holandii liczba osob utrzymujacych sie z rolnictwa jest nieco wyzsza i wynosi 5 proc.

Rozmiary propagandy UE

Zrozumialy jest fakt, ze ofiary powyzej opisanej polityki agrarnej Unii, miliony polskich malych i srednich rolnikow, tak dlugo jak to mozliwe musza pozostac w nieswiadomosci, jesli chodzi o prawdziwe cele Unii.

Sluzy temu intensywna akcja propagandowa, w ktorej Unia osiagnela juz duze sukcesy. Dzieki pokaznej pomocy zazwyczaj euroentuzjastycznych pracownikow polskich mediow udalo sie zatuszowac obawy przed katastrofa socjalna, ktora oznaczaloby tzw. zrestrukturyzowanie polskiego rolnictwa. Sposrod 2 milionow gospodarstw rolnych w Polsce ma pozostac zaledwie 200-300 tys.

Bruksela otwarcie do tego sie przyznaje. Na przynajmniej 2, a mozliwe, ze nawet 3 miliony szacuje sie liczbe przyszlych bezrobotnych pracownikow rolnych, jesli wszystko przebiegnie wedlug planu UE.

Jakiez niemadre i nierozsadne sa odpowiedzi z Brukseli (ale i ze strony polskich euroentuzjastow) na pytanie, co stanie sie z tymi ludzmi ("maja szukac sobie nowych miejsc pracy w przemysle!", "dajcie im mozliwosc rozwijania polskiej wsi poprzez tworzenie nowych zakladow uslugowych!").

Rolnicza polityka Unii osiagnelaby w ten sposob to, czego nie udalo sie osiagnac gospodarce socjalistycznej w ciagu 45 lat. Koniec z rolnictwem opartym na wlasnosci ziemi, koniec wsi polskiej i jej kultury. Koniec rowniez z unikalna w skali Europy dziewicza natura.

Blokada zmian

Innym skutecznym chwytem propagandowym Unii oraz jej pomocnikow i pomocnikow tych pomocnikow jest bajka, ze dla Polski nie istnieje alternatywa oprocz wprowadzenia w zycie agrarnej polityki Unii ze wzgledu na rzekomy przymus modernizacji rolnictwa, istniejacy na calym swiecie. Celowo wykorzystuje sie i podsyca obawy Polakow, ze bez dopasowania do zachodnich standardow beda uwazani za zacofanych.

Argument ten jest wyjatkowo podstepny i calkowicie falszywy. Bowiem polityka agrarna Unii oraz jej socjalne i ekologiczne nastepstwa sa na Zachodzie juz dawno zdemaskowane jako jedna z wiekszych katastrof czasow powojennych.

Dotad jednak wszystkie propozycje zmian spelzly na niczym, poniewaz ci, ktorzy czerpia korzysci z tej polityki, maja tak wielka wladze, ze kazda probe reform moga zniszczyc jeszcze w zarodku. Zachodnie demokracje nie dysponuja obecnie zadnymi mechanizmami, ktore moglyby ograniczyc wladze i wplywy przeciwnikow reform.

Dyktat agrobiznesu

Dyskusja o blednej polityce rolnej stala sie na Zachodzie w miedzyczasie tak zaawansowana, ze zagraniczni obserwatorzy dziwia sie wrecz, jak niewielka jej czesc znana jest czolowym politykom w Polsce.

Chodzi przede wszystkim o cele agrobiznesu, ktory zmusi rolnika do przyjecia roli taniego dostawcy surowcow, i o fakt, ze dotacje Unii sa tak ukierunkowane, aby w bezlitosnej i ostrej konkurencji przezyly tylko te gospodarstwa, ktore przy olbrzymich nakladach finansowych podporzadkuja sie rozwojowi chemii i techniki stosowanej w uprawach i hodowli zwierzat.

Dzieje sie to wszystko w imie polityki rolnej Unii, ktorej katastrofalne oddzialywanie na srodowisko i strukture socjalna dotknietych nia krajow juz wielokrotnie zostalo udowodnione. Istnialaby dla niej alternatywa, gdyby tylko podjac te walke, a nie podporzadkowywac sie naciskom z krajow sasiadujacych. Polscy politycy sprawiaja wrazenie rownie bezradnych jak ich koledzy z Zachodu wobec zadania ratowania wlasnego kraju przed polityka rolna Unii.

Rola dla Polski

Na Zachodzie widac juz sklonnosci do zmiany polityki rolnej, ktora przy konsekwentnym zastosowaniu rowniez i w Polsce zagwarantowalaby dalsza egzystencje wiekszosci istniejacych obecnie gospodarstw. Najlepszy przyklad stanowi Szwajcaria z jej programem dla terenow gorskich. Panstwowe dotacje sa celowo kierowane bezposrednio do malych gospodarstw rolnych, aby im umozliwic przezycie.
Na Zachodzie istnieja pokazne sily, ktore licza na opor Polski wobec obecnej polityki rolnej Unii i czekaja na wsparcie wlasnych staran. Opinia publiczna wiekszosci krajow czlonkowskich Unii jest obecnie juz na tyle uwrazliwiona, ze zdecydowany opor Polski przeciw unijnej polityce rolnej spotkalby sie z pewnoscia z sympatia.

Alternatywa

W ten sposob rodza sie "kontrmodele uprzemyslowionego rolnictwa". Funkcjonuja one we Francji, Niemczech i Austrii, mimo zagorzalych sprzeciwow ze strony agrobiznesu, powiazanego z Unia. Z rosnacym stale powodzeniem sa wdrazane w zycie.

Dania daje przyklad spoldzielczo zorganizowanych struktur handlowych, ktore sa szansa rynkowa dla wielu malych gospodarstw rolnych. Jednak i w tych krajach wciaz jeszcze brakuje popieranych przez wladze panstwowe strategii handlowych, ktore umozliwialyby dalsza egzystencje malym gospodarstwom rolnym. W miedzyczasie powstalo wystarczajaco duzo mozliwych do realizacji modeli.

Po ponad 40 latach funkcjonowania polityki rolnej UE powstale struktury, wspierane rocznie wielomiliardowymi sumami z Brukseli i utrzymywane przy zyciu wbrew wszelkiemu rozsadkowi, nalezaloby wlasciwie zlikwidowac. Zaden z obecnych czlonkow Unii nie jest juz jednak w stanie, ze wzgledu na panujaca tam sytuacje, tego dokonac.

Te "kontrmodele" odnosza sie do malych jednostek produkcji rolnej, jakie spotykamy takze w Polsce. Przejecie i dalszy rozwoj tych modeli byloby prawdziwa przyszlosciowa alternatywa dla Polski. Polskie rolnictwo mogloby sie stac pionierskim modelem dla wstrzasanego kryzysami regionu Trzeciego Swiata, gdzie oparta na amerykanskich i unijnych wzorcach globalna gospodarka rolna doprowadzila jak dotad prawie wylacznie do socjalnej erozji i ubostwa.

To, ze w Polsce praktycznie nie ma miejsca zadna dyskusja na temat alternatywnych modeli rolnictwa (ktora zreszta na Zachodzie nie odbywa sie wylacznie pod szyldem "ekologicznego rolnictwa"), jest jednym z najwiekszych sukcesow propagandowych Unii Europejskiej.

Doplaty malo wiarygodne

Mniej skuteczna byla dotad Unia z jej przyneta "doplat bezposrednich". Doplaty te sa celowo pomyslane jako zwabianie polskich malych i srednich gospodarstw. Maja one poczatkowo - inaczej niz na Zachodzie - rowniez przy malej powierzchni i niezaleznie od tego, co produkuja - otrzymac wsparcie pieniezne. Rolnicy maja byc poczatkowo zacheceni pieniedzmi: kazdy ma cos dostac, rowniez ci "najmniejsi" - juz od 0,3 ha gruntow. Jednak trzeba pamietac, ze w tym przypadku bedzie to jedynie 33 zl rocznie. Kto ma 1 ha, ten dostanie 110 zl na rok, a kto ma 10 ha dostanie 1.100 zl.

Pulapka polega jednak na tym, ze po kilku latach wielkosci gospodarstw dopuszczonych do doplat beda systematycznie podnoszone, a ponadto ich wysokosc uzalezniona bedzie od dodatkowych warunkow, jak ma to obecnie miejsce w UE.

Dopiero po uplywie kilku lat po przystapieniu do Unii zadzialaja surowsze przepisy unijne i doplaty beda cofniete. To, ze ten nikczemny chwyt ze strony Unii nie zostal podany przez Agencje do wiadomosci publicznej, nie mowiac o jego krytyce, ukazuje wyraznie, jak scisle ARiMR jest powiazana z UE.
Zamiast tego odbyla sie jedynie krotka dyskusja na temat dyskryminujacej dla polskich rolnikow stawki doplat bezposrednich w wysokosci 25 proc. swiadczen, jakie obecnie przysluguja ich zachodnim kolegom.

Unia byla poczatkowo zaniepokojona, ale nie trwalo to dlugo, poniewaz polscy negocjatorzy zadowolili sie najwyrazniej i tym. W miedzyczasie dyskutuja obecni czlonkowie Unii, czy wschodnioeuropejscy kandydaci, czyli przede wszystkim Polska, w ogole maja uzyskac jakiekolwiek doplaty bezposrednie.

Co trzeba zrobic?

Niedawno prasa polska doniosla o interesujacym wydarzeniu, ktore moze cieszyc: cala czolowka wladz regionalnych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa musiala zostac wymieniona, poniewaz tzw. unijny program pomocy SAPARD nie funkcjonowal.

W programie tym Unia poklada wielkie nadzieje. Ma on sluzyc temu, aby wedlug powyzej przedstawionej strategii sklonic rolnikow do pierwszych tzw. inwestycji na modernizacje. Jak dotad ani jeden rolnik indywidualny nie zlozyl podania o przyznanie mu pomocy finansowej z powyzszego programu i to mimo ze termin uplywa z koncem biezacego roku, a Agencja wciaz rozpaczliwie wzywa rolnikow za posrednictwem mediow, aby wreszcie wykorzystali srodki z Unii.

To wspaniala wiadomosc! Polscy rolnicy odwoluja sie do wlasnego instynktu i nie daja sie zlapac w pulapke dlugow. To moglaby byc zapowiedz przelomu!

Wsrod glownych ofiar przylaczenia Polski do Unii budzi sie najwyrazniej opor. Czy jest to moze duch przodkow, ktorzy przed laty przeciwstawili sie pruskiej Landkommission?

Bardzo bym sobie tego zyczyl i wierze w to. Dlatego tez moge zwrocic sie do polskich rolnikow tymi slowami: Wytrzymajcie, nie dajcie sie zlapac w pulapke kredytowa, nie oddawajcie Waszej ziemi, gospodarujcie jak dotad, ewentualnie tylko na wlasny uzytek i czekajcie na lepsze czasy, one na pewno nadejda. Jeszcze Polska nie zostala przylaczona do Unii. Jeszcze polska wies i polski rolnik nie zgineli!

Wyr贸żnienia w tekście pochodzą od red. Naszej Witryny.

Carl Beddermann, Nasz Dziennik, 2002-09-04

powrot