|
|
|
Od redakcji: O zagrożeniach płynących z przyśpieszonej integracji z UE m贸wi coraz więcej polityk贸w i specjalist贸w. Teraz, gdy słabości polityki europejskiej są oczywistością warto pamiętać o środowiskach i osobach, kt贸re były pionierami tego krytycznego spojrzenia i czyniły to w okresie, gdy wymagało to z jednej strony odwagi, a z drugiej przenikliwości w myśleniu. Prezentowany przez nas tekst stanowi obszerne fragmenty wypowiedzi 贸wczesnego senatora RP, a obecnie członka Rady Programowej naszego pisma, J贸zefa Frączka na konferencji zorganizowanej przez Stronnictwo Narodowe 18 czerwca 1995 roku. Mimo upływu 7 lat sformułowania te są ciągle aktualne, a miniony czas tylko potwierdził ich słuszność. 8 kwietnia 1994 roku rząd RP złożył formalny wniosek o członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Część elit politycznych powtarza na wszystkie możliwe sposoby swoje wyznania miłosne w stosunku do Unii Europejskiej. Jak to jednak bywa często u zakochanych, uczucie zastępuje rozum. A tak się jakoś składa, że to elity polityczne, kt贸re dziś są zafascynowane Unią Europejską, w latach swojej młodości częstokroć przeżywały wielką miłość do stalinowskiej wersji komunizmu. Już te fakty nakazują mieć się na baczności, gdyż kolejne rewizje pogląd贸w prawdopodobnie będą miały niedługo miejsce wśr贸d wielu intelektualist贸w, ale my wszyscy będziemy musieli zapłacić zn贸w wysoką cenę. Muszę stwierdzić, że ja jako senator, a zarazem członek Komisji Spraw Zagranicznych, spotkałem tylko kilka os贸b, kt贸re mogą powiedzieć, że zapoznały się z Traktatem z Maastricht i im kto bliżej zna mechanizmy, jakie uruchomił ten traktat, ten silniej stara się przestrzec nas Polak贸w przed przystąpieniem do UE. Specjaliści z UE w czasie negocjacji powiedzieli nam, że na przeszkodzie stowarzyszeniu Polski z UE stoją cztery sektory gospodarcze: stal, węgiel, tekstylia i rolnictwo. Kilka tygodni temu na spotkaniu w senackiej Komisji Spraw Zagranicznych ambasador Francji powiedział nam, że przemysł tekstylny został już w Polsce zrestrukturyzowany (czytaj przestał być konkurencyjny dla Zachodu) i nie stanowi bariery w przystąpieniu Polski do UE. Do zrestrukturyzowania pozostały jeszcze: stal, węgiel i rolnictwo. Zanim weźmiemy się za analizę naszego rolnictwa, wpierw przyjrzyjmy się uważnie, na czym polega wsp贸lna polityka rolna (CAP),o kt贸rej można powiedzieć, że stanowi serce Wsp贸lnoty Europejskiej. Po podpisaniu Traktat贸w Rzymskich, gdy formowały się zasady wsp贸lnej polityki rolnej, UE nie była samowystarczalna w żywność. Bruksela postanowiła jednak zmienić tę sytuację i przyjęła elegancki spos贸b pomocy farmerom. Ustanowiła ceny minimalne dla każdego towaru i w ten spos贸b następował przepływ kapitału od konsument贸w do producent贸w żywności z pominięciem budżetu, a ponadto broniła tych cen minimalnych przed tańszym importem. Mechanizm ten działał dobrze do czasu, gdy w Europie występował niedob贸r żywności. W ten spos贸b wydajność w rolnictwie w latach 1973-1988 wzrastała o 2 proc. rocznie, podczas gdy konsumpcja rosła jedynie o 0,5 proc.. Obecnie UE produkuje 25 proc. więcej niż konsumuje. Piętrzące się nadwyżki muszą być wykupywane przez państwo i magazynowane (wartość 3,7 mln ECU w 1991 roku), a następnie są odsprzedawane na światowym rynku bez względu na straty, jakie by to przynosiło. Dlatego na przełomie lat 70. i 80. UE zaczęła wprowadzać korekty w swojej polityce rolnej. Zaczęto nakłaniać rolnik贸w do ugorowania ziemi albo karano grzywnami tych rolnik贸w, kt贸rzy otrzymywali rekordowe zbiory. Jeśli dziś słyszymy w naszym kraju z ust wielu polityk贸w oraz publicyst贸w, że nie przyjmą nas do UE z powodu rozdrobnionego i mało wydajnego rolnictwa, to śmiało można powiedzieć, że ci kawiarniani politycy nie znają rzeczywistości europejskiej. Natomiast faktem jest, że UE rzeczywiście niechętnie patrzy na nasze rolnictwo, ponieważ produkujemy za tanio i za dużo. M贸wi o tym wyraźnie raport przygotowany przez prof. Richarda A. Baldwina na zlecenie Komisji Europejskiej. Ale pomimo, że produkujemy tanio i dużo, nasze rejony rolnicze są biedne i zaniedbane, co z kolei wymagałoby uruchomienia specjalnych funduszy strukturalnych na ich modernizację. Podsumowując możemy powiedzieć, że w chwili, gdy staniemy się członkami UE, nasze rolnictwo spotka się z podw贸jną blokadą. Cele bogatych są jasneKraje bogate, tj. Niemcy, Francja, Dania, niewątpliwie będą dążyły do ograniczenia produkcji rolnej w Strefie Polskiej, natomiast kraje, kt贸re są stosunkowo biedne, tj. Portugalia czy Hiszpania, zazdrośnie będą strzegły funduszy strukturalnych przeznaczanych na rozw贸j region贸w zaniedbanych. Po trzecie, należy r贸wnież mieć na uwadze fakt, że znaczna część terytorium RP leży na ziemiach, co do kt贸rych nar贸d niemiecki rości sobie pretensje. Jeśli uważnie wsłuchamy się w głosy płynące od naszych sąsiad贸w zza Odry, to wyraźnie słyszymy dyskusje o prawach Niemc贸w w Polsce. Natomiast debata o wsp贸lnym europejskim domu tak jakby nie istniała w tamtych środowiskach. To wszystko, moim zdaniem, każe zrewidować naszą politykę zagraniczną, kt贸ra prowadzi w prostej linii do utraty podmiotowości przez państwo polskie. Jeśli są jednak w naszym społeczeństwie tacy nieodpowiedzialni a zarazem wpływowi szaleńcy, kt贸rzy z powodu swoich azjatyckich kompleks贸w koniecznie chcą sobie napisać na swoim bilecie wizytowym "Europejczyk jestem" nie licząc w og贸le konsekwencji, jakie przyniesie dla Polski członkostwo w UE, to powinniśmy podjąć już dziś następujące kroki związane z polityką rolną. Warunek pierwszy i podstawowy: uwłaszczyć obywateli ziemią, kt贸ra do dziś
jeszcze jest w posiadaniu Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, jak
najszybciej doprowadzić do reprywatyzacji i osadnictwa na kresach zachodnich,
aby z chwilą, gdy zrzekniemy się stanowienia prawa na rzecz Brukseli, Polacy
zostali przynajmniej wyposażeni w pakiety akcji RP mierzone w arach i hektarach. J贸zef Frączek, Nowa Myśl Polska, 2002-06-09 |