nasza witryna Unii się nie spieszy
Analiza. W Brukseli coraz głośniej m贸wi się o op贸źnieniu rozszerzenia UE


 

Coraz więcej wskazuje na to, że za cztery miesiące na szczycie Rady Europejskiej w Kopenhadze nie zostanie podjęta decyzja o przyjęciu do Unii nowych członk贸w. Brak zgody Rady Europejskiej oznaczałby w praktyce kolejne lata zwłoki na korzyść Unii, kt贸ra i tak uzyskała większość integracyjnych korzyści i oddala rozpisanie przez rząd referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE w przyszłym roku.

Już w grudniu 1991 roku podpisano układ stowarzyszający Polskę z 贸wczesnymi Wsp贸lnotami Europejskimi. Umowa miała, jak się okazało w praktyce, przez kolejne lata umożliwiać Unii ekspansję gospodarczą w naszym kraju. Najbardziej wymiernym tego dowodem jest ogromny deficyt w polskim handlu z krajami UE. Mimo starań strony polskiej w układzie tym nie pojawiła się obietnica ze strony Brukseli, że Polska w przyszłości zostanie przyjęta do Unii. Zamiast tego zawarto w nim jednostronną deklarację m贸wiącą, że "końcowym celem Polski jest członkostwo we Wsp贸lnocie". Zresztą jak pokazuje przykład Turcji, taka deklaracja może nic nie znaczyć. Turkom obiecano członkostwo jeszcze w latach sześćdziesiątych, w rzeczywistości nawet po ostatnich gestach politycznych z ich strony, jego perspektywa jest bardzo odległa. Od 1991 roku aż do dziś Polska jest petentem dopraszającym się przystąpienia do UE.

Zabawa w daty

W tym czasie padło wiele obietnic co do ewentualnej daty naszego przystąpienia do UE. Padały z ust prominentnych polityk贸w i męż贸w stanu, jednak okazywały się pustymi deklaracjami. I tak francuski prezydent Jacques Chirac m贸wił podczas swojej wizyty w Warszawie w 1996 roku, że "chciałby widzieć Polskę w Unii w roku 2000". Rok wcześniej podobne deklaracje z trybuny sejmowej składał 贸wczesny kanclerz Niemiec Helmut Kohl. Z kolei unijny komisarz Guenter Verheugen m贸wił w 2000 roku, że data wejścia Polski do Unii w 2003 roku, tak jak to planował rząd Buzka - jest całkowicie realna. Już w tamtym czasie wydawało się to mało prawdopodobne. Sama Unia deklarowała wcześniej, że będzie gotowa na przyjęcie nowych członk贸w do końca 2002 roku. Aktualnie Unia deklaruje chęć przyjęcia tych członk贸w, kt贸rzy są na to przygotowani, w 2004 roku. Jednak nie ma żadnej pewności, że to ostateczna data. Tym bardziej że w samej Unii już dawno opadł entuzjazm dla "zjednoczenia kontynentu".

Wszystko w rękach Irlandczyk贸w

Przeszk贸d czy też, zdaniem wielu, pretekst贸w dla op贸źnienia rozszerzenia Unii nie brakuje. Najpoważniejszym wydaje się jesienne referendum nad ratyfikacją Traktatu Nicejskiego w Irlandii. W czerwcu zeszłego roku Irlandczycy odrzucili uzgodnione w Nicei przez szef贸w rząd贸w państw UE wewnętrzne zmiany w Unii. Traktat z Nicei miał utworzyć polityczne i instytucjonalne ramy dla przyjęcia w 2004 roku nawet 10 nowych państw członkowskich, w tym Polski. Po przegranym referendum Unia zdecydowała, że nie wprowadzi żadnych zmian w treści traktatu. Nagła zmiana decyzji Irlandczyk贸w wydaje się więc mało prawdopodobna. Nie wskazują na to wyniki ostatnich sondaży opinii publicznej w Irlandii. A traktat, aby wejść w życie, wymaga ratyfikacji we wszystkich krajach członkowskich UE. Unijni przyw贸dcy nie ukrywają, że nie ma alternatywnego scenariusza na wypadek ponownej klęski w irlandzkim referendum.

Kł贸tnia o dopłaty

Kolejnym poważnym problemem przy wprowadzaniu Polski do UE jest kwestia dopłat bezpośrednich dla rolnik贸w i dalszego funkcjonowania Wsp贸lnej Polityki Rolnej UE. Zgodnie z "mapą drogową" negocjacji wsp贸lne stanowisko państw członkowskich UE w sprawie dopłat powinno było pojawić się do końca czerwca. Tymczasem sama Unia nie jest w stanie wypracować jednomyślnej decyzji, kt贸ra pozwoliłaby kontynuować negocjacje w obszarze Rolnictwo. Część kraj贸w chce, aby rolnicy z nowych państw otrzymali w pierwszym roku po akcesji 25 proc. tego, co unijni farmerzy, inne - w tym wpływowe Niemcy - nie chcą słyszeć o żadnych dopłatach dla nowo przyjętych rolnik贸w. Niemcy argumentują, że już dziś płacą ogromne kwoty do unijnego budżetu i żądają uzgodnienia reformy WPR, tak aby nie subsydiować z własnych budżet贸w rolnik贸w z nowych państw. Dość skromną reformę unijnego rolnictwa, kt贸re pochłania rocznie około 50 mld euro, zaproponowała w zeszłym miesiącu Komisja Europejska. Jednak pierwsze reakcje ze strony tradycyjnie rolniczych państw jak Francja czy Irlandia nie wr贸żą powodzenia planom komisji. Holenderski minister rolnictwa Laurens Brinkhorst w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" powiedział wprost, że nie wyobraża sobie rozszerzenia UE bez wcześniejszego uzgodnienia pewnych element贸w reformy WPR.

Problem cypryjski

Zwolennikom wejścia Polski do Unii może r贸wnież pokrzyżować plany rozw贸j wydarzeń na śr贸dziemnomorskim Cyprze, podzielonym na grecką i turecką część. Greccy mieszkańcy wyspy mają teoretyczne szanse wejść do Unii razem z Polską, jednak może to wywołać konflikt z władzami tureckiej części wyspy i Ankarą. Z kolei będąca członkiem UE Grecja grozi, że zawetuje rozszerzenie, jeśli wśr贸d nowych członk贸w Unii nie będzie Cypru. Lista potencjalnych trudności rozszerzenia jest długa. Wśr贸d nich jest kwestia Kaliningradu, dekret贸w Benesza czy wreszcie ratyfikacja traktat贸w akcesyjnych, kt贸rej musi dokonać Parlament Europejski i 15 państw członkowskich. W samej Belgii muszą ją poprzeć r贸wnież parlamenty regionalne.

Unia wyznacza reguły

W samej Unii coraz trudniej o otwartych zwolennik贸w rozszerzenia. Niegdyś zaliczano do nich bezwarunkowo Niemcy, lecz ostatnie deklaracje obu niemieckich kandydat贸w na kanclerza zdają się temu przeczyć. Nie da się ukryć, że Bruksela uzyskała już większość korzyści "integracji", otrzymując rynki zbytu, decydując o losie całych sektor贸w gospodarki. To w trakcie tak zwanych negocjacji akcesyjnych Bruksela narzuca swoje stanowisko w poszczeg贸lnych sferach życia gospodarczego czy politycznego. Ostatni przykład to lipcowe zobowiązania dotyczące spraw wewnętrznych, kontroli granic i kontakt贸w ze wschodnimi sąsiadami. W tej komfortowej pozycji Bruksela nie musi dawać nic w zamian, poza to co sama uzna za stosowne. Z drugiej strony narzuca wygodne dla siebie decyzje, jak na przykład systematycznie rosnące kontyngenty produkt贸w rolnych - w taki spos贸b w tym roku trafi do Polski 0,5 miliona ton pszenicy. Wiele państw Unii chciałoby zapewne, aby takie państwa jak Polska nie mogły wsp贸łdecydować o kształcie przyszłego budżetu UE na lata 2007-13. Obawiają się, że nowe państwa mogłyby uzyskać zbyt wiele pieniędzy.

Wątpliwe referendum

Op贸źnienie rozszerzenia pociągnęłoby za sobą op贸źnienie referendum akcesyjnego, zapowiadanego na przyszły rok. W ten spos贸b Polacy przez kolejne lata pozostaliby bez możliwości zablokowania ciągnącego się procesu. Świadomy tej sytuacji jest zapewne Aleksander Kwaśniewski i inni czołowi euroentuzjaści. Prezydent nie chce, aby Polacy w unijnym referendum głosowali za lub przeciw przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Kwaśniewski chce, aby nar贸d tylko wyraził swoje zdanie na temat samego traktatu akcesyjnego i warunk贸w członkostwa w nim zawartych. Takie pytanie może być zadane dopiero wtedy, gdy negocjacje zostaną zakończone. Unia oficjalnie wyznaczy wtedy nowych członk贸w, a traktat akcesyjny zostanie przygotowany. Jeśli data rozszerzenia z jakiegokolwiek powodu zostanie przesunięta, referendum w kształcie proponowanym przez prezydenta może się nigdy nie odbyć.

Wyr贸żnienia w tekście pochodzą od red. Naszej Witryny.

Piotr Wesołowski, Bruksela, Nasz Dziennik, 2002-08-14

powrot