|
|
|
Dla polskich elit politycznych Unia Europejska jest atrakcyjna nie tylko z powodu około 1200-2000 urzędniczych etat贸w do obsadzenia w Brukseli (oraz niewiadomej liczby etat贸w w urzędach regionalnych). Jest taka może przede wszystkim z powodu ogromnej korupcji, jaka panuje w strukturach Eurolandu. Jako prawdziwy system biurokratyczny, w Unii rządzą bezimienne ustawy, kt贸re są parawanem dla skorumpowanych urzędnik贸w. Kiedy w rękach około 2 tysięcy urzędnik贸w Komisji pozostaje sporo ponad 100 miliard贸w euro, trudno spodziewać się, by ktoś się nie skusił na "drobną sumkę". Nie chodzi tu bowiem o kilkudziesięciu skorumpowanych polityk贸w, czy urzędnik贸w - ale o chorobę całego biurokratycznego systemu. Płace wyższych urzędnik贸w dochodzą nawet do 100 tysięcy euro rocznie, czyli 400 tysięcy złotych. Dodatkowo osoba zostająca urzędnikiem w drodze konkursu, dzierży swoje stanowisko dożywotnio, praktycznie bez możliwości jej odwołania. Ale praktyka jest taka, że wysocy urzędnicy UE nie są wybierani w drodze głosowania, tylko mianowani w drodze znajomości i ponieważ nie można ich kontrolować, rośnie liczba urzędnik贸w Komisji, kt贸rzy jawnie lekceważą swoje (nie nadmierne przecież) obowiązki. Nie jest też żadną tajemnicą, że w UE urzędnik znacznie więcej zarabia na lewo, niż z pensji. Nie od dziś wiadomo na przykład, że eurodeputowani oraz komisarze i eurourzędnicy notorycznie oszukują na dietach i biletach lotniczych. Zgodnie z prawem UE nie muszą bowiem przedstawiać rachunk贸w przy rozliczeniach. EurozłodziejstwoW okresie, gdy Jacques Santer był szefem Komisji, wśr贸d eurourzędnik贸w wykryto ponad 1300 przypadk贸w oszustw i korupcji, z czego 27 dotyczyło bezpośrednio członk贸w samej Komisji Europejskiej (w贸wczas było ich 17). Łącznie obliczono, że oznaczało to malwersacje na sumę około 943 milion贸w euro. Sam Santer został oskarżony o to, że jego żona spekulowała nieruchomościami należącymi do Komisji Europejskiej. Jak pokazuje praktyka także ostatnich tygodni, oskarżenia o korupcję, nadużycia, czy działanie niezgodne z prawem nie są już żadną przeszkodą w dalszej eurokarierze. Takim przykładem jest Jean-Claude Trichet, obecny szef centralnego
banku Francji. Trichet stanie przed sądem w związku z wielką aferą finansową w
banku Credit Lyonnais. Nic jednak w odczuciu europejskich elit politycznych nie
stoi na przeszkodzie, by ten polityk był jednocześnie oficjalnym kandydatem
Francji na stanowisko prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Kandydatura ta
już została zresztą poparta na mocy nieformalnej umowy przez Niemcy. Interesy na szczycieWiosną 1999 roku w prasie europejskiej pojawiły się obszerne publikacje oskarżające 贸wczesnego nowomianowanego szefa Komisji Europejskiej - Romano Prodiego. W owym czasie toczyły się przeciwko niemu dwa postępowania sądowe, ale wkr贸tce ich liczba wzrosła do czterech. Większość z nich dotyczy r贸żnych nieprawidłowości i nadużyć w procesach prywatyzacyjnych, nad kt贸rymi Prodi, jako szef państwowego, włoskiego holdingu IRI, miał kontrolę. Jedną ze spraw jest powiązana z rosyjskimi "finansistami". Jeszcze w 1997 roku
rosyjskie przedsiębiorstwo MES zadeklarowało chęć zakupu pokaźnego pakietu
udział贸w w jednym z największych włoskich bank贸w - Banco di Roma. Rosjanie
chcieli kupić udziały za astronomiczną sumę 1 miliarda USD i mieli apetyt nawet
na 20 procent udział贸w w tym banku. Powszechnie m贸wiło się, że MES - rosyjski
potentat naftowy - chciał kupić włoski bank, by uciec ze swoimi transakcjami od
swej agendy, czyli Rosyjskiego Banku Rekonstrukcji i Rozwoju, ze względu na
skandale finansowe. Bank, w kt贸rym swoje największe zasoby ulokował Watykan, o
zagrożeniu wykupem dowiedział się z prasy. Jednak był ktoś, kto o planach
rosyjskich wiedział dużo wcześniej. Tym kimś był właśnie 贸wczesny premier Włoch,
znany nam już Romano Prodi. Rosjanie początkowo chcieli odkupić od wspomnianego
już holdingu IRI 13 procent jego udziału w Banco di Roma. W roli przedstawiciela
holdingu pojawił się znowu Prodi. Pomysł został początkowo storpedowany, gdyż
włoscy parlamentarzyści nie wyrazili koniecznej zgody na tę transakcję. Jednak
Rosjanie nie zrezygnowali do dziś i nadal starają się przejąć włoski bank. Członkom komisji przedstawiono szereg zarzut贸w, między innymi korupcję, niegospodarność, zatrudnianie własnej rodziny (nepotyzm), a także podpisywanie um贸w z agendami, na czele kt贸rych stali ich przyjaciele. I tak Jacques Santer został oskarżony o to, że jego żona spekulowała nieruchomościami należącymi do Komisji Europejskiej, natomiast komisarz Emma Bonino została oskarżona o brak kontroli nad programami pomocy humanitarnej (ECHO) gdzie wykryto istnienie kontrakt贸w na duże sumy, nie figurujących w księgach finansowych. Za swą niegospodarność politycy otrzymywali przez kolejne trzy lata 20 procent swej pensji (187 tysięcy euro) plus 50 procent dodatku. Warto pamiętać, że to właśnie podczas kadencji Santera został podpisany Traktat Amsterdamski i rozpoczęty proces poszerzania Unii Europejskiej na kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Nie są wolni od skandali r贸wnież obecni członkowie Komisji Europejskiej. Loyola de Palacio, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, Komisarz UE do spraw transportu i energii, była swego czasu oskarżana o udział w skandalu korupcyjnym. Natomiast Philippe Busquin, Komisarz UE do spraw badań naukowych, był oskarżany przez konserwatyst贸w w Parlamencie Europejskim o zatajenie prawdy o aferach finansowych, kt贸re stały się udziałem belgijskich socjalist贸w. Gorzej niż kiepski żartAferom i skandalom miało zapobiec powołanie specjalnej instytucji UE - do walki z fałszerstwami, nadużyciami finansowymi i korupcją (Olaf). Po kr贸tkim czasie jej pracy r贸wnież ta inicjatywa spotkała się z krytyką polityk贸w europejskich. Jeszcze w 2000 roku czołowy polityk opozycyjnej Partii Konserwatywnej, John Redwood, skrytykował tę instytucję jako nieskuteczną. Wewnętrzny raport UE
przyznawał wtedy, że Olaf ustanowiony 1 czerwca 1999 roku nie zdołał uwolnić się
pod politycznej kurateli, a jego działalność nie spowodowała "widocznej poprawy"
w zwalczaniu niewłaściwego wykorzystywania funduszy przez unijne instytucje.
Olaf podlegał wtedy komisarz Michaele Schreyer - z niemieckiej Partii Zielonych,
odpowiedzialnej w Komisji za budżet i finanse. Choroba skandali i korupcji staje się powoli patologią w strukturach
eurourzędnik贸w. Zgodnie z zasadą, że jeśli nie można czegoś zwalczyć, to należy
to zalegalizować, korupcja być może zostanie wkr贸tce zaaprobowana - podobnie jak
homoseksualizm, eutanazja, czy prostytucja. W NURCIE EUROPRAKTYKI CZYLI CO BY TU JESZCZE UKRAŚĆ? Daniel Pawłowiec , polskiejutro.com, 0000-00-00 |