|
Polemika z artykułem Ernesta Skalskiego "Po co do Unii" Małgorzata Kamyk |
|
Po przeczytaniu artykułu pana Skalskiego (Gazeta Wyborcza, 29.07.02 r.) powinnam wywnioskować, że należę do pełnych pychy, demagogicznych izolacjonist贸w, kt贸rzy cały świat widzą w kolorach czarnym i białym, kt贸rzy są na tyle nierozsądni, głupi i egoistyczni, że godzą w nadrzędny interes narodu gardząc rzadkim darem historii, a na dodatek tylko udają posłuszeństwo wobec papieża i Kościoła... Żadnego z tych określeń nie wymyśliłam, wszystkie wydumał pan Skalski - ja, co najwyżej, zmieniłam tylko ich formę gramatyczną. Na szczęście pan Skalski mentorem moim nie jest, co przyznaję z ulgą, a że komuś może się zrobić niedobrze na tak przemycane epitety - to już inna sprawa. Ale co się tu dziwować, skoro artykuł ten doskonale wpisuje się w uprawiany przez Gazetę Wyborczą styl dziennikarzowania i politykowania, polegający na ośmieszaniu ludzi o poglądach przeciwnych do credo wyznawanego przez redakcję największego polskojęzycznego dziennika? Pan Ernest Skalski raczy udawać, że prowadzi dialog z przeciwnikami wejścia Polski do Unii Europejskiej, albo co najmniej, że pr贸buje zrozumieć ich argumenty. Ale już we wstępie do artykułu "rozstawia przeciwnik贸w po kątach" twierdząc, że to będzie decyzja o historycznym znaczeniu, bo w wypadku utrzymania izolacji od Zachodu, będziemy świadkami pośmiertnego zwycięstwa komunizmu. Nic tylko położyć po sobie uszy i klęknąć przed taką demagogią bez pokrycia... no bo skoro walczyliśmy o obalenie komuny, to głupio teraz by było wdawać się w walkę o [jej] pośmiertne zwycięstwo! Poza tym Skalski przeoczył, że komunizm odizolował nas od Zachodu tylko politycznie i gospodarczo, a to można nadrobić bez przystępowania do Unii. Rozsądek nakazuje nie podejmować decyzji jedynie dla samej jej historyczności, jeśli miałoby to przynieść fatalne skutki dla państwa i Narodu. Poza tym, coś grubo zawężone jest to spojrzenie jednego z gł贸wnych komentator贸w Wyborczej - jeśli wejście do Unii będzie decyzją o historycznym znaczeniu, to r贸wnie historyczne znaczenie będzie miała decyzja o pozostaniu poza Unią. I jedna, i druga decyzja pociągnie za sobą istotne konsekwencje, a historia Polski wystawi nam kiedyś albo słony rachunek, albo laurkę z gratulacjami. Mamy przecież zadecydować nie tylko o swoim losie, ale i losie przyszłych pokoleń Polak贸w - czy chcemy być ekonomiczną kolonią brukselskiego nowotwora w dziejach Europy, czy też chcemy być wolnym narodem podejmującym suwerenne decyzje we własnym kraju. Osobiście wolę to drugie wyjście i jakoś nie przekonuje mnie opinia pana Skalskiego, że warto wstąpić do Unii - takiej, jaka jest, bo przecież możemy starać się ją ulepszać, na ile to możliwe. Będziemy mało liczącym się członkiem nawet nie II lecz III kategorii. Istnieje bowiem na temat UE teoria "dośrodkowych kręg贸w z rdzeniem", kt贸ra zaczyna nam się ukazywać r贸wnież w praktyce - wystarczy spojrzeć na obecną sytuację w Unii. Pierwszym kręgiem i rdzeniem UE, dyktującym jej politykę, są przede wszystkim Niemcy, a wraz z nimi Francja, Anglia i kraje Beneluxu (Belgia, Holandia, Luksemburg). Drugi krąg to pozostali członkowie obecnej Piętnastki (Austria, Hiszpania, Włochy, Irlandia, itd.), kt贸rych wpływ na politykę unijną kontrowany jest przez silniejszy "rdzeń". I wreszcie w trzecim kręgu znajdą się kraje kandydackie (a wśr贸d nich Polska), kt贸re wchodzą jednak na nier贸wnych warunkach, i kt贸rych interesy zejdą na dalszy plan wobec interes贸w silniejszych członk贸w rdzenia i drugiego kręgu. Widać więc, kto będzie grał w Unii pierwsze skrzypce oraz kto i ile będzie miał do powiedzenia. Nie pomoże nam nawet wyznaczona w Nicei liczba "naszych" reprezentant贸w w parlamencie Europejskim, gdyż polityka unijna jest wypadkową wewnętrznych spor贸w pomiędzy co silniejszymi członkami UE o zabezpieczenie w pierwszej kolejności ich własnych interes贸w. Jak na złość euroentuzjastom, zanosi się też na zniesienie prawa veta w debatach unijnych, gdyż już teraz rozważa się możliwość podejmowania decyzji większością głos贸w. Nie zdziwię się ani odrobinę, jeśli UE zmieni spos贸b podejmowania decyzji jeszcze przed rozszerzeniem... Tak oto obecni członkowie będą mogli p贸źniej bez trudu wybić z głowy nowym członkom ich reformatorskie zapędy. Wystarczy, że przygotują sobie odpowiednie narzędzia, zanim wpuszczą nas do swojego klubu, a na to się właśnie zanosi, skoro niekt贸rzy unijny dygnitarze przebąkują coś o op贸źnieniu rozszerzenia, twierdząc przy tym, że to z naszej winy, bo nie jesteśmy jeszcze gotowi. Pan Skalski konstruuje sw贸j artykuł wok贸ł takiej oto myśli: Nigdy nie uważałem, że Unia ma same zalety, ale wiedziałem, że trzeba do niej wstąpić pomimo wszystko. Postanowiłem jednak się dowiedzieć, "pomimo co" musimy zostać jej członkiem. Pomijam, skąd Skalski wiedział, że musimy wstąpić do UE, bo może jest to jakiś nieznany mi pewnik albo i nawet prawda objawiona, na kt贸rą "zamknęłam swe uszy"... Ciekawe jest natomiast, że Skalski przyjmuje postawę oświeconego realisty popierającego Unię - ten socjotechniczny zabieg może nawet niekt贸rych przekona... Chwali się panu Skalskiemu, że coraz więcej czyta i coraz częściej bywa na coraz liczniejszych konferencjach, a nawet że pr贸buje przez to nadawać większą rangę swoim argumentom. Tyle że jego argumenty i wnioski czasem nie trzymają się kupy, czasem są to wyświechtane slogany eurotomańskie, a w innych miejscach są to płaskie epitety rzucane pod adresem przeciwnik贸w UE. Czyli właściwie nihil novi, jeśli chodzi o wkład Gazety Wyborczej w unijną propagandę, tyle że jej propagandziści przybrali jakby lekko przefarbowane szaty. Po c贸ż, jeśli nie w celu ośmieszenia eurosceptyk贸w, Skalski przytacza opinię prof. Kieżuna na temat wszechobecnej biurokracji w unijnych instytucjach - a nawet twierdzi, że zdanie profesora jest mu bliskie - skoro dalej głosi, że w Polsce temat 贸w sprowadza się zwykle do anegdot o europejskiej normie na krzywiznę og贸rka...? Ot i cała imputowana przez Skalskiego rzeczowość argument贸w używanych przez przeciwnik贸w Unii! No bo jeśli w Polsce ktoś opowiada takie anegdoty, to na pewno robią to eurosceptycy, a zwolennicy UE przytoczyliby raczej fachowe argumenty prof. Kieżuna! Tyle że jest zupełnie inaczej: euroentuzjaści nie rozpisują się o rzeczach niemiłych dla ich uszu, a eurosceptycy od samego początku tego "braku narodowej dyskusji" byli gł贸wnym źr贸dłem informacji o chorobach trawiących Unię. Trzeba jednak przyznać, że pan Skalski jest nader szczery. Pisze bowiem: Niewątpliwie nasza klasa polityczna liczy już na ponad tysiąc posad w Unii i ponad 20 tys. stanowisk unijnych w kraju, ale natychmiast dodaje: Nie wydaje się, byśmy po akcesji chcieli walczyć o redukcję aparatu urzędniczego UE. To zrozumiałe, że nasza klasa polityczna nie będzie o tę redukcję walczyć, a to z prostego powodu, że na te posady liczy. Tylko po co pan Skalski przeczy tu sam sobie? Czyż nie twierdził chwilę wcześniej o naszej misji w UE, że możemy starać się ją ulepszać, na ile to możliwe...? No, ale może kluczowe słowa w tym twierdzeniu to "obietnica możliwości starania się"... Jakby nie było, są to pobożne życzenia albo i nawet pustosłowie, ale przecież chodzi o to, żeby przeciętny czytelnik zapamiętał z tego, że "będziemy mogli reformować Unię od środka". Pan Skalski zarzuca przeciwnikom wejścia do Unii, iż grożą, że Polska jedynie na tym straci. Niby nic, a jaki staranny dob贸r sł贸w - wszak "groźba" bardziej zniechęca do pogląd贸w eurosceptyk贸w niż "ostrzeżenie". Dalej Skalski podaje, jego zdaniem, całkiem niezłe saldo, ale nie ustrzegł się przy tym wizjonerstwa i języka kreującego wyimaginowaną rzeczywistość. Twierdzi bowiem, że jeśli wejdziemy do UE w 2004 roku, to kwoty, jakie otrzymamy z funduszy strukturalnych i funduszu sp贸jnościowego powinny być wyższe niż szacowane przez nas 6-9 mld euro, na jakie liczyliśmy w wypadku wejścia w roku 2002. Skalski nie podaje, na jakiej podstawie twierdzi, że "powinny". Nie tłumaczy też, dlaczego to zwiększą się wydatki rozwojowe, nawet jeśli po reformie unijnej polityki rolnej zmniejszą się dopłaty bezpośrednie dla rolnik贸w, kt贸re według "nadziei" Skalskiego wyniosą 2-4 mld euro rocznie. Spory rozrzut w tych liczbach: 6-9 mld oraz 2-4 mld, tylko... SKĄD ON TE LICZBY WZIĄŁ...?Widać, że Skalski posługuje się nie tylko zręcznymi manipulacjami językowymi, ale przede wszystkim nagina liczby i nie m贸wi wszystkiego, co w ich kontekście trzeba powiedzieć. Pan Skalski chyba nie odrobił lekcji, a najbardziej niezbędne dane m贸gł znaleźć w oficjalnym dokumencie Analiza i ocena propozycji Komisji Europejskiej z 30 stycznia 2002 r. dla kraj贸w kandydackich zamieszczonym choćby na stronach internetowych Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi (dział "Opracowania i Publikacje"). Po pierwsze, jeśli przyjąć unijną podstawę obliczeń funduszy strukturalnych dla państw kandydujących (czyli że nie mogą one przekroczyć 2,5% ich PKB) i uwzględnić polski Produkt Krajowy Brutto wynoszący obecnie około 200 mld euro, to - jeśli m贸j kalkulator się nie zepsuł, a w matematyce nic się nie zmieniło - dostaniemy z funduszy strukturalnych w najlepszym wypadku około 5 mld euro, a nie jakieś wyimaginowane 6-9 mld. Gdybyśmy mieli prawa r贸wne z pozostałymi krajami Piętnastki, to moglibyśmy liczyć na pomoc strukturalną w wysokości 4% PKB (czyli 8 mld euro), a tak musimy się obejść obietnicą sumy prawie o połowę mniejszej. Czyli będziemy członkami "gorszego rzędu" nie tylko w kwestii słynnych już 25%-owych dopłat bezpośrednich, ale i funduszy strukturalnych, o kt贸rych nasze media i rząd chętnie trąbią, jakoby one właśnie miały nam otrzeć łzy po skandalicznej nier贸wności w kwestii dopłat dla rolnik贸w. Po drugie, grubo się pomylił pan Skalski twierdząc: mamy r贸wnież nadzieję na dopłaty bezpośrednie dla rolnik贸w w ramach Wsp贸lnej Polityki Rolnej 聳 2-4 mld euro rocznie. No c贸ż, "nadzieję" możemy mieć nawet i na 10 mld, ale co z tego, skoro w pierwszych latach twarda polityka unijna przeznacza nam dopłaty bezpośrednie dla rolnik贸w i hodowc贸w w wysokości 586 mln euro w roku 2004 oraz 709 mln euro w roku 2005 - przy czym dla por贸wnania dodam, że Piętnastka wspomaga swoich rolnik贸w dopłatami w kwocie ponad 33 mld euro rocznie ("Integracja polskiego Rolnictwa z Unią Europejską. Bilans zysk贸w i strat", Rzeczpospolita, 1.02.02 r.). Pan Skalski rozminął się więc wielokrotnie w cytowanych przez siebie kwotach, chyba że nie rozr贸żnia dopłat bezpośrednich od dotacji do cen żywności i sumuje je razem z dopłatami na rozw贸j obszar贸w wiejskich. Podkreślę jeszcze, że na razie zupełnie niewiadomo, co będzie z dopłatami bezpośrednimi po 2006 roku, gdyż unijna Agenda 2000 poza 贸w rok nie wychodzi, w UE m贸wi się coraz głośniej o reformie Wsp贸lnej Polityki Rolnej, a Niemcy (podobnie jak i inne kraje płacące najwięcej do unijnej kasy) zgłaszały już propozycję rezygnacji z dopłat bezpośrednich. Ale o tym wygodniej było Panu Skalskiemu nie wspominać. Po trzecie, nawet jeśli przyjmiemy, że to kwoty cytowane przeze mnie, a nie przez pana Skalskiego, są prawdziwe - to i tak, p贸ki co, istnieją one tylko na papierze. Aby otrzymać pomoc strukturalną, musimy wnieść nasz własny wkład finansowy, wyasygnowany przez władze regionalne lub krajowe. Przepisy unijne wyraźnie określają, że - w zależności od specyfiki projektu - budżet naszego państwa powinien pokryć od 25% do 50% koszt贸w inwestycji. O tym pan Skalski wspomina tylko częściowo, pomija bowiem tę mniej korzystną dla nas g贸rną granicę (50%) udziału w kosztach niekt贸rych projekt贸w. Szczęśliwie zauważa jednak, że realizacja naszych zobowiązań będzie się wiązała z koniecznością ograniczenia innych wydatk贸w oraz (lub) sięgnięcia po kredyty i pożyczki - czyli ze zwiększeniem długu publicznego. No c贸ż, jeśli można zaciągać nowe kredyty nie spłaciwszy starych i nie tracąc przy tym wiarygodności, to tylko pogratulować! Ograniczenia wydatk贸w wiadomo, czym mogą się skończyć dla pracownik贸w budżet贸wki. Nasz dług publiczny dochodzi do kwoty 420 mld złotych, ale co tam! Polski podatnik ledwie zipie w żelaznym uścisku fiskusa, ale przecież można ten uścisk jeszcze bardziej zacisnąć, bo jakoś trzeba te pieniądze na pokrycie naszego udziału wycisnąć, choćby spod steranej, polskiej ziemi. Przecież "nie mamy alternatywy dla UE" - jak głosi oficjalne stanowisko rządu. Tylko że alternatywy nie będzie miał w贸wczas polski podatnik, gdyż nawet zadeklarowani przeciwnicy UE będą zmuszeni ją wsp贸łfinansować z własnych dochod贸w... Drugi aspekt dotyczący istnienia kwot tylko na papierze odnosi się do dopłat bezpośrednich. Pan Skalski zupełnie pomija przyznane Polsce możliwe limity produkcyjne (zb贸ż, rzepaku, strączkowych oraz mleka i cukru), kt贸re krępują nasze możliwości produkcyjne, co w efekcie obniży rolnikom dochody, a Polsce odbierze samowystarczalność żywieniową i uzależni ją od importu żywności z kraj贸w obecnej Piętnastki. W końcu każdy dba o własny interes, więc dlaczego nie miałyby o własny interes zadbać kraje członkowskie Unii? Jeśli dodać do tego nasze problemy z wdrożeniem komputerowego systemu kontroli produkcji rolnej (IACS), to może się okazać, że obiecany wzrost dopłat bezpośrednich nie nastąpi i rząd polski będzie musiał wyłożyć brakującą część z naszego budżetu. Nie należy też zapominać, że duży odsetek rolnik贸w i hodowc贸w nie będzie w stanie spełnić unijnych wymog贸w niezbędnych do przyznania dotacji, więc nawet nie skorzystamy z całej przyznanej nam na papierze kwoty. Jest przecież r贸żnica między "przeznaczeniem funduszy" a faktycznym "przekazaniem kwoty". Szacuje się, że będziemy w stanie wykorzystać zaledwie 20-30% ("Integracja czy kabaret?", Najwyższy Czas!, 20.04.02 r.), więc tylko tyle rzeczywiście otrzymamy z unijnego budżetu. Pan Skalski jednak pisze o dotacjach bezpośrednich tak, jak gdyby wystarczyło udać się do kasy po "należne nam czarno na białym" miliardy euro, i dodaje tylko, że trzeba mieć faktyczną zdolność ich wykorzystania, nie wdaje się natomiast w te mniej korzystne dla nas szczeg贸ły. I wreszcie ostatni element tego salda, kt贸ry pan Skalski prezentuje tylko częściowo: nasza składka do wsp贸lnego budżetu jest szacowana wstępnie na 2,5 mld euro rocznie - i raczej trudno liczyć na ulgi. To dość łagodnie powiedziane, że o ulgach możemy zapomnieć, nie o to jednak tu chodzi. Dla pełnego obrazu naszych realnych strat należy doliczyć około 900 mln euro, kt贸re stracimy z państwowej kasy na skutek zniesienia granic celnych po naszym wejściu do Unii. O tym się w mediach m贸wi rzadko, natomiast zewsząd słyszymy dyskusje, czy już w pierwszych latach członkostwa będziemy płatnikiem netto (czyli: czy będziemy wpłacać do unijnej kasy więcej niż z niej otrzymamy). Prozaicznym powodem tego niekorzystnego dla nas położenia może być op贸źnienie w wypłacaniu unijnych funduszy. Już w styczniu Komisja Europejska proponowała bowiem, żeby Polska wpłacała całość składki, a w zamian otrzymywałaby tylko zaliczkę na poczet dopłat bezpośrednich dla rolnik贸w. Polska musiałaby więc wyłożyć resztę pieniędzy sama, natomiast Unia wypłaciłaby swoje zobowiązania dopiero po roku ("Integracja - pr贸ba bilansu", Nasz Dziennik, 30.01.02 r.). Ale to jeszcze nie wszystko, jeśli chodzi o naszą składkę i status płatnika netto w pierwszych latach członkostwa. Skoro Unia nie popuszcza i chce, żebyśmy płacili całą składkę bez żadnych ulg już od pierwszych dni członkostwa, to euroentuzjaści mają problem z przekonywaniem ludzi do integracji. Zaczęli więc ostatnio posługiwać się nowym argumentem w swojej propagandzie. Twierdzą, że nie będziemy płatnikiem netto, gdyż Unia będzie nam wypłacać kompensacje budżetowe na wypadek, gdybyśmy "nie mogli sobie poradzić z wykorzystaniem jej pomocy" - czyli prościej m贸wiąc: na wypadek, gdybyśmy w swoim budżecie nie znaleźli pieniędzy na wymagany od nas wkład, np. w inwestycje finansowane z unijnej pomocy strukturalnej. Ma to być taki unijny gest na otarcie łez, żebyśmy sobie już na wstępie nie pomyśleli, że Unia chce nas oskubać. Ten "gest" wynosi zaledwie 800 mln euro rezerwy dla wszystkich 10 kandydat贸w! C贸ż to za "kompensacja", kiedy tylko sama Polska stoi przed deficytem rzędu 1-2 mld euro? ("Integracja czy kabaret?", Najwyższy Czas!, 20.04.02 r.). Na dodatek, trzeba będzie na wypłatę tego "gestu" poczekać cały rok - czyli prawdopodobnie UE wypłaci nam to z pieniędzy, kt贸re w ciągu tegoż właśnie roku od nas otrzyma. Niech jednak entuzjaści nie łudzą się, że cała "nasza" część z tych 800 mln euro spłynie do nas od razu w całości! Unia będzie nam te pieniądze zrzucać w ratach rozłożonych na 10 lat, co tylko zwiększa nasze ryzyko zostania płatnikiem netto po wejściu do UE (EUobserver, 23.04.02 r.). Dyskusja o finansach i naszej składce wywołuje więc og贸lną nerwowość, i to nie tylko wśr贸d naszej "klasy rządzącej", ale i wśr贸d Unijnych dygnitarzy, zwłaszcza komisarza Verheugena. Nic więc dziwnego, że ten rozdział "negocjacji na kolanach" odłożono na ostatnią chwilę, tuż przed ich zamknięciem. Uwzględniając więc całość wywod贸w finansowych i "niedom贸wień" pana Skalskiego, nie bardzo widzę pow贸d, dla kt贸rego można już teraz stwierdzić, że mamy całkiem niezłe saldo... Ale jeśli ktoś chce udowodnić z g贸ry założoną tezę, to opiera się tylko na tym, co mu pasuje. A że przy okazji osoby twierdzące inaczej nazywa się r贸żnymi demagogami, to już inna, normalna w Gazecie Wyborczej sprawa - w końcu chodzi o "KREOWANIE RZECZYWISTOŚCI" W UMYSŁACH OS脫B NIEZDECYDOWANYCHco do swojego głosu w referendum akcesyjnym... To dlatego wmawia się nam, że musimy wstąpić do Unii szybko, już w 2004 roku, abyśmy mogli mieć swoich reprezentant贸w we władzach UE, bo tylko wtedy będziemy wsp贸łdecydować o podziale unijnych pieniędzy na lata 2007-13. Czyli wstępować i to szybko! Pan Skalski prezentuje tę myśl jako jeden wniosek płynący ze wszystkich referat贸w na jednej z konferencji. Czyżby imputował, że w takim razie tylko idiota by się z tym nie zgodził...? Pewnie tak, skoro twierdzi, że w przeciwnym wypadku pogłębiłaby się nasza izolacja w sąsiedztwie, a w przyszłości musielibyśmy zabiegać o poparcie [...] w Pradze, Tallinie, Budapeszcie, bo jego zdaniem o taką przyszłość walczą przeciwnicy wstąpienia do UE. Dość gołosłowny to wniosek, ale dostatecznie dobry jak na wmawianie Polakom bzdur oraz kolejną pr贸bę ośmieszenia eurosceptyk贸w. W końcu przecież "alternatywy dla UE nie ma", czasu coraz mniej, a referendum coraz bliżej... Zdaniem Skalskiego, choć wygląda na to, że Polacy w referendum opowiedzą się za Unią, to jednak stuprocentowej pewności nie ma. I jakież jest na to lekarstwo? - nasi specjaliści nie szukają już argument贸w "za", zastanawiają się "jak". Czyli "nasi specjaliści" zmienili ton, bo nie dało się już dłużej mamić Polak贸w pustosłowiem wobec faktu, iż sama Komisja Europejska pokazała, że właśnie "zaczęły się schody". Za owymi specjalistami jakoś nie nadąża jednak kampania (dez)informacyjna pana pełnomocnika Wiatra, kt贸ry w godzinach największej oglądalności wmawia nam, że Unia jest cacy, a może nawet cymes. A "nasi specjaliści" jak ojcowie narodu pokazują trudności, kt贸re musimy pokonać, czy błędy, kt贸rych trzeba uniknąć. Czy nie byłoby im łatwiej i prościej, gdyby w negocjacjach nie padali tak często na kolana? Według Skalskiego mamy polityk贸w szczerze zatroskanych, tyle że niepotrzebnie. Na przykład przewodniczący sejmowej komisji europejskiej, J贸zef Oleksy, martwi się o polskie interesy "na zapas", co jednak nie jest bezpodstawne, bo przecież o nasze interesy będzie wtedy "dbała" Unia, a każdy nasz sprzeciw wobec niekorzystnych decyzji może być przegłosowany przez pozostałych członk贸w. Natomiast lider PiS, Lech Kaczyński, obawia się ponoć gwałtownego kryzysu i rozczarowania po referendum, co też jest całkiem prawdopodobne, bo nastroje społeczne zar贸wno euroentuzjast贸w jak i eurosceptyk贸w mogą się zmienić diametralnie w zależności od wyniku referendum. Pan Skalski komentuje to jednak niefrasobliwym Pożyjemy, zobaczymy. Jak ktoś nie wie, co powiedzieć i chce zasugerować, że ktoś inny plecie bzdury, to m贸wi właśnie to... Ale jeśli już pożyjemy i zobaczymy, że w Unii "miało być tak pięknie, a nie jest", to nijak wyjścia z tej pułapki nie będzie, bo Traktat z Maastricht nie przewiduje procedury wystąpienia z UE - droga do Unii jest jednokierunkowa. Rozmaitych chwyt贸w używa pan Skalski, by "przem贸wić nam do rozsądku" przed zbliżającym się referendum, co do kt贸rego wynik贸w na razie stuprocentowej pewności nie ma. Za przykład podaje nam Hiszpanię, w kt贸rej nie istniał problem przekonywania do akcesji. Aż dziw bierze, że Skalski nie zauważa pewnej istotnej r贸żnicy, choć sam cytuje Hiszpan贸w, że tylko wejście na pełnych prawach stwarzało im szansę na r贸wnanie do pozostałych członk贸w 贸wczesnej EWG. Dzięki tym pełnym prawom, Hiszpania otrzymała całe 100% dopłat bezpośrednich dla rolnik贸w (a nie tylko 25%) oraz dopłaty strukturalne w wysokości 4% swojego PKB (zamiast 2,5% PKB tak jak my); nie miała też innych ograniczeń, np. w zakresie swobodnego przepływu siły roboczej. Miała też potężne narzędzie obronne: uzyskała pewien okres przejściowy, podczas kt贸rego mogła używać ceł zaporowych w stosunku do innych, starszych członk贸w Wsp贸lnoty. I o tym pan Skalski powinien wiedzieć, gdyż z podobnym rozwiązaniem dla Polski występował minister Kalinowski, powołując się na przykład właśnie Hiszpanii, a także Portugalii, lecz Unia powiedziała "nielzia!". Jakie "prawa" będzie miała Polska - to już wiemy z ostatnich "postęp贸w" w negocjacjach, w kt贸rych żywo uczestniczy minister Danuta H眉bner, a co do kt贸rej pan Skalski zapewnia nas słowami Hiszpan贸w, że jest ona bardzo dobra. Nic tylko się cieszyć i "stulić pysk" z tymi krytycznymi ocenami jej działalności! A jak ktoś się nie zgadza, że Hiszpan potrafił, to znaczy, że ma problem z niewiedzą, brakiem wiary w siebie oraz z pychą, a to z kolei napędza izolacjonizm, kt贸rego nie było w Hiszpanii. I niby właśnie na tych nastrojach żerują przeciwnicy akcesji. No, to teraz nic tylko "ruki pa szwam i zagłosować, jak się należy", bo inaczej wyjdzie się chyba na zakompleksionego polskiego idiotę... Takimi stwierdzeniami pan Skalski sam "żeruje" na raczej płytkich emocjach... i jakoś głuchy jest na konkrety, kt贸rymi posługują się w dyskusjach przeciwnicy akcesji. Deficyt w wysokości 63 mld USD, jakim obdarzyła nas Unia we wzajemnym handlu w ciągu ostatnich 10 lat (od podpisania Układu Stowarzyszeniowego), jest tylko jednym z wielu argument贸w, kt贸rego Pan Skalski nawet nie pr贸buje obalić. 脫w opiniotw贸rca szczeg贸lnego dziennika, jakim jest Gazeta Wyborcza, powołuje się na twierdzenie Adolfa Hitlera [sic!] - jak by nie było też zwolennika "zjednoczonej Europy" - że w społeczeństwie przeważają ludzie wystraszeni, wobec czego konkluduje dalej, że rzetelna wiedza na temat naszego członkostwa w UE, kt贸rej domaga się większość społeczeństwa, pozostaje czymś ważnym, lecz nie zapewnia szerokiego poparcia. Jeśli nie zapewnia, to może właśnie dlatego pani minister H眉bner oznajmiła swego czasu, że w informowaniu społeczeństwa o UE rząd nie zamierza być obiektywny ("Rząd nie chce prawdy", Nasz Dziennik, 14.02.02 r.), a pan Wiatr skwapliwie wciela to w życie w swojej kampanii? Ale i sam pan Skalski w swoim artykule unika przecież rzetelnych fakt贸w, no bo skoro nie zapewniają one "szerokiego poparcia", to po co? Tylko czy pan Skalski nie obraża nas, Polak贸w, twierdząc jednocześnie, że rzetelna wiedza dociera tylko do ludzi średnio rozsądnych...? A ta cała reszta to niby wykorzystuje każde realistyczne i krytyczne spojrzenie na integrację [...] jako argument, by nie wstępować lub stawiać UE warunki nie do spełnienia...? Biedna ta nasza "og贸lnonarodowa dyskusja" - co się kt贸ry krytyk czemu baczniej przyjrzy, to już na pewno jest z niego oszołom, a co najmniej człowiek mniej niż "średnio rozsądny"! To typowe w Gazecie Wyborczej - jak nie ośmieszać, to marginalizować i podważać wiarygodność, bo "porządek musi być". Pan Skalski dwoi się i troi, by ubić tę swoją unijną pianę na sztywno jak należy. Gdy Ryszard Bugaj m贸wi, że "Unia bierze nas teraz za twarz, a rząd robi dobrą minę do złej gry", to zdaniem Skalskiego są to frazesy, kt贸re niczemu dobremu nie służą. No, ale widocznie dla niego pojęcie dobra jest względne... Gdy Skalski czaruje nas, że w sporze wok贸ł UE powstaje atmosfera swoistego dopingu 聳 negocjować twardo, a jak nie wyjdzie, to machnąć ręką, to najzwyczajniej w świecie sugeruje nam, że nic strasznego się przecież nie stanie, jeśli wyjdziemy z tych negocjacji na "goło ale wesoło". Gdy Unia grozi, że - jeśli nie zaakceptujemy warunk贸w do 13 grudnia - nasze wejście do UE się op贸źni, to Skalski sam zaczyna robić dobrą minę do złej gry: Trzeba reagować na takie "propozycje nie do odrzucenia", ale też wyjaśnić Polakom, że wydłużenie rokowań i op贸źnienie może oznaczać przesunięcie daty wejścia ze stycznia najp贸źniej do czerwca 2004 r. Nie dłużej, bo w贸wczas nasz pociąg wypadłby z unijnego rozkładu jazdy. O święta naiwności! Jakież to ultimatum Skalski będzie stawiał Unii, jeśli okaże się, że UE będzie nas wodzić za nos jednak "dłużej" niż do czerwca owego magicznego roku 2004? A co do reagowania na takie "propozycje nie do odrzucenia", to chyba coś pobieżnie Skalski oglądał Ojca chrzestnego, skoro nie pamięta, czym takie "reagowanie" się kończyło. Jeśli ktoś zbytnio "podskoczył", to zazwyczaj tracił coś cennego w dość bolesny spos贸b; a jeśli ktoś posłusznie położył po sobie uszy, to popadał w całkowitą zależność i ubezwłasnowolnienie. Nic mnie jednak tak nie ścięło z n贸g, jak argument, że integracja to... RZADKI DAR HISTORIINo bo jak tu teraz taki dar odrzucić i nie wyjść przy tym na głupka? Skalski sam tego zresztą nie wymyślił, a tylko zręcznie przytoczył niejakiego prof. Jerzego Wilkina, dla kt贸rego integracja jest "wspaniałą sceną dramatu społecznego", a uczestnictwo w nim to "dar rzadko dawany przez historię". Każdy bełkot jest dobry, jeśli brzmi pięknie - a ten rozbrzmiewa wyjątkowo wielkimi słowami, toteż niewątpliwie ma chwytać za serce... Ja najwyraźniej mam serce z kamienia, bo nijak do mnie ta fanfaronada nie trafia. Pan Skalski w żałosny spos贸b pr贸buje chrześcijańskim Polakom zilustrować wagę tego daru: Wejście do UE nie jest może zwrotem na miarę przyjęcia chrześcijaństwa. Ale podobny był kierunek przemian w 966 r. i teraz. Podporządkowując się normom cywilizacji chrześcijańskiej, władca ograniczał w jakimś stopniu swą suwerenność, stawał się jednak podmiotem w Europie, dzięki czemu przez następne wieki korzystaliśmy z jej praw. Czyli "może to nie to samo, ale bardzo podobne" - tego typu argumentację najczęściej słyszę od os贸b, kt贸re pr贸bują coś nagiąć do swoich cel贸w, ale mniejsza o to. Ważniejsze, że nieco pan Skalski przeinacza ten - może mało dla niego istotny - fakt, że przyjęcie chrześcijaństwa (z rąk Czech贸w) czyniło Polskę suwerennym podmiotem w Europie, uniezależnionym od niemieckich margrabi贸w i włączonym na scenie politycznej pod bezpośrednią protekcję rzymskiego papiestwa, kt贸re uznało istnienie zar贸wno nowego państwa, jak i nowej dynastii w chrześcijaństwie. I to nie o kategorię "podporządkowania się" normom tutaj chodzi - normy cywilizacji chrześcijańskiej przyjęliśmy jako czynnik państwowotw贸rczy, cywilizacyjny i urządzający życie publiczne według zasad etyki chrześcijańskiej, co nijak ograniczaniem suwerenności nie jest, chyba że dla pana Skalskiego suwerenność to po prostu pogańskie bezprawie. I jak ładnie przemyca tu Skalski "korzystanie przez następne wieki z praw Europy" - nic, tylko lecieć pędem do Unii, bo ominą nas wszelkie wsp贸łczesne dobrodziejstwa! Smuci się jednak Skalski, bo na szczęście Mieszko nie musiał robić referendum, a w końcu dzisiejszym zwolennikom UE może się ono okazać kłodą rzuconą pod nogi. Toteż cały wic polega na tym, aby referendum kłodą nie było, a w związku z tym trzeba DOKOPAĆ EUROSCEPTYKOM,co to tylko podkręcają niewiedzę i obawy, by zagospodarować i poszerzyć spory margines frustracji. Pan Skalski najwyraźniej przespał zwłaszcza ostatni rok, skoro pozwala sobie na taką oto manipulację: Do niedawna w propagandzie przeciwnik贸w wstąpienia występowały chwyty emocjonalne: "Nie rzucim ziemi", "Nie będzie Niemiec...", "Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela" itd. Wyglądało to tak, że zwolennicy wstąpienia posługują się rzeczową informacją, a przeciwnicy dyskutują na poziomie slogan贸w. Lecz ostatnio sięgają r贸wnież po konkrety. Dobre sobie! To chyba cytuje tylko to, co Wyborcza przytaczała z manifestacji ulicznych, a nie ma pojęcia o całej masie artykuł贸w w Najwyższym Czasie!, Naszej Polsce, Naszym Dzienniku, Głosie czy na licznych witrynach internetowych, gdzie cytowane są doniesienia m.in. z EUobserver, Financial Times, serwis贸w BBC i Reutera oraz z oficjalnych dokument贸w unijnych. Przeciwnicy wejścia Polski do UE z wielką przyjemnością i świadomością historycznego znaczenia przedstawią swoje od dawna głoszone konkrety r贸wnież w publicznej telewizji (a nawet i w Wyborczej)... jeśli tylko dopuści się ich do głosu - na co przy polityce informacyjnej obecnego rządu nie ma nawet szans. Tylko co na to podatnik i płatnik abonamentu RTV, będący przypadkowo przeciwnikiem UE, kt贸ry z własnej kieszeni musi finansować propagandę, kt贸rej nie chce? Pan Skalski stwierdza łaskawie: Oczywiście w ramach demokratycznego dyskursu przeciwnicy Unii powinni być dopuszczani do głosu, tyle że - jak powtarza za Bronisławem Sulikiem - nie musi się to wiązać z dopuszczaniem wszelkiej demagogii w mediach publicznych. Innymi słowy: "demagog, jaki jest - każdy widzi", wystarczy posłuchać przeciwnik贸w UE. Na dodatek Skalski imputuje, że eurosceptycy to kłamcy, bo chodzi o to, by wszyscy mogli wypowiadać swoje poglądy, nawet ostro, jednak kłamstwa winny być od razu prostowane, bo publiczne środki przekazu nie mogą ich uwiarygodniać. Dobre sobie! Nie ma tygodnia, żeby pro-rządowe publikatory nie uraczyły nas jakimś kłamstwem albo - jak mawiał Churchill - "niezgodnością terminologiczną" (bo przecież "rząd nie zamierza być obiektywny w informowaniu o UE"), i jakoś mogą je uwiarygodniać... A przeciwnik贸w Unii nie dopuszcza się do największych medi贸w, by przynajmniej od czasu do czasu mieli okazję te swoje "kłamstwa" szerzej przedstawić. Pan Skalski może sobie wypisywać o eurosceptykach co tylko zechce, ale będzie to tylko bezczelna manipulacja - chyba że zbierze się on na przyzwoitość, by zapoznać się z ich argumentami, a potem sam sięgnie po konkrety, by spr贸bować te ich argumenty choćby podważyć. Nie podejrzewam pana Skalskiego o takie ryzykanctwo, bo daje w swoim artykule dow贸d na to, że w twardym dyskursie O BILANSIE ZYSK脫W I STRATmiałby niewiele do powiedzenia, i to na dodatek w nonszalanckim stylu: Rozważania na temat bilansu płatniczego, wolumenu eksportu i importu, przepływu kapitału - to tematy raczej na wyższe piętra dyskusji. No jasne, tam już euroentuzjastom zabrakłoby po prostu tchu i rezonu... Od podpisania Umowy Stowarzyszeniowej i obrania pro-unijnego kursu w 1991 roku, jesteśmy obecnie w bilansie zysk贸w i strat na absurdalnie wysokim minusie. Jeszcze na rok przed podpisaniem Umowy (czyli w 1990 r.) zajmowaliśmy 23. miejsce wśr贸d kraj贸w importujących z Unii, a do roku 1998 "awansowaliśmy" na 4. pozycję - czyli gwałtownie zwiększaliśmy import z Unii, a ograniczaliśmy eksport do niej. A na takim interesie zarabia ten, od kogo się importuje. Jeszcze w 1990 roku to Unia miała w handlu z nami około 1 mld euro deficytu. A już w rok po podpisaniu umowy, to my mieliśmy 1 mld euro deficytu w handlu z Unią; w roku 1996 wzr贸sł on do 7 mld euro, a od roku 1997 (dzięki koalicji AWS-UW) zaczął gwałtownie przyspieszać - w roku 1998 sięgnął już 11,8 mld USD! I wcale nie byliśmy odosobnionym przypadkiem wśr贸d państw naszego regionu (Węgry, Czechy, Słowacja), kt贸re podpisały podobną umowę stowarzyszeniową, choć w przypadku Polski deficyt ten jest skandalicznie największy. To jednak nie jest jeszcze to najwyższe "piętro dyskusji", na kt贸re pan Skalski wolałby nie wchodzić... Ujemne saldo nagromadzone w ostatnich latach w obrotach z Unią Europejską sięga 63 mld USD! Jest to skutek kolejnych ustępstw polskiego rządu względem Unii. Liberalizacja przepis贸w celnych wobec dotowanych towar贸w unijnych wystawiła naszych rodzimych producent贸w na nier贸wną konkurencję, a brak jakichkolwiek rządowych działań antydopingowych doprowadził w efekcie do upadku licznych polskich przedsiębiorstw. Jakby tego było mało, wprowadzono i regularnie zwiększano VAT oraz akcyzę, co w konsekwencji zaowocowało wzrostem koszt贸w produkcji i coraz niższą jej opłacalnością. Doprowadziło to do dalszego spadku eksportu, gdyż był on już po prostu nieopłacalny - zwłaszcza, że unijnym decydentom spodobało się też zastosować cła antydopingowe na niekt贸re zbyt konkurencyjne polskie produkty (np. nawozy sztuczne). Bo chodzi o to, że to my mamy być rynkiem zbytu dla unijnych towar贸w, a nie na odwr贸t - importujemy z UE nawet warzywa i owoce, co w sytuacji wyniszczania polskiego rolnictwa jest po prostu bezczelną hucpą! Mamy za to logiczny skutek ujemnego salda w wymianie handlowej - drastycznie ograniczony eksport towar贸w zrodził potwora zwanego "eksportem bezrobocia". W Polsce liczba miejsc pracy gwałtownie spada - w wyniku naszego "zacieśniania więzi z UE", do roku 2001 pracę straciło aż 1,5 mln Polak贸w (to tak, jakby prawie wszystkich Warszawiak贸w wysłać na zieloną trawkę). Tymczasem w UE powstają nowe miejsca pracy, bo przecież ktoś musi te towary przeznaczone na eksport do Polski wyprodukować... Nie zanosi się na odwr贸cenie tego trendu po naszym ewentualnym wejściu do Unii, bo nic nie słychać o jakichkolwiek projektach zmian w polityce unijnej względem kraj贸w obecnie "tylko stowarzyszonych". Wręcz odwrotnie: z "postęp贸w" w negocjacjach wynika raczej, że będziemy dla UE doskonale skolonizowanym rynkiem. Ale to nie przeszkadza naszym czołowym unijnym propagandzistom twierdzić, że po naszym wejściu do Unii spadnie bezrobocie! Taki trudny bilans to rzeczywiście jedno z najwyższych pięter w dyskusji, na kt贸re przeciwnicy Unii wchodzą bez opor贸w - tyle, że potem czym prędzej zjeżdżają windą na d贸ł i wynoszą się, gdyż tak niekorzystny Układ Stowarzyszeniowy należałoby po prostu wypowiedzieć. Natomiast pan Skalski, nawet gdyby znalazł się na tym piętrze, to pewnie dalej zapewniałby, że widoki piękne, a skok na gł贸wkę będzie dla nas i konieczny, i bezpieczny. Nie podejrzewam jednak, byśmy spotkali tam pana Skalskiego, gdyż on woli chyba raczej łatwe og贸lniki: Do dużo większej liczby odbiorc贸w przem贸wi obraz przemian cywilizacyjnych w Grecji czy w Irlandii. Proponuje utworzenie armii agitator贸w zwanych "ludźmi czterech minut", kt贸rzy mieliby na dworcach, na targach, w pubach robić mniej więcej to, czego Wiatrowa kampania nie może robić wprost w publicznej telewizji: tłumaczyć, jak i dlaczego eurosceptycy szkodzą Polsce. Nie powinni przy tym pomijać egoizmu i głupoty, jeśli godzą w nadrzędny interes narodu. Tę propozycję chciałoby się pozostawić bez komentarza, gdyby nie to ostatnie słowo: nar贸d ze swoim nadrzędnym interesem... Nie wiem, o kt贸rym narodzie m贸wi tu pan Skalski, ani o jaki jego nadrzędny interes się tu upomina, ale z dotychczasowych wywod贸w pana Skalskiego odnoszę wrażenie, że mamy na myśli dwie zupełnie r贸żne sprawy (do tego jeszcze powr贸cę). PODEPRZEĆ SIĘ KOŚCIOŁEMPan Skalski nie bez racji twierdzi, że integracja powiedzie się, jeśli stanie się procesem masowym - tylko że jakaś część tych mas upiera się przy swoim, a argumenty polityk贸w trafiają jak grochem o ścianę. No to hejże, szukać lidera opinii 聳 papież Jan Paweł II i Kości贸ł Katolicki będą jak w sam raz! Wystarczy powt贸rzyć Polakom odpowiednią ilość razy, że stanowisko Papieża i Kościoła w sprawie wstąpienia Polski do Unii wydaje się jednoznaczne. To ulubiona interpretacja zwolennik贸w UE, zwłaszcza tych zebranych w kręgach polskojęzycznej Gazety Wyborczej i katolewicowego Tygodnika Powszechnego. Wodą na ich młyn był wydany w marcu przez Episkopat dokument Biskupi Polscy wobec integracji europejskiej, wystarczyło tylko tą wodą dobrze zamieszać. Entuzjastom Unii bardzo łatwo przychodzi wymienne używanie nazw 聞Europa聰 i 聞Unia Europejska聰, a przecież to dwie r贸żne rzeczy! Europa ma wsp贸lne dziedzictwo kulturowe i zawsze była domem państw narodowych, a Unia Europejska jest sztucznym tworem polityczno-gospodarczym, powoli zmierzającym w kierunku zatarcia r贸żnic narodowościowych. Dla euroentuzjast贸w jednak to "żadna r贸żnica", stosują bowiem taktykę czysto instrumentalną: cytują z tego dokumentu (podobnie jak i z wypowiedzi Jana Pawła II) tylko wygodne dla siebie fragmenty, pasujące do z g贸ry ustalonej tezy. Pomijają natomiast, że dokument biskup贸w wyraźnie odr贸żnia Unię Europejską od Europy, że wyraża zaniepokojenie i wiele wątpliwości co do jednoczenia Europy w ramach Unii Europejskiej, oraz że zawiera oczekiwania i postulaty dotyczące integracji. Obserwując dziś Unie Europejską, trudno jednak oczekiwać, że spełnią się nadzieje biskup贸w na pożądane przez nich zmiany. Najpełniej wyjaśnił to Klub Myśli dla Polski w swoim majowym Liście otwartym do Pasterzy Kościoła Katolickiego w Polsce: "Jesteśmy przekonani, że takie zmiany nie nastąpią, bo cele tw贸rc贸w i realizator贸w Unii Europejskiej są całkowicie sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi, są też zdecydowanie sprzeczne z suwerennością i r贸wnoprawnością narod贸w [...] Podzielamy całkowicie głos Ojca Świętego i Biskup贸w, że brak odniesienia do Boga w podstawowych aktach Unii Europejskiej jest głęboką niesprawiedliwością. Nie widzimy natomiast żadnych oznak na to, że w gremiach decyzyjnych Unii Europejskiej ktoś ową niesprawiedliwość dostrzega i pragnie naprawić. [...] w stosunkach z Unią Europejską trudno dopatrzyć się choćby elementarnej zasady solidarności, a tylko na tej podstawie można budować nową jedność Europy. Raczej państwa Unii Europejskiej bez pardonu narzucają Polsce korzystne dla nich rozwiązania ekonomiczne i polityczne. [...] Nar贸d Polski ma prawo i obowiązek kierować się przede wszystkim swoim interesem narodowym, a dopiero w drugiej kolejności interesem innych narod贸w, czy wręcz interesem ponad narodowych ośrodk贸w finansjery." W związku z tym, Klub Myśli dla Polski oczekuje, że tuż przed referendum polscy biskupi "ocenią stan faktyczny, pod kątem jego zbieżności z oczekiwaniami nakreślonymi w dokumencie z 20-21 marca 2002. Ufamy też, że jeśli wprowadzane zasady Unii Europejskiej nie zwr贸cą się z powrotem do chrześcijańskich korzeni naszego kontynentu, to w tym ważnym momencie usłyszymy głośne non possumus." Pan Skalski pewnie odpowiedziałby na to swoim Pożyjemy, zobaczymy, ale nie powinien się przedwcześnie cieszyć ze stanowiska wyrażanego dotąd przez polski Episkopat. Kości贸ł zawsze wspiera działania integracyjne, bo w jego naturze leczy raczej łączenie niż dzielenie, ale dwa tysiąclecia historii musiały odcisnąć na praktyce Kościoła sw贸j ślad bacznego obserwatora rozgrywających się wok贸ł niego wydarzeń. Entuzjaści Unii bardzo chętnie cytują wybranych biskup贸w, byleby sprawa "poparcia Kościoła dla UE" nie ucichła. Świadczy to jednak tylko o instrumentalnym traktowaniu Kościoła Katolickiego - przemilcza się bowiem krytyczne wypowiedzi innych biskup贸w o Unii Europejskiej. To prawda, że jest oficjalnie obowiązujące stanowisko Episkopatu, ale "To jest kompromis. [...] Kompromis, bądźmy szczerzy, wszystkich nie zadowala. Polega na ustępstwach z obu stron." (abp Muszyński o dokumencie Episkopatu w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, 21.03.02 r.). Nie może też pan Skalski manipulować bezkarnie wypowiedzią bpa Nycza, że stanowisko Kościoła, Ojca Świętego, Episkopatu jest jednoznaczne. Skalski liczy na to, że Polak-katolik wywnioskuje z tego, iż w imię posłuszeństwa Kościołowi powinien opowiedzieć się za Unią. Ale jak wyraził się abp Muszyński: "nie m贸wimy ani za, ani przeciw, lecz podajemy kryteria wartościowania" (wywiad dla Rzeczpospolitej, 28.03.02 r.). Tak więc tylko w zakresie kryteri贸w wartościowania można uznać, że stanowisko jest jednoznaczne - a co do wyboru "za" albo "przeciw", Kości贸ł pozostawia to sumieniom katolik贸w. Pan Skalski nie oparł się pokusie obsmarowania ludzi Kościoła, gdyż jego zdaniem, starają się oni uniknąć wrażenia, że są euroentuzjastami, i stąd ich m贸wienie na obie strony. Gdyby się stosowali do nakazu: "tak, tak - nie, nie", może Radiu Maryja i "Naszemu Dziennikowi" byłoby trudniej zwalczać integrację z Unią, udając posłuszeństwo wobec Papieża i Kościoła. I tu wpadł Skalski we własne sidła, bo gdyby "ludzie Kościoła" mieli wybierać między "tak, tak - nie, nie", to zapewne usłyszałby gromkie "NIE!" - powinien pan Skalski przeczytać sobie fragmenty dokumentu Episkopatu wyrażające zaniepokojenie standardami etycznymi Unii. A poza tym, we wspomnianym przeze mnie wywiadzie dla Rzeczpospolitej - na zarzut, że "biskupi m贸wią Unii: tak, ale..." - abp Muszyńki odpowiedział właśnie: "Nie m贸wimy ani za, ani przeciw, lecz podajemy kryteria wartościowania". Niech więc pan Skalski łaskawie zamilknie w temacie posłuszeństwa Kościołowi, bo Radio Maryja i Nasz Dziennik - tak jak i wszyscy katolicy - mają prawo dokonywać własnej oceny UE na podstawie kryteri贸w wartościowania podanych przez Episkopat w oficjalnym dokumencie. Posłuszeństwo Kościołowi obowiązuje katolik贸w (i katolickie media) w zakresie wiary i jej dogmat贸w oraz etyki wypływającej z nauczania Kościoła. A na tym polu żadne z tych medi贸w jeszcze nie ogłosiło ani herezji, ani manifestu jakiejś nowej etyki. MILCZENIE SKALSKIEGOWiele istotnych kwestii pan Skalski w og贸le pomija, ale też i nie ma co się dziwić - entuzjaści Unii systematycznie te kwestie zbywają milczeniem, a gdy podnoszą je eurosceptycy, to są natychmiast ośmieszani lub marginalizowani. Każda z tych kwestii wymagałaby osobnego artykułu, więc ja zaledwie zasygnalizuję kilka najważniejszych. Użył pan Skalski raz pojęcia "nadrzędny interes narodu", ale chyba nie wie, co ono tak naprawdę oznacza. Nadrzędnym interesem narodu jest zapewnienie suwerennego trwania sobie i swojej tożsamości, a także swojej Ojczyźnie. Unia Europejska zdąża natomiast w kierunku ponadnarodowego superpaństwa, w kt贸rej zasadnicze kompetencje władzy zlokalizowane są centralnie dla całej UE. Tracimy więc suwerenność jako Nar贸d i jako państwo, a trąbienie o "zmierzchu państwa narodowego" jest niczym innym jak tylko socjotechnicznym chwytem. Nie istnieje też dla pana Skalskiego problem wykupu ziemi polskiej, ani rewizjonistyczne zapędy najsilniejszego członka Piętnastki, Niemc贸w. Po naszym wejściu do Unii stalibyśmy się wszak zaledwie jej regionem, a wtedy nietrudno przewidzieć, kto i w jakiej części Polski będzie najchętniej skupował ziemię i "żądał zwrotu" posiadanych przed wojną nieruchomości. W takich wypadkach wyższość nad naszym prawem będzie miało prawo unijne. Skalski nie podaje też entuzjastom Unii żadnych propozycji, jak mają sobie radzić z zarzutami eurosceptyk贸w wobec kwestii etycznych, moralnych i religijnych w Unii Europejskiej. Aborcja jest w większości kraj贸w Piętnastki legalna, a prawna akceptacja eutanazji i małżeństw homoseksualnych rozszerza się powoli na inne państwa. Kto wie, jaki "pasztet" przyjdzie nam przełykać w Unii? Zanosi się też, że nie będzie żadnego Invocatio Dei, czyli wezwania Imienia Bożego w przyszłej Konstytucji Unii Europejskiej - jeśli tw贸rcy tejże konstytucji nie czują się odpowiedzialni przed Bogiem, to jakież prawa i obowiązki nam zgotują?
Pan Skalski przemawia do nas z pozycji "realistycznego entuzjasty", ale niestety rozmija się z prawdą w kilku zasadniczych punktach, co pr贸bowałam sprostować w oparciu o og贸lnie dostępne informacje. Styl i argumenty Skalskiego są bardzo typowe dla środowiska Gazety Wyborczej: ośmieszyć i zmarginalizować przeciwnika, powtarzać pewne og贸lniki tak długo, aż Polacy uwierzą, że to chyba musi być prawda, a nade wszystko nie m贸wić o rzeczach niewygodnych. Skalski pr贸bował nam wytłumaczyć, po co i jak mamy wchodzić do Unii. Przyjrzawszy się jego argumentom zapytuję: No właśnie, i po co do tej Unii? Z kt贸rej strony by się nie przypatrzeć temu rzadkiemu darowi historii, to chce się powiedzieć "Nie, dziękuję! Poproszę coś innego!". Jeśli rząd polski twierdzi, że nie ma alternatywy, to jest rządem głupc贸w, bo prawdziwy polityk zawsze musi widzieć alternatywy. R贸wnie historyczną decyzją może być wym贸wienie Traktatu Stowarzyszeniowego i wypracowanie nowego układu o wymianie handlowej z Unią, ale już bez dążenia do członkostwa w niej. Podobny układ powinniśmy zawrzeć z Rosją, gdyż tak dużego sąsiada za płotem nie można po prostu ignorować. Swoje działania powinniśmy też oprzeć o szczeg贸lny układ z krajami CEFTA, a zwłaszcza z Ukrainą. Rząd (miejmy nadzieje, że nowy rząd to uczyni) powinien się przyjrzeć warunkom wsp贸łpracy z krajami NAFTA, gdyż to w tej wsp贸lnocie wzrost gospodarczy jest szybszy niż w krajach UE. Jest jeszcze cała reszta świata z prężnymi gospodarkami azjatyckimi. O tych alternatywach m贸wiono na II Konferencji Eurosceptycznej, jaka odbyła się 11.05.2002 roku w Warszawie. Ale pan Skalski raczej się nie ucieszył, że przeciwnicy Unii też mają swoje konferencje, skoro jego gazeta pisała o tym wydarzeniu tylko zdawkowo... Poza Unią Europejską jest jeszcze reszta świata... Nie ma powodu, dla kt贸rego mielibyśmy otworzyć się wyłącznie na Unię. Nasz skandaliczny bilans we wsp贸łpracy z nią oraz wynegocjowane nier贸wne warunki członkostwa wskazują, że Unia działa jak pompa ssąco-tłocząca - tyle że zasysa ona wszystko co może, a tłoczy z siebie niewiele. Powinni się takiemu "cudakowi" przyjrzeć nie tylko ludzie niezdecydowani co do swojego głosu w referendum, ale i zwolennicy Unii, kt贸rzy dali się omamić krągłym banałom o "awansie cywilizacyjnym", głoszonym przez naszą "elytę polityczną" oraz pana Skalskiego i jego środowisko.
Małgorzata Kamyk Małgorzata Kamyk , Redakcja Naszej Witryny, 2002-08-14 |