nasza witryna CZARNE ŻNIWA INTEGRACJI


 

Z raportu przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej wynika, że poseł Jan Łopuszański miał rację, przestrzegając polskich rolnik贸w przed likwidacją większości polskich gospodarstw rolnych. Około 3/4 polskich gospodarstw rolnych, a jest ich blisko 2 mln, nie będzie w stanie sprostać konkurencji, jeśli Polska wejdzie do UE - głosi unijny raport, ujawniony we wtorek przez "Rzeczpospolitą". "Rewelacje" z Brukseli, podane w momencie najgorętszej debaty na temat unijnej pomocy dla polskiego rolnictwa, pochodzą w rzeczywistości... z października. W zeszłym tygodniu zbliżone dane podał z m贸wnicy sejmowej poseł LPR.

Eksperci w tej dziedzinie doskonale orientują się w skali katastrofy, jaka czeka rolnik贸w. Natomiast rząd i większość polityk贸w milczą w tej sprawie. Sporządzony przez profesora Alaina Pouliquen raport dla Komisji Europejskiej, dotyczący skutk贸w integracji z Unią Europejską dla rolnictwa z kraj贸w Europy Środkowej, nie pozostawia cienia wątpliwości: setki tysięcy rolnik贸w stracą pracę.

Aby osiągnąć połowę wydajności w UE, należałoby, według raportu, zlikwidować 4 miliony miejsc pracy w rolnictwie. Autor zaznacza, że problem dotyczy szczeg贸lnie Polski i Rumunii, kt贸ra jednak na szybkie członkostwo nie liczy. "Przy obecnej sytuacji i wpływowym lobby rolniczym może to pociągnąć polityczne ryzyko dla rozszerzenia UE" - głosi teza raportu. Wygląda zresztą na to, że tylko polski rolnik stoi na przeszkodzie. Podobne zagrożenie dla rolnictwa na przykład Węgier i Czech jest znacznie mniejsze, stwierdza profesor Pouliquen.

Autor raportu nie poprzestaje zresztą na wyliczeniach. Pojawiają się r贸żne propozycje dotyczące przyszłości polskiego rolnictwa. Jedną z nich jest postulat wydłużenia minimalnego okresu dzierżawy tak, żeby skonsolidować rolne obszary dzierżawy. Starsi rolnicy muszą być zmotywowani do odstępowania ziemi, proponuje profesor Pouliquen. Według niego, od takiej zgody mogłoby być uzależnione przyznanie świadczenia emerytalnego.

W krajach Europy Środkowej tylko nowoczesne gospodarstwa hodowlane z wysoką wydajnością będą mogły sprostać konkurencji, normom sanitarnym i weterynaryjnym na wsp贸lnym rynku UE. Dlatego przewiduje się spadek produkcji w tych krajach, szczeg贸lnie w Polsce. Unijni farmerzy mogą spać spokojnie, bo przez wyłączenie rolnictwa państw - nowych członk贸w z dopłat kompensacyjnych eliminuje się ryzyko powstawania nadwyżek produkcyjnych w tych krajach. Nie obawiają się też cenowej konkurencji polskiego mleka czy hodowc贸w. Wystarczy wprowadzić wyg贸rowane unijne standardy, ograniczone kwoty produkcyjne i konkurent zniknie z rynku, r贸wnież polskiego. Co więcej, taka sytuacja otworzyłaby rynki zbytu dla produkcji unijnych farmer贸w.

Nie tak dawno prestiżowy "The Economist" szacował liczbę zlikwidowanych polskich gospodarstw na około 0,5 mln. W zeszłym tygodniu poseł Jan Łopuszański m贸wił w sejmowym wystąpieniu na temat pilnego referendum w sprawie przystąpienia Polski do UE o 1,3-1,8 mln zagrożonych gospodarstw. Uśrednienie tej liczby daje wynik niemal identyczny do unijnego raportu.

Miliardy w wyobraźni

Negocjacje akcesyjne wchodzą w jeden z najbardziej czułych obszar贸w - w kwestie finansowe. Unia starała się tę chwilę odkładać w czasie i dopiero teraz ma przedstawić swoje wsp贸lne stanowisko w sprawach, kt贸re pociągają następstwa finansowe. Do końca stycznia Komisja Europejska ma przygotować propozycje wsp贸lnego stanowiska w kwestiach: budżetu, funduszy strukturalnych, rolnictwa i dopłat bezpośrednich. Potem te propozycje zaakceptować musi 15 państw UE. Do tej pory opinia publiczna, a przede wszystkim gł贸wni zainteresowani, rolnicy, łudzeni byli miliardami euro mającymi płynąć do Polski po wejściu do UE. Tak jednak nie będzie. Od początku wiadomo było, że polski rolnik nie może liczyć na takie samo traktowanie i r贸wne wielkości dopłat bezpośrednich, jakie otrzymuje rolnik z Unii.

Jeszcze w połowie lat 90. planowano nie obejmować rolnik贸w z nowo przyjętych państw mechanizmem dopłat bezpośrednich. Dopłaty stanowią połowę unijnego budżetu, czyli około 50 mld euro, jednak wszystko wskazuje, że Polacy mogą dostać tylko okruchy ze stołu. Stanie się tak przy r贸wnoczesnym otwarciu polskiego rynku na wszystkie produkty rolne z kraj贸w UE i podniesieniu stawki podatku VAT na żywność do 7 proc. Zresztą sami będziemy musieli też płacić składkę do budżetu UE.

Podyktują nam warunki

W zeszłym tygodniu hiszpański minister rolnictwa Miguel Arias Canete stwierdził, że nowi członkowie powinni dostawać maksymalnie
30 proc. tego, co unijni, a okres dochodzenia do pełnego korzystania z dopłat powinien trwać co najmniej 5 lat. Hiszpanie są tymi, kt贸rzy mogą stracić sporo na rozszerzeniu UE o nowych członk贸w, a ponieważ aktualnie przewodniczą Unii, mają stosunkowo dużo do powiedzenia.

Pomysł zr贸wnania wielkości dopłat dla zachodnich i środkowoeuropejskich rolnik贸w zaraz po rozszerzeniu UE skrytykował w ostatni weekend r贸wnież unijny komisarz ds. rolnictwa Franz Fischler. Większej pomocy dla polskiego rolnictwa sprzeciwiać się będzie r贸wnież Francja, największy beneficjent unijnej polityki rolnej, ze względu na tegoroczne wybory w tym kraju. Gdyby Polska dostała pełne kwoty dopłat bezpośrednich zaraz po przyjęciu, nie byłoby bodźca do restrukturyzacji sektora rolniczego, powiedział w zeszłym tygodniu jeden z unijnych przedstawicieli. Nier贸wne traktowanie polskich rolnik贸w oznacza, że dystans między polskim a unijnym rolnictwem nie tylko się nie zmniejszy, ale wręcz pogłębi. Na unijne pieniądze, po spełnieniu odpowiednich kryteri贸w, mogliby zatem liczyć nieliczni, stopniowe dochodzenie do tak zwanych "pełnych korzyści" może się zresztą szybko skończyć, ponieważ dopłaty przewidziane są w unijnym budżecie do końca 2006 roku. Potem trzeba byłoby negocjować wszystko od nowa.

Piotr Wesołowski, Nasz Dziennik, 2002-01-17

powrot