|
Z Bogdanem Pękiem (PSL), członkiem sejmowej Komisji Europejskiej rozmawia Teresa W贸jcik |
|
- Im bliżej terminu "akcesu" Polski do UE tym - wbrew propagandzie rządu - dla nas gorzej. Jak naprawdę wyglądają kwestie podstawowe dla bytu narodowego - perspektywy polskiej wsi i własności ziemi? - Gdyby miało być tak, że zaproponowane przez Komisję Europejską warunki negocjacyjne w sprawach rolnictwa nie ulegną zasadniczej poprawie na korzyść Polski, to szykuje się dramat o charakterze i wymiarach historycznych. Mamy sytuację, w kt贸rej przy jednolitym rynku - a więc bez barier celnych - będziemy otrzymywać za por贸wnywalnej jakości produkty znacznie niższe dopłaty bezpośrednie, co z kolei spowoduje całkowite załamanie opłacalności produkcji rolnej. Zwłaszcza zboża. A to w bliskiej perspektywie oznacza, w ciągu 2- 3 lat, utratę własności ziemi. Tego nie może zaakceptować żaden Polak. - Jak konkretnie wygląda mechanizm tej swoistej agresji ekonomicznej UE przeciwko Polsce? - Zał贸żmy, że mamy dwa gospodarstwa o identycznym charakterze, areale, technologii i specjalności produkcji rolnej. Powiedzmy, że uprawiają pszenicę i liczą po 100 ha, tyle że po dw贸ch r贸żnych stronach Odry. Gospodarstwo po stronie niemieckiej otrzyma 100 proc. dopłaty bezpośredniej do plonu 60 q z jednego ha. Gospodarstwo polskie zaś - 25 proc. do 29,6 q z hektara, gdyż taki zaproponowano Polsce "plon referencyjny". Jeżeli polski rolnik wyprodukuje powyżej tej granicy - wtedy żadna dopłata do nadwyżki mu nie przysługuje. Co oznacza, że przy produkcji 60 q z hektara otrzyma dopłaty 12,5 proc. I to jest ten mechanizm podboju Polski. - Podboju, kt贸ry zlikwiduje polską zdrową pszenicę, zastępując ją niemiecką, zawierającą więcej "chemii"... - Ale zał贸żmy nawet, że towar jest por贸wnywalny i pod tym względem. Nie zmienia to faktu, że na rynku europejskim polska pszenica będzie zawsze droższa o tę r贸żnicę w dotacjach. - Ale "ekonomiści" od Balcerowicza powiadają, że to świetnie, bo polski rolnik obniży koszty... - Są to bzdury, my i tak mamy koszty niższe niż po stronie niemieckiej. Powtarzam: na rynku, na skutek r贸żnicy w wysokości dotacji, nikt nie kupi polskiego, droższego, zboża. A jeśli polskie gospodarstwo nie sprzeda go w ciągu roku - dw贸ch, zbankrutuje. To znaczy, że zostanie przejęte przez banki kredytujące rolnika. Żadna ustawa nie ochroni tego gospodarstwa. Nie pomoże żaden okres przejściowy w nabywaniu ziemi przez cudzoziemc贸w, bo to wszystko nie chroni bankrut贸w. A bankruci będą zjawiskiem masowym. Przykład, jaki podałem, będzie dotyczyć wszystkich polskich produkcyjnych gospodarstw rolnych. Staną się one przedmiotem "megaspekulacji", a Polacy masowo utracą ziemię. - Czekają nas "bankowe rugi"? - Tak, to byłby pomysł, jak szybko i bezboleśnie pozbawić Polak贸w ziemi. Uderzenie jest wymierzone nie w drobne gospodarstwa, kt贸re mają być restrukturyzowane, ale właśnie w najlepsze, konkurencyjne, produktywne i ekologiczne. To jest pomysł szatański, a jego efekt będzie porażający. Żeby zakończyć ten wątek rolnictwa - jeżeli się przegrywa negocjacje w obszarze rolnictwa, to przegrywa się całość negocjacji. Przecież przeszło połowa budżetu Unii Europejskiej to jest budżet rolny. - A co z konkurencją, podstawą wolnego rynku? - To kolejny skandal. Przykład nieprawdopodobnego zakłamania UE, kt贸rej fundamentem było stworzenie jednolitych zasad konkurowania na wsp贸lnym obszarze celnym. Takie warunki uzyskiwały wszystkie państwa przystępujące do UE. Dopiero teraz, gdy ma nastąpić poszerzenie Unii, proponuje się nowym państwom członkowskim warunki z g贸ry nier贸wne, sprzeczne z zasadami UE, z zasadą r贸wności konkurowania. Przy takim łamaniu tych zasad cała ideologia europejska wali się w gruzy. Okazuje się, że cenę za konieczne skądinąd zreformowanie Unii mają zapłacić państwa nowoprzyjęte, a w ponad połowie Polska. Przecież to my stanowimy połowę potencjału obszarowego, ludnościowego, przemysłowego itd. państw aspirujących do Unii. Te pomysły są niebywałe i nie do przyjęcia. Do tego trzeba dodać, że "plony referencyjne", czyli te, kt贸re będą obowiązywać jako rozliczeniowe, są niższe niż przeciętnie osiągane przez polskich rolnik贸w. A to znaczy, że chcą nas "oskubać" dodatkowo przy r贸żnicy w wysokości plon贸w. - Co to praktycznie znaczy? - M贸wią nam: możecie sobie produkować 60 q z ha. My wam i tak dopłacimy tylko do 30q. Limity w produkcji masła, mleka, mięsa itd. są już ustalone w skali całej Polski na poziomie znacznie niższym niż nasze możliwości produkcyjne. A przecież i tak nasze rolnictwo ma spadek produkcji w stosunku do 1990 r. o jedną trzecią. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że chodzi tu o maksymalne i trwałe ograniczenie zdolności produkcyjnych polskiego rolnictwa, aby przejąć możliwie największą część polskiego rynku. W przełożeniu na język polityczny znaczy to, że Polska z państwa samowystarczalnego w produkcji żywności - stanie się państwem trwale zależnym od importu żywności. - A sytuacja w innych gałęziach gospodarki? - Jest podobna i poddana temu samemu mechanizmowi. Weźmy choćby 22-procentowy podatek VAT w budownictwie i założenie, że dostęp do rynku pracy w Austrii, Niemczech i Szwecji jest ograniczony przez siedem lat. Są to warunki, w kt贸rych ponad połowa polskich małych firm handlowych, produkcyjnych i usługowych nie wytrzyma konkurencji firm europejskich, zwłaszcza wobec kolosalnej technologicznej przewagi tych firm. Będą więc masowe upadłości i dalszy gwałtowny wzrost bezrobocia. Do tego trzeba jeszcze dopisać żądanie wpłaty pełnej składki, około 2,5 mld euro. Jako jedyny i wątpliwy plus mamy bardzo mgliste obietnice funduszy unijnych, ale korzystanie z nich będzie bardzo ograniczone niewydolnością naszego systemu finansowego. Najpierw bowiem trzeba wyłożyć środki własne, a w przypadku "Sapardu" najpierw trzeba wydać całość własnych środk贸w, potem je rozliczyć i dopiero wtedy można otrzymać zwrot połowy. To jest obraz dramatyczny. Takie warunki stawia się państwu, kt贸re wywołało i przegrało wojnę, więc musiało podpisać bezwarunkową kapitulację. Po czym obciąża się je reparacjami wojennymi. Nie wolno natomiast tak potraktować państwa suwerennego, kt贸re podpisuje jakiś układ dobrowolnie i ma prawo - jak i druga strona - do korzyści, do występowania na dużym europejskim rynku przy r贸wnych możliwościach konkurowania. (Traktują nas tak, bo sobie na takie traktowanie pozwalamy. I nie ma powodu żeby winić za to stronę unijną. Tak samo jak przy każdej innej transakcji, każda strona stawia swoje warunki, dla niej najkorzystniejsze. Natomiast można, a wręcz należy, obarczać winą kolejne rządy RP za to, że nieudolnie prowadząc negocjacje z UE doprowadziły kraj do ruiny gospodarczej, a frymarcząc naszą suwerennością, popełniają zdradę stanu. Redakcja "Naszej Witryny" - To wszystko wyszło przy ostatnich negocjacjach z komisarzem Unii w Warszawie? - Rzeczywiście, komisarz Verheugen, kt贸rego gościła sejmowa Komisja Europejska potraktował polskich parlamentarzyst贸w jak ludzi niedouczonych, nie dorosłych do dyskusji. Padały wręcz słowa o "niezbyt mądrych posłach". Ale gdy przychodziło do konkret贸w - oświadczył, że jeśli chcemy r贸wności, to we wszystkich obszarach, np. r贸wnież w ochronie środowiska. To był argument wykrętny, bowiem tu standardy UE są tak kosztowne, że przekraczają możliwości nie tylko Polski, ale i bardzo wielu państw już należących do Unii. Gdyby trzymać się tych standard贸w - byłaby to klęska dla gospodarki i finans贸w tych państw. W dodatku stopniowe dochodzenie Polski do wymaganego poziomu norm ekologicznych nie obciąża finansowo UE. Natomiast stosowanie rażąco nier贸wnych dopłat, choćby do rolnictwa czy wprowadzenie i utrzymanie VAT w budownictwie i sektorze materiał贸w budowlanych w skali dużo wyższej niż średnia w Unii - powodują dla nas skutki tragiczne, o czym już powiedziałem. To jest traktowanie Polak贸w jak zap贸źnionych w rozwoju obywateli Trzeciego Świata, a nie jak partner贸w. - Podobno komisja doświadczyła czegoś w rodzaju szantażu? - Tak, pan komisarz powiedział nam, że jeśli Polska nie przystąpi do UE teraz, to potem będzie przyjęta za 20 lat. Na taką pr贸bę szantażu nie może sobie pozwolić żadne suwerenne państwo, kt贸rym przecież jeszcze jesteśmy. Jeśli nas szantażują, to muszą się liczyć, że Polska powie "nie". Wbrew r贸żnym hołdownikom Unii Polska nie jest bezbronna. Dzięki naszemu importowi (rozdętemu!) utrzymujemy w państwach UE p贸łtora miliona miejsc pracy. Kosztem wzrostu bezrobocia u nas. Jeśli Polska będzie świadoma strat, jakie poniesie - zostanie zmuszona, aby wypowiedzieć układ przedakcesyjny i zrewidować swoje stosunki handlowe z Unią. Kraje UE odnoszą przecież niemałą korzyść z naszego deficytu handlowego w wysokości 10 mld dolar贸w rocznie. Jeśli zrewidujemy ten układ - to uderzymy dotkliwie w gospodarkę unijną, zwłaszcza zaś w gospodarkę niemiecką. Skończą się sny niekt贸rych środowisk niemieckich o przejęciu za bezcen polskiej ziemi, szczeg贸lnie na zachodzie kraju. - Tu już weszliśmy w obszar problem贸w co Polska ma zrobić, aby bronić swoich najżywotniejszych interes贸w? - Muszę podkreślić to, czego nie wolno nam zrobić. Rząd polski, odpowiedzialny za negocjacje nie może co drugie zdanie stwierdzać, że jest zdeterminowany wejść do Unii z dniem 1 stycznia 2004 r. praktycznie na każdych warunkach, a więc takich, kt贸re spowodują pogorszenie warunk贸w życia dużej części polskiego społeczeństwa. W Brukseli to stanowisko utrwala przekonanie, że SLD-owski rząd zgodzi się na każde warunki Unii, podobnie jak kiedyś przed zmianą szyldu i politycznej busoli godzili się na dyktat Moskwy. To uniemożliwia jakiekolwiek prawdziwe negocjacje, a takie możliwości, nawet patrząc bardzo krytycznie, jednak są. Moim zdaniem UE już podjęła polityczną decyzję o poszerzeniu i wycofać się z niej nie bardzo może. A trudno sobie wyobrazić poszerzenie bez Polski, kt贸ra stanowi połowę potencjału państw pretendujących do UE. Nasze położenie geopolityczne też jest najbardziej interesujące. Trzeba więc stawiać Unii wysoką cenę, zamiast godzić się na bezwzględny wyzysk. Chyba że Brukseli chodzi nie o poszerzenie, a właśnie o ten wyzysk. - Wtedy trzeba powiedzieć "nie"? - Tak jest! Wtedy trzeba bardzo poważnie zastanowić się nad alternatywną. Naturalnie nie "białoruską", jak z upodobaniem twierdzi SLD. Konieczne jest obecnie uczciwe informowanie rodak贸w. Podawanie do wiadomości opinii publicznej, co oznacza zgoda na warunki i żądania unijne. Tym bardziej że prowadzona jest tendencyjna kampania "informacyjna", a w istocie propagandowa w mediach publicznych i za publiczne pieniądze. W ten spos贸b społeczeństwo nie ma szans dowiedzieć się jaki jest bilans zysk贸w i strat. A jest przerażający. Pod koniec tego roku UE sformułuje ostateczne stanowisko i będzie musiał się wypowiedzieć o nim rząd. O ile ja dobrze odczytuję fakty, to Unia stanowisko już ma i go nie zmieni w spos贸b istotny. Rząd postkomunist贸w jednak powie, że wchodzimy, i w贸wczas społeczeństwo będzie musiało rozstrzygnąć w referendum. I głosować przeciw. Nie ma innej drogi. Ostrzegam - nie żadna absencja, nie żadne skreślanie obu pytań. Nar贸d Polski nie może akceptować tak fatalnych warunk贸w w sytuacji decyzji nieodwracalnej. Nie może akceptować warunk贸w neokolonialnych. Słowem żaden polski patriota, kt贸ry rozumie co leży w interesie tych i następnych pokoleń, takich warunk贸w zaakceptować nie może. To byłaby Targowica! - Dziękuję za rozmowę. Wyr贸żnienia i komentarz w tekście pochodzą od red. Naszej Witryny.
Z Bogdanem Pękiem (PSL), członkiem sejmowej Komisji Europejskiej rozmawia Teresa W贸jcik, Nasza Polska Nr. 30, 2002-07-24 |