|
|
|
Rezolucja Parlamentu Europejskiego z 2 lipca br., wzywająca państwa kandydujące między innymi do legalizacji zabijania nienarodzonych dzieci, spotkała się z rozmaitymi ocenami r贸wnież przeciwnik贸w tego dokumentu. Widoczne to już było w wypowiedziach samych parlamentarzyst贸w. Chociaż 240 z nich nie poparło rezolucji, to jednak - jak świadczy stenogram posiedzenia - uczynili tak niejednokrotnie z niewłaściwych powod贸w. Skoro decyzja Parlamentu Europejskiego agitowała na rzecz oczywistej zbrodni, to jedyną właściwą racją odrzucenia tej propozycji może być tylko sprzeciw wobec zła czynu, kt贸rego nikt nigdy nie powinien dokonywać. Jeśli zatem część przeciwnik贸w rezolucji głosowała z innych powod贸w, to nie spos贸b ich traktować jako sojusznik贸w "cywilizacji życia". Jakie to były powody? Jakie wnioski należy wyciągnąć z dyskusji w Parlamencie (i poza nim), kt贸ra zamanifestowała tragiczny stan europejskich sumień? Niestety, jesteśmy świadkami interpretowania tych wydarzeń także dla prounijnej propagandy. Granice Unii czy granica pomiędzy dobrem i złem?Część przeciwnik贸w rezolucji wskazywała na szkody, jakie może ona aktualnie przynieść zamiarowi rozszerzenia UE o nowe państwa. Ta argumentacja szczeg贸lnie widoczna była w wypowiedzi Avril Doyle (z połączonej grupy Chrześcijańskich Demokrat贸w i Europejskich Demokrat贸w; pochodząca z Irlandii), kt贸ra zwr贸ciła się z prośbą - w imieniu własnym i "koleg贸w" ("koleżanek") - do Parlamentu, aby nie przyjął rezolucji. Zdaniem bowiem tej grupy parlamentarzyst贸w, spowoduje ona ogromną szkodę: zaszkodzi rezultatowi zbliżającego się kolejnego referendum w Irlandii dotyczącego Traktatu z Nicei oraz utrudni prounijnym politykom w trzech krajach kandydujących przekonanie obywateli do integracji z Unią. Taki zatem - wedle tych parlamentarzyst贸w - jest pow贸d, dla kt贸rego należy aktualnie zrezygnować z rezolucji. Wprawdzie 280 parlamentarzyst贸w, kt贸rzy tej prośby nie wysłuchali - opowiadając się w głosowaniu za zabijaniem nienarodzonych dzieci - wcale nie okazało się bohaterami moralności, wybierając to, co bezwzględnie złe, to jednak całkiem trafnie rozeznawali, że granica między dobrem i złem moralnym jest ważniejsza niż granica Unii Europejskiej. Innymi słowy: być moralnie złym to coś niepor贸wnywalnie gorszego, niż... nie być obywatelem Unii. Z pewnością zatem w omawianym głosowaniu w Parlamencie Europejskim losy rozszerzenia Unii Europejskiej były całkowicie drugorzędne w stosunku do ciężaru gatunkowego moralnej decyzji poparcia zbrodni. Jakże więc można m贸wić, że rezolucja zaszkodzi polskiej batalii o zdobycie "serc i umysł贸w" dla idei przyłączenia się do UE? Kompetencje UE?W głosach wielu przeciwnik贸w podjętej rezolucji (między innymi A. Doyle) bardzo często pojawiał się też argument, że decyzja ta godzi w fundamentalną zasadę Unii Europejskiej - nieingerowania w sprawy pozostające w kompetencji państw członkowskich. Co do problemu naruszania owej zasady wypowiedział się w imieniu Komisji Europejskiej przybyły chyba specjalnie na tę okoliczność komisarz David Byrne (z Wielkiej Brytanii). Z jego wyjaśnienia wynika, że przyjęcie rezolucji nie łamałoby zasady podporządkowania, jeśli dokument byłby adresowany do poszczeg贸lnych państw Unii (i państw kandydujących). Natomiast niewłaściwe byłoby adresowanie rezolucji do Unii Europejskiej, a zatem oczekiwanie jakiś rozstrzygnięć na tym poziomie (warto przy okazji zauważyć, że jak dotąd żaden z rząd贸w państw członkowskich Unii i państw kandydujących nie zaprotestował przeciwko złożonej mu propozycji). Komisarz zatem nie tyle zakwestionował sensowność (niezgodność z kompetencjami Parlamentu Europejskiego czy unijnym prawem) akcji podjętej w Parlamencie Europejskim, ale uściślił jej adresata. Niestety, dla prounijnej propagandy wykorzystuje się w naszym kraju i omawianą debatę, twierdząc, że głosujący byli świadomi łamania unijnego prawa. Wynikałoby stąd, że unijne prawo jest w porządku, natomiast jak zawsze zawiedli ludzie... Myślę, że kompetentna wypowiedź komisarza Unii nie pozostawia miejsca na tę interpretację. Co jakiś czas ktoś nas zapewnia, że Unia Europejska pozostawia krajom członkowskim wolną rękę w prawnej regulacji dotyczącej tzw. aborcji. Po pr贸bach zmuszenia polskiej delegacji na spotkaniu ONZ w Nowym Jorku (poświęconemu sprawozdaniu z realizacji postanowień zapadłych podczas konferencji w Pekinie w 1995 r.) do głosowania wedle życzeń Unii, Rada Unii Europejskiej - zapytana o to przez niekt贸rych parlamentarzyst贸w (Parlamentu Europejskiego) - wydała nawet oświadczenie, w kt贸rym zapewniano, że sprawa ta pozostaje poza kompetencjami UE i zakaz tzw. aborcji nie stanowi przeszkody w przystąpieniu do Unii (zob. www.spuc.org/news 6 IV 2001). W oświadczeniu tym nie tylko niepokojące jest to, że zakłada ono, iż zalegalizowanie w jakimś kraju zabijania niewinnych i bezbronnych dzieci nie stanowi żadnej przeszkody w przyłączeniu się do Unii Europejskiej (czy taką przeszkodą nie byłoby także legalne w jakimś kraju zabijanie np. Żyd贸w, co miało miejsce na dzisiejszych terenach Unii Europejskiej), ale także brak jakiegokolwiek uzasadnienia tego twierdzenia, chociaż powinno zostać podane. Tym razem podczas omawianej debaty w Parlamencie Europejskim takie wyjaśnienie pojawiło się. Komisarz Byrne niejako palcem wskazał, z jakiego to powodu rozstrzygnięcia prawne, dotyczące tzw. aborcji, pozostają, jego zdaniem, poza kompetencjami Unii. Czy zatem - jak na podstawie tej wypowiedzi twierdzą prounijni orędownicy - możemy już spokojnie wkroczyć do UE, bo przynajmniej pod tym względem zachowamy suwerenność decyzji? Nie sądzę. Dlaczego więc, wedle tego wyjaśnienia Komisji Europejskiej, Unia nie ingeruje w rozstrzygnięcia poszczeg贸lnych państw dotyczące tzw. aborcji? Zabijanie problemem medycznym?Wedle komisarza, powodem tym jes t fakt, że w art. 152(5) Traktatu z Maastricht wyraźnie zapisano, że dziedzina zdrowia publicznego pozostaje w kompetencji państw członkowskich. Komisarz zatem uznał za oczywiste założenie, że zabijanie nienarodzonych dzieci to problem z dziedziny zdrowia, a o to mają się troszczyć poszczeg贸lne państwa, a nie UE. To założenie jednak nie jest oczywiste. Hannah Arendt w swojej relacji z procesu Eichmanna odnotowała fakt, iż dr
Servatius, niemiecki prawnik broniący Eichmanna, utrzymywał przed sądem, iż
oskarżony nie jest odpowiedzialny za "gromadzenie szkielet贸w, sterylizację,
zabijanie gazem i podobne kwestie medyczne" (H. Arendt, Eichmann w Jerozolimie).
Kiedy sędzia zwr贸cił mu uwagę na to, że się przejęzyczył, określając zabijanie
gazem jako "kwestię medyczną", dr Servatius odpowiedział: "Było kwestią
medyczną, ponieważ przygotowali je lekarze. Chodziło o zabijanie, a zabijanie to
też kwestia medyczna". Arendt dodaje: "I może po to, żeby mieć absolutną
pewność, iż sędziowie w Jerozolimie zapamiętają raz na zawsze, w jaki spos贸b
Niemcy - zwyczajni Niemcy, nie zaś byli członkowie SS lub nawet partii
nazistowskiej - mogą jeszcze dzisiaj zapatrywać się na czyny, kt贸re w innych
krajach określa się mianem zbrodni - powt贸rzył to zdanie w swoich 'Uwagach o
wyroku pierwszej instancji' przygotowanych na rozprawę rewizyjną przed Sądem
Najwyższym: stwierdził ponownie, że to nie Eichmann, tylko jeden z jego
podwładnych (...) 'zajmował się zawsze kwestiami medycznymi'". Z wypowiedzi komisarza wynikało, że UE nie pozostawia jednak wszystkich spraw dotyczących "zdrowia" (w tym kontekście chodziło o tzw. aborcję) tylko gestii państw członkowskich. Przypomniał bowiem raport Komisji Europejskiej nt. "Stanu zdrowia kobiet we Wsp贸lnocie Europejskiej". Przywołanie tego dokumentu w debacie Parlamentu Europejskiego na temat tzw. aborcji wskazuje, że ma on udowadniać, że UE troszczy się nie tylko o zapotrzebowanie europejskich kobiet na witaminy A, B i C, ale o jakieś niedomagania odnośnie do "zdrowia reprodukcyjnego". Niedomaganie tego "zdrowia" - wyjaśniam tym wszystkim, kt贸rzy jeszcze nie nauczyli się tej nowomowy, rodem z III Rzeszy (Republiki Higieny Rasowej), ale odświeżonej przez ONZ (między innymi przez WHO) - polega nie tyle na trudności np. w bieganiu, m贸wieniu czy słyszeniu, ale w trudności w zabiciu swojego nienarodzonego dziecka. Najkr贸cej m贸wiąc, komisarz złożył jednak jakieś zawoalowane obietnice niepomijania problem贸w "zdrowia reprodukcyjnego" w pracach Komisji Europejskiej. O niekt贸rych tych przedsięwzięciach pisałem w "Naszym Dzienniku". Niestety, żadnego zainteresowania nie wzbudziła np. podana przeze mnie informacja, że nie tylko Parlament Europejski, ale także Komisja Europejska oraz Rada Unii Europejskiej zaaprobowały budżet Unii na lata 2002-2006, a w nim - zabijanie nienarodzonych dla celu pobrania tzw. macierzystych kom贸rek zarodkowych (wykorzystywanych w badaniach nad transplantacjami). Czyżbyśmy r贸wnież uwierzyli - skoro milczymy w tej sprawie - że dla zdrowia wolno wszystko? Obywatelskie nieposłuszeństwo?Jak wiemy, pomimo apeli o rezygnację parlamentarzyst贸w z dopominania się o tzw. legalną aborcję w każdym państwie UE, większość reprezentant贸w obywateli Unii okazała się w Parlamencie niewrażliwa na podane argumenty, włącznie z argumentem naruszania prawa ustanowionego we Wsp贸lnocie. Wprawdzie wybrali poparcie zbrodni, to jednak pośrednio uznali, że formułowane przez człowieka prawa nie stanowią ostatecznego kryterium wartości działania. W przypadku niezgodności prawa z odczytaną przez rozum obiektywną rzeczywistością obowiązkiem moralnym jest "obywatelskie nieposłuszeństwo" (szczeg贸łowe rozwiązania w przypadku sytuacji "pseudoprawa" formułował św. Tomasz). Tyle tylko, że nigdy i nigdzie to "obywatelskie nieposłuszeństwo" nie obejmuje poparcia zbrodni! Zgodzić się zatem należy, że Parlament Europejski miał obowiązek wypowiedzieć się w sprawie tzw. aborcji i jej legalizacji. Miał jednak obowiązek wypowiedzieć się przeciwnie do tego, jak się wypowiedział! Jeśli wobec kogoś dokonywana jest zbrodnia, to na sumieniu świadk贸w tego czynu wcale nie ciąży nadrzędny obowiązek niewtrącania się do "nie swojego interesu". Przeciwnie - ciąży bezwzględny obowiązek wszelkimi siłami (bez uciekania się jednak do środk贸w uznawanych zawsze i wszędzie za niegodziwe) powstrzymania tej zbrodni albo przynajmniej wyrażenia wobec niej sprzeciwu. A zatem na Parlamencie Europejskim wciąż ciąży poważny, jeszcze niewypełniony obowiązek potępienia zbrodni tzw. aborcji (i jej legalizacji), zwłaszcza jednak odnośnie do rejonu powierzonego pieczy owych polityk贸w UE. Ci, co milczeli np. w czasie holokaustu, zasłaniając się zasadą niewtrącania się w nie swoje sprawy, są oczywiście wsp贸łwinni dokonanych zbrodni, tak jak ci, kt贸rzy ją wprost poparli. Drogą patrona polityk贸wObchodzone niedawno wspomnienie św. Tomasza More'a - uznanego przez Jana Pawła II za patrona polityk贸w - daje nam wskaz贸wkę r贸wnież i odnośnie do tej najważniejszej w tej chwili decyzji politycznej, jaką jest sprawa integracji Polski z Unią Europejską. Rozstrzygnie ona o przyszłości naszej Ojczyzny, nas samych, naszych dzieci i wnuk贸w. Patron polityk贸w z pewnością i w tej sprawie ma nam wiele do powiedzenia, r贸wnież w kontekście wydarzeń w Parlamencie Europejskim. Tomasz Morus jest wzorem dla polityk贸w nade wszystko jako bezkompromisowy świadek prawdy. Jan Paweł II określił go (5 listopada 2000) jako "nade wszystko niedopuszczającego nigdy kompromis贸w z własnym sumieniem". "Świadek prawdy", czyli niedopuszczający do kompromis贸w z własnym sumieniem, to wpierw ten, kto chce poznać prawdę. Taka chęć przyświecała decyzji Tomasza Morusa. W liście z więzienia skierowanym do swojej c贸rki pisał: "szukałem nie w spos贸b powierzchowny wskaz贸wki sumienia w tej sprawie, ale przez wiele lat studi贸w i wnikliwych dociekań". Czy zatem troszczymy się o rzetelne poznanie tego, co się dzieje w UE? Czy też zadowalamy się komunikatami wielkich agencji prasowych? Czy wiemy na przykład, że katolicka Irlandia wcale nie jest swobodna w swojej prawnej ochronie nienarodzonych, jak to ostatnio nam się kilkakrotnie błędnie podpowiada? Wystarczy tylko doczytać Traktat z Maastricht do końca - nie tylko Protok贸ł nr 17 - ale także bardzo pouczający fragment zatytułowany: Uroczysta Deklaracja. Nie dostrzega się też zobowiązania UE do finansowania proaborcyjnej polityki w krajach rozwijających się. Nic się nie wie o dokumentach zobowiązujących państwa członkowskie do finansowania proaborcyjnych organizacji (np. UNFPA i IPPF). Czy wiemy też o wspomnianym przygotowywanym obowiązku finansowania krwawych eksperyment贸w na ludzkich embrionach? Jakże zatem możemy być następcami św. Tomasza More'a w sprawie integracji, skoro nie troszczymy się o poznanie tej prawdy? "Świadek prawdy" z pewnością r贸wnież chce ją poznać w porę, czyli wtedy,
kiedy prawdę jeszcze można wcielić w czyn, a nie "po szkodzie"... Wyr贸żnienia w tekście pochodzą od red. Naszej Witryny. Dr. Marek Czachorowski, Nasz Dziennik, 2002-07-10 |