nasza witryna Referendum - głos ludu?


 

Wojciech Jagielski napisał przed paroma miesiącami w "Gazecie Wyborczej" takie oto zdanie: "W poradzieckiej Azji Środkowej żaden z władc贸w nie wzywa ludzi do urn, jeśli nie ma pełnej gwarancji, że wygra". Podobne myślenie bliskie jest wielu eurokratom, ale nie są tak doskonali jak prezydenci "republik" azjatyckich i popełniają błędy, za to uparcie dążą do celu, nie przejmując się przegranymi referendami. Minister spraw zagranicznych Belgii Ludwik Michel powiedział przed rokiem: "Uważam osobiście, że bardzo niebezpieczne jest organizowanie referend贸w, kiedy nie ma pewności, czy się je wygra".

W niekt贸rych krajach "Piętnastki" wstąpienie do Unii (wcześniej EWG), przyjęcie niekt贸rych traktat贸w, następowało w drodze powszechnych głosowań. Akcje takie były poprzedzane olbrzymimi akcjami propagandowymi (takie ichniejsze programy informowania społeczeństwa), ale wynik nie zawsze był wsp贸łmierny do wysiłku włożonego w propagowanie "właściwych" postaw. Jak zapewne czytelnicy "NCz!" pamiętają, brukselską nowa klasę szczeg贸lnie zaszokowały referenda we Francji i Danii dotyczące przyjęcia Traktatu z Maastricht. Francuzi zagłosowali wprawdzie na "tak", ale minimalną większością, Duńczycy zaś w og贸le ten traktat odrzucili. Przed rokiem z kolei Irlandczycy odrzucili Traktat Nicejski. Warto podkreślić, że w żadnym innym kraju ten ostatni traktat nie był poddany pod głosowanie - eurokraci doskonale zdawali sobie sprawę, że wynik byłby niekorzystny. Tak jak satrapowie rządzący w Azji Środkowej uważają, że nie należy wzywać ludzi do urn bez pełnej gwarancji wygranej. Tyle że system ten, do perfekcji doprowadzony w poradzieckiej Azji, w Europie nie funkcjonuje jeszcze jak należy, stąd też zdarzają się niespodzianki. Ale przecież "błędy" Duńczyk贸w czy Irlandczyk贸w można naprawić.

Najwięcej kłopot贸w jest z Duńczykami. Odrzucili nie tylko Traktat z Maastricht, ale i wejście do strefy euro. "Błęd贸w" tych do dzisiaj nie udało się jeszcze w całości naprostować. Co prawda już rok po pierwszym odrzuceniu Traktatu z Maastricht odbyło się drugie głosowanie. Duńczyk贸w zapytano o to samo, zaproponowano jedynie wyłączenie kilku obszar贸w tematycznych z pełnej wersji traktatu. Tym razem pytani zachowali się "właściwie", aczkolwiek problem nie zniknął - sprawy wsp贸lnej polityki obronnej, wsp贸łpracy prawnej i policyjnej nadal nie obowiązują Danii.

Dodatkowo Duńczycy odrzucili we wrześniu 2000 roku pomysł wsp贸lnej waluty (uparciuchy!). Tak jak w każdym kraju członkowskim, tak i w Danii znacznie bardziej "proeuropejskie" są warstwy rządzące (jeśli nie liczyć wsp贸łrządzącej Duńskiej Partii Ludowej, o kt贸rej pisał przed tygodniem Miłosz Marczuk), duże ugrupowania, a nie społeczeństwo. Dlatego też rząd (władza wykonawcza!) od lat pracuje nad tym, aby doprowadzić do wejścia w życie wszystkich unijnych traktat贸w bez żadnych wyjątk贸w. Dokładnie przed rokiem rząd duński opublikował białą księgę (400 stron), w kt贸rej starał się koniecznie udowodnić, że wyłączenie ich kraju spod pełnej wersji prawodawstwa brukselskiego szkodzi państwu i jego obywatelom, zmniejsza ich wpływ na unijną politykę (tak jakby mała Dania miała wpływ na cokolwiek!). Nie omieszkano zaznaczyć w raporcie, że "cena za uzyskanie tych wyjątk贸w [od Traktatu z Maastricht 聳 T.K.] będzie rosła w przyszłości". A jak można temu zaradzić? Sugestia jest prosta - w kolejnym głosowaniu zgodzić się na wszystkie brukselskie pomysły.

Przed rokiem proponował referendum w sprawie zniesienia wyjątk贸w od Traktatu z Maastricht były minister spraw zagranicznych Helveg Petersen. Niedawno dodał, że "zastrzeżenia są dziś całkowicie bezmyślne i pozbawione treści". Chciałby on referendum już w przyszłym roku, aby zakończyć tę tak irytującą go kwestię pozostawania jego kraju poza niekt贸rymi obszarami prawa unijnego. Zdają się mu sprzyjać oficjalne sondaże. Jeśli chodzi np. o euro, to ponoć 60% Duńczyk贸w obecnie głosowałoby "za", wsp贸lną politykę obronną i wsp贸lną politykę prawną popierać ma odpowiednio 53% i 46% Duńczyk贸w. Premier Andrzej Fogh Rasmussen jest jednakże roztropny i pamięta słowa Ludwika Michela o organizowaniu referend贸w tylko w przypadku absolutnej pewności co do ostatecznego wyniku. Rasmussen - jak podała niedawno "Rzeczpospolita" - "uważa, że nie należy się spieszyć z rozpisywaniem referendum. Pragnie, by zostało ono przeprowadzone bez ryzyka porażki i w terminie przez niego zaproponowanym".

Przed rokiem eurokraci zostali zaszokowani wynikiem referendum irlandzkiego w sprawie wejścia w życie Traktatu Nicejskiego. Pomimo aktywnego włączenia się władzy wykonawczej, z premierem na czele, do akcji propagowania głosowania na "tak", Irlandczycy traktat - stosunkiem głos贸w 54 do 46 - odrzucili. No, ale pomysły i prawa uchwalone w Brukseli nie mogą zostać tak po prostu nie ratyfikowane czy wręcz odrzucone w referendum. Podobnie jak w przypadku Danii, szuka się w Irlandii rozwiązań mających pozbyć się kłopotu, jaki eurokratom zafundowali mieszkańcy zielonej wyspy. Od razu po ogłoszeniu szokujących niekt贸rych wynik贸w zaczęły się dyskusje: kiedy następne referendum?

Po prostu - pytanie zadawać się będzie aż do skutku, aż do uzyskania "prawidłowej" odpowiedzi.

Zaraz po głosowaniu "Financial Times" doni贸sł, iż "rząd Irlandii uzyska od UE dodatkowy termin na opracowanie plan贸w nowego referendum w sprawie Traktatu z Nicei". Irlandzki premier Bertie Ahern chciałby powt贸rzenia głosowania w październiku br. Ale sondaże nie są zbyt zachęcające - r贸wno po jednej trzeciej wyborc贸w jest za, przeciw bądź nie ma zdania. W tej sytuacji oczywiście nie ma pewności, że się wygra to głosowanie. Szkopuł tylko w tym, że jeśli traktat nie zostanie ratyfikowany do końca roku, to automatycznie wygaśnie. Jeszcze może być ciekawie, jeszcze zagrzmi Verheugen.

Nawiasem m贸wiąc - poza strefą euro pozostają jeszcze poza Danią Wielka Brytania i Szwecja. Na przyszły rok planowane są tam referenda w tej sprawie. Na razie pilnie obserwuje się sondaże, aby wiedzieć, czy jest szansa na "prawidłowy" wynik. Brytyjscy euroentuzjaści proponują, aby głosowanie odbyło się zaraz po sezonie urlopowym, gdyż - jak podejrzewają - Brytyjczycy wracający z urlop贸w na kontynencie będą bardziej przychylnie do euro nastawieni.

U nas też rozpoczęła się kampania przygotowująca referendum. Władza wykonawcza - zgodnie z sugestiami Brukseli - prowadzi kampanię zachęcającą do akceptacji UE. Czy i u nas - wcześniej lub p贸źniej - wynik będzie "prawidłowy"?

***

PS. 4 czerwca parlament litewski uchwalił ustawę dotyczącą organizacji powszechnych głosowań. Jak doni贸sł PAP - "przedstawiciele władz litewskich uważają, że gdyby referendum w sprawie przystąpienia do Unii przeprowadzano według starych zasad, trudne mogłoby się okazać osiągnięcie pozytywnego wyniku" [podkr.moje 聳 T.K.].

Wyr贸żnienia kolorem czerwonym pochodzą od red. Naszej Witryny.

Tomasz Kornaś, Najwyższy Czas!, nr 26, 2002-06-29

powrot