|
|
|
Polityczny szczyt Unii Europejskiej w Sewilli elegancko zaoferował Polsce jedwabny stryczek w postaci kryształowo jasnego kalendarza procedowania: już w listopadzie "koniec negocjacji co do finans贸w", już w grudniu - "koniec pozostałych negocjacji", no a w czerwcu przyszłego roku - przystąpienie do Unii. Ażeby wszystko się zgadzało, z kasą włącznie, zażądano od nas w zamian, ot, drobnostka, jedynie "realistycznego i konstruktywnego stanowiska w kwestii finans贸w" właśnie. Po prostu mamy bez dyskusji zgodzić się na ledwo 25-procentową "pomoc dla rolnictwa", z krzepiącą perspektywą osiągnięcia 100-procentowej pomocy w ciągu 10 lat. O ile, rzecz jasna, w tym czasie kilka silnych państw UE z Niemcami na czele nie przeforsuje w og贸le zniesienia tej pomocy, na co wyraźnie zanosi się. W Sewilli zatem UE powiedziała nam ostatecznie, wyraźnie i dobitnie to, co kiedyś car Aleksander II elitom politycznym Warszawy: "Żadnych marzeń, panowie". Rząd Millera jeszcze udaje, że cokolwiek jest do "negocjowania", ale najgłupsi nawet już wiedzą, że nie ma już nic do negocjowania: jaki pan - taki kram, miłe złego początki, od rzemyczka do koniczka... Kto zaczynał od "braku alternatywy" 聳 ten na "braku alternatywy" musi kończyć. Toteż negocjacje z UE rząd Millera kończy nie jak mężczyzna, ale jak ladacznica... Prounijną lewicę polską (tę, co jak na pożytecznych idiot贸w przystało, miała "dobre intencje" i "szlachetną wiarę") ograno w spos贸b prymitywnie prosty: lata dostosowań, akomodacji, przystosowań i spełniania setek "warunk贸w przystosowawczych" - z zachowaniem na deser (musztarda po obiedzie) spraw najważniejszych, bo gdy już schwyta się delikwenta za ręce, nogi, szyję i coś jeszcze - czyż nie włoży wreszcie sam głowy w ten stryk? Widząc najwyraźniej, że "ptaszek już w sieci" - Niemcy rozkręcają powoli temat "wypędzonych i przesiedlonych". Zważywszy, że polskie akty prawne dotyczące przesiedleń były tylko wykonaniem prawa międzynarodowego stworzonego na Konferencji Poczdamskiej przez Stany Zjednoczone, Związek Radziecki i Wielką Brytanię, powiedzieć można, że Niemcy przystępują do likwidacji ostatniego z negatywnych dla nich następstw przegranej wojny zadekretowanych w Jałcie i Poczdamie. Nietrudno powiedzieć, co będzie dalej: gdyby na nieszczęście referendum wepchnęło Polskę do UE, niemieckie żądania natychmiast znalazłyby oparcie w tzw. prawie wsp贸lnotowym ("acquis communautaire") i trzeba by oddawać te majątki lub płacić grube odszkodowania odnoszące się do jednej trzeciej obszaru Polski. W tej sytuacji uśmiech politowania budzić musi oświadczenie premiera Millera, że "rząd polski nie będzie na ten temat podejmował żadnych rozm贸w". Przed kim premier Miller udaje tę stanowczość? Jeśli rząd Millera za sw贸j gł贸wny cel postawił zapędzenie Polski do UE, to właśnie powinien jak najszybciej zacząć rozmowy na ten temat i to nie z Niemcami, ale właśnie z Unia Europejską, do kt贸rej nas zapędza. Wobec zaistniałego stanu rzeczy niezbędne staje się wynegocjowanie z UE klauzuli zaporowej, odnoszącej się właśnie do możliwych roszczeń niemieckich. W układzie akcesyjnym powinno znaleźć się sformułowanie, że Polska nie uzna prawa wsp贸lnotowego w sprawach związanych z niemieckimi żądaniami rewindykacyjno-odszkodowawczymi dotyczącymi rewizji postanowień Konferencji Poczdamskiej. Bez takiej klauzuli zaporowej Niemcy - na podstawie tzw. prawa wsp贸lnotowego - obalą wiążące jeszcze postanowienia Konferencji Poczdamskiej; i zapłacą za to nie Amerykanie, Rosjanie i Brytyjczycy, autorzy międzynarodowego prawa poczdamskiego, ale - Polacy. Niekt贸rzy politycy z prawej strony zżymają się bezsilnie na tę niemiecką akcję polityczną, r贸wnoległą do zapędzania nas do UE, proponują a to rozmaite "uchwały Sejmu" w tej sprawie, a to "dające odp贸r" oświadczenia rządu, bardziej "silne" od wypowiedzi Millera. Trzeba jednak powiedzieć wprost: jeśli w ewentualny układ akcesyjny Polski z UE (gdyby już do tego nieszczęścia doszło) nie zostanie wmontowana precyzyjna klauzula zaporowa uniemożliwiająca unieważnianie prawa przez "prawo wsp贸lnotowe" - ustaleń poczdamskich, to niemieckie roszczenia odszkodowawcze wobec Polski będą tylko kwestią czasu. A "stanowcze" oświadczenie Millera nie jest warte funta kłak贸w: jest de facto karygodnym unikiem, schowaniem głowy w piasek, żałosnym udawaniem, że nic się nie dzieje... Wyr贸żnienia w tekście pochodzą od red. Naszej Witryny. Marian Miszalski, Najwyższy Czas!, nr 27-28, 2002-07-06 |