|
Jednoczenie europejskich państw cywilizacji łacińskiej czy zdominowana przez Niemcy Unia Europejska |
|
W dyskusjach na temat Unii Europejskiej najczęściej zabierają głos ludzie, kt贸rzy niejako zawodowo zajmują się tym zagadnieniem i dlatego de facto, nie można dziwić się, że ich opinie i wypowiedzi są mocno subiektywne. Nie można przecież wymagać obiektywizmu od os贸b w r贸żny spos贸b opłacanych z pieniędzy unijnych. Moje spojrzenie może być o tyle bogatsze, że jestem obywatelem dw贸ch państw: Polski - starającej się o wejście do Unii Europejskiej, i Szwecji - będącej już członkiem Unii. Jestem zatem, przynajmniej w jakimś stopniu, osobnikiem dwukulturowym, co być może wzbogaca moje spojrzenie i oceny. Jedno jest pewne: jestem najpierw Polakiem, a dopiero potem Europejczykiem i w tej europejskości - Szwedem. Istnieją trzy gł贸wne czynniki, dla kt贸rych Polska powinna przystąpić do zjednoczonej Europy: historyczny, polityczny i gospodarczy. Wymienienie czynnika ekonomicznego na ostatnim miejscu może wielu zdziwić, ale zrobiłem to z rozmysłem; skutki błęd贸w ekonomicznych można bowiem znacznie szybciej zniwelować i naprawić, niż błędy na niwie historyczno-społeczno-politycznej. Specjalnie też nie używam nazwy Unia Europejska, ponieważ słuszność lub niesłuszność mojej tezy zależy od tego, jaką postać przyjmie zjednoczona Europa. Zjednoczona Europa ma zrzeszać państwa, kt贸re w zdecydowanej większości posiadają swoje korzenie w cywilizacji łacińskiej. Jest w tym jeden wyłom, ale za to olbrzymi. Najsilniejsze ekonomicznie państwo Europy (Niemcy) korzenie swoje posiada w cywilizacji bizantyjskiej; nawet tytuł cesarza Niemiec (Kajzer) nie pochodzi o łacińskiego Cezar, lecz od bizantyjskiego Kajdzar. Oczywiście Niemcy wywodzą się duchowo z Bizancjum, ale żyjąc jako enklawa wśr贸d łacinnik贸w, nabyli pewnych ich cech. Jednak wsp贸lne korzenie cywilizacyjne Niemiec i Rosji od stuleci powodowały łatwe wzajemne dogadywanie się, tak Stalina z Hitlerem, jak car贸w z kajzerami. Polska mogąc samodzielnie decydować, opowiedziała się po roku 1989 za cywilizacją, w kt贸rej od ponad tysiąca lat tkwi. Jednak tak Polska, jak być może p贸źniej Litwa, Łotwa i Estonia, należąc do cywilizacji, w kt贸rej narodziła się demokracja i leżąc na styku granic z cywilizacją (bizantyjską), kt贸ra nigdy jej nie zaznała, ma do spełnienia wielką rolę edukacyjno-cywilizacyjną. KorzenieTo słowo w spos贸b bezpośredni kojarzy nam się od razu z przyrodą. I to chyba dobrze. Przypomina nam bowiem o porządku panującym w niej i o skutkach zachwiania tego porządku. Nasze korzenie, nasze ludzkie bytowanie, r贸wnież mają sw贸j specyficzny porządek, kt贸rego bez przykrych konsekwencji ignorować nie można. Osobnicy homo sapiens przypisani są najpierw swoim rodzicom, swojej rodzinie (nazwisku), narodowi, państwu, kontynentowi i na końcu wszyscy jesteśmy istotami ziemskimi. Kolejność tego uszeregowania stanowi istotę omawianego tematu, stanowi bowiem swoiste ordo caritati (porządku serca), bez zachowania kt贸rego nie możemy w spos贸b poważny m贸wić o naszych duchowych korzeniach. Europejska struktura wielonarodowa to na pewno nie wymysł pana Schumana i sp贸łki. Na przestrzeni wiek贸w pojawiało się wielu zwolennik贸w zjednoczenia Europy, choćby św. Cyryl i Metody, Monteskjusz, Saint Simon, Kant i wielu innych. Od czas贸w Państwa Wielkomorawskiego (VIII-X w.), kt贸re poza Morawami i Słowacją do końca IX wieku objęło Czechy, Łużyce, Śląsk, Panonię (część Węgier) i prawdopodobnie Małopolskę, przez ponad tysiąc lat powstawały i funkcjonowały w Europie środkowej r贸żne organizmy wielonarodowe. Bywały uwikłane w konflikty, ale ich związki miewały bardzo uniwersalne i pozytywne skutki. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że najtrwalszą Unią państw w Europie (przetrwała czterysta lat) była Unia polsko-litewsko-ruska (nie utożsamiać ruska z rosyjską; Rusini i Rosjanie to nie ta sama nacja). Została ona zniszczona dopiero w XVIII wieku w wyniku wewnętrznego rozkładu moralnego oraz agresji sąsiednich imperi贸w, z kt贸rych najmniej opresyjnym były Austro-Węgry, obejmujące dzisiejsze tereny Austrii, Czech, Słowacji, Małopolski, częściowo Ukrainy i Rumunii, oraz Węgry, Słowenię, Chorwację i Serbię. Był to obszar prawie w całości zamieszkały i zdominowany przez ludność wiary chrześcijańskiej (w większości katolickiej), żywej tu do dziś. W XIX wieku był to także obszar wielkiego ożywienia patriotyzm贸w i aktywności narodowych. Wiara katolicka i żywy patriotyzm łączyły w walkach za naszą i waszą wolność młodych działaczy i bojownik贸w r贸żnych narodowości. Niemałą rolę odegrały tu polskie inspiracje uszlachetnione w okresie niewoli ideały unii jagiellońskiej. Chrześcijańskie idee ładu moralnego oraz związanej z nim wolności i solidarności narod贸w głosił w swych paryskich wykładach Adam Mickiewicz, a słuchali ich m. in. młodzi Bułgarzy, Chorwaci, Czesi, Polacy, Litwini i Rusini. Te korzenie uprawniają nas, by stanąć w pierwszym szeregu cywilizowanej Europy. Ale w pewnych środowiskach stało się modą, czy wręcz dobrze widzianą manierą, umizgiwanie się do r贸żnych nacji, przy r贸wnoczesnym deprecjonowaniu nacji własnej. Ma to być wyraz nowoczesności, postępowości, europejskości, światowości itd. itp., a jest w rzeczywistości przejawem i wyrazem zwykłego zaprzaństwa w imię korzyści towarzysko-finansowych. W kręgu cywilizacji łacińskiej jest naturalne, że wyrastając z chrześcijańskich korzeni jesteśmy zobligowani do szanowania wszystkich nacji i wszystkich ludzi. Byłoby jednak niemoralne, gdybym koledze pomagał kosztem brata, a jego rodzic贸w kochał mocniej niż własnych. Na tej samej zasadzie - zasadzie wsp贸lnych korzeni - jest obowiązkiem kochać własną ojczyznę ponad inne nacje, ponieważ ojczyznę, tak jak matkę, nie kocha się za coś, lecz po prostu dlatego, że jest. Tak właśnie wyraża się 贸w ordo caritati. Tak 贸w porządek winien wyglądać. Świat jest tak urządzony, że rodzimy się r贸żni i z wielu powod贸w do tych samych zagadnień podchodzimy rozmaicie (co nie znaczy r贸wnie dobrze, r贸wnie mądrze czy r贸wnie roztropnie). Zależy to od poziomu i stanu naszej duchowości. Jednak osobnik, nawet urodzony w niewoli, będzie miał zawsze niczym nie zachwianą mentalność człowieka wolnego; a drugi, choć urodzony na wolności, pozostanie przez całe życie mentalnie zniewolony. Zniewolona lub wolna, duchowość człowieka ma duże znaczenie w podejściu do tak poważnego procesu, jakim jest jednoczenie Europy. PRL pozostawiła nam w spadku całe rzesze zaprzedanych kanalii, ale też ludzi moralnie dobrych, choć mentalnie zniewolonych. Duchowa wolność lub zniewolenie dla ludzi zniewolonych ich korzenie nie grają żadnej roli, lub mają znaczenie zaniedbywalnie małe. Jest to powodem, że oto obecnie jesteśmy świadkami, jak ci sami ludzie, kt贸rzy przez całe dziesiątki lat chcieli jednoczyć Europę według przepis贸w Lenina i przy każdej okazji machali czerwonymi szturm贸wkami, dzisiaj r贸wnie ochoczo jednoczą Europę według przepis贸w Schumana i r贸wnie ochoczo przy każdej okazji machają szturm贸wkami - tym razem błękitnymi. Pr贸żno było (i jest) wyglądać w ich dłoniach drzewca z materią biało-czerwoną. Z ust warszawskich polityk贸w (tak rządowych, jak i tych z kręgu proeuropejskiej opozycji) często przebijają słowa troski o rzekomą polską wiarygodność (co jest zapewne podświadomym wyrażeniem braku osobistej wiarygodności). Polska wielokrotnie - w przeszłości i obecnie - dawała dowody swojej wiarygodności. To polityk, kt贸ry nie stara się sprawdzić wiarygodności swego negocjacyjnego kontrpartnera, jest niewiarygodny. Pytanie o wiarygodność Unii należy odnieść do historycznych doświadczeń Europy zachodniej w zakresie tworzenia unii międzynarodowych. W krajach tej części Europy wszelkie unie były najczęściej wynikiem drapieżnych zabieg贸w dynastycznych lub podboj贸w i były stosunkowo kr贸tkotrwałym źr贸dłem dość bezdusznych i despotycznych struktur państwowych. Owocowało to wojnami religijnymi i powstaniem zasady "czyj tron tego religia". Przez całe stulecia państwa tego obszaru podstępem i przemocą tworzyły swoje monstrualne imperia kolonialne. Te złe doświadczenia z historii ciążą i na dzisiejszej Unii Europejskiej. Kreowany w Unii sztywny model zunifikowanej, scentralizowanej i zbiurokratyzowanej administracji, z autorytarną, a być może wkr贸tce już totalitarną władzą, wywodzi się w prostej linii z owej złej historii i jest całkowicie przestarzały. Wprowadza się starą zasadę "czyj tron, tego religia", co przy obecnej obsadzie "tron贸w" oznacza panowanie agresywnego i nietolerancyjnego w stosunku do innych ateizmu z jego ideologią i prawem. Istnieje w Unii skrywany, ale rzeczywisty podział państw na kategorie. Pierwsza kategoria to obecni członkowie UE, a druga to państwa kandydackie, kt贸rych przyłączenie ma służyć interesom członk贸w I-szej kategorii. Być może to tylko zbieg okoliczności, ale warto przypomnieć, że gdy w 1957 roku tworzono Europejską Wsp贸lnotę Gospodarczą (poprzedniczkę UE), niekt贸re państwa członkowskie posiadały jeszcze imperia kolonialne i dla tych właśnie kolonii Traktat Rzymski przewidział status państwa stowarzyszonego. Taki też status przyjęto dla Polski i reszty kandydat贸w w Traktacie o Stowarzyszeniu z Krajami Unii, z grudnia 1991 roku. Obecnie najczęściej funkcjonują dwie wizje zjednoczonej Europy: Europa pod postacią Stan贸w Zjednoczonych Europy (czy pod zaczynającą już funkcjonować trafniejszą nazwą Związek Socjalistycznych Republik Europejskich) oraz Europa pod postacią Europy Ojczyzn. Pierwsza z tych wizji zakłada zbudowanie w Europie tworu państwowego ze
stolicą w Brukseli; zbudowanie monolitu państwowego na wz贸r USA (lub... ZSRR) w
maksymalny spos贸b zunifikowanego, z zanikającymi r贸żnicami nie tylko w
gospodarce (co byłoby jeszcze najbardziej wskazane), ale r贸wnież z zanikającymi
r贸żnicami w kulturze i sztuce (co byłoby tragedią). Dziś maksymalnie unifikująca się Unia Europejska coraz bardziej w wielu cechach przypomina Związek Sowiecki. Zważywszy jeszcze na to, że w większości państw Unii Europejskiej rządzą socjaliści, zaczyna już funkcjonować określenie Unii jako Związek Socjalistycznych Republik Europejskich. Na niedawno zorganizowanej w Warszawie konferencji Władimir Bukowski powiedział o procesie integracyjnym w Europie: mieszkam od wielu lat na Zachodzie i muszę powiedzieć, że tutejsze reakcje na zmiany zachodzące w Europie przypominają mi coraz bardziej sytuację znaną mi ze Związku Sowieckiego. Związek już nie istnieje, ale jego cechy stały się nieśmiertelne. Europa zaczyna się coraz bardziej sowietyzować. Najbardziej wyraźnym przykładem tego zjawiska jest Unia Europejska. (...) od lat por贸wnuję Unię Europejską do Związku Sowieckiego, bowiem oba te twory są to dwa wcielenia polityki prowadzonej przez lewicę. Paradoksalnie jestem nawet skłonny uważać, że Związek Sowiecki był konstrukcją bardziej logiczną, choć oczywiście dużo bardziej okrutną. R贸żnica pomiędzy Unią Europejską a Związkiem Sowieckim jest taka, jak pomiędzy mienszewikami a bolszewikami. Inną wizję zjednoczonej Europy lansowali przed laty prezydent Francji Charles de Gaulle, a potem brytyjska premier Margaret Thatcher. Ich projekt można by nazwać wsp贸lnotą - odwrotnością monolitu-piramidy. W Europie-piramidzie poszczeg贸lne państwa spełniają rolę służebną, a nawet służalczą wobec Unii. W Europie-wsp贸lnocie odwrotnie. To właśnie owa wsp贸lnota miałaby tworzące ją państwa wspomagać i chronić, zapewniając im rozw贸j i umożliwiając bycie sobą. I tak jak modelem pierwszej wizji jest piramida, w kt贸rej wszystkie kamienie są jednakowe, tak istotę drugiej wizji najlepiej oddaje silna duchem, zjednoczona we wsp贸łpracy rodzina, w kt贸rej każdy, choć jest innym samodzielnym organizmem, poprzez wzajemną wsp贸łpracę buduje dobrobyt całej wsp贸lnoty. Ten model nie jest wymysłem naukowc贸w, ani jakichś szaman贸w, lecz jest empirycznie sprawdzony poprzez tysiące lat egzystencji ludzkości. Żyjąc obok siebie od setek lat europejskie kultury narodowe z naturalnych przyczyn przenikają się nawzajem ubogacając się przez to (dlatego pogranicza są zawsze kulturowo najciekawsze). Kultury te jednak nigdy nie będą stanowiły kulturowego monolitu. Będą miały pewne cechy wsp贸lne, ale język, taniec ludowy i wiele, wiele innych spraw zawsze będzie inaczej wyglądać w Goeteborgu, Barcelonie, Monachium, Marsylii, czy Łowiczu. Wszyscy, pomijając ignorant贸w czy manipulant贸w, powinni to łatwo zrozumieć. To są przecież nasze korzenie, a każdy je ma. Korzyści kosztem innychO Unii Europejskiej trzeba m贸wić prawdę. Wpływać na przyjęcie takiego modelu zjednoczonej Europy, kt贸ry będzie promował kulturowe dziedzictwo poszczeg贸lnych narod贸w i będzie dla nich pod każdym względem sprawiedliwy. Groteską są telewizyjne występy w roli mentora jakiegoś młodzieńca, kt贸ry jeszcze nie używa maszynki do golenia, a już z pogardą wyraża się o ludziach, kt贸rzy dostrzegają i zgłaszają problemy związane z naszym wchodzeniem do Unii. Nie istnieje przecież jeden model jednoczenia się Europy. Gdyby w Europie zachodniej dokładniej uczono historii, to nadęci unijni decydenci wiedzieliby, że Polacy zawsze zdołają rozerwać niesprawiedliwy i niegodny gorset. Przykład贸w było w historii aż nadto. Dużo do myślenia dała mi wypowiedź Carla Beddermana, zagranicznego doradcy przedakcesyjnego z ramienia Unii Europejskiej, kt贸ry niedawno powiedział: Unia Europejska nie jest braterskim związkiem kraj贸w europejskich kierowanych wysokimi ideałami, jak zwykła sama o sobie m贸wić i jak jest przedstawiana przez polski rząd. Przypomina raczej przymusowy, gburowaty cech kupiecki, w kt贸rym każdy pr贸buje zapewnić sobie korzyści kosztem innych. Jedność na stosie trup贸wNiestety, poprawiaczom świata, nazywanym ostatnio globalistami (to nie jest wymysł naszej epoki, jedynie nowoczesne technologie przyspieszyły ten proces) od kilkuset lat marzy się rząd światowy. Aby tego dokonać, muszą utworzyć kilka twor贸w państwowych, kt贸rymi będzie łatwiej zarządzać niż ponad setką mniejszych państw. Droga do tego wiedzie przez Stany Zjednoczone Europy. Aby jednak zbudować owe United States of Europe (r贸wnie dobrze/źle brzmi Sojusz Sojedinionnych Respublik Jewropejskich lub stosowna nazwa po niemiecku) musi zaistnieć warunek wstępny, kt贸ry legł u podstaw utworzenia obecnych United States of America. Tam i wtedy systematycznie przez kilkadziesiąt lat mordowano ludność tubylczą - Indian. Natomiast na ich miejsce sprowadzono ludność europejską (koloniści) i afrykańską (niewolnicy). Cała ta rzesza ludzi oderwana od swoich własnych korzeni, była bardzo podatna na działanie mieszaniny asymilacyjnej. Na p贸łnoc od Rio Grande wymieszano setki kultur i poprzez jednoczesne zniszczenie kultury tubylczej zdołano stworzyć specyficzną kulturę amerykańską, z własnymi, liczącymi dopiero około 200 lat korzeniami. W Europie r贸wnież istnieje możliwość zbudowania zunifikowanego kulturowo na wz贸r amerykański społeczeństwa. Ta możliwość istnieje tylko i jedynie przy zachowaniu amerykańskich, niezbędnych w tym procesie warunk贸w wstępnych (eksterminacja tubylc贸w). Należy zatem, m贸wiąc najbardziej delikatnie, zredukować tubylczą ludność Europy, posiadającą swoje odrębne korzenie narodowe i na nasze miejsce sprowadzić, podobnie jak w czasach wczesnoamerykańskich, wygłodniałych kolonist贸w nie posiadających w nowym miejscu osiedlenia swoich korzeni, a przez to absolutnie podatnych na wszelkie działanie asymilacyjnego młyna. Oczywiście obecnie nikt nas, Europejczyk贸w, nie będzie wyrzynał metodami Dzikiego Zachodu. My sami się wyrżniemy i już się wyrzynamy metodą od niechcianego dziecka do niechcianego dziadka To właśnie na puste miejsce pozostawione przez zamordowanie nienarodzonego człowieka będą napływać nowi koloniści. Inną sprawą jest przyw贸dztwo w zjednoczonej Europie, do kt贸rego pretensje zgłaszają r贸żne państwa. Najpoważniejszym kandydatem do obsadzenia tej roli są ze względu na sw贸j potencjał Niemcy. Naiwnością jest jednak sądzić, iż po drugiej wojnie światowej, przeszły one tak dużą metamorfozę, że przekształciły się z wilk贸w w owieczki. Być może jakiś nieznaczny ruch w tym kierunku odbył się. Nie można jednak zapominać, iż Niemcy w odr贸żnieniu od większości państw europejskich wywodzących się z cywilizacji łacińskiej, są cywilizacyjnie pochodzenia bizantyjskiego i że w przeciągu kilku pokoleń nie jest absolutnie możliwe wykorzenienie mentalności ukształtowanej przez ponad tysiąc lat. Naiwnością jest więc r贸wnież sądzić, że Niemcy będące największym płatnikiem netto w Unii Europejskiej czynią to z pobudek humanitarnych. Pomijając doraźne akcje, w wielkiej polityce niemieckiej nigdy nie funkcjonowało pojęcie pobudek humanitarnych. Nowa marka nazywa się euroTo, czego nie czynili orężnie, czynili pieniądzem. Trudno było wprowadzić w całej Unii niemiecką markę jako wsp贸lną walutę. Ale nieważne, jak nazywa się waluta, ważne, kto trzyma na niej rękę. Bank jest w Stuttgarcie, a nowa marka niemiecka nazywa się Euro. Jesteśmy straszeni, że dla obecnej postaci Unii Europejskiej nie ma alternatywy i że to Unia jest dla nas przyszłością. Gdzie zatem jest wolność, skoro nie mamy możliwości wyboru? Jak można m贸wić i myśleć o rozwoju kraju, skoro z g贸ry zakłada się, że w naszym kraju tylko 5% może być zatrudnionych w rolnictwie? Co z resztą? A może raz Unia Europejska spojrzałaby na człowieka przez pryzmat jego godności, nie ekonomii? Europa, Polska, wiaraDo zjednoczenia kontynentu europejskiego droga jest jeszcze daleka, nie będzie jednak wsp贸lnoty Europy, dop贸ki nie będzie ona wsp贸lnotą ducha. Ten najgłębszy fundament jedności przyniosło Europie i przez wieki go umacniało, chrześcijaństwo. Jest to prawda zdefiniowana przez ludzi, w głos kt贸rych mogę się jedynie
wsłuchiwać, a nie - posądzony o skrajną megalomanię - polemizować z nią. ADAM PAWEŁCZYŃSKI, Tygodnik Głos, 2002-07-06 |