nasza witryna Instrumentalizacja Kościoła w kampanii integracyjnej
Garb przyszłości


 

Kampania na rzecz integracji z Unia Europejską ma sw贸j drugi nurt, nie wpisany w propagandową strategię Sławomira Wiatra, choć niewątpliwie istotny, jeśli wręcz nie najistotniejszy, dla powodzenia całego przedsięwzięcia. Chodzi o pr贸bę wciągnięcia Kościoła w tę akcję tak, aby w odbiorze społecznym stanowił on wsparcie dla działań integracyjnych rządu Millera i prezydenta Kwaśniewskiego. Zabiegi te prowadzone są bez względu na to, jakie faktyczne stanowisko zajmuje polski Kości贸ł w tej sprawie. Ale podejmuje się je po to, aby niepowodzeniami polityki integracyjnej i przyszłymi rozczarowaniami społeczeństwa obarczyć r贸wnież, a może przede wszystkim, Kości贸ł.

Tak jak dziś, przy każdej niemal okazji, dyżurni krytycy Kościoła obarczają go winą (albo wsp贸łwiną) za to, że rzekomo nie potrafił wychować społeczeństwa, tak też i w przyszłości antykościelni propagandyści przerzucą na jego barki odpowiedzialność np. za to, że Polacy rzekomo - nie umieli wykorzystać szansy, kt贸ra im została stworzona wraz z wejściem do UE, że nie są dość pracowici, że nie potrafią ze sobą wsp贸łpracować, że są ksenofobiczni, nietolerancyjni itp.

Z tej perspektywy sama decyzja o wstąpieniu do UE pozostanie idealnym dla Polski rozwiązaniem, tyle tylko, że Polacy zmarnowali szansę, kt贸rą wypracowali tacy ojcowie narodu jak Miller, Kwaśniewski czy Borowski. Nieodparcie nasuwa się analogia, że jest to ten sam spos贸b myślenia, w kt贸rym socjalizm był wspaniałą ideą, tylko ludzie nie stanęli na wysokości zadania. W tej sytuacji należy postawić pytanie CZY WARTO? Czy słuszne jest, aby ci przedstawiciele Kościoła, kt贸rzy są bliscy stanowisku euroentuzjast贸w dopuszczali, aby ich przekonania były wykorzystywane w taki właśnie spos贸b?

Po stronie społeczeństwa

Nie chodzi w tym miejscu tylko o niebezpieczeństwo całkiem realne że postkomuniści zostaną w ten spos贸b uwiarygodnieni w oczach części społeczeństwa i na długie lata zostanie zablokowany proces powrotu do normalnego państwa. Chodzi r贸wnież o nadszarpnięcie społecznej wiarygodności Kościoła oraz poważne naruszenie jego więzi z Narodem. W dokumentach II Polskiego Synodu Plenarnego możemy przeczytać:

Więź Kościoła ze społeczeństwem stanowi kolejną wartość katolicyzmu polskiego. Kości贸ł nie tylko zachował właściwą sobie autonomię i moralną siłę oddziaływania, lecz stawał po stronie społeczeństwa, przeciwstawiając się najeźdźcom, narzuconym władzom i niesprawiedliwym rządom.

Nie we wszystkich krajach uznawanych za katolickie więź Kościoła z narodem jest tak trwała i wszechstronna, są takie, gdzie Kości贸ł stawał po stronie władzy albo jakiejś uprzywilejowanej grupy społecznej i do dziś musi ponosić ciężkie konsekwencje takiej postawy. Czy w Polsce istnieje taka groźba?

Wyrok na polską wieś

Można wskazać na dwie dziedziny, w kt贸rych rozw贸j wydarzeń może prowadzić do takich niebezpiecznych konsekwencji. Chodzi o przyszłość polskiej wsi oraz o kwestię bezrobocia. I co jest bardzo znamienne, podstawę do niepokojących prognoz stanowią w tym przypadku także opinie ekspert贸w pracujących na zlecenie Unii Europejskiej. Krach unijnej polityki rolnej został ogłoszony już dawno. W Polsce jakoś nie przywiązuje się wagi do tego faktu, a przecież oznacza to zawr贸cenie z obranej na początku drogi przez Wsp贸lnoty Europejskie.

Jednym z pierwotnych założeń Wsp贸lnej Polityki Rolnej (Common Agricultural Policy) była pr贸ba zachowania opłacalności mniejszych gospodarstw rodzinnych. Plany, aby je likwidować i zastąpić bardziej wydajnymi gospodarstwami wielkoobszarowymi (tzw. plan Mansholta z 1968 r.) zostały odrzucone.

Jeśli teraz m贸wi się o krachu Wsp贸lnej Polityki Rolnej, to w konsekwencji oznacza to oczywiście mniejsze dotacje na rolnictwo, a w polskich warunkach nie ma co marzyć, aby priorytet uzyskały małe gospodarstwa rodzinne. Mogą skorzystać na tym nieliczne wielkoobszarowe gospodarstwa i te mogą liczyć na osławione dopłaty. Tak jak w przemyśle obowiązująca będzie opcja socjal-liberalna, albo, jak kto woli, dziki kapitalizm, a więc kult produkcji i przyzwolenie na korupcję. Jaka liczba polskich gospodarstw zostanie zlikwidowana: sprzedana, zalesiona, porzucona? 60 procent czy 70 procent a może więcej to trudno dzisiaj ustalić, ale przecież taka właśnie skala wyłania się z projekt贸w restrukturyzacji wsi.

Miłość do ziemi

Ogromna rzesza ludzi wyzuta ze swego majątku, skazana na bierność, powiększy rzeszę bezrobotnych i stworzy fundamenty lumpenproletariatu, bez pracy, bez nadziei. Nie dość tego - ziemia, kt贸ra stanie się produktem, a w wielu przypadkach będzie już tylko nieużytkiem, zmieni także sytuację kulturową polskiego społeczeństwa, kt贸re przecież w dużej mierze we wsi ma swoje korzenie. Jeśli ktoś uważa, że takie podejście do ziemi to relikt przeszłości, kt贸ry należy przezwyciężyć i kt贸ry uniemożliwia tylko wszelki postęp, to może warto przypomnieć, co na ten temat m贸wił w 11 stycznia tego roku Ojciec Święty w przem贸wieniu podczas audiencji dla przedstawicieli SGGW:

(...) wsp贸łczesny polski rolnik zdaje się cierpieć nie tylko z powodu niskiej opłacalności jego ciężkiej pracy i związanego z tym niedostatku środk贸w na rozw贸j gospodarstwa, ale r贸wnież z powodu braku społecznego szacunku dla jego trudu i oparcia w staraniach o zmianę sytuacji. Ta zaś postawa znacznej części środowisk politycznych i społecznych może wynikać z zaniku poczucia wartości rodzinnej i ojczystej ziemi, odchodzenia od wielowiekowej tradycji duchowej z nią związanej, wygasania miłości do tej ziemi, kt贸ra przez wieki byłą zraszana potem i krwią naszych przodk贸w.

Tragiczny problem bezrobocia

R贸wnie dramatyczna jest sprawa bezrobocia. I tu warto wsłuchać się w opinie ekspert贸w, kt贸rzy od dawna przestrzegają, że ubocznym efektem zbytniego otwarcia polskiego rynku dla Zachodu zamierzonym czy nie, to inna sprawa jest utrata miejsc pracy przez Polak贸w.

Jeśli jednak kogoś nie przekonują takie argumenty, to powinien uważnie wysłuchać opinii zachodnich ekspert贸w na temat stopy bezrobocia w Polsce. W ich opinii w najbliższych latach także po wejściu do UE - stopa bezrobocia wzrośnie i będzie się utrzymywać na stałym poziomie około 20 procent (dane te przytaczam za Gazetą Wyborczą, kt贸ra akurat w tej sprawie powinna być przekonywająca dla euroentuzjast贸w).

Biskup Kazimierz Romaniuk stwierdził niedawno w tygodniku Niedziela, że ceną za polskie wejście do UE powinna być pomoc i wsp贸łpraca w rozwiązaniu tragicznego problemu bezrobocia. Czy jednak można liczyć na taką pomoc ze strony UE? W tym miejscu warto przywołać argument przytoczony przez Władimira Bukowskiego z wystąpienia na sesji zorganizowanej przed dwoma tygodniami przez Ligę Polskich Rodzin (tekst tego wystąpienia publikujemy w obecnym numerze). Stwierdził on, że przyzwolenia na imigrację tak wielkiej liczby os贸b z kraj贸w Trzeciego Świata ma swoje podłoże polityczne a nie gospodarcze. I potwierdzają to fakty.

Polacy (i obywatele innych państw, kt贸re uwolniły się spod jarzma komunizmu i aspirują do członkostwa w UE) mają wciąż wielkie kłopoty w podjęciu legalnej pracy w krajach UE. Sprawa obostrzeń w dostępie do rynk贸w pracy w tych krajach była przecież przedmiotem poważnych spor贸w w negocjacjach. Z jednej więc strony kraje UE chcą zachować przez dłuższy czas obostrzenia dla obywateli z państw Europy środkowej i wschodniej, a r贸wnocześnie kontynuują politykę imigracyjną z państw muzułmańskich, co jest już dziś źr贸dłem poważnych niepokoj贸w społecznych w takich krajach jak Francja, Holandia, Belgia i Wielka Brytania.

Gdyby Unia Europejska chciała rzeczywiście wsp贸łdziałać w rozwiązaniu problemu bezrobocia w Polsce, nie stawiałaby takich sztucznych barier, lecz umożliwiłaby zdobycie pracy czy kwalifikacji tym, kt贸rzy w Polsce znaleźć jej nie mogą. Dzisiaj nic nie wskazuje na to, aby państwa UE chciały swoją postawę obrony egoistycznych interes贸w zamienić na r贸wnopartnerską wsp贸łpracę w rozwiązaniu problemu bezrobocia.

Milczenie "światłych katolik贸w"

W obydwu tych sprawach: rolnictwa i bezrobocia niezrozumiałe jest milczenie wielu polskich elit katolik贸w, kt贸rzy w innych przypadkach mienią się sumieniem narodu i chcieliby uchodzić za światłych przewodnik贸w w dziedzinie wiary. Zdumiewać może fakt, że ludzie powołujący się na katolicką naukę społeczną przechodzą zupełnie obojętnie obok realnych zagrożeń dla polskiej wsi, tak jak gdyby stanowiła ona jakąś podrzędną Polskę, a kulturowym wzorem dla przyszłych pokoleń Polak贸w miałaby być biznesowo-urzędnicza mentalność najbardziej przedsiębiorczych środowisk wielkomiejskich. Taki styl pr贸buje się promować r贸wnież w polskim Kościele jako rzekomą odtrutkę na bierność i zagubienie pozostawione po okresie komunizmu. Jakie racje przemawiają za tym, że środowiska światłych katolik贸w chcą włączyć się w tę kampanię propagandową, kt贸rej rezultatem będzie degeneracja polskiej wsi i atmosfera beznadziej wśr贸d ludzi pozbawionych pracy? Czy uważają oni, że warto taką cenę milczenia zapłacić np. za perspektywę otrzymania zagranicznego stypendium, intratnej pracy dla niewielkiej liczby najbardziej przedsiębiorczych, czy obietnice wygodniejszego życia?

***

Jeśli ktoś twierdzi dziś, że UE pomoże nam rozwiązać problem bezrobocia - albo stawia karkołomną tezę, że polityka unijna zapewni rozkwit polskiej wsi, jest więc dla niej wielką szansą a nie zagrożeniem - to nie powinien obawiać się krytyki i uciekać przed rzetelną publiczną dyskusją, w kt贸rej argumenty strony przeciwnej traktuje się poważnie. Zwłaszcza, jeśli występuje z pozycji katolickich. I czy trzeba przypominać, że zamiana dyskusji w propagandę i to taką, że korzysta się z tuby, kt贸rą usłużnie podstawia ktoś inny, jest w gruncie rzeczy czymś poniżającym...

WITOLD STARNAWSKI , Tygodnik Głos Nr.20, 2002-05-18

powrot