nasza witryna Rozterka


 

Przyjęty 21 marca dokument, określający stanowisko Episkopatu Polski wobec projektu przyłączenia państwa polskiego do Unii Europejskiej, "Gazeta Wyborcza" uczciła wielkim triumfalnym tytułem Z Bogiem do Europy. Ma to zapewne przekonać czytelnika, że przyłączenie Polski do Unii Europejskiej uzyskało nie tylko aprobatę Episkopatu, ale i ostentacyjną sankcję Nieba. Okazywanie w tej sytuacji jakichkolwiek wątpliwości jest nie tylko w najwyższym stopniu nietaktowne, ale w dodatku mija się z celem, bo przecież "pr贸żno wierzgać przeciw ościeniowi". Jednak uważna lektura tego dokumentu nie tylko nie uprawnia do tego rodzaju sugestii, ale skłania do komentarza, kt贸ry można zamknąć jednym słowem: rozterka.

Czytamy tam m.in., że Kości贸ł wspiera działania jednoczące, kt贸re respektują fundamentalne prawa człowieka, służące integralnemu rozwojowi osoby ludzkiej i promuje dobro wsp贸lne w wymiarze narodowym i państwowym. Czy to oznacza, że Kości贸ł wspiera zamiar przyłączenia do Unii Europejskiej? Żeby na to odpowiedzieć, trzeba najpierw wyjaśniać, czy Unia jest akurat takim działaniem jednoczącym, kt贸re... i tak dalej. Tymczasem akurat w tej sprawie można nabrać poważnych wątpliwości, zwłaszcza gdy chodzi o wymiar narodowy i państwowy. Zwolennicy integracji twierdzą, jakoby nadchodził zmierzch państw narodowych. Jest to oczywiście nieprawda, bo np. takie państwa narodowe jak Chiny, Rosja, a z mniejszych Izrael, nie tylko istnieją w najlepsze, ale w dodatku nie zamierzają swemu istnieniu położyć kresu. Myślę, że żaden z naszych eurofil贸w nie ośmieliłby się nawet zaproponować obywatelom Izraela likwidacji ich państwa, żeby dogodzić rzekomym trendom światowym. Dlaczego zatem tylko dalsze istnienie Polski miałoby utracić historyczny sens, podczas gdy istnienie niepodległej Ukrainy i innych narodowych państw powstałych po rozpadzie Związku Sowieckiego, jest jednym z priorytet贸w r贸wnież polskiej polityki zagranicznej? Albo na świecie naprawdę są jakieś trendy, albo ich nie ma. Zatem, czy ewentualna likwidacja niepodległego państwa polskiego, zwłaszcza gdyby UE ze stowarzyszenia państw przekształciła się w państwo, da się pogodzić z dobrem wsp贸lnym w wymiarze narodowym i państwowym? Likwidacja żadnemu państwu nigdy nie wyszła na dobre, więc nie ma nawet o czym dyskutować.

Dalej czytamy w dokumencie, że integracja Polski z Unią Europejską, szczeg贸lnie w obecnym okresie zintensyfikowanych negocjacji o jej członkostwo jest sprawą wielkiej wagi. Jest to prawda aż banalna w swej oczywistości, ale czy oznacza to poparcie dla integracji? To już nie jest oczywiste, bo ewentualna likwidacja własnego państwa w przyszłości, a z całą pewnością uszczuplenie zakresu jego suwerenności JUŻ TERAZ, jest "sprawą wielkiej wagi" r贸wnież i wtedy, gdy chcemy tego rodzaju zamiarom stanowczo się sprzeciwić.

Episkopat powołuje się r贸wnież na Jana Pawła II, kt贸ry m贸wił m.in., że Polska pragnie nadal trwać w Europie jako państwo, kt贸re ma swoje oblicze duchowe i kulturalne, swoją niezbywalną tradycję historyczną, związaną od zarania dziej贸w z chrześcijaństwem. Tej tradycji, tej narodowej tożsamości, Polska nie może się wyzbyć. Stając się członkiem wsp贸lnoty europejskiej, Polska nie może niczego stracić ze swych d贸br materialnych i duchowych, kt贸rych za cenę krwi broniły pokolenia naszych przodk贸w.

Polska pragnie trwać "jako państwo". Polska swojej tradycji historycznej "nie może się wyzbyć". Czy Jan Paweł II akceptuje ewentualność likwidacji państwa polskiego w przyszłości poprzez wmontowanie go w inne, większe państwo, jako jedną z jego prowincji? Co to za "historyczna tradycja" i "dobra duchowe", jeśli nie podtrzymywanie niepodległego bytu państwa? To jest przecież chlubna część naszej tradycji historycznej, za "dobra duchowe" w postaci wolności i suwerenności państwowej przelewali krew nasi przodkowie. Więc jakże będzie? Integrujemy się z Unią czy nie?

Zaraz po tych zacytowanych słowach Jana Pawła II Episkopat pisze, że uświadamiamy sobie, że włączenie w struktury europejskie nie może oznaczać rezygnacji z suwerenności narodowej. Jakże Księża Biskupi mogą sobie coś takiego "uświadamiać", skoro obowiązujący od 1997 roku art. 91 ust. 3 polskiej konstytucji już teraz stanowi, że w przypadku ratyfikowania przez Polskę umowy konstytuującej organizację międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami, oczywiście ustawami polskimi? Jakże w takich okolicznościach można sobie "uświadamiać", że integracja nie może oznaczać rezygnacji z suwerenności narodowej, skoro ten przepis, podobnie jak art. 90 ust. 1 konstytucji, został przygotowany specjalnie dla potrzeb integracji z UE?

Wreszcie, jeśli już sobie to, niechby i wbrew faktom, "uświadamiamy", to dlaczego podzielamy obawy wielu wiernych, czy w pertraktacjach będą respektowane zasady partnerskiego dialogu, a nie faktycznego dyktatu? Mniejsza już o "pertraktacje", bo od nich zawsze można odstąpić. Co jednak będzie, jeśli faktyczny dyktat pojawi się POTEM?

Biskupi zauważają, że "szeroko zakrojone reformy Unii Europejskiej i związane z nimi wysiłki dostosowania polskiej gospodarki do jej standard贸w, zwłaszcza w zakresie rolnictwa, będą wymagały niejednej ofiary i niejednego wyrzeczenia". To prawda; jeśli coś złego może się stać, to pewnie się stanie. Warto jednak zauważyć, że w miarę dostosowywania polskiej gospodarki do "standard贸w" UE zanika wzrost gospodarczy, narasta kryzys i bezrobocie. Nie trzeba specjalnej spostrzegawczości, żeby to zauważyć. Być może jest to związek przypadkowy, ale być może, że jednak intencjonalny, jako subtelna i wyrafinowana postać "faktycznego dyktatu". W takim razie jakie jeszcze ofiary i wyrzeczenia nas czekają, kto ma je ponosić i jakim właściwie celu?

Na te pytania Episkopat nie odpowiada, chociaż ogłoszenie tego dokumentu tuż przed Wielkanocą miało zapewne dodać nam otuchy. Ale żadnej otuchy nie dodaje, bo wieje z niego bezradność i rozterka, a wielu z nas jest już zmęczonych koniecznością odgadywania coraz pokrętniejszych szarad. Jeśli nawet Episkopat pragnął podzielić się z nami udręką z powodu brzemienia odpowiedzialności, kt贸rej nie wiadomo, jak stawić czoła, to c贸ż my, biedni, możemy mu poradzić, poza prośbą niech mowa wasza będzie: tak - tak, nie - nie.

Stanisław Michalkiewicz, Nasza Polska Nr. 14, 2002-04-03

powrot