|
Z Januszem Wojciechowskim (PSL) wicemarszałkiem Sejmu, rozmawia Teresa W贸jcik |
|
- Panie Marszałku, niedawno media informowały, że PSL zablokowało porozumienie rządu Leszka Millera z Unią Europejską w kwestii sprzedaży ziemi w Polsce obcym obywatelom. Znowu iskrzy w koalicji? - Nie użyłbym słowa "zablokowało", bo to znaczyłoby, że PSL zachowuje się destrukcyjnie. Tymczasem, my od dawna m贸wimy, że sprzedaż ziemi jest jedną z fundamentalnych spraw. Od niej powinno zależeć nasze członkostwo w UE. Nie można się zgodzić na nie kontrolowany wykup polskiej ziemi przez obcych obywateli na szkodę rodzimej ludności wiejskiej, na szkodę całego narodu. Stoimy w obliczu takiej sytuacji: nie kontrolowane, pospieszne decyzje, nie zweryfikowane, nie przemyślane do końca rozwiązania zapewniające możliwość nabywania ziemi w Polsce przez cudzoziemc贸w po okresie dzierżawy- stanowią dla nas poważne zagrożenie. Przed podejmowaniem takich decyzji trzeba się dokładnie zastanowić, wszystko przeliczyć. Obecnie nawet nie wiemy, ile ziemi dzierżawią u nas obcy obywatele. Tym bardziej że są to nie tylko dzierżawy na podstawie um贸w na piśmie, ale też dzierżawy zawarte ustnie. Sytuacja jest co najmniej niejasna, nie można więc podejmować żadnych podobnych działań. Dobrze się zatem stało, że rząd, na wniosek prezesa PSL Jarosława Kalinowskiego, wstrzymał ostateczną zgodę na sprzedaż ziemi. - Co spotkało się z atakami ze strony "euroentuzjast贸w" na PSL?... - I to nas właśnie umacnia w przekonaniu, że idziemy dobrą drogą, że tak trzeba. Polsce jest konieczna konsekwencja, zar贸wno jeśli chodzi o rozwiązania kwestii obrotu ziemią, jak i o dopłaty do produkcji rolnej. Taka konsekwencja zawarta jest w stanowisku PSL. - Co to konkretnie znaczy? - Zdecydowanie odrzucamy myślenie pojawiające się w r贸żnych wypowiedziach, że rolnik贸w można poświęcić w imię "wyższej racji", jaką jest rzekomo samo wejście do UE. PSL stawia sprawę akurat odmiennie: nie ma interes贸w grupowych - rolnik贸w, hutnik贸w, nauczycieli, g贸rnik贸w czy pielęgniarek. Jest interes Polski. Wymagający tego, aby ewentualne wejście do UE odbyło się na godnych dla Polski warunkach. O te godne warunki PSL zabiega wewnątrz koalicji. Dop贸ki będą tu szanse walki - widzimy swoją szansę w koalicji. Jeżeli zwycięży koncepcja wejścia do UE za wszelką cenę, kosztem polskiego interesu narodowego - to PSL w koalicji nie będzie. - Wspominał Pan o dopłatach do produkcji rolnej jako o drugiej zasadniczej kwestii przy wejściu do UE. Jakie ma być, Pana zdaniem, polskie stanowisko w tej sprawie? Była też jakaś kontrowersja między wicepremierem Jarosławem Kalinowskim a Danutą H眉bner (SLD). - To był niestosowny komentarz minister H眉bner do stanowczej i zgodnej z polskim interesem narodowym wypowiedzi wicepremiera Kalinowskiego. Kiedy powstawała koalicja z SLD, uzgodniliśmy wsp贸lnie,że w negocjacjach o członkostwo w UE będziemy konsekwentnie domagać się, aby polskie rolnictwo było objęte pełną polityką wsp贸lnotową. Aby korzystało z takich samych dopłat, jak rolnictwo Europy Zachodniej. Nie wolno doprowadzić do takiej sytuacji, że otworzy się granice na import unijnych towar贸w, dotowana żywność będzie bez ograniczeń wpływać do Polski, a nasi rolnicy nie będą mieli szans konkurować nie tylko na rynku europejskim, ale nawet polskim. Bo będą czterokrotnie mniej dotowani. Tego nie można akceptować, nie tylko z uwagi na interes rolnik贸w, ale z uwagi na polski interes narodowy. Dość już było poświęcenia r贸żnych grup społecznych w imię kolejnych etap贸w przemian. Kiedyś poświęcono pracownik贸w PGR i dzisiaj mamy wielkie problemy gospodarcze, polityczne i społeczne w zachodniej i p贸łnocnej Polsce. Po takich doświadczeniach tym bardziej nie można zgodzić się na wejście do UE, jeśli ma to oznaczać doprowadzenie kilku milion贸w polskich chłop贸w do nędzy. - Wśr贸d milion贸w polskich chłop贸w mamy bardzo wielu gospodarujących na kilkuhektarowych, rodzinnych gospodarstwach. Co się z nimi stanie po wejściu do Unii? - W czasach, kt贸re niechętnie wspominamy, bo to nie były dobre czasy, ludzie z takich gospodarstw radzili sobie pod względem ekonomicznym, bo bardzo często byli dwuzawodowcami. Pracowali gdzieś w przemyśle i prowadzili swoje gospodarstwa. Jeśli polska gospodarka zacznie się rozwijać i w pobliskich miastach czy miasteczkach, będą miejsca stałej pracy - to dla tych ludzi jest szansa. Natomiast nie do przyjęcia jest, aby pojawiła się tym razem na wsi milionowa armia bezrobotnych. W dalszej perspektywie pewnie będą w Polsce powstawały większe gospodarstwa i znikały małe. Ale to musi być proces rozłożony na długie lata i musi mu towarzyszyć stworzenie poza rolnictwem szansy dla tych, kt贸rzy z rolnictwa odejdą. To trzeba przewidzieć w polityce gospodarczej. - Czy taka gospodarka jest we wsp贸lnym programie koalicji? - W koalicji PSL-SLD program gospodarczy naszego Stronnictwa nie został dostatecznie uwzględniony. Podstawą tego programu jest zmiana filozofii gospodarczej. Podatek importowy, kt贸ry ma dać impuls rozwojowi gospodarki, zmiany polityki kursowej, obniżenie ceny kredytu, czyli realnych st贸p procentowych, likwidacja wszystkiego, co dusi gospodarkę, polską produkcję, eksport, popyt wewnętrzny, co powoduje, że gospodarka jest w stanie zapaści. - Co stanie się po wejściu do UE z niewątpliwymi zaletami ekologicznymi polskiego rolnictwa? Jaki będzie los polskiego oscypka? - To jest ciągle nie wykorzystana przez nas szansa. Nie umiemy wypromować swoich bardzo dobrych wyrob贸w. Gdy byłem prezesem NIK, opracowany został raport oceniający promocję Polski za granicą. Okazało się, że ta promocja jest mało skuteczna, o małej skali, często zupełnie przypadkowa. Tu wr贸cę do podatku importowego - 10 mld zł z tego podatku proponowaliśmy przeznaczyć nie na konsumpcję, ale na cele rozwojowe, m.in. na promocję Polski za granicą. Oczywiście, zdrowe polskie produkty regionalne - jak ten oscypek - to dobry interes. Tyle że to wymaga promocji. Tymczasem nasza promocja polega na tym, że ubiegamy się o członkostwo w UE za wszelką cenę. Występujemy w roli pokornego petenta. Taki wizerunek musi nam szkodzić. - Nasze negocjacje z UE są otoczone jakąś chorobliwą tajemnicą. Gdzieś w głębokim sekrecie ktoś z kimś decyduje o naszych losach, o naszym bycie na wiele lat. - To ważne spostrzeżenie. Polska jest państwem, gdzie wciąż utrzymuje się w tajności sprawy, kt贸re powinny być wiadome społeczeństwu. To służy ukrywaniu albo r贸żnych patologii, albo błęd贸w i niedociągnięć. Zbyt mało jest otwartości i informowania. Są r贸żne tajemnice dotyczące prywatyzacji, wielkich zam贸wień publicznych. Podobnie jest z negocjacjami z UE - wszystkie są tajne. To się musi zmienić. Od kilku tygodni obowiązuje ustawa o dostępie obywateli do informacji publicznej. Mało kto wie o tej ustawie, o tym, że obywatele mają prawo żądać od władz informacji, co te władze robią, na jaki temat negocjują. Taka jawność informacji jest też niezbędna dla tępienia korupcji. - O to Pan zabiegał jeszcze jako prezes NIK... - A obecnie niedługo będę miał gotowy projekt ustawy o jawności kontrakt贸w w ramach zam贸wień publicznych. Mam nadzieję, że klub PSL wniesie ten projekt do Laski Marszałkowskiej. Sądzę, że taka ustawa pozwoli wyeliminować wiele patologii. Mam też nadzieję, że uzyska poparcie i opozycji i koalicji, że znajdę sojusznik贸w ponad podziałami. - Widząc wiele zła i nie godząc się na nie, pr贸buje Pan zawsze znaleźć jakieś pozytywne wyjście, zgodnie z hasłem "r贸bmy swoje". Nie popada Pan nigdy w nastroje buntu czy destrukcji? - Wychowałem się na wsi, przy pracy na roli. Nauczyłem się racjonalności i zdobyłem świadomość, że trudności trzeba rozwiązywać bieżąco. W gospodarce stale "coś się stało" i nie ma czasu na bunt czy frustrację. To nie jest metoda na pow贸dź czy suszę itd. Na sprawy państwa patrzę dość podobnie. Stało się coś złego - to trzeba z tego wyjść. Egzekwować odpowiedzialność do winnych, ale przede wszystkim zapobiegać złu na przyszłość. Takie myślenie wyniosłem z rodzinnego domu. - Panie Marszałku, wr贸ćmy jeszcze do koalicji PSL-SLD. Łatwa jest ta koalicja? - Nie było, nie ma i chyba nie będzie łatwych koalicji. Zwłaszcza w takiej sytuacji, w jakiej jest Polska. A ta koalicja jest szczeg贸lnie trudna. PSL jest lojalnym partnerem, wbrew stereotypowi,że jest to partner, kt贸ry rozrabia. Lojalny zaś - to znaczy odpowiedzialny, czasem nawet aż nazbyt. Przypomnę głosowania zmiany przepis贸w w polityce społecznej - np. zasiłki przedemerytalne, urlopy macierzyńskie - z b贸lem serca godziliśmy się na program rządowy. Choć, gdyby przyjęto nasz projekt 50-proc. podatku dla najbogatszych, cięcia tego rodzaju nie byłyby konieczne. Są jednak obszary, gdzie umowa koalicyjna nie obowiązuje, jak ordynacja wyborcza, lustracja czy aborcja. W tych i podobnych obszarach nie zawsze będziemy się zachowywać tak jak SLD. W obecnej sytuacji nie ma dla tej koalicji alternatywy, może z wyjątkiem rządu mniejszościowego i chaosu w państwie. Pozostaje jeszcze kurs na ostry liberalizm i koalicja SLD z Platformą Obywatelską. Ale to byłoby najgorsze wyjście dla Polski. - Dziękuję za rozmowę. Z Januszem Wojciechowskim (PSL) rozmawia Teresa W贸jcik , Nasza Polska, 2002-03-06 |