|
Rozmowa z dr. Marianem Brz贸ską, doradcą ministra w Komitecie
Integracji Europejskiej |
|
RZ: Unia Europejska przygotowuje specjalną wersję Wsp贸lnej Polityki Rolnej dla kraj贸w kandydackich, kt贸ra ma skuteczniej modernizować ich rolnictwo i integrować je z rolnictwem UE. Co można powiedzieć o tej propozycji? MARIAN BRZ脫SKA: Na razie nie można powiedzieć zbyt wiele, zwłaszcza dobrego. W wypowiedziach komisarza F. Fischlera pojawiają się sygnały o zmianach, niestety, często sprzeczne. Dotychczas słyszeliśmy, że powiększenie UE, podobnie jak negocjacje WTO, zmuszają Unię do istotnych zmian, ale ciągle w ramach Wsp贸lnej Polityki Rolnej. Teraz mamy do czynienia z czymś nowym. Poszukuje się odmiany WPR dla kraj贸w kandydackich. A to już jest Wsp贸lna Polityka Rolna z przymiotnikiem. Są chyba jednak propozycje pozytywne... Pierwszą jest uznanie przez UE potrzeby silniejszego, niż było to w EWG, wsparcia przemian strukturalnych, zwłaszcza w polskim rolnictwie. Integracja polskiego rolnictwa wymaga przyspieszenia tych przemian, szybszej koncentracji ziemi i produkcji, zmniejszenia liczby gospodarstw i zatrudnionych w nim os贸b oraz zwiększenia zatrudnienia pozarolniczego na wsi i w otoczeniu rolnictwa. Pozostałe kraje Europy Środkowowschodniej mają to za sobą, bo przeszły kolektywizację. To, co w UE dokonuje się intensywnie od trzydziestu lat i doprowadziło do pięciokrotnego zmniejszenia zatrudnienia w rolnictwie i dwuip贸łkrotnego powiększenia obszaru gospodarstw rolnych, w Polsce może i powinno nastąpić w ciągu kilkunastu lat. Druga propozycja dotyczy uproszczenia systemu dopłat bezpośrednich dla gospodarstw (co jest także zgodne z wytycznymi szczytu berlińskiego), by uczynić WPR bardziej przejrzystą. Jeśli miałoby to dotyczyć całego rolnictwa UE, mogłoby budzić uznanie. Ponieważ dotyczyć ma wybranych kraj贸w, a zwłaszcza Polski, musi zastanawiać, czy tylko o uproszczenie systemu chodzi, czy też o zamrożenie potencjału polskiego rolnictwa i jego konkurencyjności. Trzecim pozytywnym sygnałem jest opinia, że nie chodzi o ograniczenie płatności (dla Polski) z budżetu Unii, ale o efektywność wykorzystania środk贸w, kt贸remu te propozycje mają służyć. Jakie wobec tego są słabości proponowanych przez Unię nowych rozwiązań? Czy nasza polityka rolna jest lepsza? Polityka rolna Polski od p贸ł wieku jest zła i przynosi fatalne skutki dla rolnictwa, a ściślej dla całej gospodarki narodowej i dla przestrzennego rozwoju społeczno-gospodarczego kraju. Jest zła dlatego, że w istocie stanowi odwrotność WPR. Stosuje się instrumenty przechwytywania dochodu wytwarzanego w rolnictwie (od połowy do około 1/5 obecnie), w przeciwieństwie do UE, kt贸ra do dochodu wytwarzanego w rolnictwie dokłada od p贸ł wieku drugie tyle. Podstawową słabością propozycji UE jest to, że zaleca się nam odmienność, nowe rozwiązania, a nie przyswojenie uniwersalnych zasad WPR. A nam WPR podoba się dlatego, że właśnie ona skutecznie przeobraża rolnictwo europejskie i wieś, pozwala temu rolnictwu wnosić wkład w rozw贸j całej gospodarki Unii, chociaż kosztuje i rodzi zjawiska niekorzystne. Odmienność propozycji dla nas polega na tym, że proponuje się rozwijać rolnictwo polskie przez rozw贸j wsi, a nie, jak w UE, rozw贸j wsi przez rozw贸j rolnictwa. Preferowane przez UE wspieranie przemian agrarnych przyniesie pewne korzyści po kilkunastu latach, natomiast nier贸wne warunki produkcyjno-dochodowe działać będą na niekorzyść natychmiast po uzyskaniu członkostwa. Ponadto programy i fundusze strukturalne są uznaniowe. UE może je akceptować lub nie, są obwarowane licznymi ograniczeniami, zaczynają działać w pełni po 2, 3 latach, wymagają intensywnego wsp贸łfinansowania przez kraj, kt贸ry z nich korzysta. Najważniejsze, że nawet gdyby doprowadziły w parę lat do trudnego do wyobrażenia powiększenia średniej wielkości gospodarstwa do 20 ha, jak w UE, i tak gospodarstwa te nie będą samodzielne ekonomicznie i dochodowe, podobnie jak nie są w UE i w USA, gdzie mamy do czynienia z dziesięciokrotnie większymi farmami. Od p贸ł wieku wiadomo, że rolnictwo europejskie nie może działać w oparciu o ceny światowe, tak samo jak rolnictwo USA, kt贸re połowę zysku czerpie z dotacji. Jeśli tego nie przyjmiemy za podstawę myślenia, proponowane przez Unię instrumenty i fundusze strukturalne nie będą efektywnie działały w Polsce. Nie będzie popytu gospodarstw na produkcję i usługi pozarolnicze, a rolnik贸w i gminy nie będzie stać na wsp贸łfinansowanie przedsięwzięć strukturalnych. Obniżone o ponad połowę dochody rolnicze w ostatnich dziesięciu latach spowodowały trzykrotny spadek zakupu środk贸w produkcji i usług, zmniejszenie zatrudnienia pozarolniczego na wsi, powodując coroczny przyrost bezrobocia na wsi o ponad 100 tys. os贸b. Dlatego żadne polskie programy aktywizacji wsi nie są skuteczne. Nie będą też skuteczne proponowane przez Unię, w spodziewanej skali czyniącej zmiany na wsi i w rolnictwie realnymi. Rolnik polski nie może działać, podobnie jak unijny, bez wsparcia dochodowo-ekonomicznego samego gospodarstwa. To jest podstawa przemian agrarnych w UE i źr贸dło ich braku w Polsce. Programy okołorolnicze na wsi - co przede wszystkim proponuje UE - trafiają do innych adresat贸w i będą paraliżowane przez niewydolność dochodową rolnictwa. W Polsce większości rolnik贸w nie opłaci się powiększać gospodarstwa rolnego przez dzierżawę nawet za podatek rolny. W UE to się opłaca i następuje w powszechnej skali, bo zysk z hektara jest około trzykrotnie wyższy od sporego czynszu dzierżawnego. Ale ten zysk pochodzi z dotacji bezpośrednich. Przecież w UE powstaje wiele raport贸w studialnych, także dotyczących polskiego rolnictwa. Czyżby były nietrafne? Po naszym rolnictwie widać skutki tych rekomendacji, zwłaszcza rekomendacji gorliwie rozwijanych przez polskich polityk贸w i ekonomist贸w popierających wolny rynek. Przez prawie czterdzieści lat doradzano nam kolektywizację. Przez ostatnie dziesięć - urynkowienie. I to wtedy, kiedy USA i UE idą w odwrotną stronę, zwiększając dopłaty. Na skutek tych rekomendacji Polska utraciła swoją pozycję w rolnictwie europejskim, a deficytowe i dekapitalizujące się rolnictwo hamuje rozw贸j i odnowę całej gospodarki, przyczynia się do wzrostu bezrobocia. Wszystkie raporty eksport贸w kraj贸w Unii w sprawie polskiego rolnictwa nie były trafne, chociaż przygotowywano je z udziałem wybitnych i znanych ekonomist贸w, według teoretycznych reguł ekonomii. Rozmijały się bowiem z polską rzeczywistością i z praktyką ekonomiczną w rolnictwie UE. Zdaje się, że tak jest i obecnie, mimo że od dekady polemizujemy, zwłaszcza w ramach AGRAEUROPY, dialogu strukturalnego i grup refleksyjnych. Wina leży też po naszej stronie, ponieważ dyskusje i dążenie do wzajemnego zrozumienia zastąpiliśmy ostatnio hasłami "twardych" negocjacji, czy 18 lat ochrony ziemi. Czy przygotowany przez KE raport w tej sprawie może być podstawą takiej dyskusji? Ze wstępnych informacji wynika, że tak. Dopiero jednak pełna analiza raportu, z oficjalnym stanowiskiem negocjacyjnym UE, stworzy podstawę do rzeczowych rozważań. Chociaż wydaje się, że więcej będzie polemiki i wyjaśniania oczywistych fakt贸w niż dyskusji, bo Unia chce narzucić pewne fakty (budżet, koncepcję wsparcia wsi, a nie rolnictwa) przed negocjacjami. Z wypowiedzi komisarza rolnego wynika, że objęcie polskiego rolnictwa dopłatami bezpośrednimi podobnymi do unijnych zamrozi strukturę agrarną w Polsce. To propozycja Unii przyznania częściowych dopłat bezpośrednich spowolni przemiany agrarne i wykorzystywanie obiecywanych funduszy strukturalnych. Przyznać wszystkim mało i po r贸wno, na hektar, to rozwiązanie łatwiejsze, ale umniejsza siłę bodźca powiększania skali produkcji, wielkości gospodarstwa i specjalizacji. Nadal nie będzie się opłacać dzierżawić ziemię i modernizować gospodarstwa. Spieramy się o niewiele, o koncepcje i mechanizmy, bo wiemy, że przyznanie r贸wnych praw WPR oznacza wypłacanie połowy korzyści fińskiemu rolnikowi, a jeden trzeciej - polskiemu. Demokracji WPR nie przelicza się automatycznie na r贸wne pieniądze na hektar czy na gospodarstwo nie tylko w Europie Wschodniej. Polski rolnik nie oczekuje wyg贸rowanych dopłat nieuzasadnionych jakością produkcji czy limitowanym obszarem. Spodziewa się tylko r贸wnego traktowania w sensie warunk贸w i mechanizm贸w gospodarowania. Na mniejsze korzyści niewypracowane przez siebie zgodzi się ze zrozumieniem (niższe plony referencyjne, niższa mleczność, inna jakość handlowa części żywności). M贸wi się też, że dopłaty bezpośrednie na poziomie unijnym doprowadzą do rozwarstwienia dochodowego rodzin rolniczych i nierolniczych, konflikt贸w społecznych... To już kompletne nieporozumienie! Rolnicy polscy odczuwają największy po wojnie dysparytet dochodowy, graniczący z unicestwieniem gospodarstw. Gdyby dzisiaj otrzymali pełne dopłaty, i tak nie wyr贸wnałoby to luki dochodowej powstającej przez wiele lat. Nawet najwięksi i najlepsi rolnicy gospodarują na granicy opłacalności czy raczej bankructwa. Co się stanie, jeśli dyskusje i negocjacje nie przyniosą r贸wnych warunk贸w dla polskich i unijnych rolnik贸w? Nie wyobrażam sobie tego, jako zwolennik integracji z przekonania. Ale teoretycznie wszystko jest możliwe, bo korzyści nadrzędne, w skali całej gospodarki, przeważają często nad interesami sektorowo-grupowymi. Tak było ze sprzedaniem rolnictwa w Układzie Europejskim. Ale wtedy nie było świadomości skutk贸w społeczno-gospodarczych odmiennego traktowania gospodarki nierolniczej i rolnictwa w procesie stowarzyszenia. Nie wyobrażam sobie wsp贸lnego rynku rolnego (otwarcia granic) przy ocenie pszenicy 650 zł za tonę po lewej stronie Odry i 450 po prawej. Wtedy w referendum oczekiwać będziemy akceptacji traktatu przez sfrustrowaną paromilionową społeczność rolniczą. Czy możemy negocjacje przegrać? Przegrana integracji obecnie byłaby przede wszystkim przegraną dla Polski i kr贸tkookresowym zyskiem dla części kraj贸w Unii. Byłaby też przegraną polityczną dla Komisji Europejskiej i wielu jej instytucji, kt贸re dziś przymykają oczy na oczywistą niesprawność i małą efektywność funkcjonowania na styku z krajami stowarzyszonymi. Rozmawiał Edmund Szot, Rzeczpospolita, 2002-02-01 |