nasza witryna

UE a światowy spisek przeciwko życiu


 

Dyskusja nad rozmaitymi aspektami integracji Polski z Unią Europejską nie powinna sprowadzać się do propagandy czy wznoszenia jedynie bojowych okrzyków. Każdy, na miarę swoich kompetencji, powinien rozważyć jakiś wybrany aspekt tej integracji i starać się go maksymalnie dopracować, abyśmy nie mieli żadnych wątpliwości, jaką należy podjąć decyzję. Jej wartość zależy nade wszystko od tego, na ile kierujące nimi rozpoznania są prawdziwe i odpowiednio uzasadnione.

Mitologizacja chrześcijaństwa?

W kolejnych artykułach przyglądam się zmaganiu Irlandii o pozostanie sobą w ramach Unii. Niejednokrotnie bowiem właśnie to państwo traktuje się jako wzorcowy przykład katolickiego kraju, któremu Unia Europejska nie zaszkodziła i nie odmieniła jego narodowej i katolickiej tożsamości. Łatwo przecież pokazać, że nikomu w Irlandii nie zakazano praktyk religijnych, nie pozamykano kościołów, nie uwięziono księży biskupów.
Korzystając z konkretnych dokumentów starałem się pokazać, że jednak prawda na temat tożsamości Irlandii w ramach UE wygląda inaczej. Nie ma żadnych wątpliwości, że ten katolicki kraj wstępując do Unii - inaczej niż my - nie zechciał tylko samemu Panu Bogu powierzyć swojego losu i kształtu swojego prawa. Irlandczycy raczej powtórzyliby za Mickiewiczem, że Pana Boga trzeba niejako sprowadzić na ziemię, ponieważ On niczego człowiekowi i narodom nie funduje "na siłę". Konieczne jest ludzkie współdziałanie.
W naszym kraju zaś słyszymy opinię, że sam Pan Bóg nas obroni w ramach UE. Wszystko się zatem rozwiąże pozytywnie samo, bez naszego wkładu. To przekonanie widoczne jest w rozpowszechnionym mniemaniu, że nawet z dawną "przewodnią siłą narodu" na czele pochodu do UE, nie ma absolutnie żadnych zagrożeń. Innym przykładem tego jakby "zrzucenia" na Pana Boga odpowiedzialności za nasz własny los, jest kolportowana informacja, że niebieska flaga z 12 gwiazdami - bez apokaliptycznej Niewiasty obleczonej w słońce - to amulet sam odstraszający wszelkie złe duchy, gwarantujący nienaruszalność naszej tożsamości. Wystarczy tylko znaleźć się w jego zasięgu...
Ostatnio pani minister Izabela Jaruga-Nowacka obwieściła ponowienie wysiłków rządzącej partii na rzecz całkowitego zezwolenia na zabijanie nienarodzonych dzieci w naszym kraju. Dodała także, iż inicjatywa ta "byłaby dobrze widziana przez Unię Europejską" ("Źródło", 4/2002, s. 25). Widać zatem, że nasi rodzimi "aborterzy" jednak nie lękają się tych rzekomo pobożnych dwunastu gwiazd z flagi Unii. A może trafnie rozpoznają, że taki właśnie, okaleczony symbol daleki jest od oryginalnego chrześcijańskiego znaczenia, tak jak satanistyczny odwrócony krzyż nic wspólnego nie ma ze swoim pierwowzorem. Gwiazdy bez Niewiasty to raczej symbol bliski idei Oświecenia, do którego bardzo często odwołują się budowniczowie UE. Wskazał na tę ideę przedstawiciel Komisji Europejskiej (Juan Prat), w przemówieniu wygłoszonym podczas konferencji demograficznej ONZ w Kairze (1994). Jego zdaniem, Unia realizuje z jednej strony idee "wielkich monoteistycznych religii" (a zatem nie religii chrześcijańskiej!), z drugiej zaś idee Oświecenia (www.undp.org/popin/icpd/conference/una).
Zamiast zatem hipnotyzowania siebie i innych - zmitologizowanym chrześcijaństwem, pora analizować chłodne fakty, w jakim kierunku idzie Unia i co nas w związku z tym musi czekać, jeśli znajdziemy się w jej ramach. Uczmy się w tej sprawie od katolickiej Irlandii.

Świadczenie prawdy na arenie międzynarodowej

Chciałbym teraz zwrócić uwagę na to, jak udaje się Irlandczykom spełniać zadanie świadczenia o prawdzie na arenie światowej polityki. Świadectwo to zdaje się mieć szczególne znaczenie w epoce globalizacji?
Niestety, wydaje się, że politycy reprezentujący katolicką Irlandię podczas światowych konferencji ONZ od momentu wstąpienia do Unii realizują politykę, która jest całkowicie sprzeczna z duchem ich narodu. Wskazuje na to szereg faktów.
Oto bowiem dokładnie od 1993 roku, czyli właśnie od samego wejścia do Unii, tuż po referendum ogólnonarodowym na ten temat (1992), Irlandia po raz pierwszy zaczyna finansować Fundusz Ludnościowy ONZ (zob. www.unfpa.org/news/pressoom/2000/irish), działający już od połowy lat 60. W 1999 roku Irlandia wpłaciła Funduszowi 400 tys. irlandzkich funtów, a w 2000 roku podniosła swój wkład do 600 tys. funtów. Tymczasem ta agenda - jak wiadomo - od samego początku prowadzi proaborcyjną politykę na całym świecie, czyli stoi niemal na czele światowego "spisku przeciwko życiu", o którym pisze Jan Paweł II w encyklice "Evangelium vitae". Czy zatem godzi się katolickiej Irlandii dawać chociażby funta na zbrodnię wołającą o pomstę do Nieba, o czym zresztą mówi tamtejsza konstytucja? Dlaczego więc tamtejsi politycy prowadzą na własną rękę działalność sprzeczną z prawami, które ustalił ich własny naród? Dlaczego prowadzą politykę samobójczą także dla swojej tożsamości narodowej?
Jedyne wyjaśnienie, które się nasuwa, to ramy UE. Członkostwo w proaborcyjnej Unii, także hojnie wspierającej UNFPA, tłumaczy takie samo zaangażowanie Irlandii na arenie międzynarodowej.

Dokumenty mówią

Nic zatem dziwnego, że już podczas konferencji ONZ w Kairze w 1994 roku przedstawiciel Irlandii przyłączył się bez zastrzeżeń do neomalthuzjańskiego lamentu światowej czołówki ekonomicznej na temat rzekomego "dramatycznego wzrostu" światowej populacji naszej planety. Ma to jakoby mieć głębokie negatywne konsekwencje dla społeczeństw i ich dobrobytu (zob. www.undp.org/popin/icpd/conference/gov/940907125307).
Z kolei w 1999 roku, podczas specjalnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku (tzw. Kair +5; zob. www.un.org/conference/icpd5) przedstawiciel Irlandii mówił z dumą o gwałtownym spadku wskaźnika urodzeń w ich kraju z 21.8 urodzeń na 1000 kobiet w 1980 roku, do 13.5 w 1998, co w 1995 roku oznaczało osiągnięcie wskaźnika płodności 1.84, czyli zejście poniżej wskaźnika zastępowalności pokoleń, który dla tego rejonu świata wynosi 2.1. Dodał też, że brak zastępowalności pokoleń nastąpił począwszy od 1991 roku. Przedstawiciel Irlandii nie wyraził jednak ubolewania z tego powodu, ale nawet wskazał, że stało się to na skutek wprowadzenia od 1994 roku nowych programów planowania rodziny, które stworzyły osiem ośrodków dostarczających - za darmo dla ubogich - środków kontroli urodzeń. Chwalił się też z wprowadzenia "edukacji seksualnej", obejmującej także zagadnienia "zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego".
Podczas spotkania w Nowym Jorku irlandzki polityk wyrażał też dumę z działalności swojego kraju w sub-saharyjskiej Afryce, na którą przeznaczają 15 proc. środków "pomocy" finansowej, obejmującej również serwis z zakresu "reprodukcyjnego zdrowia". Podkreślił także mocne poparcie dla działań UNFPA. Jedynym śladem niejako presji wyborców na polityków było stanowisko, iż tzw. aborcja nie powinna być traktowana jako "metoda planowania rodziny" i że każdy kraj powinien sam określać "warunki przerywania ciąży".
W porównaniu jednak ze zdecydowanym potępieniem zabijania nienarodzonych, co było obecne chociażby w przemówieniu przedstawicieli Malty (podczas konferencji w Kairze) oraz wielu krajów Ameryki Łacińskiej (np. Argentyny), świadectwo Irlandii "za życiem" wypadło bardzo słabo. Czyż raczej nie należy potępić tego, kto twierdzi, że należy pozostawić każdemu krajowi wolną rękę w legalizacji oczywistej zbrodni? Co myślimy dzisiaj na temat tych krajów, które milczały podczas holocaustu, traktując go jako wewnętrzną sprawę innych?
Wprawdzie nikt nie oczekiwał, aby Irlandczycy podczas konferencji w Kairze i Nowym Jorku zaświadczyli "za życiem" ruszając czołgami na państwa, które wprowadziły u siebie tzw. aborcję. Z pewnością jednak świat oczekiwał deklaracji, że owej zbrodni nigdy i nigdzie nie należy legalizować. Tego Irlandczycy niestety nie zadeklarowali. Co więcej, podczas spotkania w Kairze uznali za konieczne dodać, że w ich kraju (tak jak w wielu innych) wprawdzie konstytucja chroni prawo do życia nienarodzonych, to jednak równocześnie broni się tam równego prawa do życia matki w ten sposób, że Sąd Najwyższy (spełniający tam rolę Trybunału Konstytucyjnego) orzekł (w 1992 r.), iż tzw. aborcja jest dopuszczalna w przypadku istotnego zagrożenia życia matki.
Nic zatem dziwnego, że już w 2000 roku, podczas specjalnej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, poświęconego realizacji postanowień z konferencji w Pekinie (1995 r.) Irlandczycy całkowicie zamilkli w powyższym temacie (por. www.un.org/ga/webcast/statements/ireland6), kompromitując się tylko swoim oświadczeniem, iż wprowadzili u siebie równość także odnośnie do "seksualnej orientacji", co jest wymogiem - jak w innych miejscach wspominałem - regulacji prawnych UE (między innymi stanowi wymaganie Traktatu z Amsterdamu).

Szlakiem Unii

Widzimy zatem, że Irlandia nie ma się co szczycić przemówieniami swoich przedstawicieli. W Kairze Irlandczycy wyraźnie wskazali na ścisłą więź z partnerami z Unii Europejskiej. W ślad za ministrem Manfredem Kantherem z Niemiec (przemawiającym w imieniu Unii) opowiedzieli się za przyjęciem Planu Działania, który z wielu powodów wymagał zgłoszenia szeregu wyraźnych zastrzeżeń, z czego zresztą wiele państw skorzystało. Niestety, nie było wśród nich Irlandii. Nie było Irlandii, ponieważ nie było także UE.
Minister Kanther w swoim przemówieniu wyraźnie wskazał, że UE zobowiązuje się do dalszej i bardziej intensywnej współpracy w polityce populacyjnej, obejmującej także "zintegrowane podejście do seksualnego i reprodukcyjnego zdrowia i planowania rodziny". Oczywiście to polityczne ślubowanie wprost nie wskazywało, że będzie się "eksportować" do krajów Trzeciego Świata tzw. aborcję (łatwo się przekonać, że wszyscy aborcjoniści zazwyczaj określają siebie jako przeciwników tzw. aborcji!), ale chociażby podany przez delegację Watykanu podczas tej konferencji komentarz do tych wyrażeń wyraźnie wskazuje, że stanowią one słowny welon, ukrywający także takie praktyki. Wprawdzie minister Kanther powiedział, iż tzw. aborcja nie powinna być promowana jako środek planowania rodziny, to jednak dodał, że "aktualny wysoki poziom niebezpiecznych aborcji musi być przemyślany".
Wiadomo, że w żargonie ONZ wyrażenie "niebezpieczna aborcja" oznacza także aborcję nielegalną, a zatem zażegnanie owego niebezpieczeństwa to jej legalizacja. Przedstawiciel UE podziękował też pani Nafis Sadik (kierującej wtedy UNFPA) za przygotowanie cennego dokumentu zaproponowanego do przyjęcia podczas konferencji. Dokument ten - jak pamiętamy - wywołał natychmiastową reakcję Ojca Świętego, ostrzegającego w osobnym liście ("Rodzina należy do dziedzictwa ludzkości" - list Papieża Jana Pawła II z 19 III 1994 r.) głowy wszystkich państw przed przyjęciem tego dokumentu, z racji promowania między innymi właśnie zabijania nienarodzonych dzieci. Dla Papieża treść tego dokumentu była "bolesnym zaskoczeniem", między innymi z powodu propozycji "powszechnego uznania, na skalę światową, prawa do aborcji". Tymczasem dla delegacji UE - jak widzimy - dokument ten należało przywitać z uznaniem, a nie z "bolesnym zaskoczeniem"...
Jakie są powody zajęcia tej właśnie opcji przez UE? Czy jakieś dokumenty zobowiązują państwa członkowskie - w tym także Irlandię - do sojuszu z całą Unią podczas światowych konferencji ONZ? To pokaże, czy Polska w ramach UE będzie mogła działać inaczej niż Irlandia.

Marek Czachorowski, Nasz Dziennik, 2002-01-30

powrot